Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Mrówka 28 cze 2006, 11:10
Zgadzam się z Betty...jestem przerażona tym, co napisał Delvin...gdzie tu miłość???????? To chore
Cała rzecz w tym,by mieć trochę względów i troski o Innych - Kubuś Puchatek
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

dziekuje za odpowiedzi:)

przez ksiezniczka 28 cze 2006, 13:08
dzieki wszystkim za odpowiedzi. powiem tak dzis mam wolne nadal czuje sie kiepsko...jutro ide do lekarza, zobaczymy jak to bedzie. tak czytam te wszystkie posty i sama nie wierze ze mnie moglo to spotkac. moze to tylko przemeczenie, oslabienie organizmu...narazie sie tym nie martwie tylko poczekam co powie lekarz. no i az takich powodow do stresow nie mam zeby nabawic sie nerwicy.......normalne zycie nastolatki hehe:) pozdrawiam!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 cze 2006, 00:25
Lokalizacja
Poznan

Avatar użytkownika
przez Hollow 28 cze 2006, 13:21
Kali, Delvin ma rację, jeśli uznasz, że dziewczyna jest źródłem Twoich problemów. Tak to widzisz?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
10 mar 2006, 17:29

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Mrówka 28 cze 2006, 13:59
Jasne...rób tak, jak mówi Delvin, a już popsujesz swój związek na amen:((((((( Przecież sam czujesz, że to chore, sam zauważyłeś, że to co robi Twoja Mama nie jest zdrowe i nie ma podstaw. Chcesz mieć taki związek?? Kurczę, jeśli dziewczyna nie daje Ci obiektywnych podstaw, żeby ją o coś podejrzewać, to znaczy, że to wytwór Twojej wyobraźni.

Sorki, że piszę tak "kawa na ławę", ale ja znam jeden związek, gdzie takie coś było...wyrywali sobie komórki z ręki, żeby sprawdzić od kogo ten sms, podpuszcali się nawzajem i robili całą masę chorych rzeczy ( nie będę pisać, żeby CI nie podpowiadać. Widziałam takie zachowania na własne oczy. koszmar. Ja CI radzę jednak pójść do pscyhologa i szczerze wszystko powiedzieć, bo to może tylko pomóc.
Cała rzecz w tym,by mieć trochę względów i troski o Innych - Kubuś Puchatek
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

Avatar użytkownika
przez agapla 28 cze 2006, 14:42
Mrówka ma rację jak dziewczyna nie daje Ci powodów do zazdrości to po co ten cały cyrk ? Jak nawet zatańczy z innym to co według Ciebie to juz zdrada?Trzeba czsami się w porę opamiętać bo mozna stracić wszystko w jednej chwili właśnie takim zachowaniem pozdr.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez Kali 28 cze 2006, 16:39
Ja wiem, że to jest chore i mi też cała masa głupich pomysłów po głowie chodzi, ale jestem tego całkowicie świadomy, bo tak jak mówię jednak mogę spojrzeć na to z dystansu, bo wystarczy że spojrzę na rodziców i widzę że to wygląda okropnie i naprawdę gdy by mi ktoś 15 czy 10 lat temu powiedział że ja się tak będę zachowywał jak się zachowuje to bym go wyśmiał i powiedział że to nie możliwe!!!

Ale ja po prostu czasami mam właśnie takie dziwne myśli i te pomysły .... że nie mogę tego wytrzymać i chwilami naprawdę mam dość wszystkiego naprawdę wszystkiego.

W tej chwili na przykład jest OK a właściwie w tym tygodniu odkąd zacząłem o tym pisać jakoś mi jest lżej, bo pewnie mam nadzieję, że mi pomożecie i mi przejdzie całkiem.
No, ale cięgle mam chwile zwątpienia może i są to krótkie chwile, ale są.
Ale to u mnie często zależy od dnia czasami mam do wszystkiego optymistyczne podejście a czasami dosłownie mam tego dość i same złe myśli (bardzo złe) całymi dniami, że wytrzymać nie mogę i skupić się na niczym.

Czy uważam że dziewczyna jest źródłem moich problemów to raczej nie bo wiem że gdybym z nią zerwał i poznał inną to pewnie było by tak samo, ale ja nie chcę z nią zrywać bo lepszej dla siebie nie widzę ja uważam że to jest raczej moja wina a nie jej.

Ale wiecie co ja się naprawdę chcę temu przeciwstawić i np. dzisiaj wiem że moja dziewczyna prawdopodobnie będzie świętować zakończenie roku (bo studiuje język Angielski jest na drugim roku) i planuje z koleżankami w mieszkaniu, które wynajmują taką małą imprezę zrobić ja też jestem zaproszony ale nie pojadę bo po pierwsze jutro na 6:00 do pracy a poza tym w tamtym tygodniu ukradli mi wszystkie dokumenty łącznie z prawem jazdy i w tej sytuacji autem jechać nie mogę a to jest 50km od miejsca mojego zamieszkania a pociągów nie lubię.

I w związku z tą imprezą to nie będę się nic wypytywał, kto był czy coś piła i czy wogule impreza była czy nie po prostu zlekceważę to ona pewnie sama coś napisze do mnie na ten temat, ale ja się tym przejmował nie będę przynajmniej spróbuje podejdę do tego jak by to mnie wogule nie ruszało,(czyli podejście nie w moim stylu) i napiszę wam czy mi się udało i jak się czułem wiedząc, że moja dziewczyna tam imprezuje beze mnie.
To też będzie dla mnie jakiś sprawdzian jak myślicie?

A i jeszcze jedno, jeżeli chodzi o to, że powinienem się zapisać na jakiś sport czy coś w tym stylu żeby poznać kolegów do piwa to tak jak już wcześniej powiedziałem ja nie za bardzo lubię poznawać nowych ludzi, ponieważ nie jestem zbyt wygadany i mam problemy z prowadzeniem rozmowy z kimś, kogo prawie nie znam, dlatego nie jestem tym pomysłem zachwycony.
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
25 cze 2006, 22:13
Lokalizacja
Jarosław

przez pietruszka 28 cze 2006, 16:42
Dziękuję za miłe słowa. Jestem właśnie na etapie odbudowywania (chociaż jest to raczej budowanie na nowo) własnej tożsamości. jedno co mogę stwierdzić, że coraz rzadziej zdarzają mi się ataki. Ostatni był chyba jakoś tak z dwa miesiące temu i był o wiele, wiele słabszy. Miałam szczęście, bo tafiłam na niezłą panią psycholog, z którą dobrze się dogaduję. Potrafi mnie "rozgryźć":) Tak naprawdę to dopiero teraz lecząc współuzależnienie czuję, że powoli wydowbywam się jednocześnie z nerwicy. Bo jak sie okazuje właśnie osoby z problemami emocjonalnymi mają skłonność do tak destrukcyjnych związków. Na razie obywam sie bez leków i mam nadzieję, że mi się uda. Chociaż na początku było bardzo trudno. Jedynie brałam na sen Selofen. Wciąż niestety mam trudności z zasypianiem, ale mam nadzieję, że będzie lepiej. Mam okropny lęk przed braniem jakichkolwiek środków farmaceutycznych. Ale podobno psychoterapia bez leków może działać szybciej. Jakie macie zdanie na ten temat?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
23 cze 2006, 17:43

przez betty 28 cze 2006, 16:47
alleluja !!!! w koncu madrze gadasz.... trzymaj tak dalej i zycze powodzenia w wytrwaniu....
zapisanie sie na sport czy cos takiego to byl tylko przyklad... jak Ci dobrze samemu, to nie mam problemu...chodzi tylko o to zebys mysli przeniosl z dziewczyny na cos innego...
ale zaczynasz kumac. gratuluje
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
25 cze 2006, 11:52

przez Jon Snow 28 cze 2006, 16:57
Pietruszka, podoba mi się w Tobie to ,że ciagle walczysz, ze sobą i otoczeniem... W końcu zobaczysz ustawisz sobie życie,jesteś odważna - zwyciężysz :) Powodzenia!!
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
27 maja 2006, 23:28

Avatar użytkownika
przez agnes635 28 cze 2006, 17:03
Pietruszka!!! i tak trzymaj :lol: Podoba mi się bardzo,że potrafisz walczyć!!!przyszłość jest Twoja :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
365
Dołączył(a)
22 sty 2006, 21:42

jak zaufac sobie ???

przez betty 28 cze 2006, 19:20
sluchajcie, znalazlam was tu calkiem niedawno, ale spodobaliscie mi sie :) ... mieszkam we Wloszech i tu tez znalazlam panikarzy...jest nas wielu, w kupie razniej :lol: ... od 2 lat sobie cierpie, ale jest juz jako tako, czasami gorzej czasami lepiej, radze sobie...
to co mi nie daje spokoju, to fakt przebywania samej w domu, albo gdziekolwiek, ale samej, najczesniej jest to dom (moze dlatego ze pierwszy atak paniki mialam wlasnie w domu i nie bylo nikogo)... rano, wieczor, obojetne, a noc to chyba najgorzej. w dzien to moge zawsze wyjsc, a w nocy nie bardzo... zrobilam postep, bo zaufalam ludziom, wiec jak ich mam dookola, to czuje sie w miare dobrze, bo wiem ze jak mi sie cos stanie to ktos mi pomoze... a problem jest samej w domu, bo nie ma nikogo, i cala jestem pod moja kontrola... od pierwszej minuty mysli mnie atakuja, a co potem sie dzieje to juz sami wiecie, samo sie napedza... nawet jak sie czyms zajme, sprzataniem, cokolwiek, to te cholerne mysli nie chca odpuscic...
mieszkam z moim chlopakiem, ktory na 10 i 11 lipca ma wyjechac, a ja juz mysle co to bedzie ... :oops: zawsze moge kogos zaprosic, ale to nie jest rozwiazanie, ja chcialabym poczuc sie tak jak kiedys... w koncu podobalo mi sie przebywac samej i odpoczywac od wszystkich i wszystkiego... teraz tak nie umiem.... co robic?
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
25 cze 2006, 11:52

teraz o mnie;P

przez Mrówka 28 cze 2006, 19:44
Podzielę się swoimi objawami: nie mam takiej osoby, której bym mogła do końca zaufać, która by była dla mnie naprawdę wsparciem i gdy zdarza się tak, że np. mama mnie zrani tak naprawdę boleśnie, czuję się odrzucona nawet przez nią, to wtedy czuję, że tonę, że jestem zupełnie sama i nie ma dla mnie ratunku, że nawet Ci, którzy z racji bycia rodziną powinni mi dać wsparcie, mówią cyniczne i przykre rzeczy. Wtedy dostaję jakby ataku paniki - wydaje mi się, że nie ma dla mnie ratunku, nikt mi nie pomoże, moje życie nigdy się ne zmieni i naprawdę chcę w takich chwilach umrzeć. Żeby to jakoś przeżyć, ten straszny atak niepokoju i poczucie tracenia WSZYSTKIEGO - zeby to jakos opanowac, robię rzeczy, których potem żałuję np. dzwonię do kogoś i ryczę mu w słuchawkę. W ogóle gdy dostaję strasznego "ataku" niepokoju, to robię rzeczy, które z góry wiem, że są głupie, ale jakbym CZEGOKOLWIEK nie zrobiła, to nie opanowałabym tego niepokoju.Czy ktoś ma podobnie??
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

przez Gosia 28 cze 2006, 19:49
mrowka a nie myslalas o tym zeby sie wyprowadzic z domu?
masz prace poradzisz sobie moze dzieki temu nerwica ci przejdzie
jak sie tkwi w tzw toksycznej rodzince to jeszcze poteguje lek i niepokoj
przemysl to sobie
moje stosunki z matka poprawily sie dopiero jak sie wyprowadzilam a tez wiele przeszlam w domu
dziadek alkoholik krzyki bijatyki wychowywalam sie bez oja matka wyszla za maz pojawilo sie rodzenstwo czulam sie odrzucona itd.
gg
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
26 lis 2005, 10:53
Lokalizacja
kujawsko-pomorskie

przez giovanna 28 cze 2006, 19:51
umrzeć też mi się często chce,jak się źle czuję,chciałabym zwinąć się w kłębek i czuć tak jakby mnie nie było...Zazdroszczę ludziom,którzy chodzą sobie normalnie po dworze nie boją się wyjść z domu do pracy czy na zakupy,nie mają żadnych trzęsiawek,żyją sobie normalnie,a ja nie,ech :(
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
20 cze 2006, 16:54

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 30 gości

Przeskocz do