Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez darunia 21 cze 2006, 22:18
Wiesz, na to najlepsza jest psychoterapia, ja podczas niej zrozumiałam że tłumie emocje i one zmieniają sie pozniej w te lęki i inne zresztą też.
Czy ty chodzisz na psychoterapie?
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
27 mar 2006, 11:28
Lokalizacja
Wielkopolska

Avatar użytkownika
przez Eva 21 cze 2006, 22:23
Wiesz nikt z nas nie zna recepty na życie... kazdy oprucz nerwicy codziennie musi stawiać czoła codzienności . Ja nie uważam żebyś udawała ,ale wydaje mi się że nie możesz sama siebie takiej zaakceptować ,takiej bezradnej ,zagubionej w całym tym świecie chyba sama siebie nie kochasz ... moze się mylę :( Czuję twoj ból i niemoc ale kochana nikt ci nie pomoze z tego wyjść musisz zrobić to sama .Przerwij to błędne koło stań przed lustrem zobacz jaką jesteś wspaniałą dziewczyną ,nie dręcz sama siebie .Wyjdz do ludzi może jest ktoś blisko Ciebie kto potrzebuje twojej pomocy.A co do charakteru to uwierz mi on sie zmienia i nie gadaj głupot że masz taki podły bo wtedy byś nie była wrażliwą osobą tylko byś wszystko olewała. Ty po prostu potrzebujesz kogos kto bedzie przy tobie, ktoś bliski przed kim bedziesz mogła sie otworzyć i w koncu uwierzyć, że nawet jak bardzo bedziesz sie starała to i tak jesteś miłą osobą. Z alkoholem kochanie uważaj bo chyba nie masz zamiaru posiadać następnego problemu ,a świat po nim wcale nie jest różowy.Jesteś i tak dzielną dziewczyną bo jak piszesz nie raz próbowałaś coś zrobić ale efekty Ciebie nie zadawalały .Może postaw sobie poprzeczkę trochę niżej ,zacznij od małych kroczków a pozniej rzucaj sie na głebokie wody.A na spacer pewnie że idz sama jeśli nie masz z kim isc wszedzie jest pełno ludzi z którymi można pogadać... może w ten sposób poznasz pokrewne dusze :) pozdrawiam
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez ania30 21 cze 2006, 22:34
Ja również wiele razy umierałam , juz nawet nie zlicze ile razy ale sadze ze cmentarz by sie zapełnił , wiec nie przejmowac sie tym z czasem nauczysz sie z tym życ. trzeba wrzucic na luz. ;)
życie jest piękne
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
07 cze 2006, 18:48
Lokalizacja
polska

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez ania30 21 cze 2006, 22:50
swego czasu jakies 5 lat temu obudzilam sie w nocy i naszły mnie takie myśli ze wstanę wezmę nóż i zabije męża oraz syna syn mial wtedy 2 latka , dodam że bardzo i kocham i są moim światem , bardzo przerazilam sie tą myślą oczywiscie był potem atak paniki , na drugi dzień udalam sie do mojej lekarki bo myslalam ze skoro mam takie myśli to niech mnie zamkną bo jestem moze niebezpieczna , ale ona mi wyjaśnila ze to sa tylko takie myśli , podświadoma obawa o najblizszych i ze nie zrealizuje tego czynu . to mnie uspokoiło , i już do tego nie wracałam więc ty tez sie nie przejmuj to są tylko mysli. Pozdrawiam
życie jest piękne
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
07 cze 2006, 18:48
Lokalizacja
polska

Avatar użytkownika
przez NcL 21 cze 2006, 23:08
miałem takie samy objawy fizyczne,mysli tez mam jeszcze pare innych ale juz nie bede sie rozpisywal z myslami to tylko antydepresanty przez jakis czas i wszystko wraca do normy a na fizyczne objawy to trzeba sie roznych lekow imac.. innym pomaga to drugim tamto wiem jedno wszystko idzie w 100 wyleczyc :) pozdriawiam ..
Avatar użytkownika
NcL
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
29 kwi 2006, 20:39

ja, nerwica i współuzależnienie

przez pietruszka 23 cze 2006, 17:49
Witajcie

Czy jest tu ktoś z podobnym problemem? Nerwicę mam już od bardzo dawna, ale jakoś nie miałam szczęścia do lekarzy. Może pokrótce opiszę moją historię.

Pierwsze załamanie przyszło, kiedy zawaliłam pierwszy rok studiów, na które się bardzo uparłam i pomimo sprzeciwów rodziców poszłam, (bo co ty będziesz po tym robić, może lepiej ekonomia – to takie bardziej praktyczne, to co że ja bardziej humanistka), jakoś zebrałam się w sobie, a raczej nie pozwolono mi się „nie zebrać”;)
Kolejne studia, jakoś zawalałam egzaminy, po prostu strach, że nie zdam paraliżował i często zawalałam egzamin, bo po prostu na niego nie poszłam. W końcu lęki tak się nasiliły, że nie potrafiłam sobie z nimi poradzić, bałam się wychodzić nawet na ulicę, ale wychodziłam z domu, bo bałam się powiedzieć, że coś jest nie tak, zawalałam studia, wiedziałam, że jest coś nie tak, więc znalazłam lekarza, szybka pochopna decyzja, pierwszy lepszy z ogłoszenia gazetowego. Poszłam, niech się Pani uspokoi, tutaj ma Pani tabletki na tydzień, jak się Pani wyciszy to za tydzień porozmawiamy, zwolnienie, oczywiście nie ma sprawy, tyle, a tyle za wizytę, tyle a tyle za tabletki, A ja głupia nie wiedziałam, że to coś nie tak, żeby lekarz psychiatra mi „wydawał” leki, zamiast recepty .Po tygodniu już ze mną nie rozmawiał. Zresztą ja wcale nie miałam już nawet na to ochoty. Byłam na takim haju, że świat wydawał mi się piękny, a ja byłam tak spokojna, że och...

Brat zauważył moje dziwne zachowania i powiedział o swoich podejrzeniach rodzicom, przeszukali moje rzeczy i znaleźli tabletki, no to powiedziała, co i jak. Oni uznali, że jak byłam u lekarza i lekarz mi to zapisał, to widocznie tak ma być i jest OK.

A ja sobie dalej żyłam w fajnym tabletkowym raju. Raz na tydzień wizyta, i co lepiej? Tak, jest świetnie, to jeszcze tutaj kolejne tabletki, co rano problem ze wstawaniem, to ja tutaj dam taki lek stymulujący, a poza tym wypić mocną kawę.

Obudziłam się, kiedy totalnie obryta na egzamin, na 16 pytań, na które znałam odpowiedzi, nie byłam w stanie na żadne. Po prostu - makabryczne luki w pamięci. Wróciłam do domu, nie wzięłam tabletek i przespałam 16 godzin non-stop. Rodzicom powiedziałam, co jest grane. Zadecydowali za mnie, wiesz załatwimy ci badania w szpitalu, pójdziesz położysz się, na kilka dni. Zgodziłam się, bo byłam przerażona tym, co się stało. Szpital psychiatryczny, 1.5 miesiąca , fakt, że dość elitarny, nie było tam cięższych przypadków, potem dowiedziałam się, ze właściwie ten szpital miał na mnie podziałać ja swoisty straszak, co bym za bardzo się nie roztkliwiała nad sobą. Szpital? Właściwie zero leczenia, jedynie farmakologia, trochę pracy, ćwiczenia fizyczne, w każdym razie brak jakiejkolwiek psychoterapii, tylko rozmowy z psychiatrą prowadzącym. Diagnoza: nerwicowy rozwój osobowości. Kiedyś szukałam, czy jest coś takiego, ale nic konkretnego nie znalazłam. Fakt, możliwość oderwania się, zamknięcia pod bezpiecznym kloszem, pozwoliła mi się wyciszyć, poskładać jakoś do kupy, raczej pozostała mi trauma po pobycie w szpitalu, te naście lat temu niechętnie się mówiło o jakichkolwiek problemach.

No to poszłam dalej walczyć z życiem. Jakoś zaliczyłam egzaminy, jednak zrezygnowałam ze studiów, stwierdzając, że zbyt wiele mnie kosztuje to stresu i szamotaniny. W końcu niektórzy nie nadają się na studia, pomimo, że są zdolni – stwierdził mój ojciec.
Podjęłam pracę, w końcu podjęłam też decyzję o wyprowadzce z domu. Chciałam wynająć mieszkanie z koleżanką, trochę uciec od nadopiekuńczych a jednocześnie oschłych rodziców.
Po wielu perturbacjach (ojciec: po co Ci to, źle Ci tutaj, odkładaj pieniądze, po co będziesz je wydawać na mieszkanie, matka: moja noga nie postanie w tym mieszkaniu, oboje: a może ty .... jak tak bardzo chcesz mieszkać z tą koleżanką, to ... my zrozumiemy – podejrzenie o odmienną orientacje nie przeszło im przez usta, choć się cisnęło). Ok. , mam 23 lata, wyprowadzam się z toksycznego domu. Ojciec powolutku drąży temat, wysyłając mnie do „świetnej pani psycholog- wiesz, może warto, żebyś się do niej przeszła, na pewno to Ci nie zaszkodzi). No to poszłam, okazało się, że ojciec po któreś mjej wizycie, sam udał się porozmawiać z rzeczoną panią psycholog, próbując ją przekonać, że moje wyprowadzenie się z domu – to: Objaw choroby psychicznej). Cóż, całe szczęście, że tym razem trafiłam na mądrego psychologa, lekko, choć stanowczo ustawiła mojego ojca. Pochodziła jeszcze na kilka spotkań, a w końcu pani psycholog uznała, że mam się zgłosić, kiedy będę miała taką potrzebę. Myśląc, że na razie jest Ok., uwolniłam się od moich lęków, zaczęłam żyć samodzielnie. Trochę nieudanych związków, praca, przyjaciele, trochę zabawy, czasem krucho z pieniędzmi, ale czuje się w końcu wolna. Ot, normalne życie. W końcu spotkałam chłopaka, tworzymy fajny związek, mieszkamy razem, ale po 2 latach coś szwankuje On traci pracę, coraz częściej szuka ukojenia w alkoholu. Jeszcze wtedy nie wiedziałam (on zresztą też, że były to początki alkoholizmu). Ale coś szwankowało, to fakt. Zerwałam. Mija kolejne 5 lat. Idę na studia, nareszcie, ot , tak dla siebie, zaoczne, więc płacę, czasem trochę problemów finansowych, ale jakoś to się zawsze poskładało do kupy. Kończę licencjat_ średnia 5.0. Zaczynam studia magisterskie, nowy projekt: własna firma, dość ambitne przedsięwzięcie, realizuję marzenia z dzieciństwa. Nagle krach, w momencie, kiedy firma zaczyna się rozkręcać, wycofuje się mój wspólnik. Ja idiotka wzięłam sobie na wspólnika własnego ojca. On zarobił, ja straciłam. Poczucie beznadziei, rozgoryczenie, myśli samobójcze. Wtedy zjawia się jak wybawca, mój były partner życiowy. Oboje dojrzeliśmy, zmieniły się trochę wymagania, oczekiwania wobec życia. Po 5-letniej przerwie znów jesteśmy razem. Życie znów się toczy. Planujemy ślub, ja rozpoczynam nową pracę, ambitną, a jakże by inaczej, to nic, że wracam wykończona, ale ja wszystkim pokażę, jaka jestem świetna. No i jestem, i co z tego, przemęczona, zestresowana, ale dzielna. A mój facet pogrąża się coraz bardziej w alkoholizmie. A ja... Jakbym tego nie widziała, bo w końcu te kilka piw dziennie, a że w weekend?. Jest coraz gorzej. U mnie coraz gorzej, lęki, apatia, zawroty i bóle głowy. Jakoś zapomniała, że to znów może być objaw nerwicy. W końcu chcę się ratować. Terapia dla współuzależnionych (rodzin alkoholików). Żadnych tabletek, – bo się boję. Terapia powoli przynosi skutki, zaczynam docierać do siebie, wewnątrz, boli, ale coraz więcej w tym ulgi, tylko, dlaczego to wszystko dzieje się tak powoli. Wiem, że to dopiero 7 miesięcy, wiem, ze jestem na dobrej drodze. I wciąż mam nadzieję, że powolutku na reszcie się z tego wygrzebię.

Czy jest ktoś z podobnym problemem?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
23 cze 2006, 17:43

przez Magnolia 24 cze 2006, 02:58
Powiem jedno : podziwiam.
"Okłamali mnie z nadzieją,że uwierzyłem i przestanę chcieć.Muszę leczyć się na ból i strach.Gdzie jest człowiek,który z siebie sam pokaże mi jak...." (Coma-Leszek Żukowski)
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
08 lis 2005, 10:27

Avatar użytkownika
przez no_fear 24 cze 2006, 08:58
Ciekawa historia.
pietruszka w całym jej przebiegu jedna rzecz mi sie rzuciła oczy, dzięki której wydaje mi sie że nie uda ci sie zabrnąc głebiej w nerwice, a mianowicie: dużo samodzielności i kierowania własnym losem. Niezmiernie ważna jest jeszcze jedna rzecz, którą przy okazji tych cech możesz rozwinąć - budowanie własnej silnej tożsamości, która pozwoli ci skutecznie i zgodnie z własnym JA podejmować trudne decyzje życiowe (niepodjęcie ktorych moze utrzymywac cię w szkodliwym dla ciebie schemacie, relacji lub otoczeniu). Ogólnie rzecz biorąc widzac że miałas skłonności do nerwicy naprawdę nieźle!
Yes Can Do!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
13 maja 2006, 15:24
Lokalizacja
Wawa

Nerwica lękowa-empirycznie

przez Moniczka 24 cze 2006, 10:35
Czy sa jakies badania (tomograf,rezonans,EEG), ktore wykazuja zmiany w mozgu swiadczace o tym,ze czlowiek ma choroby psychiczne,doznaje stanow lekowych lub jest na nie podatny-czy tez stwierdzic to moze jedynie psychiatra w wywiadzie,na podstawie kanonow "normalnosci"?
Wedlug slawnego profesora osoby,ktore szybko rozwijaly sie do 3 roku zycia a nastepnie miedzy 4 a 6 zdziecinnialy sa bardzo podatne na zaburzenia lekowe po 20 roku zycia.Ja sama juz w wieku 3 lat mowilam jak stara,a pozniej przyszla na swiat moja siostra i chcac sie do niej przystosowac zmienialm swoja mowe na dziecinna,by dorownac jej poziomowi.Mysle,ze jestem dobrym przykladem podatnosci lekowej,z ktora caly czas walcze.W koncu jeszcze nie tak dawno bylam calkiem normalna....
Moniczka
Offline

Avatar użytkownika
przez Mizer 24 cze 2006, 10:39
nie ma
raczej nie ma

to psychiatra ma takie zadanie
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

przez kamka 24 cze 2006, 17:24
Witam was ja mam ta samo umnie zaczelo sie jak zaszlam w ciaze nie cale dwa lata temu w ciazy bylo troche lepiej bo myslalam ze zle mi jest bo ciaza a potem urodzilam i sie zaczelo i tak jest do tej pory a maly ma 13 miesiecy to jest koszmar co ja przechodze codzienie zle przez caly dzien , mam leki ze mi serce stanie problemy z odychaniem kreci mi sie w glowie codzienie jestem cieszka jak by mnie wbijalo w ziemie nogi jak kamienie jak bym byla z olowiu tak mam codzienie nadodatek mam zumy w uszach tez codzienie przez 3 miesiace tez codzienie, bola mnie nogi boze ja mam dosc tego stanu robi mi sie slabo mam kolatania serca mysle ze jestem cieszko chora ze mam SM boze nie wiem czy ktos ma takie obiawy jak ja co bedzie dalej nie wiem moze umieram.
Narazie koncze ale sie odezwe
POZDRAWIAM PA :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :(
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
17 lut 2006, 12:26

Ma ktos takie objawy?

przez Kabuk 24 cze 2006, 19:03
Witam wszystkich. Choruje na nerwice lękowa od 3 lat. Aktualnie nie moge sie pozbyc dreczacych mnie mysli dotyczacych mojej choroby. Caly czas o niej mysle i nie moge sie tego pozbyc. Mysle rowniez o tym co bedzie zaraz i wtedy mam ataki paniki. Gdy skupie sie na danej chwili i robie cos spontanicznie to czuje sie dobrze. Czy ktos z was tak ma? Czy jakies leki moga mi pomóc?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
21 cze 2006, 13:01

przez darunia 24 cze 2006, 19:25
Rozumiem Cię też tak miałam, cały czas myslałam o tym tylko, teraz to przeszło ale nie całkowicie:( i jak sam napisałeś najlepszym sposobem żeby nie mysleć jest jakieś zajęcie.
Czy leczysz się i bierzesz leki?
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
27 mar 2006, 11:28
Lokalizacja
Wielkopolska

Avatar użytkownika
przez anita27 24 cze 2006, 19:34
Wiesz,na codzien nie powinno sie myslec o tej chorobie bo to przygnebia i sprawia ze doszukujemy sie czegos wiecej.Zawsze staram sie czyms zajac zeby nie myslec za bardzo.Mnie pomaga praca,odstresowywuje.Trzeba pracowac nad soba choc wiem ,ze to nie jest proste.Na poczatku mojej choroby tak mialam,nie bylam w stanie myslec o niczym innym.Teraz zyje na codzien z ta choroba.Wiem ze mam nerwice ale zyje z nia jak narazie w parze.Mam nadzieje ze uda mi sie kiedys z niej wyjsc.Choc czasem wydaje mi sie to nie mozliwe ale staram sie trzymac.Pozdrawiam i zycze wytrwania
Szczęście jest jak motyl. Gdy będziesz próbował go złapać - nie uda ci się. Gdy będziesz stać spokojnie - może usiąść Ci nawet na ramieniu!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 16 gości

Przeskocz do