Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez mysia_fisia 19 maja 2006, 08:52
Mnie często rodzinka mówi, że jestem w innym świecie, jakaś nieobecna i nie można ze mną złapac kontaktu. Mam wrażenie, że wyłaczam się ze świata, bo on mi nie odpowiada. Nie ubolewam nad tym, bo mnie przynosi to ulgę, wyluzowuje.
Bywa, że mam wrażenie jakby świat był odgrodziny ode mnie niewidzialna szybą, jakbym była obserwatorem a nie uczestnikiem.
I czasami też czuję się na przemian niska i wysoka.
Może my, z nerwicą, mamy po prostu jakieś szczególne właściwości? Może jesteśmy bliżej jakiejś prawdy niz tzw. normalni? Może należałoby się z tego cieszyć a nie martwić?
Każdy ma swoje marzenia i może mieć swój performens. Nie każdy próbuje...
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
08 maja 2006, 10:22

przez mysia_fisia 19 maja 2006, 08:54
Są tacy, którzy zwalczyli.
Trzeba wierzyć. I nie poddawać się
Każdy ma swoje marzenia i może mieć swój performens. Nie każdy próbuje...
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
08 maja 2006, 10:22

przez Asik34 19 maja 2006, 10:00
Witam Cię serdecznie Kalisiak :lol:
Wszystko co opisujesz to tak jakbym opisywała swoje przeżycia sprzed roku. Dokładnie to samo się ze mną działo,szpital, zastrzyki, lekarze, badania i tak w kółko :? Po prostu koszmar, ale to wszystko minęło odkąd poznałam siebie i zrozumiałam, że to nerwica a nie jakaś choroba, miałam zrobione wszystkie badania. Polecam Ci zrobić USG serduszka i zobaczysz że wszystko jest ok. Życzę Ci zdrówka :lol:
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
30 mar 2006, 09:36
Lokalizacja
Jelenia Góra

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez aska 19 maja 2006, 10:23
u mnie yez zaczęło sie od koscioła .niesamowita słabość .potem doszły sklepy i autobusy.zanim zdałąm sobie sprawę że to nerwica a nie rak mózgu minęło trochę czasu.niepodważalnie jest to straszne ale da sie przezwyciężyć.oprócz słabości mam straszne bóle nógjakby reumatyczne ,zaburzenia widzenia i wiele innych.jeżeli jesteś w stanie to pomyśl sobie to tylko nerwica nie boję się nie umrę zaraz przejdzie.a co do spania to na szczęście nie mam z tym problemów.pozdrowionka
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
17 lut 2006, 19:26

przez Aga1 19 maja 2006, 10:44
Pele ja się z tym męczyłam prawie20 lat.Gdybym wiedziała wtedy to co teraz nie straciłabym kawał życia. Ja od 3 mies.leczę się u psychiatry.Wszystkie objawy które ty opisujesz ja też miałam. Jedyna rada musisz zacząć się leczyć aby nie zmarnować sobie życia. Wiem że każdy wstydzi się iść do psychiatry.Trzeba się przemuc i się odważyć. Choć leczęsię od niedawna wiele objawów mi minęło.Potem będzie psychoterapia. Musisz wiedzieć że leki to tylko okres przejściowy , aby złagodzić objawy. Zobaczysz jak zaczniesz się leczyć to będzie dobrze.Trzymam kciuki . :roll:
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

przez deprim 19 maja 2006, 14:58
żałuj Venom żałuj :) - żartuje mnie to wkurza niesamowicie
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
19 kwi 2006, 20:11

Coraz bardziej dążę ku upadkowi..Straciłam sens życia...

przez Smutna... 19 maja 2006, 16:20
Cześć, witam Was moi drodzy na forum...Mam już dosyć mojej nerwicy...nie radzę sobie komoletnie...cały czas trzęsę się okropnie..mam ataki jak dostanę złą ocenę i się zdenerwuję to już atak gotowy...nie wiem co trzyma mnie jeszcze przy życiu....Usilnie walczę w stanie wyczerpania...boję się panicznie tego że jeśli ktoś zacznie znów wtrącać się w moje życie...ktoś kto mnie nie rozumie nie dam dłużej rady...codziennie siedzę i ledwo wytrzymuję ze swoim lękiem...napadami złości...wystarczy że byle czym się zdenerwuję i mam silny atak..czuję wtedy że umieram...nie trwa to długo nie zawsze ale jest bardzo męczące...często jak się zdenerwuję myślę by pójść do toalety i się okaleczyć...albo cokolwiek zrobić by sobie ulżyć...Coraz częsciej myślę że to koniec...nie mam innego wyjścia...niż skończyć ze sobą..to smutne że niektórych los kończy się tak tragicznie ale cierpienie czasami jest zbyt silne by wytrzymać...drgawki, odrzucenie przez ludzi, naśmiewanie się...lęk przed chorobą psychiczną... :(
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
21 kwi 2006, 13:12

przez forever 19 maja 2006, 20:53
masz typowe objawy napadów paniki. Jesli jestes mloda nie trzeba robic zadnych badan serca (a tak robia lekarze ktorzy nie znaja sie na psychiatrii) tylko pójść do psychiatry (dobrego). To naturalne ze Twoi doradcy mowia Ci 'wes sie w garsc' -pewnie sami nie mieli napadow paniki.
pozdr
wybaczyć to znaczy wszystko zrozumieć
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
20 mar 2006, 23:52
Lokalizacja
pruszków

przez OLA-1982 19 maja 2006, 22:45
meliska ma racje, nic na sile, pomalutku...

PABLO...ja Ci w lekach nie pomoge, bo ich nie biore :) biore ziolowe i to mi narazie starcza. Kiedys brala afobam najdluzej przez 2 tyg, ale czulam sie fatalnie...tzn leki mialam i w dodatku kolejny lek-od uzaleznienia, lekarz, ktory mi je przepisal odeslal mnie do psychiatry a ja nie umialam sie z tym pogodzic, potem sie balam,ze jestem juz swirem,ze zamkna mnie w wariatkowie...nie chce wracac juz nawet do myslenia o tym co bylo...sama stopnoiwo przerwalam lek, zastapilam je ziolowymi i poczula roznice...taka,ze sie nie balam uzaleznienia!! widzisz co umysl moze zrobic??!!generalnie dzis juz akceptuje to co mam, zaglebiam sie w siebie itp...czasu bylo trzeba by to zrobic. Teraz moze jeszcze mam mala awercje do psychiatry, chemii, szpitali, ale wiesz... jak bedzie trzeba i moj stan na tyle sie pogorszy, to pojde... narazie zyje i zmieniam sie i staram sie pomalutku porozwiazywac swoje problemy, te ktore doprowadzily mnie do nerwicy. Tobie niestety polece psychoterapie i nic wiecej. Nie wiem dlaczego od razu zaczales brac chemie, przeciez zauwazylam w Tobie duzo motywacji do tego, by sie nie poddawac. A leki sie bierze juz w stanie, jesli nie da sie funkcjonowac!! A nie zauwazylam,ze masz z tym duzy problem. Jednak jak je zaczales musisz kierowac sie zaleceniami lekarza. JA Ci wiecej nic nie poradze...ale nerwicy nie wyleczysz lekami...pamietaj o tym!! musisz poszukac...w sobie... zmienic siebie... potem neriwica powinna minac... ja w to wierze, choc i tak ja mam,ale... jak meliska napisala, pomalutku, ale do przodu :)
Ty panujesz nad czynami jeśli się w nie nie wciągasz
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
15 kwi 2006, 19:05

Avatar użytkownika
przez kochajacy 20 maja 2006, 10:04
Virginia napisał(a):Mysle, ze czesto tak jest, ze okolicznosci sie zmieniaja, a stare myslenie pozostaje.
Trzeba nad tym pracowac.


Oczywiscie ze tak.

Trzeba pracowac nad soba ,ale zeby moc to robic trzeba tez posiadac odpowiednie "narzedzie" do tego ,ja moge powiedziec tak ,ze jedynym znanym mi narzedziem skutecznej pracy nad soba to artykuly dotyczace rozwoju ducha (zdaje sobie sprawe z tego ze ignornaci tacy jak np. reirei moga przesmiewczo nawac mnie - guru :) ) ale jakie to ma tak naprawde znaczenie :?: gdyby nie moj rozwoj ducha to bardzo przejal bym sie takim stwierdzeniem , dzieki temu zas ze pracowalem nad soba wyrobilem w sobie przekonania tkwiace tak bardzo gleboko wewnatrz mnie ,ze chyba nic ani nikt nie jest w stanie wyprowadzic mnie z tej rownowagi jaka osiagnalem.
jednym z tych glebokich przekonan jest tez to ze przeszlosc fizycznie juz nie istnieje , a skoro nie istnieje to nie istnieje tez potrzeba czerpania z niej i napedzania z tego zrodla poczucia zagrozenia. jedynym sposobem na to zeby zrzucic z siebie ten ciezki bagaz jest pogodzenie sie z nia , pelna swiadoma akceptacja wszystkich (zlych i dobrych) wydarzen ktore mialy miejsce rok temu, miesiac temu ,tydzien temu i wyciagniecie z nich nauki na przyszlosc.

przeszlosc nie istnieje :idea:
"Człowiek doskonały posługuje się swym umysłem jak zwierciadłem. Zwierciadło niczego nie chwyta, niczego nie odrzuca; przyjmuje, lecz nie zatrzymuje." / Czuang Tsy /
Avatar użytkownika
Offline
Posty
603
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 21:03
Lokalizacja
z domu

Avatar użytkownika
przez kochajacy 20 maja 2006, 10:27
dokładnie liczy sie to co jest tu i teraz


parafrazujac - przeszlosc jest tylko wspomnieniem , przyszlosc tworem wyobrazni a jedyne co istnieje naprawde to chwila obecna TU I TERAZ , kiedy mijamy sie z nia,uciekamy od niej,boimy sie jej, i jej nie lubimy to tak naprawde mijamy sie ze swoim zyciem :!: to chwila obecna tworzy wspomnienia przeszle i jest perspektywa przyszlosci ,dobrze ja wykorzystujac odnajdujemy klucz do szczescia :idea:
"Człowiek doskonały posługuje się swym umysłem jak zwierciadłem. Zwierciadło niczego nie chwyta, niczego nie odrzuca; przyjmuje, lecz nie zatrzymuje." / Czuang Tsy /
Avatar użytkownika
Offline
Posty
603
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 21:03
Lokalizacja
z domu

Avatar użytkownika
przez kochajacy 20 maja 2006, 10:46
melisskaa czasem nawet mi zdarza sie napisac cos trafnie
:)
pzdr
"Człowiek doskonały posługuje się swym umysłem jak zwierciadłem. Zwierciadło niczego nie chwyta, niczego nie odrzuca; przyjmuje, lecz nie zatrzymuje." / Czuang Tsy /
Avatar użytkownika
Offline
Posty
603
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 21:03
Lokalizacja
z domu

Avatar użytkownika
przez didado1 20 maja 2006, 10:49
pewnie macie rację tylko czy jest to realne zapomniec o wczesniejszych chwilach i wydarzeniach :?:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1189
Dołączył(a)
03 mar 2006, 14:35

Avatar użytkownika
przez kochajacy 20 maja 2006, 10:52
didado1 napisał(a):pewnie macie rację tylko czy jest to reale zapomniec o wczesniejszych chwilach i wydarzeniach Question


nie w tym rzecz zeby o nich zapomniec ale je zaakceptowac , oczywiscie nie stanie sie to nagle , ale praca ze swoim umyslem pod tym wlasnie katem moze spowodowac olbrzmie odciazenie psychiki ,mysle ze pelne pogodzenie sie z przeszloscia jest najwazniejsza podstawa w drodze do rownowagi :idea:

a to w 100% realne :!:
"Człowiek doskonały posługuje się swym umysłem jak zwierciadłem. Zwierciadło niczego nie chwyta, niczego nie odrzuca; przyjmuje, lecz nie zatrzymuje." / Czuang Tsy /
Avatar użytkownika
Offline
Posty
603
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 21:03
Lokalizacja
z domu

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do