Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez agapla 13 maja 2006, 14:58
Hej dziewczyny a ja właśnie jestem ,,przed'' i czuję się tak jakbym miala za chwilę umrzeć!!!!, jest mi niedobrze(mdli mnie), boli cały dół brzucha + obiawy zmęczenia , nerwowości i chyba wszystkiego co juz wcześniej napisałyście.Kiedyś tak nie bylo , nie wiem czy to z wiekiem się pogarsza , czy to tak przy okazji tej nerwicy(chociaz już niby z niej prawie wyszłam)A najgorsze jest to że sie nakręcam że jestem w ciąży (kolezanka mi naopowiadała że podobne obiawu sa przy ciaży , szczególnie bolesność piersi ) Kilka lat temu już przeżywalam z tego powodu horror ,ktory poniekąd doprowadził mnie właśnie do nerwicy.Dodam tylko że odczuwam straszne przerażenie przed ciążą( mimo że moja sytuacja jest w pełni unormowana i nic nie stoi na przeszkodzie żeby mieć dziecko)Boję sie czasami że mój związek sie zawali bo mój partner bardzo chce mieć dzieci :cry:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez Virginia 13 maja 2006, 15:18
Agapla co do biustu, to na pewno nie jest objaw ciazy. Kobietom przed okresem po prostu biust rosnie i staje sie ciezki i nadwrazliwy. I to wlasnie jeden z objawow, ze zbliza sie okres.
W ciazy biust rosnie ogromny u niektorych, ale chyba kazda kobieta wie mniej wiecej kiedy moze sie spodziewac okresu i odroznic objawy.

Wiesz jezeli boli Cie brzuch przed to sprobuj plastrow rozgrzewajacych. Mozna je kupic w aptece i przykleic sobie na brzuch. Mi to zawsze pomagalo, szczegolnie jezeli musialam cos robic.

Co do ciazy, to niedawno obserwowalam cala ciaze mojej kolezanki w pracy. W UK kobiety w ciazy pracuja, czesto nawet do konca 8 miesiaca. Jest to traktowane jako stan naturalny a nie choroba i zaden lekarz, bez powaznego uzasadnienia medycznego nie da zwolnienia z pracy.

No wiec ona pracowala do 1 lutego, a 25 urodzila. Zauwazylam, ze jest to tak normalne, wszystko rozwija sie stopniowo, tak naturalnie. Czytalam z nia mnostwo ksiazek na ten temat. To jest cud. A jak maly zaczal kopac...
Poniewaz widzialam jak to dziecko roslo, sama poczulam w sobie instynkty. Tak cudownie bylo go przytulic gdy sie juz urodzil. Teraz ona go z soba wszedzie zabiera, nawet na ploty do kolezanek.

Co do wplywu na jej cialo... to oprocz rozstepow na brzuchu (jej wina, bo sie nie smarowala) 5 kg nadwagi i kilku szwow, zero. Jest zdrowa i wrocila do formy.
Zali sie, ze nie spi po nocach, bo maly sie budzi i jest glodny, ale teraz nawet i to sie unormowalo.

Jezeli sie nie chce dziecka, to nie mozna sie zmuszac. Nie kazdy musi miec dzieci. Nie ma w tym nic zlego. Sama nie wiem czy kiedykolwiek bede miala.
A taka decyzje trzeba podejmowac wspolnie. Nigdy nie zdecydowalabym sie na dziecko tylko dlatego, ze moj maz tego chce, bo to w koncu ja bede matka, ja musze chciec tego dziecka.

Warto pracowac na znalezieniem wlasciwych powodow dla ktorych nie chce sie miec dzieci.
Cudowna kobieta to taka, ktora nie wymaga cudow
Avatar użytkownika
Offline
Posty
509
Dołączył(a)
28 mar 2006, 21:00
Lokalizacja
...z daleka

Avatar użytkownika
przez agapla 13 maja 2006, 15:35
Niby zdaję sobie sprawę jak wyglądaja obiawy ciażowe, ale mimo to potrafię się sama nakrecić.Rozmawiałam już z wieloma dziewczynami które urodziły i rzeczywiście tak jak mówisz Virginio sa zadowolone i szczęsliwe(nawet te które na początku nie chciały mieć dzieci), ale ja siebie znam , nie dla mnie dzieci.Boje sie wszystkiego co z ciążą zwiazane, a najgorsze to lęk przed tym że mogę umrzeć przy porodzie ,wiem że to głupie ale nic na to nie poradzę.A najbardziej mnie wkurzają znajomi i rodzinka którzy co chwila mi gadaja że moze to juz tak powoli czas na dziecko, im później to gorzej itp
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez DOC PABLO 13 maja 2006, 15:51
a jak z tymi piwkami - ba ja biore lexotan i staram się w zwazku z tym nie urzywac alkocholu.

choć niby to zwmaga działanie leków wiec powinno być lepiej he.

Raz zrobiłem experyment. nie jadłęm tabletek cały dzień a wieczorem trochę popiłem - niestety miałem tego wieczora troszkę przykra jakąś sytuacje,
i w nocy się obudziłęm z atakiem paniki .
hmmm
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
10 kwi 2006, 21:07

Avatar użytkownika
przez Virginia 13 maja 2006, 16:02
Tym bardziej Agapla nie mozesz sie do niczego zmuszac. Jesli czujesz wewnetrzny sprzeciw, to znaczy, ze nie jest to dobre. Twoj narzeczony to zrozumie. Musicie sobie tylko dokladnie wytlumaczyc co czujecie.

Swoja droga czy wiesz co wzbudzilo w Tobie ten lek? czy zawsze tak bylo? czy tylko od tego czasu, kiedy naprawde sie przerazilas ze jestes w ciazy?

Jakie moze byc podloze fizycznego leku przed ciaza? moze ktos mial komplikacje w Twojej rodzinie?

nie wiem czy masz terapeute, ale to naprawde nadaje sie na terapie behawioralno-poznawcza.

Pozdrawiam cieplo.
Cudowna kobieta to taka, ktora nie wymaga cudow
Avatar użytkownika
Offline
Posty
509
Dołączył(a)
28 mar 2006, 21:00
Lokalizacja
...z daleka

Avatar użytkownika
przez no_fear 13 maja 2006, 16:04
Udaje sie ale to wymaga czasu i pracy. Czas jest proporcjonalny do tego ile zwlekaliśmy żeby zacząć sobie pomogać. Im dłużej to trwa tymj dłużej się wychodzi tym więcej trzeba pracować...

W ostatnich 4 latach przeszedłem wszystkie obajwy związane z nerwicą lękową oraz natręctw, włączając w to mniej lub bardziej silne stany depresyjne. Brałem tony różnych leków (szczególonie w początkowych najsilniejszych fazach choroby), jednak majać awersję do chemii zawsze odstawiałem wcześniej lub mocno ograniczałem, przez co wszystkie objawy były dotkliwsze. Apogeum choroby było najczarniejszym okresem w moim życiu i trwało pół roku. Było to pół roku z permanetnym stanem lękowym średnio 10-12 godzin w ciągu dnia. Tak naprawdę nie istniałem. Bałem się wszystkiego, bałem się tego o czym zaraz pomyślę. Leki niewiele pomagały. Myślałem o smierci, ale nie pod wpływem choroby, tylko w momentach w których czułem się lepiej, zawsze wieczorami. Były to logiczne, w pełni świadome myśli. Wiedziałem że nic się nie zmienia, że następny dzień będzie taki sam...

Nie poddałem się jednak, powiedziałem sobie że dopóki te 12 godzin nie zamienią się w 24 godziny, będę walczył...to był taki naturalny odruch, dziwny bo nie mam dla kogo żyć specjalnie...chęć przeżycia, przezwyciężenia psychiki umysłem.

Teoretycznie kwalifikowałem się do szpitala, ale nie wiem jakim cudem egzystowałem izolując się od otoczenia, no i pewno z tym też się zetkneliście, to otoczenie nie dostrzegało specjalnie tego co się ze mną dzieje. Miałem pracę, do której nie musiałem przychodzić, albo przychodząc nic nie robić... miałem też troche kasy żeby wegetować.
Jak z tego wychodziłem i jak z tym żyję? Praca, praca, praca nad sobą, wiara i siła. Oczywiście trzeba wiedzieć jak pracować. Trzeba też zburzyć konstrukcję która sprawiła że psychika pękła i nie jest w stanie funkcjonować w zetknięciu z otoczeniem. U mnie to burzenie trwało 1,5 roku. W sumie jakieś 150 godzin psychoterapii. Przez rok wsparcie na antydepresantach. Zmiana myslenia, akceptacja choroby wiedza o samym sobie i swoich reakcjach.

Teraz 2 lata po psychoterapii nadal miewam czasem objawy, ale sa one słabsze, rzadsze, nie występują "irracjonalnie" i mam ich pełna świadomość. Pomimo nadwątlonej psychiki pracuję w bardzo wymagającym i stresogennym środowisku, dotyka mnie też wiele zdarzeń które kiedyś znów spowodowały by reakcję łancuchową i wyłączenie z życia.

Wiem że tę chorobe można przemóc, wiem że wiele z objawów może zniknąc a te które sie pojawiają skutecznie neutralizować. Chciałbym żebyście też w to uwierzyli. To jest choroba "umysłu" i tylko umysłem możną ją zwalczyć, potrzeba jednak wiedzy, czasu i pracy nad samym sobą, zmiany sposobu myślenia, odruchów, nastawienia i przedewszystkim głebokiej świadmości swoich uczuć, bo to one stoją na początku tego wszystkiego.
Powodzenia :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
13 maja 2006, 15:24
Lokalizacja
Wawa

Avatar użytkownika
przez agapla 13 maja 2006, 16:29
Dzieki Virginio ale to jest tylko moje nastawienie może troche przesadziłam mówiąc że to jest lęk, mam tak od czasu jak sie przestraszyłam że jestem w ciąży (po prostu nie kazdy chce być matką).Wiem że jakbym staneła przed faktem dokonanym to pewnie urodzę(bede zmuszona).W mojej rodzinie nie było nigdy żadnych komplikacji, nie ma tu żadnego takiego podłoża, raczej to że sie nasłuchałam i naczytałam roznych pierduł o komplikacjach porodowych.Nie mam terapeuty i nie chodze na terapie , ponieważ ze wszystkimi swoimi problemami sama sobie radzę , wspiera mnie przy tym rodzina i przyjaciele (jak mam jakis problem to musze sie wygadać i wtedy mi lepiej) Nerwica tez juz prawie odpusciła wiec ogólnie jest ok .Po prostu nie nadaje sie na matkę i tyle , masz racje mój partner powinien to zrozumieć! Dzieki za rady :lol: ps Odkąd zaczęłam mieć nerwice to bałam sie wszystkiego co mogło spowodować ewentualne unicestwienie poczawszy od wyrywania zeba(którego i tak jeszcze nie wyrwałam , po wszelkie operacje i ciąże, stad ten problem!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez mamukaroli 13 maja 2006, 17:10
No właśnie, ja też tak słyszałam, szczególnie na niestrawność albo kaca.
Nawet w jakimś poradniku dla matak małych dzieci czytalam, że trochę coli pomaga nawet maluszkom. No nie noworodkom oczywiście:)

[ Dodano: Sob Maj 13, 2006 4:13 pm ]
A właśnie jak to jest z kawą mama ataki telepki codziennie bez kawy , jak mi przejdzie to sobie mogę ją pić i nic żadnych sensacji?
Offline
Posty
149
Dołączył(a)
22 lut 2006, 18:18
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez anita27 13 maja 2006, 17:28
Ja natomiast staram sie jakos trzymac,chociaz jest to bardzo trudne.Codziennie tocze walke ze soba.Bywam strasznie rozkojarzona,zapominam slow,zapominam czasem nawet czy wzielam leki.W pracy maksymalnie staram sie skupic nad jedna rzecza,czasem nawet prowadzenie samochodu sprawia mi problem.Dzis rano mialam potworny atak bolu glowy i nudnosci,zadne proszki nie pomagaly i tylko sie modliam zeby dojechac na zastrzyk bo juz myslalam ze sie wykoncze.Powiem Wam,ze powoli trace juz cierpliwosc do tego chorobska i mam wrazenie ze bedzie tak juz do konca moich dni i ze juz z tej nerwicy nie wyjde:)

[ Dodano: Sob Maj 13, 2006 4:29 pm ]
kurcze miala byc smutna buzka , o taka:(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

przez Kas19 13 maja 2006, 18:24
Venom mi codziennie cos nowego dochodzi... mialam juz wszytskie mozliwe choroby:( teraz doszlo znowu cos nowego: przez chwile nie moglam mowic, zadneglo slowa nie moglam wypowiedziec to bylo okropne! Ciekawe co jeszcze??? :shock:
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
06 kwi 2006, 20:48
Lokalizacja
ostrowiec

Myalgic encephalomyelitis-chroniczne zmęczenie mięśni&mó

przez Moniczka 13 maja 2006, 19:14
"Jest to chroniczna choroba powodujaca u nerwicowcow okresy skrajnego zmeczenia miesni i mozgu.Moze zaczac sie jak zapalenie gruczolow albo grypa ale to mylace.Czasem choroba jest tak silna,ze ludzie musza pojsc na zwolnienie.ME czesto jest mylona z choroba nerwowa poniewaz do jej objawow naleza:lek,depresja i ospalosc.Uklad immunologiczny rowniez zostaje zaatakowany wiec pojawiaja sie roznego rodzaju alergie i kandydoza.Jak dotad konwencjonalna medycyna nie znalazla lekarstwa na te przypadlosc.Wazne aspekty leczenia to odpoczynek,swieze powietrze,swiatlo,zdrowe odzywianie sie i utrzymywanie jelit w czystosci".

Zastanawiam sie,czy nieustanny bol lydek,ciezkie nogi,zawroty,depresja i totalne wyczerpanie oraz placzliwosc nie sa u mnie zwiastunem tej choroby.Na majowym weekendzie bylam tak obolala w miesniach,ospala i slaba ze wlasciwie nie wiem co mi dolegalo...
Teraz zreszta tez nie jest lepiej...Ledwo moge podniesc konczyny sa takie slabe.Momentami boje sie wstac bo wydaje mi sie,ze trace czucie w nogach,ze mam zanik miesni,ze zaraz przestane chodzic..To cud jesli nie wyjdzie mi,ze nie mam jakiejs groznej choroby neurologicznej....
Moniczka
Offline

przez Moniczka 14 maja 2006, 10:12
Tragedia...Objawy dochodza co rusz.Teraz objawem jest omdlenie konczyn,bol nog i straszne przekonanie,ze w koncu zachoruje psychicznie.Budze sie rano i patrze na sciany i mysle,czy na pewno wszystko jest ze mna normalnie.Najgorsze,ze im wiecej tych objawow tym juz nawet lekarze nie sa pewni co mi jest naprawde...
Moniczka
Offline

Avatar użytkownika
przez didado1 14 maja 2006, 11:20
hmmmm mnie jeden objaw strzelił tzn. podskoczyło mi ciśnienie i od tamtej pory klops :( Jednakże nie pojawiają sie inne objawy :D :D :D czy to dobrze :?: :?: Może zdrowieje :D :D :?: :?:
znikłam i mnie nie ma .........
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1189
Dołączył(a)
03 mar 2006, 14:35

przez patrycha 14 maja 2006, 12:05
U mnie teraz nowe nie dochodzą , ale dochodziły , zanim bardziej się wkręcałam że coś mi jest robiło mi się tylko słabo przez chwilkę , teraz okropnie pocą mi się ręce , kręci w głowie , a słabo potrafi mi być przez pół dnia.Oczywiście w domu i w "bezpiecznych" miejscach objawów nie ma. Zmęczona tym jestem:( , ale pocieszam się że w czerwcu już jestem zapisana na psychoterapię więc może mi pomogą:)
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
24 kwi 2006, 17:02

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do