Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Moje życie=???

przez Gość 08 lis 2005, 10:34
Witam!Jestem nowa na forum,od kilku tygodni

przeglądam go,ale dopiero teraz odważyłam się napisać.Opowiem Wam o moim życiu bo tylko Wy możecie sie domyślać jak to

jest.Moja nerwica zaczęła się w 2002 roku po pogrzebie kumpla(wcześniej nie byłam specjalnie odporna,ale szczęśliwa).Od tego

czasu zaczęły sie wzloty i UPADKI ,upadki w najgorszym tego słowa znaczeniu.Powiedzmy,że ja żyje pod kloszem.Nie z mojej

winy,nie umiem sie spod tego klosza wyrwać.Nie umiem przestać miec natrętnych myśli bo się wtedy ....stresuje.Mialam

półtoraroczną terapie u psychologa,ale z niej zrezygnowałam bo...mialam wyrzuty sumienia przez myśli.I tak w kółko.Gdzieś tam

w głowie widze obraz zdrowej,uśmiechniętej dziewczyny,ale on jest bardzo daleko.Wiem,że z tego można wyjść,ale nie jestem

pewna czy mam siły.Ta choroba jest dla mnie straszna,a zarazem czuje sie w niej bezpieczniejsza.Miał lub ma ktoś z Was

podobnie???Trace siły....
Gość
Offline

Czy to jest nerwica?

przez Maga 08 lis 2005, 12:21
Mam ataki płaczu, od dwóch lat mam

chłopaka, którego kocham, który absolutnie nie robi nic złego.jest opiekunczy,wierny,nie ma nawet kolezanek za duzo,wychodzi

czasem z kolegami pogadac,spotykamy sie prawie codziennie.ja jednak,nosze w sobie lęk przed zostawieniem.moją babcię zostawił

mój dziadek, moją mamę mój ojciec, ja miałam dwa toksyczne związki w swoim życiu,i teraz kiedy mam szanse zbudowac cos

dobrego,nie daję rady. czepiam się wszystkiego, mam ataki jakiejs histerii ze to co mnie spotyka na pewno sie niedzieje w

rzeczywistosci,ze zaraz cos złego mnie spotka,ze wględu na to jaka jestem-zaborcza i podejrzliwa.. strasznie mi ciężko,bo

patrzę na innych ludzi którzy mogą normalnie funkcjonowac,i tez bym tak chciala, ale nie mogę się oderwać.ciąglę tylko mam w

sobie jakis strach,jakbym nie mogła się odblokowac..za kazde niepowodzenie obwiniam siebie,zastanawiam się nad kazdym

gestem,cedzę kazde słowo.. nie wiem,jak sobie z tym poradzić..
Maga
Offline

Avatar użytkownika
przez Olka 08 lis 2005, 13:37
Maga na Twoje pytanie moze odpowiedzieć psycholog,

skorzystaj:) Nie wiem czy to nerwica, czy nie, ale napewno coś jest nie tak z Twoim myśleniem. Związki z innymi ludzmi są

bardzo ważne warto zadbać, żeby te ralacje były prawidłowe:)
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Olka 08 lis 2005, 13:41
Czy mozesz napisac dlaczego zrezygnowałas z terapii, dlaczego

miałas wyrzuty sumienia?
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

przez Gość 08 lis 2005, 14:22
Ja ogólnie mam zawsze prawie wyrzuty sumienia,mam bardzo

wąskie sumienie,w sumie dzięki nerwicy.To jest takie zapętlone kółko,które nie ma końca.Mówia,że najprostrsze wyjścia są

zawsze najbardziej zaminowane.U mnie chyba tak jest.Mnie sie wydaje ze to nie o to chodzi,żebym wszystko tu pisała ze

szczegółami.Chciałabym tylko wiedzieć jak się inni zapatrują na wyjście z trudnych sytuacji....
Gość
Offline

Avatar użytkownika
przez Olka 08 lis 2005, 15:10
Widzisz kazdy ma jakiś swoj sposób. Pytałam o psychologa, bo

uważam rozmowe z nim za najlepsze rozwiazanie.......ale nie bardzo Cie rozumiem.......
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

przez kamila 08 lis 2005, 15:54
mysle ze masz pewien uraz co do facetow.dorastajac zauwazylas

odejscia jak i sparzylas sie na przeszlych zwiazkach.przeciez nie wszyscy faceci sa tacy sami.masz wyrozumialego opiekunczego

chlopaka powiedz moze co czujesz nie obawjaj sie najgorszego czasami ludzie odchodza i wtedy czuja wiekszy bol bo wracaja do

siebie nawet po latach.mam tez chlopaka i czasami sie tego obawiam ale jestem dobrej mysli ,zycie jest krotkie sprobuj udac

sie do psychologa przeanalizuj jak mozesz zwalczyc ten lek nie poddawaj sie .moze powinnas bardziej zaangazowac swoje cale

emocje bo w kazdym zwiazku sa radosc i smutek ,podejrzenia zaufaj swojemu chlopakowi i niewyolbrzymjaj sytulacji ,wiem ze w

myslach moga podsuwac sie rozne rzeczy ale optymizm duzo daje ...naprawde;)
kamila
Offline

przez Gość 08 lis 2005, 16:02
Wiesz najgorsze jest to że ja sama nic nie rozumiem.Moje

zainteresowania psychologią z poczatku mi bardzo pomagały,ale teraz czuje,że wszystko jest jeszcze bardziej

zagmatwane.Najgorsze jest to,że to wszystko sie dzieje w sferze myśli.A tak bardzo potrafi niszczyć życie.....
Gość
Offline

A to właśnie mój problem....jak sobie z nim poradzić????

przez gecko 08 lis 2005, 17:06
Moja historia zaczęła się jakieś 2 lata temu (przeklinam ten dzień!!) w 1 klasie

liceum. Wszystko było na początku wporządku, miałem wielkie marzenia 1 klasa LO , nowi ludzie myślę że będzie fajnie. Nauka

wiadomo wszędzie trzeba się uczyć, dam radę a resztę się zobaczy mówiłem sobie. Na początku wszystko było inne, niektórych

ludzi już znałem innych dopiero poznałem. A że to pierwszy rok to w modzie jest tzw. przesiew...czyli wzomożona nauka i

testowanie przez nowych nauczycieli naszych umiejętności wyniesionych z gimnazjum... Także uczyłem się nocami spałem po kilka

godzin, ponadto sks w szkole z koszykówki...Jakoś to będzie mówiłem sobie....i długo tak nie pociągnąłem...organiz był

wykończony psychika również...I pechowego dnia podczas zwykłej lekcji języka polskiego...poczułem się źle...nagły lęk....i

nie mogłem oddychać dziwnie zakuło mnie w okolicy serca...wybiegłem z klasy...i udałem się do

pielęgniarki...przerażony...okazało się że miałem straszny wzrost ciśnienia około 170 ....zadzwoniono po moją rodzinkę

zwolniono mnie z budy..i zaraz tego samego dnia do lekarza... U lekarza zrobiono mi EKG i inne badania w tym badania

krwi....okazało się że mam książkowe świetne wyniki, cukier w normie itp. Pojechałem jeszcze do Opola na badanie echa serca

....i tu zaczynają się schody...przed samym wyjazdem do Opola samochodem strasznie się zestresowałem...czułem się

osaczony...i znowu ciśnienie skoczyło do 140...nie mogąc myśleć o niczym innym jak o powtórce sytuacji....u lekarza okazało

się że też jest wszystko w porzo...lekarz ten zdjagnozował u mnie nerwicę wegetatywną...i lekkie przemęczenie. Po tym

incydencie nie było mnie w budzie gdzieś przez 3 tygodnie...a później miałem kłopoty z chodzeniem do tej szkoły bo ta

sytuacja która miała miejsce mnie przeraziła i nie chciałem jej powrotu... W 2 klasie odnalazłem pewien sposób na w miarę

zminimalizowanie mojego lęku przed szkołą, a mianowicie zafascynowałem się kolarstwem górskim i tak cały rok

przejeździłem...po woli pokonując swoje lęki..w szkole jakoś to szło...mam paczkę moich kolegów którzy zawsze mnie rozwalają

poczuciem humoru także ten rok jakoś przeleciał po mimo drobnych lęków...ale wciąż od tamtego momentu jestem kimś innym,

bezsilnym i pozbawionym normalnego młodzieżowego życia...były momenty kiedy się ilzolowałem od znajomych nie wychodziłem z

domu tylko szkoła dom...Teraz zaczęła się 3 klasa na głowie matura :? ...w między czasie próbowałem pokonać swoje

nieuzasadnione lęki medytacją ale jakoś nie dawała szczególnych rezultatów...kąpiele zapachowe owszem odprężają...ale nie

likwidują mojego wewnętrznego lęku....od wczoraj zapisałem się na pływalnię...może będą rezultaty. Teraz także czuję się

bezsilny...mam lęk przd staniem gdzieś np w banku w kolejce, albo też gdy jadę gdzieś autobusem (nigdy nie miałem choroby

lokomocyjnej i nigdy nie bałem się podróżować)Cała ta nerwica zmieniła moje życie na gorsze, czasami moje nieuzasadnione

stany lękowe tworzą bariery w normalnym fukcjonowniu w szkole ...i w codzienności...nie wiem co dalej ze mną będzie...ta cała

zaistaniała sytuacja zburzyła moją silną na pozór psychikę jak domek z kart...ciężko mi żyć tak jak to było kiedyś...mimo to

staram się myśleć optymistycznie i wlaczyć ze swoimi lękami..czasami na próżno...chciałbym być dalej normalnym chłopakiem

który ma 18 lat na karku i myśli optymistycznie i cieszy się życiem a nie się go bać!!!! :roll: ...

Nie wiem nawet czy

ktoś to będzie czytał czy też nie..ale jak mogę sobie poradzić z moim problemem ??? I opanować przesadny lęk??? :cry: [/b]
WOLNOŚĆ! Zaczyna się tam, gdzie kończy się strach...!
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 lis 2005, 16:28
Lokalizacja
Opolszczyzna

Chin up!

Avatar użytkownika
przez Saturn 08 lis 2005, 17:28
Hej
Wiem, że to co powiem bedzie trąciło banałem,

ale po sobie wiem, że gigantyczne znaczenie odgrywa mimo wszstko praca nad sobą, tzn. prowadzenie żmudnej, wewnętrzenej walki

okupionej tysiącem natrętnych myśli, które zrobią wszystko, byś czasem nie zaczęła myśleć pozytywnie.
Chcesz mysleć

pozytywnie, to nagle zdajesz se sprawe, że coś tu jest nie tak, czemu myślisz pozytywnie właśnie w tej chwili? I koło się

zamyka bo zaczynasz wkręcać się wkolejne natrętne myśli. Myśle, że natręctwo myśli to mechanizm, którego prace można

zakończyć w taki sposób, iż pozwolimy im się ,,mielić" w naszej głowie trawić i cierpliwie czekać na jakiś finał. U mnie

natręctwo bardzo często kończy się po kliku, kilkunastu dniach inttensywnego i bezsensownego myślenia wypełnionego

irracjonalnymi lękami, nie tylko przed miejscami (moytw z busem czy hipermarketem (nie wiedzieć czemu najgorzej czuje się w

Auchanie:) jest u mnie prawie identyczny, ale także wyimaginowanymi (w pewwnym sensie) postaciami (w tym miejscu uważam że

to hardcore, bo z tego co piszecie, nie macie aż takich schizów;)Może źle ze mną;). Po pewnym czasie po prostu zauważam, że

oto nareszcie coś sobie wytlumaczyłem i w danym momencie nie moge już tego podważyć żadnym racjonalnym czy irracjonalym

argumentem. Nie wiem czy to moja wyobraźnia, bo czasami idąc na spacer potrafie całą godzine wyobrażać sobie caly życiorys

danej wymyślonej osoby.Choć te myśli moge sobie powstrzymać, inaczej z myślami zwiazanymi z lękiem. Piszesz, ze widzisz

gdzieś w oddali miłą, uśmiechniętą dziewczynę. Możesz nią być, ale natręctwa zarówno Tobie jak i mnie czy innym nie pozwalają

zwyczajnie cieszyć się każdym dniem. Oczywiście jak człowiem dłuższy czas sobie nie radzi powinien udać się do kogoś

(psycholog, psychatra?) na rozmowę. Często taka rozmowa może mieć zbawienny wpływ na Twoje odczucia, jednak to nieraz wcale

nie musi byc psychlog, a zwyczajna osoba, która ku Twojemu zdumieniu może pomóc więcej niż mogłoby Ci się wydawać. Fakt

faktem, specjalista powinien przeprowadzić terapię w bardziej...profesjonalny i poukładany sposób. Nie wiem co tu jeszcze

dodać do tej mojej chaotycznej i zagmatwanej wypowiedzi. Chyba jedyne, co mi pozostaje to życzyć Ci dużo słoneczka w życiu i

dużo świeżej energii do walki ze sobą i z codziennością, która wcale nie musi byc taka szara!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
05 lis 2005, 14:08
Lokalizacja
Śląsk

i jeszcze jedno!

Avatar użytkownika
przez Saturn 08 lis 2005, 17:32
Też miewam wyrzuty sumienia, choć nie wiem,

czy z tych samych powodów, co reszta. Zwiazane są one raczej nie z myślami jako takimi, tylko z lękami, a co za tym idzie z

jednym głównym lękiem - co ze mna będzie kiedyś, czy coś mi się stanie złego? I ostatecznie jak moi najbliźsi mnie bedą

postrzegać, gdy ich zawiode (mówie o zawodzie związanymi z tą przypadłością....).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
05 lis 2005, 14:08
Lokalizacja
Śląsk

helo

Avatar użytkownika
przez Saturn 08 lis 2005, 18:03
Spoko. Tego, ze ludzie bedą czytać o tym co piszesz

możesz byc pewien.
Nie wiem co Mądrego poweidzieć na dzień dobry. Ja tez od jaiegoś czasu myśalłem o zrobieniu sobie EKG

bo jeszcze kilka dni temu byłem pewien, ze mam coś z sercem. W momencie stresu czy nawet czasem bez podowó dostawałem

,,palpitacyjek" i robiłem się miękki, to powodowało strach, zę oto uż koniec i zaraz zaryje o glębę co powodowało, że

uruchamiał się kolejny mechanizm stresogenny. Innymi słowy kapa na maksa. Teraz na ekg nei jade, bo po jaką cholere? Eeee ma

ktoś problemu z żołądkiem czy jelitami w ogóle? Niedawno tak jak Ty zrobilem sobie badania krwi i badanie na helicobacter i

pasożyty. Wyniki jak w Twoim przypadku - książkowe. Problem tkwi w łepetynie niestety:/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
05 lis 2005, 14:08
Lokalizacja
Śląsk

przez maga 08 lis 2005, 18:06
dzieki kamila, wiesz ja o tym wiem,ze nie powinnam zrzucac

wszystkich zlych dosiwadczen na tego mjego biednego chlopaka, ale to takie trudne.mam czasem wrazenie,ze specjalnie się z nim

kłócę, i z premedytacją sabotuje mój związek,zeby w końcu stało się to czego się boję, i w koncu się tak stanie i chłopak nie

wytrzyma tego.nie wiem czy juz nie jest u kresu... ale ja jestem walnięta!
maga
Offline

Avatar użytkownika
przez baraqs 08 lis 2005, 18:43
Zapada się na nerwicę lękową w ciągu kilku lat, przynajmniej

ja tak mam.
Jestem byłym wychowankiem domu dziecka, pochodzę z patologicznej rodziny, naduzywałem alkoholu (aktualnie od 8

lat nie tknąłem alkoholu, i nigdy juz nie zamierzam tykać) , moja partnerka odeszła ode mnie, zostawiając ze mną 4 letnie

dziecko, a wcześniej miewałem przez nią też duuużo problemów, jestem chory na cukrzycę typ 1, mam przeciwwskazaną pracę

:
-na wysokościach,
-przy maszynach w ruchu,
-na otwartej przestrzeni,
-wymagającą ostrości widzenia,
-w porze

nocnej,
-ciężka fizycznie,
A pomimo tego wszystkiego, wszyscy traktują mnie jak pasożyta.
W Sądzie, gdy walczyłem o

córkę, Pani Sędzia nazwała mnie jawnie pasożytem, bo nie pracuję.
Pracownica z opieki społecznej, zachowywała się też

jakbym był ludzkim odpadem.
Wszędzie, gdzie się nie ruszę, zawsze wypominają mi, że nie mam pracy, i że jestem pasożytem,

mieszkam na osiedlu gdzie żyją same ku...y i złodzieje, chcesz zobaczyć ? www.slumsy.neostrada.pl
Nie mam przyjaciół,

kolegów, koleżanek, znajomych.....
Mam tylko córkę (za którą dziękuję Bogu), od kilku tygodni po raz czwarty wróciła do

mnie moja była partnerka, ale zapewne jak zwykle do czasu, aż jej się znowu coś w głowie pomiesza.
Mieszkam z matką, i

jestem, na jej utrzymaniu, wychowuję sam moją córkę Emilię (ma 5lat), i szczerze powiedziawszy, to wiem, że ludzie użalają

się nad sobą, tylko dlatego, bo to inni się do tego przyczynili.
To inni ludzie wpędzają nas w kłopoty, to przez innych,

mamy świadomość, że jesteśmy gorsi, ale czy rzeczywiście jesteśmy ???
NIE, jesteśmy czasami nawet lepsi od innych, lecz

nikt nam nie chce podac pomocnej dłoni, bo po co ?
Traktuje się takich jak ja, jak psycholi, jak pasożytów, i

nierobów.
Kiedyś miałem drugi stopień niepełnosprawnosci, i zasiłek stały z opieki, teraz nie mam nic, nawet na leki nie

mam, i mój stan coraz bardziej się pogłębia, gdyż mam napady paniki już w domu, kilka razy dziennie, więc co tu dużo mówić,

jest ciężko, a będzie jeszcze ciężej.
Jeżeli nie stać mnie na zapewnienie sobie pieniedzy, na pokrycie podstawowych

potrzeb, to jak na mnie ludzie mają patrzeć ?
Każda laska zwraca uwagę na zasobność portfela, i jaką bryką

śmigasz.
Każdy na około patrzy, jak chodzisz ubrany, i z kim się zadajesz, a jak ktoś spotka Cię w przychodni zdrowia

psychicznego, to jak myślisz, czy ludzie nie zaczną się śmiać za plecami ?
Życie nie jest takie proste, co innego, gdybym

miał wyższe wykształcenie, ale ja skończyłem OHP, więc mam konkretne braki, a to tylko dlatego, że moja rodzina piła wódę, i

nikt mnie nie wspierał.
Sam zerwałem z piciem alkoholu, a po śmierci ojca, pomogłem matce zerwać z tym

paskudztwem.
Rzuciłem palenie papierosów, a matka w zamian założyła mi internet, bo to i taniej, i zdrowiej.
Za to, że

jestem dobrym synem, wzięła mi kiedyś komputer na raty, a czy obcy ludzie cokolwiek pomogli mi zrobić ?
Wszędzie jest się

tylko ocenianym, przez każdego, i właśnie temu, traktujemy nasz dom jak azyl, i tak bardzo się do tego przyzwyczajamy, że

zaczynamy bać się wychodzić na zewnątrz, u mnie to już jest nawet lęk przed nagłą śmiercią, nagła panika chwytająca mnie

kilka razy dziennie we własnym domu.
Gdybym mógł, to wyłbym z rozpaczy.
Brałem lek Asentra, lecz wyszło na to, że

jestem na niego uczulony, spowodował ostry, przeraźliwy ból brzucha, i tak mi było słabo, że następne trzy dni wracałem do

stanu poprzedniego.
Brałem też Anafranil SR75, lecz tylko pogłębił mój stan, do tego stopnia, że wolę już te napady

paniki, niz to co wtedy przeżyłem, po 4 dniowym zażywaniu tego leku.
Są różne problemy, i różne powody, przez które mamy

tą chorobę, ale nigdy, przenigdy, nie powiem, że jest to użalanie się nad sobą, a choroba, to bułka z masłem, bo nie każdy ma

takie same objawy, i jedni mają jeszcze jakieś wsparcie w rodzinie, a inni, nie mają nikogo.
Zresztą u każdego są różne

lęki, i o różnym nasileniu, więc proszę nie wwalać wszystkiego do jednego worka.
Wyleczyć się z tego da, to jest

oczywiste, i to jest dość łatwa droga, lecz tylko wtedy gdy mamy wsparcie innych osób.
I niestety, ale trzeba sobie zdawać

sprawę, że są kryzysy, więc nawet po zaleczeniu, choroba może się w pewnej chwili znowu pojawić, przeważnie jest to

spowodowane jakimś nagłym dodatkowym stresem, lub ponowną samotnością, tak jak w moim przypadku.
pozdrawiam wszystkich, i

życzę Zdrowia, przez duuuże Z.
Ostatnio edytowano 08 lis 2005, 22:46 przez baraqs, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
89
Dołączył(a)
08 lis 2005, 14:28
Lokalizacja
Planeta lęku

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider], SCF i 30 gości

Przeskocz do