Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Różny przebieg

Avatar użytkownika
przez anita27 05 kwi 2006, 23:18
Witam.Zaczelam sie leczyc 8lat temu.Na samym poczatku nie wiedzialam co sie ze mna dzieje.Balam sie wszsytkiego,balam przede wszystkim ze zrobie krzywde mojemu synkowi ktory wowczas mial 2 latka.Bylam w sumie swiezo upieczona mama a jakie mysli mi do glowy przychodzily to zdrowy czlowiek pomyslal by ze to nie moralna???matka jak mozna by wyrzadzic wlasnemu dziecku krzywde.prawda.tez teraz tak mysle,ale uwierzcie mi naprawde te mysli nie byly do pokonania.brakowalo mi apetytu wazylam przy wzroscie 167cm. 45kg jesc mi sie wogole nie chcialo.po co jak zycie wkolo mnie bylo do bani.Maz sie smial ze mnie,tesciowa mu wtorowala.Mowili mi ze z wariatka sie zyc nie da,ze mnie zamkna.Zaczelam od neurologa.potworne bole glowy zero snu.bezsenne noce potrafily sie ciagnac bez przerwy.lekarka nie byla mi w stanie pomoc bo to przepisywala to jakbym meliske sobie pila.wreszcie podjelam decyzje o wizycie u psychiatry.tylko ze najgorsze bylo to ze moj malzonek zamiast mnie wspomagac mila jeszcze wieksze pole do popisu.W rezultacie zaczelam brac rozne leki w wiekszosci nie pomagaly to sobie pomagalam alkoholem w mniejszych ilosciach.tyle tylko ze to pomagalo na chwile.nastepny etap w mojej karierze:) jakanie,zaburzenia seksualne,motanie sie zapominanie sie,nie pamietalam co zrobilam 2 minuty wczesniej,zreszta to mi zostalo do dzis ale tak sie dzieje tez po lekach.i takie tam inne roznosci:)Balam sie wszystkiego przestalam wstawac z lozka bo po co kiedy wokol mnie swiat okrutny.za drzwiami czai sie zlo wszelakie.potwor prawdziwy moja tesciowa.wyobrazcie sobie jak mnie moi najblizsi wzieli pod pantofel.potem byla nie udana proba samobojcza,banalne wziasc garsc tabletek a ile razy jeszcze pozniej o tym myslalam zeby skonczyc to marne zycie.w koncu moi drodzy wytrwali nowi przyjeciele koncu brnie historia leki zaczely po troszke skutkowac i choc dzis jestem wpelni swiadoma uzaleznienia ciesze sie ze wybrnelam z bagna.Czuje sie jeszcze zagubiona za wrazliwa mam swoje leki nie ma dnia zebym czula sie dobrze.zawsze mi sie wydaje ze cos mi dolega ze slabo mi sie robi bez powodu i inne chocki klocki i wiem ze nigdy nie bede wpelni zdrowa to jest ze mna duzo lepiej.warto sie leczyc.i jesli ktos kto przeczyta moja hisotorie do konca uzna mnie za nudziare to i tak mi ulzylo ze moglam sie wygadac nawet jesli ktos w polowie mojej drogi zasnie to tez sie nie pogniewam.Pozdrowienia z Chrzanowa.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

Avatar użytkownika
przez anita27 05 kwi 2006, 23:43
wiem co znacza bole glowy,potworne bole glowy.mnie juz nie pomagaja zadne proszki kiedy zaczyna bolec.jezdze na dyzur na zastrzyki tylko pozniej po nich bardzo wymiotuje bo mam takie konskie dawki,juz mnie tam znaja i wiedza co pomaga a co nie.czasem mi sie wydaje ze umre z bloem glowy.co najsmieszniejsze to nie jest to zalezne od pory roku czy pogody nie daje znaku kiedy sie zacznie nie pozwala sie przygotowac o ile mozna sie przygotowac w jakis sposob.kiedy nachodzi mnie ten bol wylaczona jestem ze swiata.nie moge przestac myslec o bolu i tylko on sie liczy.nie jestem w stanie zadbac o siebie dzieci.do toalety mam trudnosci dojsc.bo mam takie zawroty i bole.ciezko mi sie zebrac na dyzur do lekarza ale wtedy zbieram cala sile i jade bo wiem ze ZROBIE WSZYSTKO zeby tylko przestalo mnie bolec.Trzymaj sie cieplutko i walcz z tym bolem glowy jak umiesz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

przez narwana 06 kwi 2006, 00:46
a ja dzisiaj miałam ''lekki'' atak :]! tzn. atak przed lękiem, tzn. lęk przed lękiem.......ale zapodałam wodę mineralną, czarne halssy i grało!! ahaa- wpieprzam teraz witamine ''e'' chyba mi trochę pomaga, a raczej pozytywnie wpływa na podświadomość, tzn. jak ją zażyję, to mi się wydaje, że mi lepiej.........ehhhhh

:lol: :lol: :lol:
wolę zimę ........
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
01 kwi 2006, 00:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Aka 06 kwi 2006, 01:59
dzięki za odpowiedzi;)
tez kiedyś nie miałam wiary w to, że może być lepiej a docelowo dobrze.
dzisiaj wiem, że właśnie wiara, mocna wiara jest narzędziem, która pomaga nam w zyciu,pcha do przodu i to nie tylko w kwestii radzenia sobie z nerwica.
nie jestem religijna ale polecam gorąco poczytac troche pisma swiętego. w momencie kiedy zaczelam chorowac wpadl mi taki urywek o potopie i ludziach, którzy tracili wiare w to, ze przezyja... jedno zdanie a tak przemawia... i przezyli;)
poszukajcie tego koniecznie jesli brakuje Wam wiary...
Aka
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 15:34
Lokalizacja
Kraków

przez jolitta66 06 kwi 2006, 09:17
anitko z zaciekawieniem przeczytalam twoja opowiesc,dojrzalam w niej kawalek siebie.Zmagam sie z moja choroba bardzo dlugo, wlasciwie sama bo z najblizszych ludzi probuje mnie zrozumiec tylko mama,ale przed nia tez staram sie nie wywnetrzac zeby nie stwarzac jej problemow,bo ma ich dosyc (1,5 roku temu zmarl moj kochany tata ).
Przerabialam juz lrozne leki ktore pomogly na krotko. Stwierdzilam ze najwazniejsza jest autosugestia,poczucie wlasnej wartosci swiadomosc tego ze jestes silna i takie cos jak glupia choroba nie jest w stanie cie zniszczyc. Codzien rano jak wstaje powtarzam sobie przed lustrem "jestem juz calkiem zdrowa" pomaga tez pisanie tych slow na kartce, wtedy informacja ta dociera do mozgu do twojej podswiadomosci i jest lepiej.A jak nachodza cie destrukcyjne mysli to wtedy pamietaj o tym ze masz dla kogo życ, bardzo mocno.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
23 lut 2006, 11:32
Lokalizacja
kalisz

Wzloty i upadki

Avatar użytkownika
przez anita27 06 kwi 2006, 09:53
Za kilka dni stuknie mi 29lat.Boze jak ten czas leci.Szkoda ze nie jest laskawy tak jak i zycie.Kiedy juz myslalam ze sie dziwgam z mojej choroby to masz kolejne nieszczescie....Bylam nieszczesliwym dzieckiem.Rodzice ciagle sie klocili,ojciec bil przy mnie matke do krwi,znecal sie nad nami nade mna.czasem zachowywal sie jak szalony bral przy mnie i siostrze tabletki ze niby sie truje chcial wyskakiwac przez okno.niewypuszczal nas z domu przez co opuszczalysmy szkole i chodzilysmy glodne.kiedy sobie to przypominam to jest mi to teraz niedopomyslenia ze ludzie moga sie tak zachowywac.mama po pewnym czasie trafila do szpitala na oddzial w szopienicach i postanowila sie rozwiesc.nigdy sie tak nie ucieszylam z decyzji mamy jak wowczas.Majc tyle lat tez juz jestem rozwodka.niezyje juz z mezem prawie piaty rok.to byl koszmar co przezywalam,dzieki mezowi i jego matce nabawilam sie silnej nerwicy popadlam w depresje mialam za soba probe samobojcza.Zaczelam sie leczyc chodzi do psychologa.Kiedy doprowadzilam sie do porzadku psychicznego moglam podjac prace,bylam szczesliwa ze wreszcie stan mojego zdrowia sie poprawil.Potem dowiedzialam sie ze jestem w ciazy i uwierzcie mi nie byla to przyjemna wiadomosc bo z mezem nic mnie juz nie laczylo.i wtedy zaczelo sie pieklo na ziemi.ale ja z natury bezradne zwierzatko ktore balo sie zycia i wiecznie nie mogace podjac decyzji o odejsciu o meza,stalam sie bardzo silna w ciazy i sama sie zastanawiam skad to sie wzielo.Wiec podjelam decyzje w jednej chwili ze musze odejsc bo zdawalam sobie sprawe z tego ze poraz kolejny posune sie do targniecia sie na swoje zycie i choc na poczatku nie chcialam miec kolejnego dziecka,bo jak w tych czasach rozpoczynac zycie z jedym dzieckiem i bedac jeszcze w ciazy ale pomyslam sobie ze dam jakos rade wzielam sie w garsc i tak jak stalam wyszlam z domu i juz nie wrocilam.Maz oczywisci mnie jeszcze gnebil i zastraszal otwarcie mi powiedzial ze chce zebym sobie cos zrobila albo zebym poronila.trafilam w koncu do szpitala.potem udalo mi sie szczesliwie urodzic dziecko i tak jak w ciazy byalm po porodzie bardzo silna moze przez hormony nie mam pojecia.taka "sielanka"psychiczna trwala 4 miesiace pozniej musialam znowu brac leki bo byly momenty kiedy myslalam ze umre, powrocily leki rozne rozniste.Musze sie pochwalic ze od 3miesiecy byla poprawa.zmiejszylam dawke lekow.choc rano wstawalam sie trzesac to popoludniu bylo lepiej,zdecydowanie lepiej niz wczesniej.i pewnie bylo by tak do dzisiaj ale przeszlo miesiac temu dowiedzialam sie ze siostra ma schizofrenie,zalamalam sie ponownie i znow zyje na prochach i ze swoimi lekami z trzesacymi sie wiecznie rekoma.i juz czasem mysle ze nigdy nie bede tak silna zeby sie podniesc....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

Avatar użytkownika
przez anita27 06 kwi 2006, 10:03
staram sie jak moge sama sobie pomagac.jak nigdy zaczelam sobie odowadniac ze jestem jeszcze cos warta zadbalam o siebie bardzo.ale ostatnio znowu podupadlam,znowu zaczelam sie bac ze wszystko do mnie wraca.zaczelam nawet podpijac a wszystko przez chorobe mojej siostry niemoge sie pozbierac i zupelnie niewiem jak sobie teraz pomoc.dlatego znalazlam to forum,sa tu ludzie ktorzy maja podobne problemy i pomaga mi to ze moge sie wygadac.ale wiesz...dobry pomysl zeby pisac sobie na kartce tylko ja niewiem co mogla bym sobie zapisywac
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

Avatar użytkownika
przez kochajacy 06 kwi 2006, 10:04
anita27 napisał(a):.i juz czasem mysle ze nigdy nie bede tak silna zeby sie podniesc....


nie zgadzam sie!! kazdy z nas ma w sobie niewyczerpalne poklady sily !!
jednak prubujac ogarniac cala ogromnosc narastajacych problemow zaglebiamy sie w ich istote coraz bardziej i bardziej , co powoduje przyplyw nowych mysli , coraz czarniejszych ! i tu trzeba powiedziec stop!!! oderwac sie od tego wszystkiego i "stanac obok" nawet wbrew swoim wpojonym przekonaniom!!
problemy nabieraja swych ogromnych rozmiarow tylko wtedy gdy nasycimy je swoimi wyobrazeniami !! bez tego ich waga bliska jest zeru
NIE MASZ NIC DO STRACENIEA A WIELE DO ZYSKANIA!
pomysl jaka korzysc przyniesie ci wchodzenie w to i zatruwanie sie tym calym jadem ??
badz tylko ty i pan Bog
i nigdy nie trac wiary w to ze bedzie lepiej !!!
pozdro
Avatar użytkownika
Offline
Posty
603
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 21:03
Lokalizacja
z domu

Martwy punkt

przez Magnolia 06 kwi 2006, 10:06
Macie też coś takiego,że stoicie od kilku lat w tym samym miejscu ze swoim zyciem i nie umiecie się ruszyć?Ja mam 22 lata i tylko skończyłam liceum.Nie umiem już zrobić nic konstruktywnego,miałam tyle przykrych doświadczeń w życiu,że teraz boję się każdego kroku.Mam straszną gonitwe myśli,zastanawiam się (mówiąc ironicznie) nad wyższością kromki chleba nad bułką kiedy jem śniadanie.Dosłownie nad wszystkim.Wszystko widze z innej perspektywy niż reszta świata.Jestem przewrażliwioną perfekcjonistką,mój świat jest "skrzywiony" bo ostatnio rzadko coś jest u mnie w porządku.Nie mam nerwicy lękowej(choć kiedyś miałam) nie boję się wychodzić itd.Ale wszystko co zrobie to tak uważam,że zrobiłam źle,że ogólnie jestem zła.Ta ciagła analiza doprowadza mnie do rozpaczy.Nie umiem robic nic innego tylko siedzieć przed komputerem.Cały czas mam ten lęk,że sobie nie poradze,przed odpowiedzialnością,przed dorosłąścią w której już dawno powinnam byc.Czuję się jak małe,zagubione dziecko w tłumie.Chodzę na terapie,ale jak narazie nikt nie umie mi "wyjąć" z głowy tej szalonej gonitwy myśli,tych pytań co będzie dalej.A przedewszystkim tego strachu choć na chwile,żebym mogla ruszyć z miejsca....
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
08 lis 2005, 10:27

Avatar użytkownika
przez iwo4 06 kwi 2006, 10:44
Witaj Magnolia.... ciekawa jestem czy nie bylas przypadkiem krytykowana w dziecinstwie?... bo ten ciagly lek to wlasnie z tego wynika , wiem cos o tym bo mam ten sam problem:(
Witajcie wsród "wybranych"...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
193
Dołączył(a)
24 mar 2006, 23:21
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez roccola 06 kwi 2006, 10:45
Anita 27 nie trać wiary...
nie poddawaj się...
może znów rozpocznij terapię..Trzymam kciuki i przesyłam dużo ciepła
...i spojrzała na pęta które ją więziły...
...i poczuła wiatr...zapach ze wschodu..
..była wolna...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
408
Dołączył(a)
08 lut 2006, 11:36
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez roccola 06 kwi 2006, 10:50
Anito bardzo ładnie opisujesz swoje zmaganie z chorobą. Jestes bardzo silna..i wiem ze jest jeszcze mnóstwo pokładów tej siły w Tobie. Mysle ze regularna terapi by Ci dużo pomogła. Zrób to póki czujesz że masz jeszcze resztki sił...
...i spojrzała na pęta które ją więziły...
...i poczuła wiatr...zapach ze wschodu..
..była wolna...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
408
Dołączył(a)
08 lut 2006, 11:36
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez Śmierć 06 kwi 2006, 11:56
Tak to właśnie, jest, to społeczeństwo, ludzie, i zjawiska w któych uczestniczymy doprowadzają nas do takich stanów... człowiek nigdy nie jest tak naprawde wolny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
192
Dołączył(a)
08 mar 2006, 01:30

Avatar użytkownika
przez Śmierć 06 kwi 2006, 11:59
ja tkwie w martwym punkcie dokladnie od 5 lat... nie mogę nic zrobić, a to głównie z powodu tych wszystkich objawów i wyalienowania się z życia, ciągłej apatii i beznadziei, tkwie i nie widze przyszłośći, wegetacja w oczekiwaniu na smierć, najzabawniejsze jest to, że już mnie to przestało interesować, siedze w domu...i czekam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
192
Dołączył(a)
08 mar 2006, 01:30

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider], blitz i 32 gości

Przeskocz do