Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

:)

Avatar użytkownika
przez Olka 19 paź 2005, 08:15
Kochani przesłałam wszystkim......oprócz "gościa"- heh:))))

Mam nadzieje, że doszło do was:)))) Pozdrawiam:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

przez Marcin1983 19 paź 2005, 11:38
U mnie to chyba standardowo jest...lęk przed ludzmi,przed ich

oceną,przed rozmową z nimi,przed wyrazaniem swoich pogladow czy opinii na okreslone tematy, i jeszcze oczywiscie takie

miejsca jak kosciol,autobus,urzędy itp,wtedy boje sie tego aby nikt nie zauważyl ze sie denerwuje,i mam uczucie ze jak ide

ulicą to wszyscy zwracają na mnie uwage,obserwuja mnie,poza tym moj najgorszy horror to pocenie sie,do tego lęk przed płcią

przeciwną,ehhh to zycie,co to bedzie w przyszlosci...bo o przeszlosci lepiej nie mowic...
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
04 paź 2005, 19:47

Avatar użytkownika
przez paula 19 paź 2005, 12:19
ja tez mam takie same objawy jak wy wszyscy!kołatanie serca (3

razy juz byłam u kardiologa, oczywiscie wyniki prawidłowe), duszności, mdłości, uczucie m,że zaraz zemdleje!!!po prostu

koszmar!!!boje sie tez kolejnego ataku lęku!!!paranoja!!!czasami juz mam tego wszystkiego dosyć!!!wkurza mnie to, że przez tą

okropna chorobę moje zycie traci na wartości!!!nie moge sie normalnie rozwijać, normalnie bawić, szalec jak inni, po prostu

normalnie zyc!!!i to jest strasznie dołujace!!czas mija, a ja....utknęłam w miejscu i nie mogę wyjść z tego cholernego dołu

"nerwicy"!!!zła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
22 wrz 2005, 11:38
Lokalizacja
z krainy wiecznego lęku!

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

NERWICA , STRACH PRZED LUDŹMI

przez XENA 19 paź 2005, 14:48
Jak podobnie się czuję w mojej

szkole (gimnazjum) czuję się napięta, dłonie mi się pocą .i właśnie młodzież dzisiaj wiadomo jaka jest cwana i bystra i

właśnie jakoś mnie wyczuli że mam nerwy w połowie skołatane.a zaczeło się od tego
w pierwszym gimnazjum zaczęła dokuczać

mi grupka osób , dlatego że stałam w jednym miejscu razem z koleżanko.koleżanki mojej nie atakowali, ponieważ była ona dobrą

uczennicą i czasami chcieli od niej spisać pracę domową.i zaczęło się codzienne gnębienie mojej osoby nie pomogła mawet raz

specjalna przeprowadzona razem z rodzicami rozmowa uwzięli się na mnie i tyle.następnie przeniosłam się do następnej klasy

tam mi też zaczeły w szczególności dziewczyny dokuczać i opinnia innych ludzi stała się zła -zostałam tzw.kozłem

ofiarnym.zaczęłam wagarować i nie chodzić do szkoły bo już miałam dosyć codziennych ataków.puźniej przepisałam się do nowego

gimnazjum ale i tutaj chociaż było lepiej za bardzo mnie nie akceptowali (siedziałam w jednym miejscu pod salo osamotniona

chociaż w ławce taka jedna dziewczyna ze mną siedziała dobra w miare)po paru miesiąca chłopak z klasy taki co sprawiał

problemy wychowawcze powiedział:i dalej siedź i patrz sie w jeden punkt........chociaż raz ten chłopak poprosił mnie do

rozmowy ale to było już pod koniec roku szkolnego ale na przerwach raczej byłam osamotniona i nazywali mnie grzyb(rozchodziło

sie o to ze stalam w jednym miejscu pod salo albo siedziałam)puźniej okazało się że l8ikwidujo te gimnazjum i w tym budynku

ma znaleźć sie muzem.opinnie no i znajduje sie teraz w 3 gimnazjum .z początku roku wszystkie dziewczyny podały mi reke aby

sie zapoznac.ale puźniej musiały sie dowiedzieć od kogoś na mój temat złych rzeczy bo czasami sie ze mnie nabijajo np.

wmawiajo mi że nauczyciel z historri nawet jak nie umiem to mi 2 postawi a to nie jest prawdą .na przerwach siedze

osamotniona i czuję się źle bo wiadomo ze każdy chciałby mieć kogoś bo przesiedzieć 7 godzin bez słowa to juz naprawde

męczące jest.jestem zwolniona z wf i zostaje w bibliotece ale tam jak jest jakas klasa to mi zaraz dokuczac zaczynają

dziewczyny raczej uwagi nie zwracają.w poniedziałek byłam w bibliotece i słysze muwi jeden chłopak do drugiego:patrz to twoja

dziewczyna-drugi na to ta czarownica i zaczał się głośno śmiac .dlatego też psycholog mi powiedziała jak mają ją tam męczyć i

denerwować to niech może ma indywidualne zajęcia w domu.wydaje mi sie że powód tkwi właśnie w tym że wyczuwają że jestem

napięta.ja już mam serdecznie dosyć tych złośliwości albo nabijania -chociaż czasami normalnie sie odezwo.teraz sobie myśle

jak to grupka osób może odmienić czyjeś życie zatruć je.przecież ja ich nie biję, nie przezywam to czemu czują do mnie

nienawiść? i co ja mam myśleć o swoich ruwieśnikach(mam prawie 16 i rok siedziałam)czy jak pójdę do szkoły średniej to też

będą mnie atakować albo się nabijać nie wiem samej co mam myśleć ale może jak bede miała te indywidualne to się wyciszę

trochę bo osób starszych nie boję się tak jak moich ruwieśników.jakaś kara mnie chyba spotkała z tymi gimnazjami patrze mama

już moja też nie mam takiej wesołej twarzy.
XENA
Offline

skąd się wzięła moja nerwica lękowa(moja historia)...

przez OLIWIA-16 19 paź 2005, 15:21
Postaram

się opowiedzieć mojo historię(troche mi się śpieszy wiec mogo być błędy).wszystko zaczeło się w gimnazjum.trafiłam do klasy

która z początku wydawała mi się spoko przez 1 rok nauki nic sie nie działo.w drugiej klasie gimnazjum grupka osób zaczeła mi

dokuczać podejrzewam że z tego powodu że stałam w jednym miejscu pod salo z kumpelo(jej nie zaczeli dokuczać bo miała dobre

oceny i spisywalni od niej często pracę domową).i zaczęła sie codzienne atakowanie mojej osoby szczególnie słownie nie

wyzywali ale tak robili żeby tylko mnie zdenerwować.nie pomogła nawet specjalna przeprowadzona po lekcjach rozmowa z

pedagogiem.przepisali mnie więc do innej klasy i tam po około miesiącu(musieli wcześniej mnie obserwować)zaczęli mi znowu

dokuczać szczególnie dziewczyny z klasy bo chłopacy to raczej nie.i na lekcji samej siedziałam i tam dalej się naśmiewali ze

mnie.wydaje mi się że nie chcieli zaakceptować tego że stałam drętwo pod klaso bo wszyscy gdzieś chodzili rozmawiali ze sobą

i stałam się kozłem ofiarnym.nawet jak na ulicy spotkam to czasem mnie jakoś zaatakujo a reszta nawet z podstawówki(tam mi

nie dokuczali)to teraz nawet cześć mi nie powie.przez złych ludzi straciłam dobro opinnie jedynie z ta koleżanko co stałam

przed salo utrzymuję kontakt raczej w wakacje ale ona jest teraz w szkole średniej i ma też inne koleżanki(zapraszałam ją do

siebie ale nie przychodzi).siedze teraz w domu samej jak palec jedynie z rodzino ale ciężko mi patrzeć jak moja mama się

smuci.nie wiem czy pisałam ale przez dokuczanie rok siedziałam bo bałam się szkoły.teraz jestem już w 3 gimnazjum bo drugie

zlikwidowali i czuję się nieszczęśliwa.na przerwach samej siedze pod salo czuję się napięta a jak ide do szkoły to jestem

spocona .jeszcze okazało się że dziewczyny z nowej klasy znają te osoby niektóre co mi dokuczały bo mnie sie głupio pytały

czy ja znam tego czy tamtego.znów inni widzo że jestem osamotniona to mnie atakują z innych klas .ostatnio grupa chłopaków

jak byłam w bibliotece powiedziała.patrz to twoja dziewczyna:drugi na to ta czarownica i zaczęli się głośno śmiać.nie wiem

czy to zasługa plotek:czy tego że wyczuwają że jestem napięta ale 3 rok z rzędu nie czuję sie dobrze we własnej klasie. na

przewie to tylko widzę że patrzą się na mnie niektórzy i mnie obserwują.dlatego też ma mama mi załatwić nauczanie idywidualne

bo to 3 gimnazjum i oceny musze mieć w miare dobre żeby dostać to jakieś w szkoły.bo jak pójde do zawoduwki to w moim

mieście jest ona ciekawa.zastanawiam się tylko czemu mnie nienawidzą chociaż mnie nie znają?i dlaczego nikt z klasy sie nie

odezwie tylko czasami bo tak to lubią się ponabijać.czy w szkole średniej też nie będzie nikt pierwszy do mnie sie odzywać

tylko atakować?czy może powinnam się zmienić być otwartą nawet na nieznajomych ale po tych przejściach wszystkich jest mi

naprawde ciężko.odczuwam nawet niepokój przed wyjściem z domu.....

Caps

lock? Juz nie ; ) (edit: Lith)
OLIWIA-16
Offline

przez aga 76 19 paź 2005, 17:08
będzie mi bardzo miło porozmawiać z tobą o tej żałosnej

chorobie
która nas męczy
aga 76
Offline

Avatar użytkownika
przez Picasso 19 paź 2005, 19:05
Masz pecha po prostu ze trofilas na takie chamskie

towarzystwo. To jeszcze dzieciaki, zobaczysz ze z kazdym rokiem jak bedziesz dorastac to Twoi rowiesnicy spowaznieja i

przestana Ci dokuczac. Nie masz najmniejszych powodow by sie tym przejmowac...To oni se bleee a nie Ty:) Jestesmy z Toba.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
06 paź 2005, 22:24
Lokalizacja
Polska:)

przez alvesta 19 paź 2005, 19:58
Bycie świrem to można sobie dopiero przyswoić po wizycie u

psychiatry! :D Żart of kors ;) Wizytę sama polecam, nie po to żeby się jeszcze w lęki wkręcic, ale żeby spojrzeć prawdzie w

oczy i rzeczywistości na tyle strasznej na ile rzeczywiście jest, nie mniej, nie więcej :)
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
24 sie 2005, 21:49
Lokalizacja
Mysłowice

przez amelka 19 paź 2005, 20:40
moj adres to amelia_07@tlen.pl mozesz wyslac na ten bo tamten

byl zly, pomylilam sie
z gory dzieki
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
12 paź 2005, 15:45

przez amelka 19 paź 2005, 20:41
tam jest taka pauza na dole miedzy amelia a 07 ;)
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
12 paź 2005, 15:45

Re: najgorsze cierpienie czlowieka

przez amelka 19 paź 2005, 20:49
XYZ napisał(a):Stoje na uczelni wsrod ludi-nie ma z kim pogadac. wydaje ie ze o jakichs bzdetach wciac gadaja. a ja

sam, strasznie sie stresuje bo pewnie wygladam na nienormalnego...widze krzywe spojrzenia...mam ochote uciec stamtad...ciagle

odczuwam silne napiecie, niepokoj, strach przed ludzmi. w czasie rozmowy nie ptrafie sie wyluzowac. mam tak od kilku lat, to

zrujnowalo mi zycie, kiedys bylem zupelnie inny. teraz z nikim nie potrafie nawiazac kontaktu:( mam tego dosc...do tego zyje

w bardzo nie tolerancyjnym srodowisku...co mam robic? ma ktos pomysl? jak pojde do psychiatry to wszyscy wezma mnie za

swira:/ zniklo dawne szczesliwe zycie....


rozumiem Cie ja czuje sie podobnie ale dzis bylam u

psychiatry bylo naprawde dobrze, trafilam na superkompetentna babke dala mi leki i czuje ze jakos sie z tego wywloke;)

najwazniejsze to zaczac sie leczyc bo potem juz jakos pojdzie....

a co do psychaitry to w kolejce bylo pelno ludzi i

wcale nikt nie wygladal na swira wiekszosc ludzi z nerwica wlasnie slyszalam jak babki takie w srednim wieku gadaly sobie ze

zycie jest teraz akie stresujace...naprawde nic strasznego..:)

lekarz jak lekarz

choroba jak

choroba

nikt nie chce na takie cos zachorowac tak samo jak nikt nie chce na grype czy na raka zachorowac ale na to

jest wlasnie psychiatra zeby leczyc takie schorzenia jakie nam dolegaja nie??? po co sie meczyc jak mozna sobie pomoc!!
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
12 paź 2005, 15:45

:)

Avatar użytkownika
przez Olka 20 paź 2005, 07:41
Amelka wysłałam.....mam nadzieje ze doszło tym razem:)

Pozdrawiam
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

nie zalamuj sie!

przez kamila 20 paź 2005, 09:34
musisz wiedziec ze ludzie sa przerozni ,maja kazda inna

opinie inne poglady.na pweno masz osoby ktore bardzo cie kochaja i osoby ktore cie nielubia.przeciez jezeli kazdy by sie

kochal nawzajem zamiast zycia powstala by bajaka.jednak twoj problem polega na brak tolerancji ze strony ludzi w twojej

szkole ,sama stojisz pod klasa rozejzy sie moze tak naprawde jest jakas osoba ktora tak samo jak ty czuje sie odrzucona.moze

zacznji dbac bardziej o siebie niz o opinie kolegow z klasy.stan przed lustrem moze powinnas isc do fryzjera lub kub sobie

cos na pocieszenie np blyszczyk do ust , usmiechnji sie i badz twarda!!!porozmawiaj z jakas dziewczyna ,jesli bojisz sie i te

skutki nic niepomoga zasiegni porady psychologa on z pwenoscia przekona cie do twojej podstawy wobec szkoly i pomoze ci

pokonac lek i niesmialosc bo przeciez kazdy chce a by w szkole byla fajna przyjemna atmosfera !!zycze powodzenia glowa do

gory!! :wink:
kamila
Offline

przez Silla 20 paź 2005, 12:04
Witam...Trochę poczytałam Wasze wypowiedzi i widzę,że nie będe

oryginalna... :wink: No cóż...te ciągłe lęki potrafią dobić człowieka i odebrać chęć do życia,choć tak naprawdę to lęki w

głównej mierze przed jego utratą..Moim największym problemem jest lęk przed zasłabnięciem,atakami duszności,boję się wyjść z

domu i zostać w nim sama,zaraz mi słabo,duszno...O jeździe autobusem nie ma mowy...Kiedyś miałam juz takie stany,trochę się

uspokoiły a tu znowu...Ryczeć mi sie chce,że nie potrafię sobie z tym poradzić!!!!
Wszystko zaczęło się od mojego 1

małżeństwa(a w zasadzie w dzieciństwie już stwierdzono u mnie nerwice).Mąż alkoholik,później przyszło dziecko.Wyrwałam się

stamtąd ale do dnia dzisiejszego jestem zastraszana porwaniem dziecka,zrobienia krzywdy mi oraz najbliższym.
Teraz mam 27

lat,Dobrego,troskliwego męża...9 dni temu urodziłam 2 dziecko.Miałam koszmarny poród itd.Od powrotu ze szpitala popadłam w

skrajne lęki i paranoje.Obłęd.Jak sobie z tym poradzić?Przecież jestem potrzebna dzieciom,męzowi,który jest dla mnie tak

dobry a wiem,że przez moje zachowanie krzywdzę i jego...Zasługuje na cos więcej z mojej strony za to co mi ofiaruje każdego

dnia.Także starsza,ponad 3 letnia córeczka obrywa odemnie za nic...Nie chcę przez moją głupotę i ją doprowadzić do jakiś

zaburzeń...
Prosze poradźcie mi coś,jak można sobie przetłumaczyć,że to wszystko bez sensu.Narazie nie jestem w stanie

wyjśc do lekarza,do którego i tak trzeba czekać ponad miesiąc na wizytę.Z góry dziękuje.Pozdrawiam. :?

Offline
Posty
5
Dołączył(a)
20 paź 2005, 11:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 42 gości

Przeskocz do