Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Sylwia 16 lut 2006, 19:16
W poniedziałek wzięłam pierwszy.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 lut 2006, 12:45

przez drań 16 lut 2006, 19:24
Sylwia napisał(a):W poniedziałek wzięłam pierwszy.


Ja też tak miałem biorąc pierwszy raz lek, że niemogłam spać ponocach i atakowały mnie lęki co chwila.
Po jakiś 2 tygodniach powoli przechodziło.
Offline
ExModerator
Posty
465
Dołączył(a)
28 gru 2005, 21:02

przez Sylwia 16 lut 2006, 19:40
Ja się w sumie zastanawiam jak z tym walczyć?? A co bierzesz jezeli można wiedzieć??
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 lut 2006, 12:45

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez drań 16 lut 2006, 20:11
Sylwia napisał(a):? A co bierzesz jezeli można wiedzieć??


Aktualnie biore Convulex i Anafranil.
Leki biore już trzy lata i kilka zestawów już zażywałem :?
Nie pamiętam jaki lek brałem na początku
Offline
ExModerator
Posty
465
Dołączył(a)
28 gru 2005, 21:02

przez wioletta 16 lut 2006, 20:16
ja też na początku miałam choroby niby zatoki ,tarczyca.Ale jeżeli przy tych objawach wystepuje lęk to prawdopodobnie to nerwica.najlepszy jest psychjatra,bo on zna sie na chorobach psychicznych i somatycznych i on ci powie,lub zleci dodatkowe badania.Mi objawy ustąpily po trzech tygodniach od pierwszej tabletki.WAZNE JEST DOBRZE DOBRANY LEK I STOPNIOWE WPROWADZENIE DAWKI.psychiatra TEZ PSYCHIATRZE NIE RóWNY.NAJLEPIEJ ZASIEGNAćOPINI DWóCH.
wiki
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
14 lut 2006, 22:54

przez Sylwia 16 lut 2006, 21:07
no fajnie widzę, że lekarze na początku zawsze źle diagnozują najgorsze w tym, że nafaszerujemy się lekami, które i tak nam nie pomogą a potem zaczynamy myśleć, że cos jest nie tak
żeby to się tak od razu dało wykluczyć albo postawić diagnozę i coś w tym kierunku robić a my chyba najpierw musimy przejść niemalże wszystkich specjalistów:( i może nam się na końcu uda trafić do właściwego
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 lut 2006, 12:45

Avatar użytkownika
przez cicha woda 16 lut 2006, 22:35
Racja Sylwia, nie jest łatwo trafić na naprawdę dobrego specjalistę. Z tymi lekami też jest różnie, są różne skutki uboczne ale jeżeli tolerujesz dany lek to po pewnym czasie one przechodzą i poprawia się twoje samopoczucie. Po prostu trzeba dobrze trafić z lekiem.
...ogólnie mówiąc "life is brutal"
poza tym wszystko doskonale...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
731
Dołączył(a)
12 wrz 2005, 12:37
Lokalizacja
UK

przez wioletta 17 lut 2006, 00:13
ja chorowalam na nerwice 12 lat temu.wtedy nie bardzo wiedzieli jak to leczyc.Szprycowali mnie lekami strasznie,a pogotowie przyjeżdzalo co dwa dni.I taksie uchodzilam po tych lekarzach aż mi przeszlo.do niedawna, gdy powrocila.pewne czynniki wywoluja te napady.U mnie było to urodzenie dziecka.teraz biore leki.Czuje się jak bym bra la witaminki.I PO MIESIąCU CZUJE SIE SUPER.Pomaga mi tez psycholog
wiki
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
14 lut 2006, 22:54

przez Sylwia 17 lut 2006, 09:30
No tak ale to znaczy, że już zawsze się mogę spodziewać takich napadów, a ich natężenie i częstotliwość uzależniona jest od ilości bodźców, które im sprzyjają. A jak sobie radzicie w pracy, jak pokonujecie lęki, napady duszności przecież to bardzo przeszkadza, już nie wspominając, że utrudnia a wręcz często uniemożliwia normalne funkcjonowanie?
Przecież wszyscy znamy sytuację na rynku pracy, u nas też średnio raz na pół roku fundują huśtawkę emocjonalną. Czy to znaczy, że za każdym razem po takim stresującym okresie mogę się spodziewać podobnych objawów? A dlaczego to się nie rozwija wtedy kiedy mogłabym się spodziewać jakiejś reakcji? Czy u Was też tak jest, że "ataki" występują z natury nie w trakcie "trudnych okresów" a dopiero po jakimś czasie, kiedy się tego najmniej spodziewacie???
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 lut 2006, 12:45

Avatar użytkownika
przez bibi 17 lut 2006, 09:56
sylwio , nie wydaje mi się zeby te sytuacje miały na mnie wpływ.
Owszem staram się zyć bezstersowo, ale bywaja dni naprawdę ostre i nie mam potem ataków.
Raczej myślę że tu chodzi o to żeby poprzez różne ataki uświadomić sobie ze nic ci one nie zrobią, nie zabiją, nie zniszczą, że trzeba się nauczyć postępować ze swoją nerwicą. nie mówię że nauczyć się z nią żyć, bo ona z czasem mija ale w sumie to tak właśnie wygląda.
dobrze jest, dobrze jest, dobrze jest , DOBRZE JEST!
Nikt nie jest bezużyteczny na świecie, jeśli pomaga w trudnościach komukolwiek innemu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1373
Dołączył(a)
17 paź 2005, 10:56
Lokalizacja
zgorzelec

przez Sylwia 17 lut 2006, 10:19
No to widzę, że dużo pracy przede mną. Chyba muszę się nauczyć żyć tak, żeby to rzeczywiście nie miało na mnie większego wpływu. Ale to raczej nie jest takie proste. Może dlatego, że to dla mnie nowość i nigdy bym nie przypuszczała, iż mogę mieć z tym problemy:(
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 lut 2006, 12:45

Avatar użytkownika
przez roccola 17 lut 2006, 10:21
przeczytałam wczoraj "lęk" Kępistego .On twierdzi ze przy silny ataku kiedy układ wegetatywny bardzo mocnoo reaguje mozna w rzadkich przypadkach umrzec...Po co siegnełam po te durna ksiazke.... :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
408
Dołączył(a)
08 lut 2006, 11:36
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez bibi 17 lut 2006, 10:29
dokładnie. Musisz wiele przejśc ataków żeby doszło do twojej świadomości że przecież one ci nic nie zrobia i żeby przestac pamikować, lub sie lękac różnych odgłosów z własnego organizmu.

ale nie martw się .malutkimi kroczkami, nie spiesz się , daj sobie dużo czasu. nic na siłe, podświadomość sama się ustawi. wiem że to ciężkie tak czekać, bo to w sumie o to chodzi żeby czekac, i oczywiscie olewać :D pamiętaj, OLEWAMY JĄ!!
niech się te ataki dzieją , ale nie przywiązuj do nich wagi. zrób sobie przerwę, i przetrwaj je, nie analizuj, to tak jak z atakiem kaszlu, czy kichnięciem, było mineło zyjemy dalej...
dobrze jest, dobrze jest, dobrze jest , DOBRZE JEST!
Nikt nie jest bezużyteczny na świecie, jeśli pomaga w trudnościach komukolwiek innemu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1373
Dołączył(a)
17 paź 2005, 10:56
Lokalizacja
zgorzelec

przez Sylwia 17 lut 2006, 10:46
Hmm no tak w sumie masz rację bibi, nauczyć się z tym żyć póki co, to priorytetowe przedsięwzięcie z mojej strony. Mam taką nadzieję, że zaduszę ją zanim "ona mnie":) Chyba zacznę szukać psychologa.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 lut 2006, 12:45

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 28 gości

Przeskocz do