Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez osia nie dam sie pokonac! 09 paź 2005, 21:09
U mnie indentycznie jak u ani :D
Posty
110
Dołączył(a)
08 wrz 2005, 18:11
Lokalizacja
3city

Avatar użytkownika
przez cicha woda 10 paź 2005, 16:21
Podobnie jak u Ani, przyspieszone bicie serca, pocenie, ucisk

w głowie, uczucie że zaraz zemdleję.
...ogólnie mówiąc "life is brutal"
poza tym wszystko doskonale...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
731
Dołączył(a)
12 wrz 2005, 12:37
Lokalizacja
UK

przez Domka 10 paź 2005, 16:58
Mi się nogi trzęsą, drętwieją, dzwoni mi w uszach w głowie mi

się kręci, nie mogę równowagi złapać.
Domka
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

czy ktos tak mial albo ma?? prosze o kontakt osoby ktore...

przez misiekwwa nie zalogowany 10 paź 2005, 18:10
prosze o kontak w realu osoby ktore moglyby sie spotykac i pogadac o tym.
Nie chce mi sie pisac o tym od nowa wiec

skopiuje list jaki wyslalem do psycholog.pl mam nadzieje ze mnie zrozumiecie i wybaczycie.
Mje pytanie brzmi czy ktos z

was mial takie objawy??Dzień dobry, nie wiem czy dostane od Pana odpowiedź lecz sprobować napisać jest zawsze warto. Z góry

przepraszam za ewentualną treść tego listu i ewntualne błedy ale w chwili obecnej jestem w stanie który troche ogranicza

myślenie, i nie daje pełnej możliwości skupienia się nad tym co pisze.
Wiem że robie duży błąd szukajac pomocy dopiero jak

zaczyna sie u mnie cos dziac ale Pan chyba zrozumie jaka jest u nas w kraju tolerancjia wobec ludzi ktorzy korzystaja z porad

psychiatry i porad psychologa.
Zaczne moze od poczatku. Mam 24 lata, nazywam sie Pawel, jestem czynny zawodowo

studiuje, mam narzeczoną. 5 lat temu stracilem bardzo bliska osobe ( zmarla na atak serca ). Przezylem to bardzo gdyz osoba

ta (to byl moj dziadek ) wychowywala mnie w dziecinstwie i moza powiedziec ze byla autrytetem dla mnie. Dziadek zmarl w

listopadzie a ja w lutym dostalem pierwszego ataku. To bylo nie do wytrzymania, wstalem i zaczelo mi sie krecic w glowie

czulem sie jakbym byl pijany, mialem przeraźliwe lęki, nie moglem sie na niczym skupic problemy z koncentracja i mysleniem

powodowaly u mnie mysli S. Nie zalezalo mi na niczym moglem wyjsc brudny nie umyty na ulice bo nie odczuwalem potrzeby dbania

o siebie. To bylo taie odczucie jakbym nic nie czul prosze wybaczyc ale zeby opisac to wprost musze uzyc sformulowania nie

czulem smrodu wlasnego ciala, moglem byc zaniedbany a i tak mi to nie przeszkadzalo. Nie mialem apetytu, samku pijac kazdego

rodzaju napoj czulem tak jakbym pil powietrze. Zauwazylem natomiast ze gdy kladlem sie spac czy to w dzien ( bo przez te

objawy ja spalem calymi dniami by tylko odciac sie od tego ), i wstawalem potem to po przebudzeniu wszystko wracalo do normy

mniej wiecej na 3 minuty. Dlatego z kazdym dniem gdy rano wstawalem budzilem sie z mysla i nadzieja ze to juz po wszystkim.

Balem sie wsiadac do autobusu a kazdej mojej mysli towarzyszlylo pytanie czy to bedzie, np czy przyjedzie autobus,

oczekiwalem odpowiedzi na zadawane przez siebie pytania innym np, jak rozmawialem z kims przez telefon balem sie ze ta osoba

mnie splawi albo odpowie inaczej. Mialem koszmary nocne.( Rodzice mysleli ze jestem po jakis prochach ) Po przebadaniu

somatycznym w koncu trawilem do psychiatry Moim pierwszym lekiem byl sulpiryd, nie wiezylem ze to mi cos pomoze gdyz nie

wiedzialem wtedy nic ze takie leki dzialaja dopiero po pewnym czasie ich brania. Caly ten koszmar trwal prawie miesiac, bylem

wtedy w klasie maturalnej ale technikum wiec czekalo mnie tez obronienie dyplomu, a ja nawet nie mialem zaczetej ani pracy

teoretycznej ani modelu praktycznego. Zblizala sie studniowka, poszedlem na nia w takim stanie, balem sie ze zgine wsrod

tlumu ludzi, i nikt nie bedzie mi w stanie udzielic pomocy. Nastepnego dnia po studniowce koledzy wieczorem wyciagneli mnie

na tzw poprawiny studniowki, wloczylismy sie po miescie wieczorem i wtedy to bagno minelu w przeciagu jednej chwili przeszlo,

Wrocilem do domu szczesliwy pobudzony opowiedzialem rodzicom ze jest juz ok ale w glebi duszy pozostawal jeszcze srach ze jak

poloze sie spac to rano obudze sie znow z tym koszmarem. Na szczescie moje obawy sie nie potwierdzily. Po miesiacu wrocilem

do normalnosci.Leki bralem nadal.Obronilem dyplom stalem sie technikem telekomunikacji, i wyjechalem na wakacje.Myslalem ze

moj koszmar minal. Niestety przyszedl wrzesien i cala historia sie powtorzyla, stres zwiazny z nowa szkola nasilil sie do

tego stopnia ze bylem strasznie zdenewowany.
Wiadomo ze alkohol to dobry sposob na nerwy ( nigdy go nie naduzywalem a i

nawet nie lubilem pic piwa ), wiec ktoregos dnia caly ten steres spowodowal ze napilem sie piwa, I to mnie wyluzowalo. Tyle

ze nastepnego dnia bagno powrocilo z ta roznica ze trwalo nieco dluzej bo 2 miesiace. Zmienilem psychiatre, zaczalem sie

leczyc prywatnie co prowadzilo za soba ogromne srodki finansowe, Pani doktror testowala na mnie szereg lekow, ( z depresantow

chyba bralem wszystkie mozliwe na rynku zawsze je przerywano ze wzgledu na objawy uboczne jakie im towarzyszyly. W koncu

trawila na lek ktory nazywa sie mocloxil, bralem bardzo mala dawke jak ona to okreslila dla kota. To ona rozpoznala u mnie

nie depresje tylko nerwice lekowa. I znow po 2 miesiacach to przeszlo, lecz w miedzy czasie znalazlem sie na oddziale

dziennym kliniki psychiatrii na sobieskiego. Zrezygnowalem z leczenia na wlasna prosbe to nie bylo dla mnie ja nie lubilem

wypowiadac sie do grupy o swoich problemach i sluchac problemow innych, pozatym na oddziele tym przebywali ludzie z ciezkimi

zaburzeniami osobowsci, co mnie jeszcze bardziej dobijalo i gnebilo. A poniewaz moj stan nie byl juz zly powiedzialem dosyc.

Przyszly wakacje wyjechalem na nie cieszylem sie zyciem, (zawsze bylem zywy i ciekawy czasmi mi to przeszkadzalo ale mozna

bylo z tym zyc). No i nadszedl październik 2004 roku. Wracalem z pracy i znow mnie zlapalo to przepraszam za sformulowanie

gowno, cale szczescie ze jechalem juz do domu bo inaczej bym nie wiedzial jak wrocic do domu. Ten ostatni atak byl najgorszy

towarzyszyly mu leki takie ze zostanie samemu w domu konczylo sie zamknieciem w ciemnym pomieszczeniu i oczekiwaniem na

przyjscie kogos bliskiego, dziewczyna juz nie wytrzymywala tego starala sie udawac przede mna ze jest ok ale wiedzialem ze

ona tez cierpi, zaczelo sie ponowne testowanie lekow dostawalem nowe ktore powodowaly u mnie np zatrzymanie moczu itp itp.

Dosatalem skierowanie na WAT do kliniki leczenia nerwic oczywiscie nigdy tam nie poszedlem. Zblizaly sie swieta bozego

narodzenia i myslalem ze wszystkim je poposuje i sobei rowniez bo nie umialem sie cieszyc zyciem, jak mozna bylo sie pokazac

rodzinie skoro wygladalo sie jak nacpany. Na wlasna reke wzialem lek ktory nazwya sie IMOVANE ( lek nasenny przeciw lekowy ),

po 15 minutach wszystko przeszlo, koszmar zniknal, i mimo ze ten lek jest nasenny to mi dodawal enegrii. cala noc czulem sie

tak nalaodwany energia ze sprzatnalem swoj pokoj ktory przez okres mojej choroby wygladal jak nie powiem co a nad ranem

pojechalem na zakupy. I znow bylo dobrze. Zrezygnowalem z wizyt u psychiatry bo stwierdzielm ze nie sa mi leki potrzebne

przestalem je brac. W ciagu roku do dnia 05.10.2005 przybralem na wadze znacznie bo zawsze bo tych lekach wygladalem jak bym

mial raka. I tu teraz nastapi najwazniejszy punkt tego listu. Wlasnie 5 pazdziernika obecnego roku bylem starsznie

zdenerwowany czulem sie fatalnie od 3 tygodni dzien w dzien bolala mnie glowa i balem sie ze znow koszmar sie powtorzy bo

takie objawy towarzyszyly zawsze na miesiac przed. Wiec na wszelki wypadek wzialem sobie tabletke imovanu. Po pol godziny

stres odstapil natomiast nastepnego dnia mialem zawroty glowy, maly lek, amnezje, i czesc tych objawow ktre opisywalem

wczesniej znieczulice brak apetytu. posatnowilem to przeczekac stwierdzjajac ze moga to byc objawy uboczne wiec caly dzien

lezalem nic nie robiac a czujac sie fatalnie, w sb rano wstalem myslalem ze jest ok ale niestety po pol godziny bylo to samo,

mialem jechacdo rodziny wiec znow lyknalem polowke imovanu i xanax 0,25 bylo ok pozatym ze czuelm sie dziwnie spokojnie.

Prosze mnie nie brac za narkomana albo cos w tym stylu tylko poprstu niemiel doswiadczenia powodowaly to ze bralem te leki na

wlsana reke. Tu nasuwa sie moje pytanie czy zawroty glowy i male objawy leku moga byc powodem znow nawrotu choroby czy te

leki jeszcze dzialaja na mnie ile one moga siedziec w organizmie, Czy jednak znow powinienm udac sie do lekarza??
Z gory

przepraszam i dziekuje.
misiekwwa nie zalogowany
Offline

Diagnoza -Nerwica lękowa..

przez tatazzz 10 paź 2005, 23:45
Witam wszystkich..
Znalazłem to forum przez przypadek i w te pędy spiesze z

przekazaniem wam moich przemyśleń.
Zaczęło się od stwierdzenia ,że mam wysoki poziom trójglicerydów,lecz nie

cholesterolu.Dostałem lipantyl 275M czy coś takiego + witaminę E.
Brałem to ok .2-ch lat.do momętu kiedy któregos dnia

wróciłem z pracy i po obiedzie jak zwykle usiadłem w fotelu i ni z gruszki ni z pietruszki zaczęło się ze mną dziać coś co

można określić niekontrolowanym uciskiem na oczy tak jakby miały mi się rozlecieć zaczęłem widzieć małe kropeczi jakby przez

lornetki miniaturow jak w mikroskopie.Żona sprawdziła mi ciśnienie i miałem
170/160 puls 170/niwyobrażalne ale sprawdzane

dwa razy./Zadzwoniła po pogotowie ,przyjechali i zabrali mnie do szpitala.W szpitalu dostałem jakieś lekarstwa i między

innymi lek na obniżenie ciśnienia.bez żadnych badan.
W tym momencie ukazała się cała durnota lekarzy w niektórych

szpitalach.
Po tych lekarstwach miałem odwrotną sytuacje ,ciśnienie spadało mi bardzo nisko i zaczęłem odczuwać jakieś

dziwne sytuacje w postaci niekontrolowanego uczucia strachu na początku przy spadku ciśnienia a póżniej przeważnie w nocy

jakieś pulsowania w oczach które kojarzyły mi się z sytuacją wysokiego ciśnienia.Po wezwaniu pielęgniarki i lekarza


okazało się ,że ciśnienia było niskie ale do życia i zaczęto mnie ignorować włącznie z niereagowaniem na moje

stany.Poczułem sie jak ktoś kto zawadza w szpitalu.Po tygodniu wypisano mnie ze szpitala i kazano mi brać lekarstwa które mi

przepisano.Po przyjeżdzie do domu następnego dnia miałem powtórkę z rozrywki.Znów wylądowałem w szpitalu ale już nie tym co

byłem lecz w klinice.Tu trzeba przyznać podejście było
rzetelne,pierwszy dzien przleżałem sam w oddzielnej sali i nawet

nie widziałem lekarza tylko salową.,drugiego dnia przyszła do mnie pielęgniarka z pretesjami,że leże w sali dla vipów i zaraz

mnie przenieśli do zbiorowej sali żebym się nie przyzwyczaił do osiągnięc demokracji.
Tutaj dostałem wieczorem takiego

samego stanu to znaczy wzrostu ciśnienia które faktycznie nie było ciśnieniem i oczywiście dostałem ochrzan ,że siostra i

lekarz też ludzie i są w nocy przypadki poważniejsze od moich i żebym poszedł spać i nie marudził./koniec świata/ .
minęło

parę dni i kazano mi odstawić wszystkie tabletki które miałem z poprzedniego szpitala.Sytuacja się powtarzała jak nie w ciągu

dnia to wieczorem lub w nocy.Dostawałem jakąś tabletkę na spanie i spałem.
Któregoś dnia powiadomiono mnie ,ze będzie ze

mną rozmawiał psychiatra.Po półgodzinnej rozmowie postawił diagnoze nerwica lękowa.
Otrzymałem clonazepan i seroxat.Po

dwóch dniach wypisano mnie ze szpitala.Poczółem się na tyle dobrze,że jako tako ospały zaczęłem
pracować.Tak minęło

2-lata i wydawało by się że jest ze mną już dobrze
Żostały odstawione lekarstwa po paru tygodniach zmniejszania

dawki.
Nie minęły 2-a tygodnie dostałem spowrotem takiego samego objawu
a więc wysokiego ciśnienia i kłopotów ze

wzrokiem.Polecono mi odnowa branie tej samej dawki jw.Nic się nie zmieniło poza tym,ze następny rok brałem lekarstwa a w tej

chwili mam faktyczne problemy z ciśnieniem i na stałe biorę leki na nadciśnienie,pół serxatu i tranxene.Jeszcze jedno
po

przejściu z zarządzania i pracy w nadzorze przeniosłem się na pracownika fizycznego.To dało mi w ciągu miesiąca spadek

trójglicerydów z 800 na 170 przy normie 200.
Reasumując po dogłębnej analizie mojej sytuacji stwierdziłem ,że
mój stan

nerwicylękowej nie miał ,żadnego podłoża psychicznego lecz
podłoże farmakologiczne w postaci brania lipantylu

275M+witamina E.
Do tego momętu nigdy nie miałem problemów z ciśnieniem i psychiką.
Tu starałem się opisać genezę i

przebieg mojego stanu zdrowia który zakończył się diagnozą trafną Nerwica lękowa.
Pozdrawiam..
Tatazzz.......... :?:

kk....
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
10 paź 2005, 22:38

przez Gość 11 paź 2005, 20:29
Gość napisał(a):Mam to samo, może jeszcze w większym

stopniu. Stanowisko predestynuje mnie do publicznych wystąpień, negocjacji, kierowania zespołem. A ja mam problem jak idę do

sklepu (jeśli w ogóle się tam wybiorę) Oczywiście nie zawsze tak było, ale teraz jedyne wytchnienie to noc i te kilka godzin

snu. Zakładam, że minęła mi depresja, a zaczęła się nerwica... Albo się ciągle mieszają...


Jak bym

widział siebie...
Trochę mi głupio ale dobrze wiedzieć, że ludzie mają podobne problemy i nie jestem sam. W zasadzie mam

to od zawsze - jak tu już ktoś napisał "specyficzna sytuacja rodzinna", późniejsze dojrzewanie, słabość fizyczna, nieustanne

porównywanie się z rówieśnikami - efekt - gigantyczne kompleksy i obiżone poczucie własnej wartości. Poszedłem na studia a

później do pierwszej pracy i wszystko było OK. Pamiętam, że w pewnym momencie czułem się wspaniale - miałem trochę kasy,

plany na przyszłość i spokój duszy. Zapomniałem o szkolnych lękach... Zaczęło się w pracy po kolejnych coraz bardziej

odpowiedzialnych zadaniach. Ciagły stres i praca od 8mej do 22-iej zaczęły zbierać żniwo. Dostałem gigantyczny projekt do

poprowadzenia i żadnego wsparcia - sam musiałem sobie z tym radzić. No i nie poradziłem sobie. Musiałem zrezygnować z tej

pracy bo lęk mnie wykańczał - wróciły szkolne koszmary - że się nie sprawdzę, że nie dam rady, miałem wrażenie, że każdy mój

krok jest oceniany i ocena nie jest pozytywna. Czułem własną słabość i ludzie z którymi musiałem współpracować czuli to

także. Bywało tak, że ze stresu nie mogłem jeść cały dzień, rano wymioty a w nocy koszmary. Poszedłem do nowej firmy, ale

padła po pół roku i poszedłem na bezrobocie. To trwało rok - miałem już takie stany, że lepiej nie mówić...
Ciągły nacisk

otoczenia wymógł na mnie znalezienie nowej pracy chociaż już wiedziałem co się szykuje. No i sprawdziło się. Przez pierwsze

parę miesięcy było nawet w porządku, ale znowu dostałem największy kontrakt w firmie (jak na złość akurat ja :evil: ). Praca

wymaga ode mnie ciągłego zaangażowania i radzenia sobie z konfliktami a ja unikam konfliktów jak ognia (boję się, nie

potrafię odpowiadać merytorycznie na zarzuty bo zaraz pojawiają się znajome objawy - suchość w ustach, drżenie rąk, mętlik w

głowie i brak możliwości skoncentrowania się). W zasadzie nie mam objawów fizycznych jakie tu opisujecie - omdlenia, mroczki

przed oczami itp. ale ciągle czuję ten stan napięcia - jak bym miał naprężoną strunę w środku - ten stan jest permanentny,

nigdy nie ustępuje. Depresja przyszła zaraz po tym - byłem u specjalisty (diagnoza nerwica i depresja uwarunkowana nerwicą),

wydałem kupę kasy i stwierdziłem, że absolutnie psychoterapia na mnie nie działa. Nie rozumiem jak można coś zdziałać rozmową

- chyba jestem na to uodporniony bo nie przyniosło to żadnych efektów. To co probuje tu opisać w paru zdaniach opisać się nie

da, zresztą wiecie o tym równie dobrze jak ja.
Nie mam myśli samobójczych chociaż myślę o śmierci - jak o odległej

obietnicy wybawienia, spokoju i odpoczynku. Lubię się czasem bawić tą myślą, choć wiem, że nigdy bym się do takiego czynu nie

posunął (nie wiem jak to nazwać - poczuciem obowiązku?). Rozumiem jednak ludzi, którzy mieli już dość, potrafię sobie

wyobrazić ich zmęczenie i chęć uwolnienia się od ciężaru za wszelką cenę...
Po co to piszę? Może ktoś przeczyta to i

stwierdzi jak ja, że nie jest sam ze swoimi lękami i kłopotami i że jest kilku ludzi, którzy muszą dźwigać ten ciężar, o

którym "normalnym ludziom" nawet sie nie śniło.
Ostatnio byłem w dużym "sklepie" :) znanej marki szukając czegoś do domu.

Widziałem uśmiechnięte twarze ludzi, nie znających lęku, pewnych siebie i swojej przyszłości. Prawie widziałem na ich tle

pojawiające się metki jak w "Fight club'ie" :D Musiałem wyjść bo nie mogłem znieść ich widoku, ich bezmyślnej i

bezkrytycznej radości życia i pewności. I zazdrościłem im...
Jeśli ktoś wyleczył się z nerwicy i depresji niech coś

napisze - może bedzie iskierka nadziei i dla innych.

Pozdrawiam
Rhotax
Gość
Offline

przez amelka 12 paź 2005, 15:55
ja mam to samo, u mnie ta nerwica trwa juz chyba z rok z tym

ze nasila sie coraz bardziej...nie mam juz sily z tym walczyc mam wrazenie ze nigdy nie bede normalna i to mnie

przeraza...probowalam juz sie leczyc chodzilam do psychologa ale to nic nie dalo..ciagly lek, boje sie ludzi mam wrazenie ze

zawsze bede skazana na porazke i nic mi sie w zyciu nie uda jesli nie bede umiala sie pozbyc tej choroby!!!! :(

Offline
Posty
15
Dołączył(a)
12 paź 2005, 15:45

przez asia.g 13 paź 2005, 09:33
Mnie ogarnia niczym niewytłumaczalny niepokój. Robi mi się

duszno, wpadam w panikę że zaraz umrę, cała się trzęsę. Czasami wydaję mi się że jestem krok od zwariowania. Często jestem

sama w domu, więc boję się że po śmierci nikt mnie nie znajdzie. Mam wtedy nie zamknięte na klucz drzwi aby w razie mojej

śmierci nie trzeba było wyważać drzwi.Takie schizy nachodzą mnie przeważnie wtedy kiedy jestem sama. Wpadam w panikę także

wtedy gdy coś mnie zaczyna boleć, np w okolicy serca. Wiem że to są nerwobóle ale nie umiem zapanować nad paniką.
asia.g
Offline

przez skorpius 13 paź 2005, 09:47
hallo
nie sugerój się objawami innych ludzi!!!!!!!!w

każdym przypadku zależy to indywidualnie od człowieka, w każdym przypadku są inne, nawet jak jest jakieś podobieństwo,

polecam wizytę u specjalisty,
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
28 sie 2005, 12:58
Lokalizacja
kędzierzyn

przez Domka 13 paź 2005, 14:03
Mam dokładnie to samo - 3-ci w życiu atak (tym razem zbiegła

się ze śmiercią Dziadka - podobnie jak u Ciebie). Mam takie zawroty głowy i uczucie niepokoju, lęku, ze chyba zwariuję. Boję

się każdego poranka, każdego dnia, każdego wyjscia na dwór! Zrobiłam wszystki badania - nic. Internista przepisał mi Rexetin

(przeciwdepresyjny) i Xanax - po dwóch dniach - wszystkie możliwe objawy uboczne. Obecnie rozpoczęłam leczenie u psychiatry i

od dwóch dni biorę Mocloxil. Tra-ge-dia! Znów wszystkie "objawy niepoządane"> Dam sobie parę dni - może minie, bo nie wiem

już co mam robić.
Domka
Offline

przez Domka 13 paź 2005, 14:06
Jak chcesz napisz na priva: elennai@wp.pl.... jestem z W-Wy
Domka
Offline

przez MadziaSlodka 13 paź 2005, 14:25
Wielkie dzieki za ten Antidral,on naprawde dziala :D

Pozdrawiam
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
08 wrz 2005, 20:33

Jak sobie radzić !

przez Marek 14 paź 2005, 12:13
Dzisiaj zupełnie przypadkowo trafiłem na to

forum, postaram się dać Wam kilka dobrych rad :!: Oczywiści opieram je na swoim przypadku.
Proszę Was o to abyście

zwrócili uwagę na to aby w życiu codziennym bardziej skupić się na działaniu, a nie na swoich uczuciach ( czytaj emocje ),

wiem że to rozwiązanie wydaje się naiwnie proste, ale możecie mi wierzyć że to działa, sam to przerabiałem ! Uruchomcie w

sobie obserwatora życia, nie zastanawiajcie się zbyt wiele, skupcie się na działaniu ! Poza tym nie popełniajcie podstawowych

błędów stosowania relaksacji ( mam tu na myśli medytacje, wizualizacje, trening autogenny itp. ) te formy można stosować jako

uzupełnienie terapeutyczne do wysiłku fizycznego !!!! chodzi mi tu o cokolwiek, tenis, siłownia, rower, bieganie....jest tego

wiele, warto się nawet zmuszać i działa bezbłędnie ! Wysiłek fizyczny wspaniale integruje emocje, wręcz ozdrowieńczo, wówczas

nie trzeba leków przeciwlękowych, sprawdźcie to sami, będziecie bardzo pozytywnie zaskoczeni ! Ważne jest też to aby być dla

siebie pobłażliwym i cierpliwym, zmiany przyjdą na pewno i nie tłumcie swoich uczuć, nie starajcie się ich kontrolować, to

potworny błąd, każdy z nas ma prawo czuć się chwilami bezbronnie, bezsilnie, odczuwać brak bezpieczeństwa....tak zostaliśmy

stworzeni ! Jeśli zaczniemy odczuwać uczucia które staramy się tłumić to wróci równowaga :) wróci harmonia w wasze życie,

zniknie nerwica, depresja i lęk :)
Wiem że niektórym bardzo ciężko wyjść z domu, ale warto wyjść, warto odczuć

bezbronność i nie uciekać przed nią a ona sama się w umyśle zintegruje, właśnie pokonanie tego progu lęku, jest otwarciem na

nowe perspektywy i bardzo pomaga dodając sił, spróbujcie ! Początki są trudne, zacznijcie od akceptacji uczuć i ćwiczeń

fizycznych a nastąpi gigantyczna poprawa !

Życzę powodzenia
Marek
Marek
Offline

Prawie zemdlałam...

Avatar użytkownika
przez cicha woda 14 paź 2005, 12:21
Byłam dziś w centrum handlowym, nagle w

jednym sklepie rozbolał mnie brzuch i poczułam zbliżający się atak. Natychmiast wyszłam ze sklepu i poszłam do toalety. Tam

było jeszcze gorzej, zrobiło mi sie strasznie gorąco i poczułam że zaraz stracę przytomność, jeszcze nigdy podczas ataku aż

tak źle się nie czułam. Ledwo doszłam do najbliższej ławki, gdyby stała ona parę metrów dalej, zemdlałabym. Okazuje się

jednak że omdlenie w czasie ataku jest bardzo możliwe. Czy wasze ataki są aż tak silne? Dzisiejsza sytuacja dała mi dużo do

myślenia, czuję że nigdy nie pozbędę się nerwicy :(
...ogólnie mówiąc "life is brutal"
poza tym wszystko doskonale...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
731
Dołączył(a)
12 wrz 2005, 12:37
Lokalizacja
UK

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 27 gości

Przeskocz do