Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez kate80 23 sty 2006, 19:05
Czy ktoś z Was tak panicznie jak ja boi się odbierać tel???? Stacjonarnego nie odbieram wcale, a komórkę tylko wtedy jeżeli znam numer! Boję się tak bardzo, że odrazu czuję ścisk w gardle, pocę się i te uderzenia gorąca! Wiecie może dlaczego tak jest?
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
03 sty 2006, 18:56
Lokalizacja
jaworzno

Avatar użytkownika
przez marghe 23 sty 2006, 19:44
Pierwszy raz na tym forum.

Może ktoś z Was mi coś poradzi albo w jakiś sposób mnie zdiagnozuje. Dzisiaj trochę poczytałam to forum ale podobnej "jazdy" do mojej nie znalazłam. Panicznie boję się wymiotować. Myślę, że wzięło się to z dzieciństwa, kiedy to miałam poważne zatrucie w wieku 7 lat i robiono mi płukanie żołądka. To był koszmar! Teraz każdego dnia pilnuję się, żeby nie zjeść czegoś nieświeżego, nie upić się alkoholem (nigdy mi się to nie zdażyło w obawie przed wymiotami) itd.

Wystarczy, że wieczorem pomyślę sobie, że może coś zjadłam nieodpowiedniego i mam pół nocki z głowy. Niby zasypiam, bo jestem zmęczona, ale mam drgawki całego ciała i po jakimś czasie muszę lecieć do kibelka (ale nie wymiotować!). A wszystko dlatego, że w głowie rodzi mi się myśl, że pewnie się czymś zatrułam. Zaczyna mnie mdlić, nieraz robi mi się słabo, och!!! Jak ja tego nie cierpię! Czasami udaje mi się połozyć na plecach, rozluxnić i wmówić sobie, że nic się nie dzieje. Wyobrażam sobie, że leżę na łące, jest cisza, spokój i tak zasypiam. Nie zawsze jednak mam w sobie tyle siły, żeby te myśli pokonać.

Ostatni raz wymiotowałam w 97 roku! Też się zatrułam. Od tego czasu ciągle się pilnuję. Nie zjem nic nieświeżego. Nigdy mleka po sałatce, wody po grzybach, lodów po czymś z majonezem itp. Przecież to jest nienormalne! Inna sprawa - staramy się z mężem o dziecko i niby wszystko z nami jest okey. Badalismy się na wszystkie strony i tak się zastanawiam, czy ja nie boję się wymiotów w czasie ciąży do tego stopnia, że w nią nie zachodzę. Czy to jest możliwe?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
23 sty 2006, 19:28

Avatar użytkownika
przez KOREK 23 sty 2006, 20:32
Uraz z dziecinstwa-bardzo mozliwe.Uraz ktory przekształcił sie w rodzaj fobii.A moze ktoras z odmian naszej "ukochanej nerwiczki"?marghe najlepiej jak popracujesz nad tym z jakims dobrym psychologiem.Miałem taki okres ,ze nawet do autobusu wsiadałem z reklamowka.Lek przed wymiotowaniem w miejscu publicznym.Kilkanascie wizyt u psychiatry,troche lekow i jakos sie to odczepiło ode mnie.Niestety w moim przypadku zabrakło psychoterapi.Gdybym wtedy wiedział to co teraz to wszystko trwałoby o wiele krócej.Psychoterapia to podstawa.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
05 lis 2005, 22:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez marghe 23 sty 2006, 20:40
No właśnie. Też tak myslę, tylko szukam poleconego psychologa a nie pierwszego lepszego (chociaż w sumie nawet takiego nie znam). Jestem ze Szczecina. Może ktoś z Was kogoś poleci?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
23 sty 2006, 19:28

Podstępna choroba...czyli sam ze swoim problemem....

przez gecko 24 sty 2006, 00:53
Moja historia choroby zaczęła się dość podstępnie, gdyż będąc jeszcze w gimnazjum miałem fobię na tle mycia rąk, myłem tak ręce często że aż pokaleczyłem sobie naskórek na dłoniach. Sądzę , że to mogły być pierwsze objawy stanu w jakim się teraz znajduję. Podjąłem sam walkę z tą fobią i wygrałem więcej mnie to nigdy w życiu nie męczyło. Następnie przyszła kolej na ciężki rok 3 klasy gimnazjum, praktycznie wszystko na raz, przeprowadzka, testy końcowe, problemy rodzinne, to wszystko się kumulowało. Jako że z natury jestem człowiekiem spokojnym, wszystkie problemy nosiłem w sobie. Zamknąłem się w sobie ale pocieszałem się tym że pójdę do LO i wszystko się zmienii zmienię otoczenie, miałem marzenia. Zaczynając 1 klasę LO długo nie mogłem się odnaleść w tej szkole, nowi nauczyciele i cały czas męcząca presja żeby się utrzymać na pierwszym roku. Wkuwanie po nocach, ambicje i trochę z tym przegiąłem. Pewnego dla mnie strasznego dnia, będąc na lekcji polskiego źle się poczułem, zaczęło mnie coś dusić w gardle, w głowie zaczło się kręcić, wybiegłem z klasy i znalazłem się u pielęgniarki z bardzo wysokim ciśnieniem. Być może to przemęczenie...tak było na początku. Następstwem był szereg badań, okazało się że jestem kompletnie zdrowy. Ale po tym incydencie leżałem w domu w łóżku. Cały czas wystraszony, zacząłem się bać dzwonka do drzwi znajomych, którzy mnie odwiedzali, miałem kłopot z wyjściem z domu. Małymi kroczkami pokonałem te lęki. W szkole nie było mnie przez 3 tygodnie, w między czasie pojechałem na badania do kardiologa, nigdy w życiu nie byłem tak zestresowany, nie mogłem się uspokoić , serce kołatało, bałem się jazdy samochodem. Kardiolog stwierdził u mnie nerwicę wegetatywną, przepisał witaminy i kazał się nie forsować. Długo przełamywałem lęk w szkole, bo w myślach miałem cały czas obawę przed tym aby to się nie powtórzyło. Jakoś się przełamałem. W 2 klasie LO znalazłem pewien sposób na odreagowanie, mianowicie rower i wszystko było w miarę oka. Ale nagle ni z tąd ni z owąd , gdzie nigdy się nie bałem poruszać środkami lokomocjii zacząłem mieć pewne obawy, z czasem i to mi się udało przełamać. Aż tu nagle pewnego dnia do głowy przyszła mi pewna straszna i natrętna myśl, której nie mogłem się pozbyć i wysysała ze mnie energie przez jakiś tydzień. Ale i ten problem pokonałem. Aż do dnia dzisiejszego mam obecnie 18 lat w tym roku piszę maturę a jestem kompletnie rozbity, zmęczony, i do tego od pewnego czasu miewam natrętne straszne myśli, które mnie paraliżują, nie potrafię się normalnie poruszać w społeczeństwie, czasami myśli te paraliżują mnie to takiego stopnia że zaczynam się izolować, np tak jak teraz od są ferie a ja od tygodnia nie wychodzę na dwór tylko siędze w domu, a gdy wychodzę do sklepu albo do ludzi to czuję się jak jakiś dzikus. Cały czas myślę o tym aby pójść do psychologa, zwłaszcza teraz kiedy mam wolne, ale mam pewne obawy, postaram się zdobyć na odwagę i może w środę się wybiorę bo czuję że sam już sobie z tym problemem nie poradzę....mimo marzeń i wielu chęci lęki paraliżują mnie do tego stopnia że ciężko jest mi udawać że jest pięknie, śmiać się na siłę i męczyć się z tym problemem codziennie. Przepraszam że się tak rozpisałem, pewnie mało kto to będzie czytał, ale musiałem to wyrzucić z siebie.
Może macie jakieś rady, czy w też mieliście podobnie ja ja taki stan.???
WOLNOŚĆ! Zaczyna się tam, gdzie kończy się strach...!
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 lis 2005, 16:28
Lokalizacja
Opolszczyzna

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 24 sty 2006, 02:29
Grecko, mylisz sie mówiąc, że mało kto będzie czytał twój post. Prawie każdy zatrzyma się choc na chwilę przy nim....
Taka mała porada ode mnie....nie czekaj z tym psychologiem, on nie gryzie ;) Idź do niego jak najszybciej, nie popełniaj błędu odkładając wizytę na później.... Nerwica sama nie przejdzie....
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

Avatar użytkownika
przez Olka 24 sty 2006, 08:42
kate80 napisał(a):Czy ktoś z Was tak panicznie jak ja boi się odbierać tel???? Stacjonarnego nie odbieram wcale, a komórkę tylko wtedy jeżeli znam numer! Boję się tak bardzo, że odrazu czuję ścisk w gardle, pocę się i te uderzenia gorąca! Wiecie może dlaczego tak jest?

Kate80 ja tez kiedys panicznie bałam sie odbierac telefonów, szczególnie gdy musiałam rozmawiac w towarzystwie jakiś osób. Do dzis mnie troche stresuje rozmowa przez tlefon, ale juz nie na tyle by mnie zatykało.......
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Avatar użytkownika
przez innge 24 sty 2006, 09:34
zgadzam sie z przedmowca w calej rozciaglosci:

-ktos z nerwica nie lekcewazy nikogo, kogo, potencjalnie nawet, ona dopada :arrow: oczywiscie, ze bedziemy czytac co piszesz ;)

-wyjscie do psychologa warto zaryzykowac :arrow: mimo, ze ta rada moze wydac ci sie prozaiczna, jest bardzo wazna i warto z niej skorzystac :!: to jednorazowe wyjscie, jednorazowy strach, a moze cos sie wyjsni i rozjasni swiatelkiem nadzieji ;)

-jezeli nie poradziles sobie z klopotami na samym poczatku... nie ludzilabym sie, ze nagle ja zgladzisz.... :roll:

pozdrawiam i pisz ;)
Ostatnio edytowano 25 sty 2006, 13:05 przez innge, łącznie edytowano 1 raz
...a ty... badz... ze mna..., ktory jestes...,
zanim splosze cie mych powiek... zlym... szelestem...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
20 sty 2006, 00:45

Avatar użytkownika
przez KOREK 24 sty 2006, 10:21
gecko do psychologa a nawet do psychiatry-i to kolego jak najszybciej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
470
Dołączył(a)
05 lis 2005, 22:53

przez Sonia 24 sty 2006, 11:24
Gecko!
Widzę, że jesteś z opolskiego, poradziłabym Ci psychologa w Opolu, tylko napisz czy do Opola masz blisko.
Offline
Posty
117
Dołączył(a)
24 paź 2005, 10:50

Avatar użytkownika
przez innge 24 sty 2006, 11:46
bibi napisał(a):
innge napisał(a):bibi,
ale tym razem ta choroba to nie nerwica? mam nadzieje :D
jakos duzo tu sie o niej ostatnio pisze, zauwazylam :lol:


niestety to nerwica!!!!! :D
i to nawet musiałam potem udowodnić. latałam po psychiatrach i wyszukiwałam z karty choroby jak już długo się lecze, dzięki temu załatwiłam ,że nie da mi urząd pracy ---jakiejś pracy ,,dopóki nie wyzdrowieję, no i mnie nie wyrejestrują, bo musze mieć ubezpieczenie żeby się leczyc :D


w ogole nie rozumiem, jak mozna od nas czegos takiego wymagac :( jakby nie mogli sami, miedzy soba tych dokumentow poprzesylac... beznadzieja :roll:
...a ty... badz... ze mna..., ktory jestes...,
zanim splosze cie mych powiek... zlym... szelestem...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
20 sty 2006, 00:45

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 24 sty 2006, 14:19
Ola, a jednak szybsze bicie serduszka, tysiąc myśli na sekundę i pytanie " o czym rozmawiać?" ........było?.....hehe ;)
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

przez kate80 24 sty 2006, 15:08
Czyli to jest problem czy samo przejdzie??? Bo np dziś jak dzwonił telefon to schowałam go pod poduszkę płakałam!
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
03 sty 2006, 18:56
Lokalizacja
jaworzno

Avatar użytkownika
przez Olka 24 sty 2006, 15:37
DarkAngel napisał(a):Ola, a jednak szybsze bicie serduszka, tysiąc myśli na sekundę i pytanie " o czym rozmawiać?" ........było?.....hehe ;)

Oj było!!!!!! :lol: :lol: wszystko było!!!! hehe..........
Kate 80 to jest problem, ale sam nie przejdzie, takze czas zasiegnac pomocy:)
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 18 gości

Przeskocz do