Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez TOMASZ77 24 paź 2007, 13:25
dzisaiaj szczególnie wszystko zaczyna sie potęgowac juz nie moge wytrzymam mysle juz o najgorszym czy to sie juz wkoncu wylaczy oj tak bardzo tego chce nie moge juz normalnie funkcjonowac a nie moge te straszne dolegliwosci sa okropne a najgorsze jest to ze nie potrafie ich tak dokladnie wyartykuowac mojemu lekarzowi i w tym jest problem ze on mnie chyba nie rozumie a leczy sam juz nie wiem na co.
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
27 wrz 2007, 09:14

Avatar użytkownika
przez mia25 24 paź 2007, 15:45
TOMASZ77
moim zadaniem sam sie za bardzo nakręcasz.ja wiem ze pewne objawy są nie do zniesienia.czasem brak już sił.ale im bardziej bedziesz sie nad nimi skupiał tym bardziej bedą ci one dokuczac.u ciebie hulają ile wlezie.spróbuj je najzwyczajniej w świecie igonorowac i robić swoje.a przede wszystkim czymś sie zając.a może czas też na zmiane lekarza?
Człowiekowi często zdaje się,że się już skończył że się w nim nic więcej nie pomieści. Ale pomieszczą się w nim jeszcze zawsze nowe cierpienia, nowe radości, nowe grzechy...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
220
Dołączył(a)
04 paź 2007, 20:57

przez nidziowa 24 paź 2007, 19:27
Witam
Urojony powinienes jak najszybciej pojsc do psychologa.
ja dwa lata temu poszłam do psychiatry z myslą, ze pzrepisze mi jakies leki, było ze mną bardzo zle, wszystkie ksiązkowe, typowe objawy nerwicy . A pan psychiatra powiedział ze, zacznie ze mną terapię pod warunkiem ze nie bedę brała żadnych leków. I zaczelismy......
A teraz praktycznie koncze. I jest swietnie. Nie wiem czy jestem wyleczona do konca, ale któz to moze wiedzeć.

Wizyty u specjalisty poczatkow były dla m,nie bardzo krepujace. OPowiadanie obcemu męższznie o najskrytszych, najbardziej intymnych sprawach mojego zycia to dosc dziwne. NIe raz zastanawiałam się co ja tu robię? Ale warto było. Leki nie są lekarstwem.
POza tym polecam ksiązkę "pzrebudzenie" Anthony de Mollo. . Niechcacy na nia natknełam się.
Trzymaj sie i cierpliwości.
Staram się mysleć pozytywnie....
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
12 lut 2007, 15:47

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Delvin 24 paź 2007, 22:29
Hejka stary!!!
Na początku mam pytanko, czy jesteś dyslektykiem ? I czy nadal miewasz te drgawki nocne?? Ja już się cholera z tym gównem męcze 2 lata i nie moge do siebie dojść, ciągle mam te drgawki i boję się wszytskiego co potrafi zrobić jakikolwiek dźwięk...
Powiem szczerze że naprawdę jest smutno patrzeć na nasze dolegliwości, tyle zdolnych mądrych osób tak zamkniętych w sidłach tej pieprzonej choroby zamiast zdobywać w życiu nowe cele, zakładać rodziny, śmiać się i cieszyć to cierpi na różne lęki które potrafią naprawdę dać w kość, ale wydaje mi się że w końcu każdy z nas dorośnie do takiego etapu w którym przezwyciężymy tą przeklętą cholerę!
Pozdro i koniecznie wybierz się do pychiatry bo naprawdę nie ma co się męczyć samemu w tej nierównej walce...
Sebastian
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
26 maja 2006, 10:54

Strasznie sie boje...

przez anetarze 25 paź 2007, 14:12
Witam. Jestem tu po raz trzeci. Pisze, bo to jest moj jedyny rodzaj chyba psychoterapii. Mam 27 lat, i od 20 roku cierpie na nerwice..mialam ostatnio spokoj jakies 4 lata, a teraz znowu od 7 mies mecze sie codzien coraz bardziej. Mam problemy ze spaniem, wczesnie bardzo sie budze, czesto z lapaniem oddechu, poprostu jak ryba. wali mi serce jak szalone, nie jem...schudlam przez ostatnie 5 mies z 10 kg, czuje ucisk w klatce piersiowej jakby cos tam siedzialo we mnie..Mam wszelakie jeszcze inne objawy. Najgorsze sa te, kiedy nie czuje wlasnego ciala, i jestem strasznie slaba. Boje sie ze umre. Jestem w Irlandii, tu sluzba zdrowia jest tragiczna i droga. Jestem tu z moim narzeczonym, mam prace, dobra..wszystko jest cudownie, oprocz mojego zdrowia. W Polsce mam dziecko, coreczke, ktora na mnie czeka...Chcialam zapewnic jej przyszlosc, dlatego tu jestem..Tylko ze nie daje rady, moj zwiazek sie rozpada...Moj Facet nie rozumie tego co sie dzieje. Tak niewiele nam zostalo do powrotu, 2 mies..a ja juz nie daje rady, Boje sie ze nie wytrzymam, ze nie zobacze wiecej dziecka. Jesli teraz wyjade, strace prace i mozliwosc powrotu tutaj..A do tego strace osobe, ktora kocham...swojego narzeczonego. Poniewaz on nie uznaje tego co sie ze mna dzieje..Mowi ze to chora psychika i albo wezme sie w garsc, albo to koniec. Jestem rozdarta, niewiem co robic. potrzebuje pomocy...waszej tez...bylam u psychiatry w Polsce, zarzywam sedam3 od 6 tyg, pomagal, ale ostatnio cos sie stalo i juz nie pomaga, jest gorzej...Zagubilam sie...Naprawde nie radze sobie, nie jestem zdecydowana, nie potrafie podjac decyzji...a przedewszystkim sie boje..Czasem rano wstaje i zegnam sie z zyciem...Jesli ktos chcialby czasem pogadac, moze dobrze nam to zrobi...Moje gg..9807029..Prosze was o pomoc, moze ktos mial kiedys podobna sytuacje? Moze ktos pomoze mi wyjsc z tej ....nerwicy...czy co to jest...Ja sama juz nie daje rady, naprawde, jestem na skraju wytrzymalosci, juz nie mam sil...Pozdrawiam wszystkich...licze na jakies bratnie dusze...
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
11 sie 2007, 11:31

przez Pustka 25 paź 2007, 15:09
Czesc!
Mam na imie Ania i 25 lat...mam nerwice od bardzo dawna....tez przezylam kiedys ogromny kryzys...pomogla mi swiadomosc,ze to wszystko co sie ze mna dzialo,to nerwica...kiedy w koncu to zrozumialam zaczelam byc spokojniejsza....nerwica nie opuscila mnie na dobre i pewnie nigdy tego nie zrobi,ale nauczylam sie z nia zyc i walczyc!Wiem,ze denerwuja slowa narzeczonego:"wez sie w garsc" (ludzie nie zdaja sobie sprawy,ze nerwica to naprawde wszechogarniajaca strasznosc i nie jest tak latwo po prostu wziac sie w garsc),ale jest w nich sporo racji...serio...mowie Ci to ja-wieloletnia neurotyczka!!!Musisz walnac sie po buzi:) i kazac sobie samej sie uspokoic...Pamietaj,to tylko nerwica...nad nia naprawde mozesz zapanowac!!!Ja nie wzielam nigdy zadnego lekarstwa i zyje...nie umarlam,nie zwariowalam...nie jest mi latwo-sama ostatnio znowu zaczelam pisac na forum o swoich powracajacych lekach i natrectwach,ale staram sie zyc normalnie!!
Jak mam napad dusznosci,oslabienia itp.,to klade sie na ziemi z nogami uniesionymi na kanape i oddycham bardzo powoli i bardzo gleboko az unormuje mi sie oddech i serce,a uniesione nogi daja mi pewnosc,ze nie zemdleje...jesli zdarzy mi sie to gdzies w miescie to siadam na lawce i glowe wkladam miedzy nogi,a jesli sie wstydze,bo inni patrza,to mocno zgniatam palcami platki uszu:)To jest bardzo dobre na krazenie i sprawia,ze oddala sie ode mnie fatum omdlenia:)
Jak lapia mnie natrectwa,glupie mysli,leki,to zaczynam zajmowac sie czyms konkretnym-zaczynam cos pisac,czytac,rozmawiac i w ogole nie przypominac sobie o tym,ze czuje lek...najwazniejsze to jest pamietac,ze to tylko nerwica!!!!!!!Tak doradzila mi pani psycholog....nie zwariujesz,nie umrzesz i nie zemdlejesz!!!!?Gwarantuje Ci to!!Musisz starac sie zyc normalnie...JA wiem,ze to nie jest latwe:(Ja na przyklad tez mam problemy z zasypianiem i na nie jeszcze nie znalazlam lekarstwa:(
pozdrawiam Cie serdecznie i trzymam mocno kciuki za Ciebie!!!!Bedzie dobrze,tylko musisz w to uwierzyc!!!!!
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
28 mar 2006, 11:20
Lokalizacja
Toruń

przez cleo27 25 paź 2007, 15:09
Witaj!!!!!!!!!!!!!

Ja już pisałam do Ciebie wcześniej,ale nie wiem czy odczytałaś.
Masz dziecko więc masz dla kogo zyć,musisz isc na terapie bo bez tego bedzie Ci bardzo cięzko. Ta irlandia też cię dobija bo daleko od dziecka jesteś i to wszystko się nakłada na siebie. A takiego narzeczonego to bym zostawiła bo nie masz w nim zadnej podpory,on cie dobija dodatkowo. Wracaj do domu dziewczyno bo pieniądze nie są najważniejsze a narzeczony niech sobie przemyśli pewne rzeczy.
Co do Twoich objawów to większość z nas ma takie przy nerwicy więc przestań się nimi nakręcać,olej je i tyle.Przestań ciągle o śmierci myśleć jeżeli miałaś robione badania i wyszły ok to jest nerwica.
Przemyśl sobie co jest dla Ciebie najważniejsze i nie rób nic wbrew sobie i na siłe bo objawy będą się nasilać!!!!!!!!!!!
oj....pózniej coś napiszę!
Offline
Posty
338
Dołączył(a)
26 lut 2006, 22:54

przez Pustka 25 paź 2007, 15:37
Zgadzam sie z cleo....musisz przestac sie nakrecac...uwierz,ze to tylko nerwica i nic Ci powaznego nie grozi...musisz byc dzielna dla siebie i dla dziecka:)
Tylko co do narzeczonego mam inne zdanie-on nie musi wcale byc zly,moze po prostu nie zdawac sobie sprawy z sytuacji...jak ktos nie przezyl nerwicy,to trudno mu w nia uwierzyc...moze potrzebuje czasu i oswojenia sie z sytuacja...ludzi nie przekresla sie tak po prostu!!
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
28 mar 2006, 11:20
Lokalizacja
Toruń

przez cleo27 25 paź 2007, 15:41
Ja go nie przekreslam, uważam tylko,ze nie powinien jej mówić,ze jak się nie weżmie w garść to koniec...to jest takie straszenie,ze ją zostawi a dziewczyna wtedy jeszcze bardziej sie nakręca i denerwuje.
oj....pózniej coś napiszę!
Offline
Posty
338
Dołączył(a)
26 lut 2006, 22:54

przez Pustka 25 paź 2007, 15:50
Przepraszam...nie zauwazylam kontekstu!Jesli stawia takie warunki,to faktycznie nie fair:(
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
28 mar 2006, 11:20
Lokalizacja
Toruń

hello

przez tomal 25 paź 2007, 21:56
W sumie to nie wiem gdzie mam ten temat wstawić, bo on słakda się i z nerwicy lękowej i natręctw i prawie uwolniwnia się od tego.

Powiem Wam co mi na sercu leży to może bedzie mi lepiej na duszy...
Ostatnio jestem strasznie skołowany, sam nie wiem czego mi się chce. Siedząc gdzieś dostaję okropnego napadu smutku, ale tak strasznego, ze poprostu chce mi się płakać..najgorsze jest to, ze ja właśnie nie mogę tego zrobić, nie mogę się rozpłakać. Czuję, ze to by mi pomogło...Gdy dostawałem takiego nastroju to poprostu np. kładłem się na łóżku i dołowałem się tym smutkiem, już mi się zbierało, a tu nic. Wiem, ze to dziwne:| Jeszcze gdy o tym myslę, ze chciałbym się wypłakać, a nie mogę to poprostu czuję jak dostaje gęsiej skórki a takiegich "nerwów" -czyli odrazu wiem, że to coś musi być z nerwicą. Już odkrylem dzisiaj chyba, dlaczego mam takie coś...poprostu nagromadziło się we mnie dużo emocji typu wzruszenie, ale również i smutek i jakoś nie znalazło to wyjścia. NAwet próbowałem kilka razy z moim najlepszy przyjacielem jakoś tak pogadać, bo w myślach miałem różnego rodzaju wyobrażenia, ze to by mi pomogło, ale nic. Co innego w realu, a co innego w głowie. Dziaisaj doszedłem do wniosku, że wszystko w mojej głowie kręci się wokół tego, te napady smutku, te pojawianie" się w myslach sytuacji, które mogłyby mi pomóc. Jakoś sobie radzę narazie, bo zmieniając swoje nastawienie zwlczyłem prawie nerwice, nie mam już jakieś natręctw, ani lęków. Chyba, ze się mocno nakręcę to wtedy. Tylko mi "to" pozostało...Wiem, ze to dziwny problem, dla mnie też dziwny, ale narazie nie mam pomysłu na jego rozwiązanie...dlatego zwracam się tutaj, bo może znajdę jakiś sposób, który wy mi napiszecie :)

pozdro
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
13 lip 2006, 07:35

przez myselw 25 paź 2007, 22:31
dolaczam sie do postu kolegi idetycznie mam...hmm to dziwne nerwica lekowa zniknela i co zamienil stryjek nerwice na depresyjny kijek?
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
04 sie 2007, 01:17

przez anetarze 26 paź 2007, 00:17
Dzieki wam wszystkim za slowa otuchy...Naprawde zastanawiam sie skad w was tyle sily? Jak mozna walczyc z takim czyms i jeszcze pocieszczac innych? Choc to moze zabrzmi egoistycznie, ciesze sie ze nie jestem sama z tym problemem...i ze znalazlam to forum....Ja naprawde probuje z tym walczyc, ale mi nie wychodzi...Moze dlatego, ze kazdy dzien zaczynam od placzu...I strachu o to, co przyniesie...Naprawde dzieki, ze jestescie...To pomaga, tym bardziej jesli ktos czuje sie tak samotny i niezrozumiany jak ja...Bede pisala czesciej, jak u mnie sie sprawa posuwa...Pozdrawiam wszystkich
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
11 sie 2007, 11:31

przez tomal 26 paź 2007, 17:54
NAjbardziej to mi się podoba, że przekonujesz się, ze wszystko O.K., ale coś w środku ci mówi, ze jednak nie. Np. ja dzisiaj miałem takie wrażenie, że jest mi jakos tak dziwnie. Mówię sobie "Dość. To tylko wymyślone", ale uczucie pozostaje.

Mi wydaje się, ze jak zmieniłem sposób myślenie to się udało. Powiedziałem sobie, że koniec analizy wszystkiego :objawów, skad to mam i co to i itp. Stwierdziałem, ze jak to mam to mam i tyle, no co mam zrobić. Napewno nie będe się tym przejmował. Muszę Wam powiedzieć, że może to nie jest takie rewelacyjne, bo odczułem, ze jak ignorowałem "to" to jednak bardfziej mnie męczyło. Ale jak to "olewam" to jakoś mi lepiej. Czasem mam wrażenie, ze uciekam, ale jeśli nie wiem np. o co mi chodzi z tymi natręctwami czy lękami to po co soobie zawracać głowę? W końcu dopiero mozna cos zdziałać wiedząc o co chodzi :)
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
13 lip 2006, 07:35

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 32 gości

Przeskocz do