Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez niewiadoma 06 paź 2007, 15:39
maz mysli ze to tylko chwilowe załamanie,ukrywam przed nim swoje leki by mnie nie wział za wariatke,tylko ostatnio juz z braku sił opowiedziałam mu o obawach.On sadzi ze wszystko minie,jak juz znajdziemy prace,bym mogla sie wykazac,wtedy moje poczucie wartosci wzrosnie.Kocha mnie bardzo,i jak inni sadzi ze sobie poradze..tylko własnie o to chodzi ze ja sobie nie radze :( zagryzam zeby i jak jest obok mnie to cos z siebie wykrzesze ale jak jestem sama a on w pracy...to sie zaczyna.. :roll: zakupy robimy razem,znajomi przychodza do nas my do nich,ale ja jestem na uboczu,ale wlasnie ostatnio jak przyszli było mi wszystko jedno,odciełam sie,nie rozmawiałam wcale,nie mialam ochoty,denerwowałam sie ze znow musze spedzac wieczor z jego przyjaciolmi..to chore.To nie tak ze zawsze tak jest.Czasem mam tak ze pozałatwiam jak dawniej rozne sprawy,pojde nawet do urzedu,caly dzien mi zleci i potem jestem dumna..problem w tym ze te chwile niemocy i strachu pojawiaja sie coraz czesciej.Nie potrafir juz u jego rodzicow spedzic pol dnia kiedy oni jako kochajaca sie rodzina smieja sie,rozmawiaja godzinami,przytulaja..denerwuje mnie to od pewnego czasu,Ja nie mam kontaktu z rodzina od kilku lat,nie interesuja sie mna zupelnie.I to boli.Bo jest w domu tez moja siostra ktora jest tam ksiezniczka rozpieszczana jak tylko mozna sobie wyobrazic,i moze to szczescie rodziny mojego meza tak najbardziej boli bo ja nie mam swojej.Nałozylo sie chyba za duzo rzeczy. :-|
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
05 paź 2007, 12:14

przez wiolka 06 paź 2007, 15:56
Hmmmm, trudne to wszystko... Ja szybciutko uciekłam z domu, bo zaraz po maturze zwiałam na studia na UG bo był oddalny o 600km od mojego domu i miałam pewność, ze nikt mnie tam nie będzie znał, i faktycznie odżyłam.Nawet poradziłam sobie z bulimią, brylowałam w towarzystwie , miałam sukcesy i na studiach i zawodowe.Z rodziną rzadko się widziałam.3 lata temu umarł mój ojciec, pomimo całej nienawiści, która w sobie miałam przeżyłam to, sekcje zwłok, pogrzeb etc, ale nie było mowy o żadnych lękach.U mnie tak naprawde chyba zaczeło sie to wszystko jak wiedziałam, ze nie jestem sama, że jest mój mąż i w koncu nie muszę byc taka twarda, opanowana i naj... Teraz jestem po prostu jedną wielką bezradnością, ja już nawet czasem nie próbuję pewnych rzeczy, z góry zakładam, ze sie nie uda i nie podołam. Co do rodziny męża-mam tak samo, to duża, kochająca się bardzo familia (6 dzieci), traktują mnie jak córkę, a jak tak strasznie wstydze sie tego przed nimi, że sobie nie radzę.Co do mojej mamy_ma drugiego meża i swoje życie, poza tym co bym jej nie powiedziała ona i tak zawsze ma gorzej, wiec na niej nie polegam. Mam jeszcze cudowną siostrę, ale ona należy do tych "przebojowych", co to biorą życie we własne ręce i siłą rzeczy nie rozumie mnie.A mi od rad "weź sie w garść" jeszcze gorzej
niewiadoma a czy Ty chcesz znaleźć pracę? Czy czujesz taką presję, ze musisz?
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
03 paź 2007, 14:07
Lokalizacja
Irlandia

przez niewiadoma 06 paź 2007, 16:12
tylko moge sie podpisac..pod tym co napisalas.Tez czuje ta presje ze musze bo inaczej nigdy nie bede cos warta a jednoczesnie sie boje.Z matka mam tak jak ty.Wyprowadziłam sie zaraz po maturze.I chyba tez sie wszystko zaczelo jak juz nie moglam byc przebojowa...bo inny kraj,nauka jezyka,trudnosci ze wzgledu na jezyk z zalatwianiem spraw.Meza mam wspaniałego i chyba dlatego wszystko sie sypie,i dogodz tu kobiecie :lol:
co do matki,mam tak samo,chciałam sie pozalic to ona zaczynała ze narzekam a ona taka biedna (powiedziałabym ze do zamoznych nalezy)nigdy mi nie pomogła finansowo,nawet gdy ciezko bylo i chcialam pozyczyc 20 zł.Nie dała.Wolala sobie cos kupic do domu.Nie mam matki,ojca zreszta tez.Bo co to za rodzice ktorzy raz w roku sobie o mnie przypomna tylko po to by zadzwonic i powiedziec jaka to beznadziejna jestem
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
05 paź 2007, 12:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez wiolka 06 paź 2007, 16:30
Z pracą u mnie jest tak: chciałabym pracować, ale najlepiej, zeby ta praca sie sama znalazła i jeszcze, zebym pracowała całkiem sama :D Do tej pory pracowałam w polskiej firmie, ewentualnie byłam na delegacji kilka miesięcy w Paryżu, bo ja tylko francuski znam dobrze.Teraz w Irlandii, czuje sie jak debil...Najgorsze jest to, ze wiele osób mówiacych gorzej ode mnie chodzi na rozmowy i znajdują pracę, a ja ciągle mówie, ze mój angielski jest żenjący i nawet nie próbuje...A jak miałam pracę, praktycznie samodzielną tzn. ja sama +klienci to sie zwolniłam, bo miałam takie ataki paniki, że miałam w trakcie obsługi ochotę uciec albo się popłakać... Mój mąż nie do końca rozmie co sie ze mna dzieje, ale o wszystkim mu powiedziałam i stara się mnie nie pogrążać. Szkoda mi go. Przez to, ze w Polsce zarabiałam dobrze żyliśmy na dość wysokim poziomie, a teraz mamy gorzej niz w Polsce przez to, ze tylko on pracuje.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
03 paź 2007, 14:07
Lokalizacja
Irlandia

przez niewiadoma 06 paź 2007, 16:41
no ja tez szukam tak ze szkoda gadac..brak checi.Pewnie musialabym znow dostac w tyłek by zaczac ;) no ja tez mam takie mniemanie o sobie ze moj niemiecki jest kiepski,tyle ze...jestem najlepsza z grupy,rodzina tz potwierdza ze moj niemiecki jest super,nie mam zadnych problemow z dogadaniem sie bo rozmawiam na codzien po niemiecku,moj maz to Niemiec,wszyscy znajomi to Niemcy wiec siła rzeczy rozmawiac musze
na poczatku rozmawialismy po angielsku zanim poszłam na kursy niemieckiego.Z jezykiem nie jest zle,ale gdy czytam oglsozenia o prace-perfekcyjny angielski,perfekt niemiecki i jakis inny jezyk to czuje ze sie nie nadaje :roll: Do tego znajomosc pewnych specyficznych programow zawodowych.Musze isc na przeszkolenia,ale to wszystko bedzie po niemiecku a ja zdaje sobie sprawe ze jezyk codzienny to nie jezyk ekonomiczny i zawodowy.....i strach mnie paralizuje przed podjeciem jakiejkolwiek decyzji :roll:
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
05 paź 2007, 12:14

przez wiolka 06 paź 2007, 16:58
Taaaa... no właśnie... a najbardziej we mnie wkurza mnie to, ze mam tyle czasu, zwolniłam sie z pracy 4 miesiące temu i nadal nic nie robię!!! Zamiast nad jezykiem siedzę na necie, albo książki czytam.Jak człowiek nie ma czasu myśleć o głupotach to od razu lepiej sie czuje, a tak... nie mam żadnego hobby (poza tym, ze uwielbiam czytać), nic szczególnego nie potrafie robić, znajomych unikam, bo sie źle czuję ( a może źle się czuję od pytań: dlaczego nie pracujesz?)
Gdybym miała tu polskiego psychiatrę to wzięłąbym leki, choć jestem raczej ich przeciwniczką.
Ciesze sie że jest to forum i masa ludzi, która w końcu rozumie ten problem.
No nic , mąż wyciąga mnie na spacer, no i postanowiłam zrobić malutki kroczek do przodu, a mianowicie spotkać sie dziś ze znajomymi, mam nadzieję, ze nie odwołam w ostatniej chwili jak to mam w zwyczaju...
Niewiadoma zajrze po powrocie na forum a tymczasem postaraj się myślec pozytywnie, i może zrobić coś miłego dla siebie, może pachnąca kąpiel? Pozdrawaim i do ..hm... napisania :smile:
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
03 paź 2007, 14:07
Lokalizacja
Irlandia

Avatar użytkownika
przez ewa125 06 paź 2007, 19:40
gosiulka mysle ze dobra rada jest - pozwol swojemu dziecku sie rozwijac, obrac wlasna droge zyciowa, nie narzucaj mu nic, nie mow jaki powinien byc, daj mu do zrozumienia ze kazdy jest inny, kaz<dy ma jakies leki i on ni ejest przez to jakis nienormalny i jak zrobi cos dobrego to go zawsze nagradzaj
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

regres

przez dina 06 paź 2007, 21:46
Mam do was pytanie.
Mam zaburzenia nerwicowe (dzieciństwo itd, ogólna delikatność układu nerwowego i reszty ;)) jestem po prawie 2 latach psychoterapii (mniej wiecej co dwa tyg z przerwami na wakacje) nie brałam nigdy żadnych leków oprócz doraźnie branego Persenu, nie było takiej potrzeby-miałam badania/testy MMPI. Różne wyszły anomalie, ale bez żadnego stanu alarmowego.

Terapia skończyła się w czerwcu. Główny powód zakończenia terapii to wyjazd terapeutki, ale w sumie nastąpił już też taki etap, że pora na samodzielność albo rzadsze spotkania. Terapia bardzo mi pomogła. A i po terapii był taki okres kiedy było naprawdę dobrze.

Wiem, że koniec terapii bywa regresywny, ale mam wrażenie, że u mnie to trwa zbyt długo.Poza tym najgorsze jest to jak moje emocje podchodzą do rozstania z terapeutką, piszę "moje emocje" bo mnie ten stan doprowadza do wściekłośći, no bo ile można przeżywać koniec terapii...
Czuję ogromną stratę i smutek z tego powodu. Nagle bardzo silne stało się przeniesienie (dodam, że tak się złożyło, że tydzień byłam z moją terapeutką na tym samym wyjeździe już po terapii i rozmawiałam z nią kilka razy tam) Kurcze no, martwi mnie to, często myślę o niej i wspominam terapię. Trochę się wstydzę to pisać...

I jeszcze najgorsze. Wróciły mi objawy z bardzo dawna, sprzed 7 lat, są bardzo podobne do tamtych, objawy żywcem wzięte z różnych nerwic.
Miało to minąć, ale wcale nie mija. Męczą mnie, choć mogę z tym żyć. Obecnie jestem na etapie pójścia do psychiatry, idę w czwartek. Jakoś trudno pogodzić mi się z myślą że JA, że ja po terapii, mam iść do psychiatry...

Boję też, że przesadzam, że sama wywołuję ten niepokój, że się sama nakręcam :( Że powinnam się wziąć do pracy zamiast się tym przejmować.

Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia i przeżycia?
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
20 wrz 2007, 18:03

przez niewiadoma 06 paź 2007, 21:56
alez ja robie cos dla siebie ;) kapiel co dwa dni 8) ja zamiast szukania pracy robie wszystko tylko nie to...gotuje,sprzatam,bawie sie z kotami,poswiecam czas mojemu hobby-kwiatom.A potem mam wyrzuty sumienia ze nie szukam... :roll: zamkniete kolo.Dzis mi lepiej troche.Bo...bo udało mi sie duzo dzis osiagnac,skrecic szafe z mezem,zrobic zakupy,ugotowac objad 8) do nastepnego ataku.Dzis dobrze bo byłam z mezem cały dzien
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
05 paź 2007, 12:14

przez wiolka 07 paź 2007, 01:39
dina niestety nie miałam nigdy psychoterapii, ale wydaje mi sie, ze my nerwuski :smile: bardzo się zżywamy z bliskimi nam osobami i stąd ten smutek i poczucie bezradności :?: może ktoś kto miał takie doświadczenia sie odezwie...
niewiadoma a moze Ty wcale nie chcesz znaleźć tej pracy tylko zaspokoić oczekiwania innych? Zastanów sie tak będąc w zgodzie sama ze sobą czy TY chcesz pracowac i dlaczego?
acha, i malutki sukces, wciąż siedzę u znajomych na wódeczce i suuuuper sie czuję, a co?!? :D
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
03 paź 2007, 14:07
Lokalizacja
Irlandia

Było zupełnie inaczej.

przez staram się 07 paź 2007, 09:48
Pamiętam że kiedy byłem dzieckiem ten świat widziałem zupełnie inaczej miałem siłe na walke z każdą chorobą. Bardzo wtedy szanowałem życie było dla mnie wszystkim wypełniało mnie całkowicie. Były to cudowne czasy. Chciałbym znowu tak czuć i pojmować świat jak dziecko. Powiedzcie mi jak to zrobić ? czy wogóle osoba dorosła może tak kochać świat jak dziecko ? czy może musi zostać wyrwany z tego raju umysłowego a jego serce zostaje skażone. Dziecko żyje prawidłowo moim zdaniem pojmóje ten świat w sposób dobry dla niego i dla innych podświadomie wie że należy do tego świata i musi w nim żyć że świat to on a on to świat. Mi teraz bardzo tego wszystkiego brakuje, brakuje mi jakiegoś nieskończonego wypełnienia zaufania że życie jest dobre i jest dla mnie. Brakuje mi poczucia że warto walczyć mimo wad tego świata. Strasznie mi tych wszystkich rzeczy brakuje moji kochani. Czy czujecie podobnie jak ja ?
Offline
Posty
241
Dołączył(a)
24 cze 2007, 10:39

Re: było zupełnie inaczej

Avatar użytkownika
przez kisa 07 paź 2007, 11:25
staram się napisał(a): Chciałbym znowu tak czuć i pojmować świat jak dziecko. Powiedzcie mi jak to zrobić ? czy wogóle osoba dorosła może tak kochać świat jak dziecko ?


Może, jeżeli będzie po prostu szczęśliwa.
Musisz zastanowić się dlaczego nie jestes szczesliwy, co Ci przeszkadza? Wspomnienia, doświadczenia, myśli na swój temat, aktualna sytuacja, niepewnośc, bezradnosc, strach...?
Terapeutka powiedziała mi, że ludzie z depresją, nerwicą poczuliby się z dnia na dzień szczęśliwi, gdyby wykasować im pamięc. A ponieważ jest to nierealne, trzeba poradzic jakoś sobie ze wspomnieniami, doświadczeniami, z samym sobą...
Wybaczyc sobie, innym, pogodzić się ze stratą, pokochac siebie, zaakceptować siebie, zaufać sobie, zmienic niekorzystną sytuację życiową, nauczyć się myślec inaczej....Różnie...czasem dużo tego jest, czasem niewiele...
Ogólnie : Przestać się bać
Avatar użytkownika
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
21 cze 2007, 23:35

przez Ismena 07 paź 2007, 11:30
Ja czuję trochępodobnie, a trochę nie. Tęsknię za czasami dzieciństwa, ale one też nie były idealne -->problemy w domu. Wtedy też się bałam i byłam strsznie samotna. Jeżeli nie mogłam wytrzymać i zwierzyłam się np. Babci, czułam się strasznie winna, bo mówiono mi cały czas, że "brudów się z domu nie wynosi" i nie mówi nikomu, ale to nikomu. Dopiero gdy miałam 24 lata dokonałam "odkrycia", że przecież moja Mama choć tak mnie potępiała "za wynoszenie brudów z domu", sama na okrągło zwierzała się Babci, cioci czy koleżance!Czuję żal do rodziców za to, że mnie obarczali swoimi problemami i karcili gdy komus o nich powiedziałam. Byłam tylko małym dzieckiem, które NIE MIAŁO SZANS sobie poradzić z takimi problemami.:(
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
17 lip 2007, 10:00

przez staram się 07 paź 2007, 11:44
może dlatego że boje sie śmierci i cierpienia a jak byłem dzieckiem miałem do tego dystans albo sobie nie zdawałem sprawy z wad życia
Offline
Posty
241
Dołączył(a)
24 cze 2007, 10:39

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 22 gości

Przeskocz do