Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Freak 21 sie 2007, 10:00
Właśnie jakimś cudem udało mi sie skończyć Liceum ale mało widzę tu swojego sukcesu bo skończyłem ją tylko dzięki nauczaniu indywidualnemu i Velafaxowi który likwiduje nudności. Na psychoterapie chodzę od marca i na razie nie widzę zbytnio skutków. Zresztą wszystko było w porządku dopóki piłem Velafax (praktycznie zero objawów i to mnie uspokajało) ale teraz po odstawieniu nudności wracają i dochodzi lęk przed jedzeniem (zwłaszcza przed wyjściem z domu) Przez to w tej chwili musiałem zrezygnować z dalszej edukacji (przynajmniej teraz) i mam nadzieję że taki rok luzu połączony z psychoterapia przywróci mnie choć trochę do równowagi.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
25 gru 2006, 12:44

przez Freak 21 sie 2007, 10:10
Po odstawieniu leków w moim przypadku dolegliwości wróciły. Z własnego przypadku wiem że trudno to likwidować ziołami czy lekami bo to ma głębokie podłoże psychiczne. Po własnych doświadczeniach stwierdzam że nudności i mdłości są bardziej powiązane z lękiem i niepokojem niż stresem i nerwami. Kluczem do pozbycia się tego jest po prostu to aby się tego nie bać. To jest właśnie paradoks bo tutaj czynnikiem lękowym są same objawy które występują w trakcie lęku. To jest pewnego rodzaju błędne koło z którego bardzo trudno wyjść choć jest to możliwe.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
25 gru 2006, 12:44

przez 1507 21 sie 2007, 15:46
polecam książkę" Mój koszmar, mój lęk" Anna Klasen
1507
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez myselw 21 sie 2007, 17:05
hmm my sami jestesmy odpowiedzialni za Siebie..
trzeba sie cieszyc malymi rzeczami i nie analizowac tak wszytkiego poprostu byc..
trzeba przyjac do wiadomosci ze ma sie beznajdzne okresy ale czekac na te sloneczne dni....
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
04 sie 2007, 01:17

Avatar użytkownika
przez Twilight 21 sie 2007, 17:23
Kruszek, nie myśl, że Ci ''mędrkuje'', ale branie leków to żadne ćpanie - chyba, że robisz to bez konsultacji z lekarzem. To choroba, jak każda inna, gdybyś była chora na raka, chemioterapię też byś nazywała ćpaniem i przerywała zawsze, gdy poczujesz się lepiej?

Wyleczenie to dojście do źródła lub źródeł problemu, który wpędził w nie pozwalanie sobie na odczuwanie strachu i poradzenie sobie z nimi naszymi dzisiejszymi, mądrzejszymi metodami. I krok po kroku, powolne mijanie objawów...

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Avatar użytkownika
przez Twilight 21 sie 2007, 18:42
Meliska, to objawy wręcz ''podręcznikowe'' nerwicy natręctw. Jak najszybciej powinnaś udać się do specjalisty, nie wymyślając sobie żadnych powodów, by tego nie robić - im szybciej zaczniesz terapię, tym łatwiej będzie Ci się całkowicie wyleczyć.

834 - to choroba, jak każda inna, co byś zrobił, gdybyś był chory na raka? Zacząłbyś się leczyć. Zacznij więc i teraz, skierowanie możesz dostać już u lekarza pierwszego kontaktu, pobieżnie przedstawiając problem i wyrażając chęć specjalistycznej pomocy. Niezbędna jest terapia, (to podstawa) na dodatek dobrze łączyć to z lekami, które uzupełniają poziom tego, co tracisz w organizmie w wyniku choroby - chociaż o metodach leczenia zadecydujecie wspólnie z lekarzem.

Lady*k - sorry za późną odpowiedź.
IMO, musisz zacząć stawiać na swoim, jeśli chodzi o Twoje życie. Jeśli nie czujesz się teraz na siłach na pływanie i Angielski, to nie idź i wołami Cię tam nic nie zaciągnie. Im szybciej rodzice się pogodzą z tym, że to Twoje życie, tym lepiej.

Poza tym, uważasz, że szkoła jest źródłem Twoich problemów - ale, lęki które tam odczuwasz, mogą maskować coś innego, te obawy mogą wiązać się z czymś głębszym.

KONIECZNIE zacznij profesjonalne leczenie, to Twoje życie i gówno kogo obchodzi, za przeproszeniem, czy sie leczysz czy nie. Fajnie by było, gdyby Twoi rodzice zdali sobie sprawę, że masz poważny problem, ale jeśli nie - żyjesz dla siebie, nie dla nich.

Jeśli nie wiesz jak sie w ogóle zabrać za szukanie fachowej pomocy, pisz, pomożemy.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Avatar użytkownika
przez lady*k 21 sie 2007, 19:43
Ja miałam mdłości całe życie.. jak to przeczytałam przypomniało mi się, nie zauważyłam, że przeszło:P To chyba po tabletkach. Nie myśl o tym, że miałbyś zwymiotowa, bo od tego się nie wymiotuje, przekonałam się. Im więcej będziesz się martwi tym będzie gorzej. Rób to co lubisz i tak się tym porwij że zapomnisz. Mi ostatnio sie tylko przeraźliwie kręci w głowie, ale staram się o tym nie myśle, kiedy robie co kocham czuje to, ale wiem ze masz cos wazniejszego do robienia. Co do biegunki miałam to zawsze na poczatku roku szkolnego. Teraz miałam może z dwa razy. W zeszłym roku poszłam do lekarza, chociaż myślę że to nie było związane z chorobą dostałam jakieś leki i o dziwo przeszło! Też się wybierz do rodzinnego:)
>>>Niech z szyb zostanie pył..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
53
Dołączył(a)
26 kwi 2007, 21:20
Lokalizacja
Ostrów Wlkp.

Avatar użytkownika
przez lady*k 21 sie 2007, 19:47
Myślę, że sobie nie wmówiłaś, tylko tak się tego boisz że to się pojawia. Wiesz.. mi się często bardzo kręci w głowie.. Kiedyś się przejmowałam, zaczynałam wręcz mie stany depresyjne. Teraz ide z kolezanka rozmawiam z nia zaczyna mi sie krecic w glowie bo wchodziny po shodach a ja sie smieje ze sie czuje jak po butli wina;) Pomaga zaakceprowanie i nie podchodzenie do sprawy zbyt powaznie.
>>>Niech z szyb zostanie pył..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
53
Dołączył(a)
26 kwi 2007, 21:20
Lokalizacja
Ostrów Wlkp.

Avatar użytkownika
przez lady*k 21 sie 2007, 20:09
Ja tez tu widze duzo z siebie. We mnie tez mama wywolala uczucie bardzo niskiej samooceny. Tez ja kocham, dlatego zadaje sobie boj zeby spojrzala na mnie inaczej. To sie nazywa milosc toksyczna. Musisz zrobic to co ja zrobilam: oddziel sie od wszystkich, zapomnij o kazdej niemilej rzeczy, rob co mozesz zeby uwierzyc w siebie (jesli chcesz zebym powiedziala ci jak ja to zrobilam napisz do mnie). Zamknij sie na negatywne uwagi mamy. Kiedy już uwierzysz, wmawiaj sobie że nie boisz się świata, uwierz, że wszystko zmienisz. poszukaj przyjaciol najpierw w internecie, najlepiej na forum, bo rozumieja. Z czasem zaczniesz wychodzic do ludzi i stawac sie samodzielny. Uwierzysz ze sam dasz sobie rade i juz nie bedziesz sie bal tego, co by bylo gdyby.. Ja np mam obsesje na punkcie: "a co jesli bede z kims i dojde do wniosku ze wcale go nie chce? nie chce znowu kogos ranic" Głupie, prawda? Tak więc mówię sobie że to głupie i o tym nie myślę. Właśnie tak otwarłam się już drugi raz na faceta. Teraz muszę tylko wierzyc. Wiara i sila ktora sami zbieramy to najlepsza bron do zmagań ze światem:)
>>>Niech z szyb zostanie pył..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
53
Dołączył(a)
26 kwi 2007, 21:20
Lokalizacja
Ostrów Wlkp.

przez 834 21 sie 2007, 23:05
834 - to choroba, jak każda inna, co byś zrobił, gdybyś był chory na raka? Zacząłbyś się leczyć. Zacznij więc i teraz, skierowanie możesz dostać już u lekarza pierwszego kontaktu, pobieżnie przedstawiając problem i wyrażając chęć specjalistycznej pomocy. Niezbędna jest terapia, (to podstawa) na dodatek dobrze łączyć to z lekami, które uzupełniają poziom tego, co tracisz w organizmie w wyniku choroby - chociaż o metodach leczenia zadecydujecie wspólnie z lekarzem.


Jak już w sumie pisałem - jestem w kolejce do psychologa już od końca czerwca... Jednak dość chora sytuacja psychologów dostępnych w naszym mieście, doprowadza do tego że na pierwszą wizytę poczekam do... końca września. Jak narazie bywałem od października na wizytach u psychiatry i schodziłem już z dawki 20 mg doxepiny. Ale jednak...

W poście chodziło mi bardziej o konkretne rady co do "napadów" i bronienia się w tej sytuacji
live, love
834
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
22 mar 2007, 19:52

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 21 sie 2007, 23:44
834 napisał(a):W poście chodziło mi bardziej o konkretne rady co do "napadów" i bronienia się w tej sytuacji


ja biorę hydro lub staram się spokojnie oddychać skupiając swoją uwagę na oddechu natomiast wszystko zależy od intensywności ataku czasami jest ta silny, że gubię nogi biegnąć po hydro :roll: wtedy nie mam szans na techniki relaksacyjne :roll:
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Boję się... bezustannie.....

przez aqath 22 sie 2007, 02:16
Do konca 4 klasy liceum bylam normalnym czlowiekiem.... tydzien przed maturą dostałam zajebiscie silnego ataku astmy(jak sie okazałojakies perfumy), dzien przed matura tata miał zawał...na wymarzony kierunek i tak się nie dostałam- brak upragnionego 1 %... 2 miesiące "wakacji"- ostre picie alkoholu (we wszelkich postaciach i nieustająca rozpacz)... nadszedł pazdziernik... wyjechałam 100km od domu, pierwszy napad lękowy dotyczył zawartości metanolu w pitym drinku z sokiem wisniowym(alkohol był pewnej jakosci, podobnie jak sok)- studia przerwałam po pół roku ze srednia 4,8 (jeden z kierunków AGH), wróciłam do domu i zaczelam pzrygotowywac się do ponownego egzaminu wstepmnego na wymarzony kierunek=)... Przez pół roku żyłam w przeswiadczeniu, ze ten pieprzony metanol jest wszedzie- w piwie, herbacie, która parzy mi wspollokatorka na mieszkaniu... kolejne 3 miesiace siedzenia w domu i nauki- presja i potrzeba zdobycia wiedzy niwelowała lęki... lipiec 2 lata temu- jeden wielki napad lękowy- biegam po psychiatrach- dostaję jakies cuda przeciwdepresyjno-przeciwlękowe- czuję się coraz gorzej- rezultatem jest tnanxene... jest lepiej...podejmuję studia na kolejnym kierunku, przez 3 miesiace spokoj- nawet jestem w stanie wyjsc i napic sie piwa- styczen 2006- kolejne napady lęku- za kazdym razem to samo- dusznosc, dretwienie rak, zawroty głowy, pół paczki fajek na raz i ta zajebista ulga po tym adrenalinowym napadzie.... i ten strach przed tą jedną, wcześniej wymieniona substancja...po roku mama postanawia leczyc mnie nervosolem (objawy obawy przed zatruciem metanolem ustępują, przez pol roku mam spokoj), z czasem zaczynam pic dziennie flaszke tego czegos... kilka miesiecy spokoju.... kolejne skupienie mysli wokół czegos, kogos innego....zawód uczuciowy...kolejny.... wiosna 2006- zaczyna się paniczny strach przed ukąszeniem osy. Uzarła mnie w sumie juz w zyciu ze 2 razy- prócz opuchlizny na ręce nie mam nic, ale ja się boję, ze kolejny raz moze byc tym ostatnim i ze się uduszę, umrę, dostanę jakiegos wstrząsu, boję się ciągle, przy kazdym łyku herbaty zaglądam do kubka, przetrzepuję pościel przed snem, sprawdzam krzesełko,kibel,tapczan w akademiku zanim na nim usiądę..... i ciagle jedna wizja; umieram i nie doczekuję swej własnej przyszłości... tej wymarzonej.... sni mi się to po nocach, nie mogę się tego pozbyć... Kogokolwiek, kto to czyta przepraszam za brak ładu i składu, ale jestem pod lekkim wpływem alkoholu( w sensie piwa)... inaczej nie umiem juz usnąć,on pozwala mi zapomnieć o tym, czego się boję.
:)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 sie 2007, 03:19

przez Freak 22 sie 2007, 08:45
Ja tez myślałem że od tego się nie wymiotuje ale kilka razy przekonałem się że można zwymiotować. Oczywiście nie jest to męczące i długie wymiotowanie jak w przypadku zatrucia. Raczej takie które nawet wstrzymać można. :D Ja w każdym razie dla pewności mam zawsze jakąś torebkę papierową przy sobie i muszę powiedzieć że nigdy nie musiałem z niej nawet korzystać.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
25 gru 2006, 12:44

Avatar użytkownika
przez Tygryska 22 sie 2007, 09:05
aqath ja ci polecam terapię, skonsultowanie tego wszystkiego ze specjalistą.
To że ani flaszka nervosolu dziennie ani codzienne piwo żeby zasnąć nie przyniosą niczego dobrego to pewnie wiesz więc nie będę cię pouczać.
Naprawde polecam wizytę u specjalisty- będzie lepiej.
Trzymaj się!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
589
Dołączył(a)
05 sie 2005, 19:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do