Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez polisia 08 sie 2007, 19:08
Narazie nie mam takiej możliwości. Czytam forum w ramach terapii i staram sie wierzyć że uda mi sie z tym wygrac. Dzisiaj wziełam tylko polowe tabletki i wspieram sie persenem. Staram sie zmienic swoje myślenie bo od niego sie zaczyna i dziekuje Wam raz jeszcze to straszne zostac z tym samemu
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
06 sie 2007, 08:58

Avatar użytkownika
przez Dino 08 sie 2007, 19:19
co ci poradzić ,przede wszystkim dobry lekarz psychiatra.
Można naprawdę z tego wyjść.
Chociaż mam obecnie nawrót po pięciu latach prawie bez leków,ale wiem z czym mam do czynienia i wiem jak z tym sobie radzic.
Głowa do góry,naprawdę można z tego wyjść i będzie pięknie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
06 sie 2007, 21:11
Lokalizacja
Dolnośląskie

Avatar użytkownika
przez vampirek82 09 sie 2007, 10:11
polisia trzymaj sie i nie zalamuj!!!! wyjdziesz z tego, wiem ze powtarzam to co moi poprzednicy pisali, ale jak tylko bedziesz miala mozliwosc zmien lekarza!!! trzymaj sie cieplutko, bedzie dobrze, trzymamy kciuki!!!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:14 am ]
jak nie da rady narazie zmienic lekarza to popros tego aktualnego zeby zmienil Ci leki, gdyz rzeczywiscie za dlugo nie powinnas ich brac.....
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez polisia 09 sie 2007, 10:29
dziekuje za słowa wsparcia nawet pewnie nie wiecie ile one dla mnie znaczą. Staram się z tym walczyć sama, wczoraj wzieła tylko pol tabletki co juz jest dla mnie wielkim sukcesem. Ale to dzieki Wam dzieki dobrym slowom jest mi łatwiej. Czytam to co mi napisaliście, czytam forum i walczę. Dziekuje. Wiem ze kontakt z kimś kto męczy sie tak samo jak ja jest bezcenny
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
06 sie 2007, 08:58

przez Flex 09 sie 2007, 17:26
Znowu mam zmiane objawów. Moje serce nie daje znać już o sobie tylko jak się położe to przed spaniem je słysze może za bardzo się wsłuchuje i mysle o tym. Jak sobie siedze to widze jak lekko drga mi koszulka. Moja głowa boli mnie na różne sposoby czasami mniej ale zawsze mam jakieś uczucie że coś jest nie tak. Ból ściskający ze wszystkich stron i do tego nie ustanne napięcia , które powodują że mogę napinać skórę na całej czaszce. Njgożej jest jak ide mam wrażenie że coś mnie sciągą na lewą strone i te pieczenie skroni.
Raz obudziłem się w nocy i myślałem że coś mi trzansneło w niej była cała rozpalona, jakiś lęk bo usłyszałem coś za oknem. Po 30 min mi przeszło ale nie spałem prawie do rana. Jak tylko mnie przestaje troche boleć to robię się jakiś taki senny i zamulony. Dzisiaj nie wiadomo dlaczego dopadł mnie atak głodu jadłem i jadłem i te uczucie nie znikało. Po czasie dostałem nie wielkich nudności i ostrego bólu głowy, a jak wstałem z fotela ledwo co się trzymałem na nogach bo pojawiały się zawroty i uczucie osłabienia. Chodzę jak jakiś nie dożywiony, brak sił do życia. Mam wrażenie że znowu coś mi zaczynają szwankować jelita. Jak się budze to jestem rozpalony jak piec od środka. Jest gorąco a ja nigdy nie znosiłem takiej pogody, która chyba tylko to pogarsza.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
26 lip 2007, 18:09

Avatar użytkownika
przez didado1 09 sie 2007, 20:16
Flex
tak czytam i widze siebie :roll: sprzed dwóch lat, proponuje poczytaj moje posty ( jest ich trochę :lol: ) i zobacz czy warto się było nakręcac ;)
a wyjście z nakręcania to Ci powiem darmowa męka pańska :?
pozdrawiam
znikłam i mnie nie ma .........
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1189
Dołączył(a)
03 mar 2006, 14:35

Re: Czy to nerwica?

przez martin_frost 11 sie 2007, 11:15
piotr14758 napisał(a):Witam wszystkich.
Ucisk w klatce piersiowej (za mostkiem), uczucie jakby ktoś ściskał mi całe płuca, duszność, kłucie w różnych miejscach głównie pod żebrami (krótkie i mało bolesne), uczucie niepokoju, nudności. Objawy te występuję okresowo i nie wszystkie naraz. Czasami uczucie ścickania w klatce w połączeniu z dusznością jest wykańczająca. Czasami mam przy tym złe mysli i nie umiem się jakoś w tym momencie nastawić pozytywnie.
Lekarz wysłał mnie na badania, EKG spoczynkowe i wysiłkowe jest OK, RTG klatki w normie.
Powiedzcie mi czy to nerwica?
Objawy wystąpiły nagle 4 miesiące temu, poprostu pewnego wieczoru nie mogłem zasnąć bo miałem duszności.
Proszę pomóżcie!


Mam bardzo podobne objawy. Poza tym wstaję rano zmęczony, z bólem głowy itp. Kilka lat temu robiłem badania - wszystkie wyszły pozytywnie, czym byłem zdziwiony, przy takim złym samopoczuciu i wielu objawach mogących wskazywać na choroby. Niedługo wybieram się znowu. Wiem, że mam nerwicę, leczyłem się u psychologa, ale nic nie pomogło. Staram się żyć jak najlepiej, ale nie mam radości życia, w zasadzie życie dla mnie jest tylko rutyną. Ciągły ścisk w żołądku, ogromny stres, niskie poczucie własnej wartości. Branie leków raczej nie wchodzi w grę, gdyż prowadzę auto - pracuję jako kierowca w pizzerii. Skończyłem studia i chciałbym ułożyć sobie życie, tylko nie wiem jak to zrobić. I jeszcze perspektywa wojska... Cóż.. takie jest życie.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
11 sie 2007, 10:57
Lokalizacja
Biłgoraj

Co mi jest? (moje objawy)

przez anetarze 11 sie 2007, 12:01
Niewiem co ze mna sie dzieje. Mam zdretwiale rece, nogi, czasem bol w lydkach, ucisk w gardle, bol kregoslupa, uderzenia goraca, silne bole i zawroty glowy. Nie mam apetytu, od rana do wieczora mam jakies dolegliwosci...czasem zupelnie opadam z sil, bywaja dni ze nie moge wstac z lozka. Boje sie o swoje zdrowie i zycie...robilam rozne badania, nic nie wykryly...czasem mam dusznosci...jest ze mna naprawde zle, nie potrafie normalnie funkcjonowac, do tego jestem wrazliwa na ostre swiatlo i dzwieki. Juz rano kiedy sie budze od razu mam te dolegliwosci, zanim jeszcze zdaze wstac z lozka. Patrze na ludzi i zazdroszcze im energii i radosci zycia. Piszac to placze, bo nie mam juz sil..Nie potrafie z tym walczyc, pozytywne myslenie tez nie wystarcza. Mam 27 lat i zycie przed soba..mam taka nadzieje. Boje sie pracowac i wychodzic z domu, poniewaz obawiam sie ze cos mi sie stanie, jakies zeslabniecie itp..Niewiem gdzie mam szukac pomocy...a czuje sie naprawde zle, czasem nie czuje wlasnego ciala...Prosze, pomozcie.. anetarze@wp.pl
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
11 sie 2007, 11:31

przez woman 11 sie 2007, 15:29
Witamy w "KLUBIE" !!!!!!!!!!!!!!!
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
22 lip 2007, 16:36
Lokalizacja
warszawa

Avatar użytkownika
przez Jovita 11 sie 2007, 19:34
twoje dolegliwosci dla mnie sa niczym nowym , mam nerwice i depresje i do tego nerwice serca tak wiec jak women napisala witaj w klubie .
Na pewno ci to nie pomoze ale powiem jedno MUSISZ NAUCZYC SIE Z TYM, ZYC bo jak wiadomo nerwica zostaje mozna ja zlagodzic lekami mozna prawie wyleczyc ale jest! idz do lekarza psychologa i neurologa moze potrzebne ci beda leki ale pamietaj jezeli sama tego nie opanujesz to bedzie ci zle a leki to tylko dodatek psychika gra najwazniejsza role!!
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez .Tomek 11 sie 2007, 19:43
A czytałem przed chwilą, że nerwicy można się pozbyć. Ale terapia może trwać lata i to jest coś w stylu prania mózgu. Zupełne przestawianie wszystkich poglądów wartości itp. A ile w tym prawdy to nie wiem.

No i witaj w naszym, jak to mówią, "klubie"
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

Avatar użytkownika
przez Twilight 11 sie 2007, 19:53
Wydaje się to być objawami nerwicy lękowej - ale to może stwierdzić tylko specjalista. Nie wstydź sie i nie wymyślaj sobie setek powodów, by sie do lekarza nie udać - potraktuj to jak możliwość zwykłej choroby, zastanów się, czy wstydziłabyś się pójść do lekarza, gdybyś była chora np. na raka.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez vegge 11 sie 2007, 20:14
od lat jestes poddenerwowana i nic z tym nie robisz?z bolem zeba tez bys siedziala i nic nie robila?

basen, aerobik, bieganie, zmiana miejsca zamieszkania, zmiana stresujacej pracy, zmiana skzoly, nawiazanie nwoych zanjomosci, zaopiekowanie sie psem kotem, znalezienie hobby, zmiana diety, eliminowanie kawy i alkoholu z diety, sa tysiace sposobow by rozladowywac na biezaco stres

wez sie za siebie w koncu bo dostaniesz zawalu albo wylewu !!
zesraj sie a nie daj sie
Offline
Posty
149
Dołączył(a)
05 cze 2007, 21:08
Lokalizacja
warszawa

Przegrałem swoją młodość

przez tornados 11 sie 2007, 20:46
Na początek przepraszam, że tak dużo, ale muszę to z siebie wyrzucić.
Z tego co pamiętam, jak byłem mały byłem niezwykle śmiałym dzieckiem. Wszystko się niestety zawaliło w okresie podstawówki. Stałem się wręcz chorobliwie nieśmiały.Zawsze miałem problemy z dogadaniem się z kolegami. Byłem raczej ciamajdą, nie lubiłem i nie umiałem grać w piłkę, czułem się przez to gorszy. Dla mnie każdy w-f był katorgą. Pamiętam, że nawet dzień przed miałem lęki. Koledzy często się ze mnie wyśmiewali i dokuczali mi. Wiem, ze swoją bierną postawą w jakiś sposób ich prowokowałem. Przerwy w szkole spędzałem raczej z dziewczynami, chłopaków po prostu się bałem. Czułem się gorszy od nich. Miałem dwóch bliskich kolegów z którymi spotykałem się też po szkole. W wieku 12 lat pokłóciłem się z nimi. Kłótnie zostały specjalnie przeze mnie sprowokowane (np. umówiłem się z kolegą), ze on przyjdzie do mnie po materiały na technikę, a ja mu nie otworzyłem specjalnie drzwi. Oni chcieli się później pogodzić, ale ja nie chciałem (drugiemu koledze jak przyszedł do mnie po prostu zatrzasnąłem drzwi przed nosem). Terapeuta powiedział mi, że jestem kamikadze, ponieważ wycofałem się, jednocześnie paląc za sobą mosty. Później już byłem tylko sam. Każde wakacje spędzałem w oknie, zazdroszcząc rówieśnikom, ze się spotykają z innymi, bawią. Czasami zdobyłem się jedynie na samotną wycieczkę rowerową. Miałem kolegów i koleżanki, ale tylko w szkole. Zawsze marzyłem o przyjaźni, ale nie potrafiłem jej nawiązać, nawet jak ktoś próbował ze mną nawiązać kontakt ja go specjalnie zniechęcałem. I tak przez podstawówkę, liceum, studia. Zacząłem dziwaczeć, bać się wszystkich ludzi. Nie byłem na żadnej imprezie, tylko ciągle sam i sam. Najgorzej było na studiach, wtedy bałem się wychodzić nawet do sklepu, przechodzić koło grupki młodych ludzi, bałem się odezwać do kogokolwiek, jeść w czyjejś obecności itp. Na studiach miałem tylko jedną osobę z którą rozmawiałem. Po studiach na tyle się zmobilizowałem, żeby znaleźć sobie pracę. Niestety zwolniono mnie z niej uwagi na totalne zamknięcie się na innych ludzi. Znalazłem drugą pracę, jakoś się przełamałem i było dużo lepiej, poznałem kilku wartościowych ludzi, wszyscy mnie lubili. Teraz zmieniłem pracę, niestety nie mogą się tam odnaleźć z nikim się zaprzyjaźnić. I dopiero teraz zdecydowałem się coś z tym zrobić, rozpocząłem psychoterapię i biorę leki.
Teraz o moich stosunkach z rodzicami i rodzeństwem. Z tatą nie dogaduję się. Zawsze byliśmy sobie obcy. Tata nadużywał alkoholu, zachowywał się wulgarnie, w ogóle nawet na trzeźwo był odpychający (maniery mają lepsze świnie w chlewie), poza tym jak ja jest nieśmiały i zamknięty w sobie. Może dlatego nie potrafię z nim rozmawiać, nie chcę być taki jak on. Jednak myślę, że bardziej negatywny wpływ na mnie miała jednak moja mama. To bardzo silna osobowość, nie znosząca sprzeciwu. Jak były awantury z pijanym ojcem, to zawsze on był pokaleczony (dwa razy mama go pchnęła przez drzwi, ze rozbił szybę). Jak zaczął wszczynać awantury, to mama go podkręcała jeszcze bardziej, żeby się na nim wyżyć.Zawsze wybuchała mega awantura. Jak byłem w szkole podstawowej i średniej brałem czynny udział w awanturach wyzywałem i szarpałem tatę. Mama na to pozwalała. Później się uspokoiłem i zupełnie nie brałem udziału w awanturach. Po paru dniach mama zaczynała się odzywać do ojca, potem tydzień dwa spokoju i spowrotem jazda.
Wiem, że mama mnie kocha bardzo, ale zrobiła mi wiele krzywdy. Materialnie miałem wszystko. Zawsze wszystko robiłem nie tak. Żle się uczyłem, czesałem, ubierałem. Ciągle mówiła, ze mam dużo pryszczy, że dziwnie się poruszam (naśladowała mnie), do niczego się nie nadaje, lepiej nie mieć takich dzieci itd. Mówiła, ze mam wychodzić na dwór, dlaczego nie jestem jak inne dzieci, a ja po prostu bałem się wychodzić. Zawsze jej słuchałem i robiłem to co chciała nawet jeżeli było to dla mnie straszne. Ja siebie znienawiedziłem. Nawet dzisiaj moje poczucie wartości jest strasznie niskie. Jednak największym upokorzeniem ze strony mamy było pewne zdarzenie. Ona uczyła mnie w klasach I-III szkoły podstawowej. Na lekcji nie umiałem przesylabizować zdania (Polska Złota Jesień). Wzięła mnie i rzuciła przy wszystkich o podłogę, że przeleciałem przez całą klasę i zatrzymałem się pod tablicą, potem wywaliła za drzwi. Chciałem zapaść się pod ziemię, uciec.
Jestem mimo tego wszystkiego silnie związany z mamą, bardzo ją kocham, tatę na swój sposób też (zacząłem go w pewnych kwestiach rozumieć). Mam lęki, że moi rodzice umrą i zostanę sam.
Mam jeszcze młodsze rodzeństwo, bliźniaków. Jak to bliźniacy są związani ze sobą silnymi więzami. Mam mały z nimi kontakt, odsunęli mnie od mnie. Oni są zupełnie inni otwarci, odważni. Prowadzą normalne życie. Zawsze im zazdrościłem, że jeżdżą na dyskoteki, mają przyjaciół. Czasami na nich kablowałem rodzicom, nie chciałem żeby ich życie było kolorowe.
Ciągle czuję się bardzo samotny, mam też świadomość, że skrzywdziłem trochę ludzi. Ale staram się wyjść z tego, zmarnowałem swoje najlepsze lata życia.
A co Wy drodzy forumowicze o tym wszystkim myślicie?
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
21 lip 2007, 22:38
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 30 gości

Przeskocz do