Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez inez3 05 lip 2007, 12:33
my poprostu przybieramy jakies maski, ale powim ci, ze ja nie potrafie wytlumaczyc czemu, w jakim celu... nie wiem, moze staram sie zagluszyc swoje przestraszone ja? moze nie chce zeby ktos to widzial? czasem sama nie wiem, ktora ja to ja: ta szczesliwa, usmiechnieta odwazna czy ta placzaca w koncie nad swoim losem i teskniaca za swoja wesola wersja...
strasznie to wszystko pogmatwane i wlasnie sobie uswiadomilam, ze to tez jest jakis problem... ehh
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez justynacz80 05 lip 2007, 13:10
hehhe a przy okazji mi też to uświadomiłaś
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
05 gru 2006, 21:14

Avatar użytkownika
przez inez3 05 lip 2007, 13:29
ciesze sie, ze cos komus uswiadomilam. mala rzecz a cieszy :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez daablenart 05 lip 2007, 13:43
u mnie jest to samo w pracy wesoły,usmiechniety ale w środku koszmar analizowanie rozmyślanie o schizofreni i właśnie te myślenie tez traktuje jako objaw tej choroby łapie się na tym jak sam mysle w sobie co mi jest czy to już nie głosy czy tylko mysli a może echo mysli jak w schizie koszmarne to jest
Offline
Posty
144
Dołączył(a)
25 gru 2005, 11:05
Lokalizacja
sosnowiec

sposób

przez wpr82 05 lip 2007, 16:22
spróbujcie pochodzić sobie na basen do tego proponuję saunę, jacuzzi i częstą jazdę na rowerze (oczywiście na świeżym powietrzu ) :D
Wpr82
Wyścig Szczurów dopadnie nas wszystkich
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
03 paź 2006, 16:43
Lokalizacja
Pruszków

Avatar użytkownika
przez Destrukcja 05 lip 2007, 17:56
...wiem
ale to tez mnie przeraza złapałam sie rok temu na tym ze idac w białym fartuchu szpitalnym korytarzem mowiłam do siebie "luzzzz dagmara nie sfixujesz" ... na ironie w izbie siedzialy jakies 3babcie.... od tamtej pory moja nowa obsesja to słuchanie czy sama do siebie nie gadam
JA SIE Z TEGO PADOŁU NIE WYDOSTANE CHYBA NIGDY
Avatar użytkownika
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
30 sty 2007, 22:52

...wkoncu zazywa pani prochy...

przez oliwia 05 lip 2007, 20:07
Walcze z ta nerwica juz od stycznia,pomijajac kolejnych nieleczonych 10 lat..myslalam,ze juz bedzie coraz lepiej,a tu po kilku lepszych miesiacach wszystko powrocilo..znowu ledwo funkcjonuje,znowu boje sie wyjsc z domu.Biore leki elenium5mg.rano i wieczorem i roxetin 20mg.Wczoraj dostalam atak i prawie wyladowalam w szpitalu,rano pojechalam do lekarza..a on zobaczyl jakie leki zazywam i powiedzial..takie ataki moga byc polekowe,czasem moga sie zdarzac,wkoncu jest pani na prochach..sadzilam,ze leki ktore biore sa slabe,tak mi powiedziala moja pani psychiatra,a ten lekarz potraktowal mnie tak jakbym faktycznie chodzila nacpana,nafaszerowana lekami..przerazilam sie,niewiem co teraz robic,brac nadal te leki..wkoncu to podobno prochy...?Czuje sie dziwinie po tej wizycie,nie chce sie uzalezniac,a jednoczesnie lek mnie paralizuje...dlaczego lekarze traktuja pacjentow leczacych sie na nerwice jak jakis dziwolagow,ktorzy faszeruja sie owymi prochami?
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
08 lut 2007, 21:41

Moja historia

przez Zwyczajny 05 lip 2007, 22:01
Witam Was wszystkich. Zarejestrowałem sie tu pare dni temu, ale śledze wątki od paru miesięcy. :roll:Jeśli dobrze się oriętuję wiekszość użytkowników tutaj mają po ponad 20 lat. Ja mam 17 i pomimo to chce Wam opisać moje przeżycia i myśle że nie potraktujecie mnie jak szczeniaka który ubzdurał sobie depresje.
Zaczeło się jakieś 7 miesięcy temu kiedy po nie miłym spotkaniu z nie przyjaciółmi uruchomiły się wemnie lęki. Nigdy nie byłem konfliktowy, zawsze prubowałem wszystko rozwiącać słowami i gdy krótko mowiąc "dostałem po mordzie" byłem w straszym szoku że takiemu spokojnemu człowiekowi jak
ja ktoś może zrobić krzywdę i to jeszcze z niewiadomego powodu. Po tym zdarzeniu na pierwszy żut oka błachym zaczęło sie we mnie coś uruchamiać. Idąc do szkoły zacząłem wybierać jak najkrótszą i najbezpieczniejszą drogę. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Zacząłem nosić przy sobie nóż, puzniej co raz częściej opuszczałem szkołę. Doszło do tego że wyjście gdziekolwiek samemu było wyzwaniem. A gdy już znalazłem się na dworzu wystraczyło że ktoś tylko na mnie spojrzał nie miłym wzrokiem i odrazu wracałem do domu, czasem nawet biegnąc. Bałem sie tak naprawde niewiadomo czego, może mnie ktoś napadnie , może pobije. Gdy już zaczynałem to opanowywać wkradło sie wemnie coś nowego, o wiele gorszego, silniejszego. Ci co się z tym spotkali napewno wiedzą żę nie łatwo to określić. Poprostu zaczołem się bać że cos może mi sie stać. Wystarczył ból brzucha i nagle wkradał sie lęk. Takich lotów miałem pare, nie były mocne bo po 1-5 min. i potrafiłem nad tym zapanować. Spotykało mnie to w normalnych syt. ale najczęściej zapłonem było złe samopoczucie fizyczne.Nic sobie z tego nie robiłem. Wiedziałem że to coś związane z nerwicą ale nie zdawałem sobie sprawy że może stać się coś "nie zbyt miłego". To co mnie spotkało wczoraj było jednym z najgorszych przeżyć w moim życiu! Był to pierwszy dzień w pracy, chciałem zarobić troche na wakacje. Przybyłem do pracy o 8 rano, na całe szczęście byłem z przyjacielem. Zameldowałem sie i zasiadłem do pracy. Mineło 5 minut i nagle potężne "udeżenie", zaczeło kręcić mi się w głowie, spojrzałęm w jedną puźniej w drugą strone, wszystko wydawało
się jak ze snu. Przestraszony szybko poprosiłem o chwile abym mógł wyjść na powietrze. Wyszedłem i w tym momencie wiedziałem że już tam nie wruce. Za chwile poczułem się lepiej i się uspokoiłem, poprosiłem kolege aby zabrał moje rzeczy z szatni i powiedział szefowi że strasznie źle sie czuje i musze jechac do domu. Przyjaciel też sie zwolnił i
postanowiliśmy że pojedziemy na chwile do niego . W drodze na przystanek czułem sie dobrze , nawet chwilami zapominałem o tym co się stało. Autobus podjechał , wsiedliśmy. Droga w lesie, nagle czuje że ogarnia mnie lęk, coraz silniejszy... nawet nie chciałem z nim walczyć- wyskoczyłem z autobusu a za mną przyjaciel. Lęk narastał a ja tak na prawde nie wiedziałem co się dzieje, myśli mieszały mi się w głowie. Wiedziałem że już nie wsiąde do autobusu a byliśmy jakieś z 6 kilometrów od domu kolegi i jakieś 30 od mojego- w środku lasu! To co czułem było poprostu okropne. Parszywa bezradność! Zaczołem wymiotować ... powiedziałem że nie wsiąde do żadnego autobusu i będe szedł 30 kilometrów domnie do domu na piechote. Przyjaciel wciąż mnie namawiał abym sprubował, że nigdzie nie dojdziemy. Nie mogłem go sluchać, najchętniej poszedł bym do tego lasu i sie powiesił albo zasną gdzies w trawie i obudził sie innym człowiekiem. Przestałem kompletnie kontrolować swoje ciało, wymiotowałem co 3 minuty, zaczołęm panikować, nogi jak z waty . Myślałem że poprostu umre. Nie potrafiłem sobie uświadomić absurdu jaki mną w tym momencie żądził, Jedyne co myślałem to żeby uciec do domu. Niewiem jak teraz wyrazić słowami co czułem... Kolega zamówił mi taksówke i sam pojechał do domu. Dosłownie leżąc w trawie, zalany łzami czekałem na tą cholerną taxi. Po 10 minutach przyjechała. Odrazu się troche uspokoiłem. Poprosiłem aby zawiózł mnie do mojej mamy do pracy bo było bliżej pozatym nie miałem pieniędzy żeby mu zapłacić za kurs. Siedząc z siatką w rękach powoli się uspokajałem. Minuty mijały jak godziny... gdy coś mnie zaczynało łapać otwierałem okno, brałem głeboki wdech, zamykałem oczy i jakoś sie udawało. W połowie drogi dostałem skurczu rąk. nie takiego że miałem mrowienie tylko kompletnie straciłem czucie. Ratował mnie wyrozumiały taksówkarz który "zajmował" mnie rozmową. Dojechaliśmy do pracy mojej matki, zapłaciłem za kurs... zaczołem tłumaczyć wszystko matce. Byłem roztrzęsiony, ledwo co szedłem o własnych siłach, ręce trzesły mi się jak bym miał jakąś padaczke. Mama sie zwolniła i poszliśmy do domu na piechote (4 kilometry). Było coraz lepiej. Doszliśmy i miałem w głowie tylko łóżko. Matka poszła odrazu rejestrować mnie do lekarza a ja pierwszyraz zasnołem w dzień. Obudziłem sie na wieczór, wtedy dopiero zaczołem kontaktować, racjonalnie myśleć. Gdy chciałem coś zjeść odrazu mnie łapało więc odstawiłem jedzenie na bok. Przed zaśnięciem miałem pare razy jak ja to nazywam "lot". Dziś obudziłem sie odmieniony. Poczułem sie normalny, lecz gdy zaczołem myśleć o tym co się stało poprzedniego dnia dostawałem lęków po 10-20 sek. Jestem przerażony bo wiem że nie moge nigdzie jechać. Miałem plany na wakacje ale gdzie ja sie rusze. Dostane ataku gdzieś poza moim miastem i już nie wysiąde z autobusu czy autokaru. We wrześniu zaczynam liceum , boje się ! Chwilami jestem pewien siebie i wmawiam sobie że nie jestem frajerem żeby jakiś wewnętrzy koleś mną dyrygował. Co to jest że niemam kontroli nad sobą ? nie może tak być, ale jak złapie mnie troche silniejszy lęk np. przy jedzeniu to myśli zmieniają momentalnie. Wyszedłem z domu , przeszedłem sie pod domem i było ok ale co jest>? ja mam całe życie wychodzić tylko pod dom? nawet w najcudowniejszym miejscu i schronieniu czyli w domu mnie łapie to co dopiero może być poza domem ! Zdaje sobie sprawe z absurdalności moich lęków. Dobrze wiem że to siedzi w mojej głowie ale poprostu niepotrafie nad tym zapanowac. 13 lipca ide do zaufanego lekarza psychiatry. Zaufanego bo miałem do czynienia z nim przez 3 lata- to nie forum o tym ale jak już opisałem całą historie to warto tez powiedzieć o tym. Więc przez 3 lata , w zasadzie do dziś jestem uzależniony od niechodzenia do szkoły :( byłem 2 razy na ośrodku, przyjmowałem leki ( asentre, depakine i cos tam jeszcze) . To jest długa historia , nie bede sie zbytnio zagłębiał. Waro tez powiedzieć ze jestem dzieckiem alkoholika. Moj ojciec pije od dnia moich narodzin. Najgorsze jest to że jak byłem malutki on był moim najlepszym ziomkiem\kompanem \, tylko jemu mogłem zaufać. A gdy miałem 12 lat dosięgną dna i zchrzaniło sie wszystko. Zbaczam troche z tematu więc bedzie lepiej jak juz skoncze :D zamierzam pujśc (4 km) 13 lipca do lekarza i dostac jakies leki żeby złapac rownowage i stanac na nogi. Dopiero wtedy bede mogl zacząc terapie, wiem ze bez tego ani rusz- mialem z nią do czynienia przez 3 lata tylko z innego powodu- tego uzaleznienia. Przepraszam za błędy i za niezbyt pięknie ułożone zdania. trudno jest napisać składnie to co się czuje. Napisałem to bo musiałem sie komus wygadac. Może komus w ten sposob pomoge . i przespraszam jesli was zanudzilem. Licze na komentarze . pozdrawiam
Umiesz liczyć, licz na siebie !
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
04 lip 2007, 17:52
Lokalizacja
Trójmiasto

Muszę mieć problem (o mnie)

przez sewila 05 lip 2007, 23:03
Witam

Mam nadzieję, że może tu znajdę jakąś pomoc, bo chyba powoli zaczyna mi być ciężko samej ze sobą :?
Mój problem polega na tym, że

1) Mam okropną hipochondrię. Wmawiałam sobie już chyba wszystkie choroby i miałam wszystkie możliwe badania (które oczywiście wskazują, że jestem :zdrowa jak krowa") Ale badania dają mi spokój na góra miesiąc i wszystko zaczyna się od nowa :cry:
Codziennie się ważę i modlę, żeby tylko nie schudnąć bo utrata wagi to 1 objaw poważnej choroby.
Rodzinę trafia szlag, gdy mam trzeci w miesiącu zawał, czwartego raka itd

2) Gdy już nastaje okres tego miesiąca kiedy to akurat nie umieram na żadną poważną chorobę to szybciutko znajduję sobie jakiś nowy problem. Albo zaczynam panikować, że jestem w ciąży, co nie byłoby mi na rękę w tej sytuacji życiowej w jakiej jestem, albo co gorsza, zaczynam uśmiercać bliskich. Wypytuję rodziców, czy aby nie czują się źle, patrzę czy nie schudli za bardzo, myślę że może mój chłopak ma guza mózgu(mimo, że nie ma żadnych objawów)
Jak już nie to, to zaczynam się martwić, co zrobię i jak będzie mi przykro jak umrą moi dziadkowie, albo jak ktoś z moich bliskich dostanie udaru mózgu:/

3) Jak ktoś mi bliski jedzie gdzieś samochodem i nie odbiera telefonu to widzę oczami wyobraźni jego zwłoki roztrzaskane na drzewie

4) Wracam do domu po 3 razy sprawdzić czy zamknęłam drzwi, wyłączyłam gaz itd, chociaż zawsze wyłączam:/


Nie wiem co z tym wszystkim zrobić bo to się nasila. Chciałam iść do psychologa ale mam jakiś opór przed braniem tabletek a boję się, że właśnie na tym by się skończyło a niekoniecznie chcę traktowa swój organizm jakimiś specyfikami wpływającymi na układ nerwowy.

Czy ktoś zechce mi coś poradzić?
Będę bardzo wdzięczna

Pozdrawiam
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
05 lip 2007, 17:31
Lokalizacja
Szczecin

Re: Moja historia

przez izka7 05 lip 2007, 23:22
Strasznie przykre co piszesz...naprawde wspolczuje Ci i sciskam mocno:*

Wlasnie w tej chorobie to jest tak, ze jezeli sami sobie nie przemowimy do rozumu, to bedzie ciezko to pokonac...
Ale trzeba walczyc, wiem ze czasem trudno jest nad swoimi reakcjami fizycznymi zapanowac, tez mam problem z tym ze jak sie zdenerwuje to jest mi okropnie niedobrze, i trudno sobie powiedziec 'nie rob tego'...

Wierze ze Twoj lekarz Ci pomoze i wyjdziesz z tego juz niedlugo:)

Trzymaj sie!
Jesli nie jestes twardzielem, nie masz zycia...
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
28 mar 2007, 22:32

przez weronika 06 lip 2007, 10:42
Oliwia, porozmawiaj o tym wszystkim ze swoim psychiatrą, zwłaszcza że ztego co pamiętam miałaś z nią dobry kontakt, może trzeba Ci zwiększyć troche dawkę tych leków, skoro chorowałaś tak dlugo, to Twoja choroba musiala się porządnie rozwinąć , więc może trzeba Ci troche silniejszej dawki, ja też po pół roku brania , nadal odczuwałam lęki i wtedy zwiększyliśmy dawkę, a poza tym to lekarz na pewno Ci to powinien wyjaśnić , dlaczego tak się stalo, a chodzisz na jakąś terapie? co do lekarzy....mnie już nic nie zaskoczy, na początku mojej choroby, kiedy miałam silne stany lękowe i nie wiedzialam jeszcze nic o nerwicy, poszłam do psychiatry i on powiedzial mi takie slowa po wysłuchaniu moich objawów: ojej, no każdy pacjent myśli, że jego depresja jest najważniejsza, no ale co? , nie mogła sobie pani z mamą o tym porozmawiać, no to niech pani zmieni filozofię życia i będzie inaczej...itd nie ubarwiam teraz, dokładnie tak było, więc nie przejmuj się tak bardzo, opowiedz o tym wszystkim swojemu psychiatrze
Offline
Posty
254
Dołączył(a)
11 kwi 2006, 16:43

przez Zwyczajny 06 lip 2007, 11:45
Najgorsze jest to że odrazu wpadam w panike. Gdy jest dobrze mowie sobie ze nad wszystkim zapanuje ale jak jest potezne uderzenie to juz nic niemoge zrobic. Potworny obłed\bezradność. Wczoraj przed zasnieciem dostalem okropnego ataku lęku, strasznie panikowałem. Na szczescie poradzilem sobie zeby nie wymiotowac bo umnie odrazu w to przechodzi ale zasnolem dopiero o 3 w nocy caly zalany potem. Dziś sie obudziłem roztrzęsiony. Trzęse sie caly czas i ledwo co nad soba panuje :(
Umiesz liczyć, licz na siebie !
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
04 lip 2007, 17:52
Lokalizacja
Trójmiasto

Avatar użytkownika
przez inez3 06 lip 2007, 11:58
Zwyczajny współczuje ci bardzo, bo wiem co przechodzisz. ja nie mialam az tak silnych objawow, bo nie wymiotowalam, ale caly czas mialam wrazenie, ze to sie stanie. autobusami nie jezdzilam, nie moglam wyjsc do sklepu poid domem, bo sie denerwowalam - od razu zawroty glowy, mdlosci, nogi jak z waty...
wiem, ze jak sie dobrze poczujesz to wydaje ci sie, ze dasz rade ze wszystkim, a kiedy masz atak leku nie potrafisz myslec racjonalnie.

dobrze, ze wybierasz sie do lekarza, ale oprocz lekow czeka cie duzo roboty na terapii.

zycze powodzenia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez izka7 06 lip 2007, 12:00
Moze lepiej idz do apteki po cos uspokajajacego(tabletki, herbatka, krople) zebys mial cos do czasu az lekarz Ci jakos pomoze...

nie mozesz sie poddac !
Jesli nie jestes twardzielem, nie masz zycia...
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
28 mar 2007, 22:32

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider], SCF i 36 gości

Przeskocz do