Czy wierzysz w wyleczenie?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez Spylacz 06 lis 2011, 07:59
Polecam tę książkę wszystkim, którzy wątpią, że można się wyleczyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
09 wrz 2011, 15:26

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez *Monika* 06 lis 2011, 09:20
Spylacz, Tak, ale samo przeczytanie nie wystarczy, tylko pokazuje mechanizmy choroby autorki książki.
Jej leczenie było okupione wielkim cierpieniem. I dzięki wsparciu męża i wspaniałego terapeuty udało się Rachel zaleczyć/wyleczyć chorobę.
Od momentu objawów autorki do względnego ustabilizowanego stanu minęło 4 lata. A wiadomo, że do borderline przyczyniło się dzieciństwo Rachel, a raczej model wychowania, który reprezentowali i wcielali w życie jej rodzice, a zwłaszcza ojciec.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez _asia_ 06 lis 2011, 10:02
Ja przeczytałam "Uratuj mnie" trzy razy. Książka zrobiła na mnie duże wrażenie, i widzę moc analogii między mną a Rachel, również (a może przede wszystkim) w relacji z moją terapeutką. Sama mam bpd, jak Rachel. Choć książka ta zrobiła na mnie wrażenie to jednocześnie uważam, że jest trochę przekoloryzowana, nierealistyczna. Nie wierzę, by można było tak bardzo zawierzyć terapeucie, dać się poprowadzić z zamkniętymi oczami jak Rachel, mówić absolutnie o wszystkim, być tak prawdziwym i do bólu szczerym, otwartym, zaufać w 100% mając borderline. I przetrząsając internet na różnych forach nie znalazłam ani jednej takiej osoby (mimo ich uwielbienia do terapeutów). Być może przemawia przeze mnie trochę gorycz, bo mimo mojego uczucia do terapeutki i ogólnej otwartości, zaufania nie potrafię tak jak Rachel. Nie potrafię nie grać, otworzyć się całkowicie, zawierzyć, zaufać w pełni. Wydaje mi się, że w moim przypadku to niemożliwe. Próbuję, ale po prostu nie umiem. Ostatnio moja terapeutka stwierdziła, że ja nawet Bogu nie ufam, choć w Niego wierzę.
Nie potrafię być prawdziwa. A moje mechanizmy obronne przed poruszaniem różnych spraw są tak silne, że moje myśli natychmiast spowija gęsta mgła, gdy tylko próbuję do czegoś wrócić. Tak jakbym się sama transowała choć tego nie chcę - chmura w głowie, w myślach...
Terapia dużo mi dała i nadal daje. A jednak nie potrafię być w pełni prawdziwa nawet przy mojej terapeutce.
Jestem chyba niedowiarkiem. Bo uwierzę, że historia Rachel nie jest przekoloryzowana ku pokrzepieniu serc pacjentów wtedy, gdy sama będę potrafiła tak zaufać i otworzyć się przed terapeutką jak ona.
"Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania"

"Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale my patrzymy na pierwsze drzwi tak długo, że nie widzimy tych drugich"


Helen Keller
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2857
Dołączył(a)
02 gru 2010, 19:21

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez Spylacz 06 lis 2011, 14:43
Asiu Ja też nie mam zaufania do terapeutów. W Polsce tych dobrych jest nie wielu. Wszyscy dopiero się uczą. Nie wiem czy książka jest przekoloryzowana, wiem, że to co zrobiła Rachel faktycznie zasługuje na oklaski. Jej się udało, a to najważniejsze bo daje podstawy wiary w wyleczenie dla innych.

Moniko widzę, że i Ty zauważyłaś oprócz terapeuty jeszcze jednego wspaniałego bohatera tej książki. Mąż Rachel to wzór do naśladowania dla wszystkich mężów i żon. Ja nie miałem takiej partnerki w swojej chorobie, która by mnie wspierała. Ze mnie się naigrawano - i dobrze teraz mam spokój :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
09 wrz 2011, 15:26

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez aldara.35 09 lis 2011, 19:52
Witam.
Pragne i ja dorzucic swoje,,trzy grosze,, Uczeszczam na psychoterapie 11 lat ! Jedenascie ! Oczywisciee nie prywatnie.Jest mi caly czas refundowana ,wiec uwazam ze ktos tam ,uwaza ze nadal jest mi potrzebna....Ja sama ma watpliwosci ,glownie z tego powodu ze dopoki nie zastal mi wprowadzony lek....nie bylo zadnej poprawy przez lata...Poczatkowo walczylam z uzaleznieniem od benzo....(zapisywanej mi przez ,,ogolnego,,) a gdy juz uporalam sie z tym a bylo strasznie...odczulam korzystne dzialanie leku zapisanego mi przez specjaliste...i uwazam ze tylko dzieki niemu moje napady panicznego leku i agorafobia ustapily...oczywiscie nie calkowicie ...ale moge w miare normalnie zyc....
Sama nie wiem co myslec na temat psychoterpii ;)
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
10 sie 2006, 17:00
Lokalizacja
malopolska

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez Spylacz 09 lis 2011, 21:13
aldara.35 Jeśli trafisz na partaczy a nie na fachowców, to psychoterapia może jeszcze więcej szkody uczynić. Trzeba szukać dobrych fachowców, oddanych dobrych ludzi albo nie bawić się to wcale. 11 lat to czas zbyt długi według mnie. To oznacza, że ta psychoterapia nie działa na Ciebie, jest nie właściwie prowadzona. Ja bym to zakończył i próbował czegoś innego, ale to tylko moje zdanie.
Fajnie masz, że lek ci pomaga. Ja przerabiam kolejny specyfik, który wydawało sie, że mi pomaga a tymczasem dziś dostałem ataku lęku i paniki. Nawet nie będę pisał co wyrabiałem, bo wstyd.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
09 wrz 2011, 15:26

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez aldara.35 10 lis 2011, 10:13
Wiem co sie dzieje....nie musisz sie wstydzic...przerobilam to setki razy.Agorafobia wziela sie u mnie wlasnie z tego, ze tak bardzo sie wstydzilam dostac takiego ataku np.na ulicy.Wolalam juz w domu ...wiec zamknelam sie w nim na dluuuugi czas. Za namowa terapeuty zaczelam wychodzic na krotkie spacery aby z czasem wydluzac mozliwosc przemieszczania sie samej. Ale tak naprawde sedno sprawy lezalo w tym ze ja musialam przestac sie bac ataku ! Dopiero wtedy lęk przed wyjsciem ustapil...
Co moge dodac na pocieszenie ? Tez mialam aplikowanych kilka lekow zanim ,,trafiono,,na ten najwlasciwszy..Po jednych czulam sie strasznie....nastepny nie spelnial oczekiwan....nie wierzylam w wyleczenie ,ale chcialam chociaz w miare normalnie zyc.Po dlugich namowach lekarza, sprobowalam kolejnego..(bo ja w ogole bardzo balam sie lekow) i ten dopiero pozwolil mi w miare normalnie funkcjonowac.....Byc moze lekarstwo ktore zazywasz nie jest najwlasciwszym...moze dawka zbyt mala? Trudno radzic, ale uwazam ze dopoki fizycznie nie bedziemy czuc sie dobrze (w miare) to nie ,,wyciagniemy ,,z psychoterapii tego sedna...bo jak mozemy zmienic swoje zachowanie czy rekakcje ,jak one podyktowane sa lękiem? Przynajmniej u mnie tak to bylo....
Mysle ze moj terapeuta jest dosc dobry...to lekarz z dlugim stazem...ale ja chyba nie potrafie tak do konca zamienic swojego zycia.....mimo ze wiem co powinnam zmienic...wiem gdzie leza problemy ....ale tez wciaz pojawiaja sie nowe ...a ja jeszcze nie umiem odpowiednio na nie reagowac :)
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
10 sie 2006, 17:00
Lokalizacja
malopolska

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez *Monika* 19 lis 2011, 01:35
Spylacz napisał(a):
Moniko widzę, że i Ty zauważyłaś oprócz terapeuty jeszcze jednego wspaniałego bohatera tej książki. Mąż Rachel to wzór do naśladowania dla wszystkich mężów i żon. Ja nie miałem takiej partnerki w swojej chorobie, która by mnie wspierała. Ze mnie się naigrawano - i dobrze teraz mam spokój :)

Ja też nie miałam nikogo, kto wspierałby mnie. Nikogo oprócz mojej terapeutki.
Ja chyba nie potrzebowałam takiego wsparcia.Nie lubię gdy ktoś nade mną się trzęsie i użala.
Uważałam, że sama dam sobie radę. Nadal tak uważam.
Nie chcę też popadać w skrajność bo wiadomo...w pojedynkę, samemu jest źle.
Nie chcę od nikogo się uzależniać, żeby czuć się zaopiekowaną i zrozumianą. Nie chcę sytuacji, w których mam trudność i pocieszenie kogoś powoduje, że od razu robi mi się lżej i lepiej. Chcę sama rozwiązywać swoje problemy.Robię to.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez anusiowa 19 lis 2011, 09:36
Monika1974 napisał(a):
Spylacz napisał(a):
Moniko widzę, że i Ty zauważyłaś oprócz terapeuty jeszcze jednego wspaniałego bohatera tej książki. Mąż Rachel to wzór do naśladowania dla wszystkich mężów i żon. Ja nie miałem takiej partnerki w swojej chorobie, która by mnie wspierała. Ze mnie się naigrawano - i dobrze teraz mam spokój :)

Ja też nie miałam nikogo, kto wspierałby mnie. Nikogo oprócz mojej terapeutki.
Ja chyba nie potrzebowałam takiego wsparcia.Nie lubię gdy ktoś nade mną się trzęsie i użala.
Uważałam, że sama dam sobie radę. Nadal tak uważam.
Nie chcę też popadać w skrajność bo wiadomo...w pojedynkę, samemu jest źle.
Nie chcę od nikogo się uzależniać, żeby czuć się zaopiekowaną i zrozumianą. Nie chcę sytuacji, w których mam trudność i pocieszenie kogoś powoduje, że od razu robi mi się lżej i lepiej. Chcę sama rozwiązywać swoje problemy.Robię to.


Moniko, Jak chodziłam na ostatnią psychoterapię to w ogóle dla mnie przyznanie się psychoterapeutce, że coś mi nie odpowiada było ogromnym wyzwaniem. Tak zostałam wychowana i naprawdę z obcymi ludźmi jest bardzo trudno się dogadać, bo nie potrafię/nie mogę/panicznie boję się powiedzieć że coś mi nie odpowiada, że ktoś mnie rani albo denerwuje. Potem to urasta w mojej głowie do rangi traumatycznego przeżycia. Tak jak Ty, dokładnie też miałam przez cała psychoterapię takie odczucie, że nie chcę się uzależniać od kogoś kto mi pomaga i czułam się często źle, że terapeutka mi współczuje, nawet obwiniałam siebie za to. Jej zainteresowanie dawało trochę pocieszenia i odczucie, że ktoś Cię rozumie naprawdę, ale częściej przebijała się potrzeba poradzenia sobie samemu. Tylko w przeciwieństwie do Ciebie ja jednak sobie nie radzę. Mam lęki na tle mojej rodziny, na tle tego co ktoś sobie pomyśli, ulegam bardzo łatwo "szantażom emocjonalnym" rodziców. Psychoterapia dała mi możliwość zobaczenia tego. Tak jakbym patrzyła na wszystko przez pryzmat lupy powiększającej o 100 razy. Emocje/lęk biorą górę w 80% sytuacji. Jedyna pocieszająca rzecz jest taka, że moja psycholog powiedziała, że u mnie nie ma choroby psychicznej co bardzo mnie podbudowało, ale są właśnie jakieś zaburzenia emocjonalne wyniesione z dzieciństwa i okresu dorastania i stąd nerwice, lęki, depresje. Brałam leki jakiś czas i czułam się na nich rewelacyjnie, potem miałam przykrości życiowe i teraz po przeżyciach znowu mam wrażenie ze wszystko wraca...
Monika, naprawdę gratuluję Ci postawy i rozumiem, bo myślę podobnie jak Ty. Tylko trudniej z realizacją u mnie ;)
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
08 lis 2011, 19:58

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez *Monika* 19 lis 2011, 10:08
anusiowa, Tak wiele zależy od tego, jak nas wychowali rodzice, w jakim klimacie wzrastaliśmy. Normalne jest, że tak później funkcjonujemy. Ciężko jest zmienić schematy, ponieważ innych nie znamy.
Myślę, że terapia w moim przypadku dużo mi dała.
Nie jest jeszcze tak, jak powinno być w moim odczuciu.
Mam na myśli parę spraw, które powodują, że później mam trudność w postaci wyrzutów sumienia , obwiniania siebie etc.
No, ale my, ludzie wrażliwi mamy tendencje do lęków i obniżonego nastroju.

Chodzisz jeszcze na terapię? Ile czasu chodziłaś?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez anusiowa 20 lis 2011, 15:59
Chodziłam najpierw około 10 mcy, potem przerwa ok 2 lata i potem znowu ok 10 mcy. Terapia bezpłatna u tego samego psychologa. Pierwszy raz był cudowny, uzdrawiający, otwierający oczy na rzeczywistość jaka mnie otacza, podnoszący na duchu. Natomiast drugi raz był... hym... sama czasami nie wiedziałam o czym chce rozmawiać, czy o moim związku/mężu i lękach z tym związanych, czy o pracy w której mi się nie układało, czy w ogóle o mnie i pomyśle na życie. Najgorsze i może z drugiej strony "najlepsze" było to, że ciągle wychodziły te same problemy z przeszłości. To mnie z jednej strony dobiło bo wygląda na to, że nie uporałam się z t.zw. dzieciństwem, a z drugiej dało świadomość że to tylko i aż to. Nie trzeba szukać dziury w całym i kombinować. Mam skłonność do zmieniania ciągle wszystkiego, ulepszania, poprawiania, dążenia do perfekcji, a przy małych niepowodzeniach od razu się załamuję, dosłownie, od razu wszystko nie ma sensu. Taki najgorszy stan nerwicowo-depresyjny miałam przed pierwszą terapią, brałam leki i one mi bardzo bardzo pomogły. Żałuję, że teraz nie mogę ich pobrać, bo rozjaśniłyby mi pole widzenia i uspokoiły. Teraz jestem w ciąży więc synek najważniejszy. Z tego co wiem moja mama przez całą ciązę ze mną brała valium, może dlatego też jestem taka nadwrażliwa? A tak jak Spylacz pisał wcześniej o wsparciu partnera - jest mega ważne, mój mąż kocha mnie i w ogóle zależy mu, ale rozumie moje problemy wewnętrzne bardzo powierzchownie. Raz zrozumie, innym razem zbagatelizuje i oleje.. ciężko tak jest często. A z kolei z moją mamą nie ma co gadać na ten temat, bo ona jest gorsza ode mnie. Ma swój świat i nie chce tego zmieniać. Tak więc często czuję się bardzo samotna.

Szukam teraz terapii w Wwie, bezpłatnej, ale już u innego psychologa. Może to pozwoli coś zmienić, czy może lepiej zostać przy tym jednym, który nas już zna??

A Ty chodzisz cały czas? Do różnych, czy do jednego?
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
08 lis 2011, 19:58

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez *Monika* 22 lis 2011, 01:00
anusiowa, ja chodzę od ponad dwóch lat do jednej terapeutki.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez anusiowa 23 lis 2011, 01:14
właśnie się dowiedziałam, że tam gdzie chodziłam tylko płatna mi została... nosz kurcze... trudno, najwyżej zacznę od początku. co innego mi pozostaje? mam dość tych nawrotów i chętnie powiedziałabym, że wierzę w wyleczenie.. ;)
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
08 lis 2011, 19:58

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez aqaa 04 lis 2014, 10:33
Witam szukam osób które leczyły się na oddziale nerwic na kopernika, czy to forum jes jeszcze aktualne? Bardzo proszę o odpowiedz
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 lis 2014, 10:25

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do