Czy wierzysz w wyleczenie?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez djmajonez 26 wrz 2011, 16:31
gdyby nie wiara w wyleczenie to nie wiem co by bylo. wiara dodaje nam sił do codziennego zycia, pozwala nam walczyc o kazdy pozyteczne spedzony dzień.wiara jest motorem napedowym działan.:)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
23 wrz 2011, 19:42

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez Laima 26 wrz 2011, 17:28
Wierzę w "zaleczenie"nie w całkowite wyleczenie.
Laima
Offline

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez kop 26 wrz 2011, 19:03
Ja wierzę w wyleczenie,
jednak trzeba zrozumieć niektóre sprawy i inaczej spojrzeć na świat,
nerwica jest tylko kawałkiem naszego życia, jak wyjdzie się poza ten kawałek można zobaczyć resztę.
Avatar użytkownika
kop
Offline
Posty
114
Dołączył(a)
30 sie 2010, 21:41

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez Czapla 26 wrz 2011, 19:07
Laima napisał(a):Wierzę w "zaleczenie"nie w całkowite wyleczenie.


Ja też Laima wierzę w "zaleczenie", nie w całkowite wyleczenie. Jak biorę doraźnie leki, to czuję sie świetnie, ale to nie oznacza, że jestem zdrowa. Mam wtedy nerwicę zaleczoną. A jak leki odstawiam i nawet o tym nie myślę, to i tak wraca, mimo terapii u psychologa. I co z tego, że osiągnę umiejętność radzenia sobie z lękami, oswajania się z nimi, przepędzania ich, skoro są i będą powracać? Przecież ja ich bardzo często nie wywołuję samym myśleniem o nich. Potrafia pojawić się nagle bez przyczyny..
Offline
Posty
182
Dołączył(a)
30 sie 2010, 13:24
Lokalizacja
Warszawa

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez marcja 26 wrz 2011, 21:02
Nie wierze i nigdy nie wierzylam w calkowite wyleczenie. Nie spedza mi to jednak snu z powiek - kwestia podejscia. Wiem, ze czasem nie mam nerwicy, a czasem mam - to jest czesc mnie i nie da sie tego zmienic. Doceniam dzieki temu te dni/tygodnie/lata kiedy moge bez leku wyjsc z domu i ciesze sie tym, a ci ktorzy nerwicy nigdy nie mieli, nie zrozumieja nigdy jakie to szczescie byc wolnym czlowiekiem, a nie niewolnikiem leku:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez Atalia 26 wrz 2011, 21:08
Czasami, po cichu wierzę, ale to nie ma prawa bytu - właściwie, po prostu wyobrażam sobie swoje życie bez zab.os. i innych bonusów. I.. nie potrafię się w tych wyobrażeniach odnaleźć...

A co się robi? Traci.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
503
Dołączył(a)
23 kwi 2011, 16:32
Lokalizacja
Wielkopolska

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez Spylacz 30 wrz 2011, 09:36
villah napisał(a):100%, da jestem żywym przykładem, ale trzeba wygrać ze sobą, zmienić swoje nawyki, a więc wyrwać kawałek siebie i wrzucić do styksu, co jest bardzo trudne, z drugiej strony to jedyne wyjscie.


To o czym piszesz jest jedynym skutecznym sposobem na wyleczenie. Ja bym tylko dodał, że to nie chodzi o wyrywania kawałka siebie jako tako, lecz usunięcie chorej części siebie. Tego co przyszło i co jest nie potrzebne, ale to nie jest oryginalnym naszym ja, lecz czymś co się pod to nasze ja podszywa tak skutecznie, że myślimy że jest prawdziwe.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
09 wrz 2011, 15:26

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez Chaosik 30 wrz 2011, 13:07
Spylacz, człowieku, boli mnie już kark od przytakiwania przy czytaniu Twoich postów :)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
30 wrz 2011, 12:33

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez Spylacz 30 wrz 2011, 14:23
Chaosik napisał(a):Spylacz, człowieku, boli mnie już kark od przytakiwania przy czytaniu Twoich postów :)


To się wyprostuj :)
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
09 wrz 2011, 15:26

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez juta1111 30 wrz 2011, 16:07
Cześć, tez mam nerwice lekową jeszcze pare miesięcy temu myślałam że z tego wyszłam..teraz juz wiem ze nie do końca. Moja przygoda z nerwicą zaczeła sie od zakończenia szkoły..nagle zrobilo mi sie słabo oblał mnie zimny i goracy pot rece zaczeły mi sie trząść, zrobily mi się miekknie nogi tak jakbym zachwile miala zemdlec..straszne uczucie...po tym wydarzeniu na chwile byl spokoj...z reguly bylam osoba ktora bardzo przezywala rozne sytulacje pod wplywem duzych emocji i stachu ktory byl z tym zwiazany. Starcilam najblizsza przyjaciółke byla dla mnie ja siostra...zawsze bylbysmy razem..imprezy..wypady na miasto..zawsze razem..po tym jak przestalysmy sie przyjaznic wszystko runelo a bylo to przed zakonczeniem szkoly...od wtedy pamietam swoje pierwsze ataki paniczne ale prawdopodobnie mialam je juz od awna tylko nie ujawnialy sie w takim stopniu...zaczelam bac sie ludzi, wychodzenia z domu, balam sie ze cos mi sie stanie ze zemdleje..to bylo straszne. Tylko w domu czulam ukojenie...zaczelam bac sie stytulacji ktore przed tem byly dla mnie czyms normalnym. Minely wakacje przez ktore caly czas bylam w domu balam sie wyjsc...aż przyszedl wrzesiń a ja musialam zaczac nowa szkole..nowi ludzie..nowa okolica..nikogoi tam nie znalam...ale przelamalam sie. Bywaly gorsze i lepsze dni..nie moglam usiedziec w szkole wewnetrznie cala sie trzęsłam.. rece potwornie mi sie pocily..myslalam ze mdleje..to samo bylo po za domem nawet pare metrow..jak tylkoi wychodzilam robilo mi sie słabo..oprucz tego ze mialam ataki paniki caly czas sie przejmowalam zadreczalam...popadalam w depresje..potrafilam codzieniie plakac..zadreczac sie..az wkoncu powiedzialam sobie dosc tego co ja z soba zrobilam...poniewaz uwazam ze nerwica nie robi sie od tak...to choroba naszych emocji, ciagle skazujemy sie na niepowodzenie az w koncu nasz mozg zaczyna tak myslec...wiec... powiedzialam sobie dosc..zaczelam chodzic do szkoly mimo tego ze sie cala trzeslam i myslama ze mdleje nigdy to sie nie zdarzylo...malymi kroczkami zaczelam wychodzic do ludzi...az w koncu nawet nie pamietam dokladnie kiedy przestalam sie bac, jezdzialam do szkoly zaczelam miec przyjaciol, zaczelam chodzi do kosciola, jezdzic na dyskoteki, zaczelam bywac w miejscach publicznych i o dziwo nie balam sie tego. Po roku zaczelam robic prawojazdy i niestety znowu sie zaczelo...mokre rece...strach nie wiadomo przed czym..chyba przed tym ze zemdleje ze cos mi sie stanie... pare razy chcialam sie poddac te ataki paniki wracalay zawsze o tej samej porze roku...ale chcec zrobienia prawa jazdy byla dla mnie czyms tak upragnionym ze nie odpuscilam...zmuszalam sama siebie do tego zeby pojechac sama do duzego miasta i spelnic swoj cel..udalo sie zrobilam prawo jazdy co dziwne nie czulam zbyt duzego stresu chęć zdania byla dla mnie wazniejsza niz jakies wymysly w mojej glowie. od tamtego czasu ataki paniki...mokre rece..lęk..strach przed wyjsciem gdzies samemu zniknol...jezdzilam sama autem duzo kilometrow, zaczelam chodzic na zabawy dyskoteki...az znowu zaczely sie wakacje i znowu wystraszylam sie tego ze ten lek zawzse wracal a tym rzem nie wrocil zaczelam sie nad tym zastanawiac...az w koncu wrocil wkrecialam sobie ze umierazm ze sie dusze...pojechalam na pogotowie tam zrobili mi badania i okazalo sie ze jestem zdrowa...ja juz wiedzialam ze to nerwica...znowu zaczelam sie nakrecac...i to byl mój bład. Na koniec chcialabym wam powiedziec ze z nerwicy da sie wyjsc. ja z mojej poczatkowej nerwicy wychodzilam 3 lata... teraz juz wiem jakie błędy popełnilam dlatego wrociła. W nerwice wprowadzamy sie przez pare lat...nie oczekujmy wiec ze odrazu z niej wyjdziemy...nerwica no nie choroba...to zaburzenie stanu emocjonalnego..ktorego jak sami sibie nie przywrocimy nawet na sile to z tego nie wyjdziemy...zeby pokonac nerwice trzeba zmienic sposob swojego myslenia..wiem ze to trudne..ale da sie. nie warto siedziec w domu i czekac na kolejny atak panikim skoro siedzimy w domu z niepokojem a co bedzie jak wyjde i zemndleje? to tak naprawde tylko czekamy az to sie zdazy..wiem co mowie sama tak robilam ale to nie jest wyjscie z nerwicy. Skoro udało mi sie raz chociaz z wielkim trudem to uda sie i drugi raz.
przepraszam za błedy pisałam to szybko.

"Nie rezygnuj z celu, tylko dlatego bo wymaga czasu. Czas i tak upłynie..."
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
30 wrz 2011, 15:27

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez Spylacz 30 wrz 2011, 16:24
Juta1111 piszesz o swojej nerwicy a ja czytam tak jakbym o sobie czytał. Wielu ma podobny przebieg choroby i podobne sytuacje.
Podobnie jak Ty twierdzę, że można wyjść z tej choroby. Mnie udawało się to dwa razy, czegoś jednak nie dopatrzyłem i kiedy lęki minęły cieszyłem się życiem zamiast wrócić do tego, przemyśleć na nowo i zmienić to co potrzeba. Teraz trzeci raz w życiu jestem w okresie ataku choroby i wychodzę z niej tym razem dość szybko. Teraz jednak nie mam zamiaru udawać szczęśliwego człowieka bez lęków i paniki ale przyjrzeć się dokładnie temu co kolejny raz mnie wpędziło w to choróbsko. Nie mam zamiaru za rok czy dwa znowu siedzieć miesiącami w domu bojąc się że zemdleję kupując gazetę :(
Twierdzisz, że nerwica, to nie choroba. Ja myślę, że to jest choroba, wyleczalna jak większość.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
09 wrz 2011, 15:26

Czy wierzysz w wyleczenie?

przez Czapla 30 wrz 2011, 19:13
Tylko chyba choroba wyleczona i "WYLECZALNA" raczej nie wraca... A nerwica jest jak nowotwór. W przypadku nieuleczalności lubi nawroty i zżera człowieka długo i boleśnie. I jest z nią tak jak z nowotworami: część z niej wyjdzie i będzie twierdzić, że jest to możliwe, a część nie...
Offline
Posty
182
Dołączył(a)
30 sie 2010, 13:24
Lokalizacja
Warszawa

Czy wierzysz w wyleczenie?

Avatar użytkownika
przez Spylacz 30 wrz 2011, 19:17
To ja chcę należeć do tych wyleczonych na zawsze. Postaram się to zrobić. Mam dość tych nagłych niespodziewanych nawrotów i męczenia się nie wiadomo w imię jakiej idei przez kilka miesięcy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
09 wrz 2011, 15:26

przez majka65 30 wrz 2011, 20:07
Ania napisał(a):Ja na poczštku też się nie nastawiałam na leki, ale stwierdziłam że szkoda marnować życia w chorobie na skupianiu się na swoich lękach i wybrałam się do psychiatry. Tabletki biorę od tygodnia, jest już lekka poprawa, ale wiem że same proszki nie wystarczš, potrzebna jest również dobra psychoterapia. Ale mimo to i tak wierzę w wyleczenie, czego życzę nam wszystkim :) Pozdrawiam

Ja chodzę od miesiaca i biore tabletki byłam na drugiej wizycie i zupełnie doszłam do siebie ,pozbylam sie lęków ,jest dobrze.

-- 30 wrz 2011, 20:13 --

mysia napisał(a):leki uspakajajš,dajš wyciszenie,ale to jest tak że przez jakiœ czas będziesz mieć ulge a potem będzie jeszcze gorzej.Ja jak dowiedziałam sie o œmierci mamy nawet nie płakałam ponieważ byłam na proszkach,jakoœ zleciało pół roku i teraz do mnie dopiero zaczyna wszystko docierać.Teraz pojawiła sie silna nerwica.Boje sie że coœ mi sie stanie tak jak i mojej mamie.Jak już wpadam w panike potrzebuje obecnoœci mojego chłopaka i wezme czasem proszki ziołowe.Dajmy sobie zgode na przezywanie emocji.

Idż do dobrego psychiatry ja pośmierci męża miałam to samo.Biore leki ślabe ,ktore sa nowej generacji mozna jeżdzic samochodę.Taruma odeszla wczoraj bylam na drugiej wizycie pani doktor stwierdzila ,że widać po twarzy po rozmowie poparawe.Przestalam ciagle rozmyślac wzielam sie z cala energia do pracy i jest okej czego Ci życze.Tabletki ziolowe nic nie daja ja też na początku bralam.Nie można samemu sobie poradzić doradzam Ci lekarza psychiatre.Zobaczysz ,że odzyjesz. :papa: :papa:
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 wrz 2011, 08:12

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 25 gości

Przeskocz do