A czy pamiętacie kiedy i jak TO się zaczęło ?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez Hell_ena 27 lip 2007, 23:30
...właśnie się zarejestrowałam... 8)
u mnie zaczęlo się kiedy mialam okolo 14 lat...nie wiem, nagle...obudzilam się pewnego dnia przed wakacjami i strasznie się bałam...nie potrafie nawet okreslic czego...to bylo paralizujace. Nie umialam sobie poradzic z tym, dreczyly mnie koszmary, natretne mysli...ale przeszlo. trwalo to to troche, ale minelo, nagle. Mialam spokoj...ale znowu sie zaczelo w tamtym roku w wakacje! ;( pierwszy atak byl na obozie, w nocy, balam sie, znow nie wiedzialam czego, ze umre, zwariuje...potem byl spokoj...bardzo krotko! ze dea tygodnie pozniej, sparalizowal mnie strach o tatre, mial wracac z Niemiec i balam sie ze cos mu sie stanie, to bylo straszne! dzien wczesniej i w dzien powrotu, trzeslam sie ze strachu, plakalam i wymyslalam rozne wypadki jakie moga lu sie przytrafic. I tak juz zostalo...bylam z nim potem sama w domu (reszta rodziny, nadal w Niemczech) i za kazdym razem kiedy mial jechac do pracy, albo z niej wracac panicznie sie balam. szukalam tylko pretekstu zeby do niego zadzwonic i sprawdzic, czy nic mu sie jest...
potem wszystko sie rozkrecalo...balam sie ze zwariowalam, ze strace kontrole nad cialem albo umyslem...no itd.
Ale to tez minelo... kilka tygodni temu znowu zaczely sie ataki, tym razem wydaje mi sie ze jest mi niedobrze...boje sie ze zwymiotuje i zaslabne gdzies gdzie nie moge np. w kinie, w restauracji...;| i "nie umiem" jezdzic autobusami! raz prawie zemdlalam...;| i ciagle sobie wkrecam ze mi sie zrobi niedobrze...
nie wiem czy do konca na temat....;) sorki...XD
A chill runs up your spine,
It crawls into your brain...
The freezing touch of FEAR...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
27 lip 2007, 23:17
Lokalizacja
Chorzów

przez toya75 28 lip 2007, 06:24
Doskonale pamiętam " mój pierwszy raz" :roll: To było na wakacjach 2 lata temu. Na plaży cisza, spokój, żadnego podmuchu wiaterku i nagle uczucie, że zaraz zemdleje. Stwierdziłam, że to napewno udar cieplny i czym prędzej zeszliśmy z plaży. Potem było dobrze do momentu prac ogrodowych przy 38 stopniowym upale. Tym razem było gorzej: wszystkie objawy które wczesniej opisywaliście, no i dołączyła agorafobia. Na moje szczęście znałam psychiatre który leczy na depresje moją mamę. Diagnoza była szybko- nerwica lękowa, ale leczenie trwa do dziś.
Ostatnio znalazłam wytłumaczenie dla mojej nerwicy. Otóż osoby, które wcześniej zawsze żyły w stresie, na pełnych obrotach i nagle wyjeżdżają na urlop i do tego mocne słońce- to wszystko uwalnia nerwicę. Pytałam lekarki i potwierdziła.
toya75
Offline

przez Pstryk 28 lip 2007, 12:25
Zależy co się zaczęło. Zaburzenia osobowości - odkąd pamiętam. Siostra cierpiała na syndrom "zazdrości". Chciała mnie zabić. Babka też coś w tym rodzaju. Skłonności do samookaleczania miałam od 4 roku życia. Pierwszy epizod - wbijanie sobie gwoździ do piszczeli. Blizny są do dzisiaj i skłonności pozostały :? PTSD gdzieś od 10 roku życia. Ojciec mnie gwałcił dwa lata. Coś pozostało do dzisiaj. Anoreksja w wieku 14 lat do 24 roku. I to badziewie nie da się wyleczyć w 100%. W międzyczasie nabawiłam się paru natręctw: myśli, czynności i chęci zabicia się. Z tym nieźle sobie poradziłam. No i od dwóch lat: nerwica. Z tym dopiero sobie radzę.
Eh, nie chce mi się pisać o szczegółach. Niektórych nawet nie pamiętam.
Dodam tylko, że co Nas nie zabije to Nas wzmocni. Pamiętajcie o tym!
Pstryk
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez hetman76 29 lip 2007, 00:40
Pamietam ten dzien doskonale :(. Był srodek lata przebywałem na wakacjach w Zakopanym. Poprzedniego dnia miałem ciezka przeprawe przez czerwone wierchy wiec tego nie ruszyłem na szlak chciałem troche wypoczac. Rankiem apetyt mi nie dopisał co nadrobiłem w najlepszej cukierni w miescie :D czułem sie troche zaspany wiec wypiłem kawe a potem ruszyłem na miasto....i wtedy...na krupowkach :( ..pierwszy atak.

P.S Mogłem tego uniknac całej tej nerwicy ale Hetman76 ciagle podlewał to co juz dawno uschło (a teraz masz za swoje głupcze).
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
26 gru 2006, 01:13

Avatar użytkownika
przez gusia 29 lip 2007, 00:57
18 sierpnia 2004 /winda :(
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

przez dj 29 lip 2007, 19:12
Witam
Moje początki sięgają pare lat wstecz

Ale konkretnie się wszystko zaczeło 26 pażdziernika 2006 okolo godziny 18
Niebęde opisywać w jakich okolicznościach bo już pare razy to pisałem....
Co moge powiedzieć... chyba mi się udało....
dj
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
26 lis 2006, 21:52
Lokalizacja
aktualnie AMSTERDAM

przez angola 29 lip 2007, 23:01
Zawsze byłam twardzielką. Wesołą, pełną energii. Mimo różnych życiowych zakrętów- jakoś stawałam na nogi. z uśmiechem oczywiście. Mąż psychopata. Ale i tu wypracowałam sobie model silnej i jakoś szło.
Mam syna- takiego umiłowanego. Od urodzenia dawał mi tyle miłości, że to nie da się opisać. Teraz zdałam sobie sprawę, że ta jego miłość dawała mi tą energię niewyczerpywaną. 1,5 roku temu z kolegami pijani zdemolowali ludziom ich dobytek. Naprawialiśmy wszystko co się dało, wszyscy mają wyroki w zawieszeniu. Coś we mnie pękło. I powoli każdy zakręt powodował coraz więcej lęków. we dnie i w nocy. Koszmar. od 5 tygodni jestem w terapii farmakologicznej i psychologicznej. już czasami się śmieję.
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
29 lip 2007, 16:09

przez Czesia 31 lip 2007, 13:18
ja też nie pamietam dokładnie kiedy a szkoda (jak mowi mój psycholog). wiem ze na poczatku były to sporadyczne lęki, kilka razy w miesiącu, oczywiście tylko wtedy gdy byłam gdzies sama. potem zaczęło się to nasilaćaż osiągnęło taki stan ze codziennie było NIE TAK: zawroty głowy, ucisk w głowie w kltace piersiowej kołatanie serca, nogi raz zjakby z waty raz sztywne, mechanizm ucieczki, nawet w domu juz nie było dobrze nawet jak kładłam się spać tez "kręciło mi się " w glowie...koszmar. po tym najgorzszym poł roku udałam się do psychologa i mialo to na mnie zbawienny wpływ. od poł roku od ropppzpoczęcia terapii moge powiedziec ze jest niezle, a czasmi jest super:) właciwie nie miewam juz zawrotów głowy bo wiem ze sa urojone, nadal w niektórych miejscach się przelazliwie boję ale staram się stosowac odczulanie. lek to nie bakteria, ona nie wnika do twojego organizmu, sam ją chodujesz jesli chcesz.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
04 maja 2007, 20:28

przez @gape 05 sie 2007, 10:17
u mnie ponad rok temu... ale sie pewnie kumulowalo , bo jestem typem piszacym czarne scenariusze. Trzy lata temu urodzilam córeczke , nie przespalam chyba jeszcze calej jednej nocy , a tym bardziej jak karmilam . Spalam moze po trzy godziny dziennie. Do tego pracowalam. Bylam wykonczona, mocno przytylam. Moja ginekolog dala mi tabletki hormonalne , które mialyby tez pomóc mi stracic wode w organizmie , której mialam za duzo.Bolala mnie po nich glowa , a jak przeczytalam ulotke to juz oczyma wyobrazni widzialam ze mam jakies zatory , krwiaki czy cos podobnego . Zmienila wiec mi na inne , ale nie zdazylam ich wykupic.Poszlam do marketu , myslalam ze po zakupach wstapie do apteki i kupie tabletki, ale zaczelo mi sie krecic w glowie , wiec se mysle , ze nie kupie tych tabletek , bo boje sie tych bólów glowy, zrobilam szybko zakupy i do domu , bo nie wiedzialm co sie dzieje. W domu sie zaczelo... Wszystkie mozliwe objawy jakie znacie , wiec oczywiscie myslalam , ze umieram. Pogotowie , tydzien w szpitalu, rok chodzenia po specjalistach , wszystkie oszczednosci wydane, w koncu psychiatra i psycholog. No i od roku jestem inna osoba, tesknie bardzo za soba z przed ataku.Chociaz raz chcialabym sie dobrze poczuc :(
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
05 sty 2007, 18:41
Lokalizacja
gdynia

Avatar użytkownika
przez Neśka 06 sie 2007, 23:49
Od października 2005, aczkolwiek zaczynało się już w klasie maturalnej. Lekkie ataki nerwicy i tyle. Potem zmiana miejsca zamieszkania, strach, samotność. Z czasem uciekałam od rzeczywistości w łózko i lodówke, bo nic innego nie miałam. Zaczęłam się bać, trzepać bez przyczyny, mdleć. Mogłam spać całymi dniami. Unikałam ludzi, rozmyslałam, walczyłam ze sobą.
Szukałam wsparcia - nie znalazłam. Mój świat runął, zwątpiłam we wszystko. Bałam się i nikt nie chciał mnie poprowadzić za rękę, a sama nie potrafiłam pójść. Odblokowały się we mnie lęki z dzieciństwa.
Zostałam kompletnie sama - bez własnej osobowości, z dziurami w mózgu, z kimś kogo w lustrze nie poznawałam. Zaczęłam tracic pamięć i kontakt z rzeczywistością. Przestałam odróżniać to, co jest prawdą od tego, co nią nie jest. Było mi i tak wszytsko jedno. :( ;(
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

Avatar użytkownika
przez mundzia 08 sie 2007, 12:06
U mnie zaczęło sie(tak już naprawde,ponieważ wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy)ok.2 lat wstecz,miałam mieć przesłuchanie do zespołu :D ,wszystko ok ja szczęśliwa,ale ok.2h przed wyjściem trzęsawki,klucha w gardle itp.Na przesłuchaniu serce zaczeło mi tak straszliwie bić że myślałam ze mi klate rozerwie,no i oczywiście nie wyśpiewałam nic poza jakimś piskiem :cry: .Drugi dzień był gorszy(o wiele),czułam sie jakbym miała niewiem jakiego kaca lub była czymś naćpana,zero koncentracji ,świat nabrał ciemniejszych barw,ucisk w klatce piersiowej,ścisk w mostku-myślę zawał :smile: ,oczywiście pogotowie te sprawy,lekarze twierdzą że wszystko ok,a ja w szoku "to ja tu umieram a oni sobie odjeżdżają :D .Taki nastrój trwał ok 7-8 miesięcy,po szeregu badań okazało sie że jestem okazem zdrowia,dopiero Pan kardiolog uświadomił mi że to nerwica(przynajmniej znałam juz przyczyne).Potem już było ok jesli chodzi o zawały czy wylewy z tym sobie poradziłam ,ale lęk przed wyjściem gdziekolwiek trzyma sie mnie dalej,a teraz nawet doszłedł dziwny lęk ,który nawet nie wiem skąd sie bierze-poprostu podświadomie się czegoś boje :cry: To chyba wszystko jeśli chodzi o mnie pozdrawiam was nerwusy i głowa do góry :mrgreen:
my fear my nightmare
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
08 sie 2007, 10:35
Lokalizacja
śląsk

Avatar użytkownika
przez ewa125 08 sie 2007, 14:06
agapla masz racje ze wyzwalaczem moze byc alkohol, chyba wtedy gdy pije sie go zeby zagluszyc problemy. tak bylo w moim przypadku choc do konca nie bylam swiadoma ze pije zeby nie myslec o czyms. potem te problemy sie kumuluja i wychodzi wszystko ze wzmozona sila. mi sie to na dobre zaczelo w wakacje w zeszlym roku, skonczylam znienawidzone studia i opijalam to dzien w dzien, do tego jeszcze powodem do picia byly same wakacje. jednego dnia nie pilam bo sie jakos zle czulam i stwierdzilam ze zrobie sobie przerwe bo ile mozna, mialam wtedy pierwszy mega atak. najgorsze ze nie wiedzialam co to jest a bylam wtedy sama w domku, bo moja rodzina balowala do rana. koszmar!! potem juz mialam ataki codziennie po kilka razy , myslalam na poczatku ze to reakcja na alkohol , nie wiedzialam nic o nerwicy. nie pilam jakies 2 m-ce nic bo balam sie. potem juz zaczelo mi przechodzic powoli. teraz pije czasami i nic mi sie nie dzieje. (oczywiscie leczylam nerwice tzn psycholog + radykalne zmiany w moim zyciu, mysle ze glowne przyczyny zostaly wyeliminowane). ostatnio tylko na urodzinach mojej kuzynki wypilam za duzo, ale na prawde duzo i potem zdychalam przez 2 dni, w nocy mialam lęki, nie moglam spac. wogole to ostatnio mi sie przypomnialo ze chyba mialam atak paniki jak bylam jeszcze dzieckiem i mielismy w szkole szczepionki, a moja mama (panikara) nagadala mi ze jakbym sie zle poczula to mam od razu mowic itd. a mi to chyba tak utkwilo w glowie ze rzeczywiscie si e zle poczulam , zrobilo mi sie slabo i niedobrze, a ta szczepionka nie powoduje takich reakcji organizmu. . .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

jak to się zaczęło

przez ola 72 08 sie 2007, 22:32
Witam. Jestem pierwszy raz na forum. U mnie również stwierzdono rok temu nerwicę lękową. Wszystko zaczęłó się w wakacje. najpierw myślałm, że powodem jest nuda, upał. Poszłam do pracy ale poprawy zero: lęk przed wyjściem z domu, nichęć do spotkań ze znajomymi. Najlepiej było mi w domu, samej. Wazny był dla mnie tylko syn, nikt inny się nie liczył. Pomimo,że mam męża pomocy szukałam u mamy. ZAczęło się leczenie, pół roku na zwolnieniu, leki, psychoterapia. Jest lepiej, xhodziaż od 2 dni napięcie nerwwowe jest większe. odczuwam pewien lęk.
Byłam poza domem, ale żadnej nocy nie przespałam, w domu jest najbezpieczniej. Jeśli ktoś ma ochotę pogadać to czekam z niecierpliwościa. Jest ok, czekam :D
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
08 sie 2007, 21:55

przez dj 10 wrz 2007, 12:44
Ja pisałem juz pare postów wcześniej o moim pierwszym razie...

Ale mam pytanie do mundzia

Piszesz iz nerwice uświadomił Ci kardiolog, mnie także, widze iż jestś z okolic zabrza, a więc mam pytanie czy nazwisko tego pana rozpoczyna się na literę B ?
Co moge powiedzieć... chyba mi się udało....
dj
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
26 lis 2006, 21:52
Lokalizacja
aktualnie AMSTERDAM

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 36 gości

Przeskocz do