A czy pamiętacie kiedy i jak TO się zaczęło ?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

A czy pamiętacie kiedy i jak TO się zaczęło ?

przez woman 25 lip 2007, 23:20
Witam,
Gromadziło się się pewnie wiele lat, ale dokładnie pamiętam jak to się zaczęło.
Wrzesień: rzucałam wtedy palenie i parę razy "ciężko mi było oddychać" - głupia baba, myślałam, że to z braku nikotyny.
Listopad: urlop, przez pierwszy tydzień spałam po 15 godzin na dobę, myślałam, że jestem przemęczona. Drugi tydzień, kładłam się spać o 3 nad ranem i spałam do 15. Nie nawidziłam momentu kładzenia się do łóżka. A potem się zaczęło. Noc, wlazłam do wyrka a moją głowę zaczęło COŚ ściskać, otworzyłam okno, trochę pomogło i tak parę godzin. W końcu zasnęłm,a rano było już ok. Następnej dosłownie nocy dołączyło serducho, duszności i wtedy już umierałam....chyba każdy z nas to zna, więc daruję sobie opis.
Czy u Was walnęło z nienacka, czy też tak narastało.
Piszcie, może będą to wskazówki dla innych, u których TO się dopiero zaczyna.
Zdrówka życzę
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
22 lip 2007, 16:36
Lokalizacja
warszawa

Avatar użytkownika
przez Jovita 25 lip 2007, 23:31
U mnie zaczelo sie miesiac temu, dusznosci-szpital-walenie serca , pare dni dobrze potem znów dusznosci , uciski w głowie no i aktualnie doszlo do tego ze jade na psychotropach-lecze sie na depresje. A ZACZELO SIER OD CIEZKIEJ SYTUACJI STRESOWEJ KTORA PRZESZLAM. Ale od dziecka bylam nerwowa i zamknieta w sobie, teraz siedze tylko w domu mam depresje nic mi sie nie chce nie moge spac i stracilam apetyt a do tego te codzienne lęki-PEWNIE ZNACIE TO UCZUCIE DOSKONALE.
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Avatar użytkownika
przez vampirek82 26 lip 2007, 10:43
hehhhh pamietam doskonale....wakacje dwa lata temu.... morze plaza, namiocik.....i pewnego razu STOP....nigdzie nie pojde, nie wyjde z namiotu i tyle, strach, panika, dusznosci dramat....ale zaczelo to mi sie chyba jeszcze wczesniej, jak bylam mala lezalam na nerwice w szpitalu...potem byly nieciekawe wydarzenia..i wydaje mi sie ze skumulowalo sie to wszystko i wyszlo akurat w tym momencie....jak czasami czytam ze ktos mial nawrot choroby to jestem przerazona, nie wiem jakbym to przezyla drugi raz :(
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez agapla 26 lip 2007, 10:46
Ja może dodam tylko tyle że jak rzucałam palenie to organizm mi totalnie zwariowal miałam złe wyniki badań , problemy z sercem z oddychaniem ogólny koszmar ale to wcale nie było zwiazane z nerwicą zwykła reakcja odstawienna organizmu ,trwało to trochę dopóki organizm sie nie przyzwyczaił do nowej sytuacji a jak u mnie się zaczeło ?proste wyzwalaczem był alkohol ! jestem już teraz tego pewna!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez vampirek82 26 lip 2007, 10:58
agapla mozesz powiedziec cos wiecej na ten temat?? jak to alkohol??
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez agapla 26 lip 2007, 11:26
Po prostu stres zapijałam alko ,wtedy czułam sie ok (imprezki ,fajne życie) nawet się nie obejrzałam jak codziennie musiałam sobie walnąc piwko dla animuszu w ten sposób powoli wpadając w alkoholizm .Wszystko było cudownie do momentu grypy żołądkowej i przez to zatrucia organizmu ( miałam to pierwszy raz w życiu ) organizm tragicznie zareagował wcześniej osłabiony alko dostałam jakiegos dziwnego ataku na ulicy ,znalazłam sie wszpitalu (nie musze mówić że badania wypadły tragicznie a szczególnie poziom magnezu który był krytyczny, do tego przerażenie typu ,,co sie dzieje jestem w szpitalu itp'',tez pierwszy raz w zyciu .Później zaczeły sie lęki i agorafobia i tak przez 2 lata ,a wystarczyło odstawić alkohol i przetłumaczyć mojej panikarskiej psychice że nic się nie dzieje! UWAŻAM na swoim przykładzie ze ludzie ze skłonnością do nerwic czy depresji nie powinni pić alkoholu!!!!!!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 26 lip 2007, 11:40
u mnie zaczeło się... najprawdopodobniej od przedszkola ;)
całe życie z nerwicą.... raz było lepiej, raz gorzej....
lecze się dopiero od pół roku... depresja mocno zaatakowała więc trzeba było działać. też wiele razy umierałam w nocy, myślałam, że serce mi przestało bić (co było niedorzeczne). kiedy nie zasnęłam przed 22 byłam tak zdenerwowana że do rana nie spałam... obsesyjne mycie rąk co utrudniało mi życie... i wiele innych które spotkały mnie w dzieciństwie.
straszna choroba, z którą zostałam sama. rodzice w ogóle nie zareagowali, nie wiedzieli że jest coś ze mną nie tak. dokładnie myślałam ja sama... że to normalne. i każdego to spotyka.
w końcu sama mogłam o sobie decydować i poszłam do psychiatry.
ale nie rozpisuje się bo zanudzam ;)
pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

cześć:)

Avatar użytkownika
przez amanda 26 lip 2007, 21:25
Witam,jestem nowa na forum.Chyba trafiłam w odpowiednie miejsce.Ostatnio przeżyłam silny stres i skutki jego odczuwam do dziś a więc mam stany niepokoju,czasem boję się wyjść z domu i przytłaczają mnie codzienne sprawy.Wcześniej byłam bardzo aktywna a teraz wydaje mi się że wielu sprawom nie podołam.Wrażenie ze zaraz zemdleję dostanę zawału itp znam doskonale chociaż nigdy nic takiego jak zawał ani omdlenie mi się nie przydarzyło (dzięki Bogu:)).Ataki lęku i paniki również poznałam:/Walczę jak mogę,na przekór wszystkiemu wychodzę do ludzi.Mówię sobie:zemdlejesz-trudno wyniosą Cię:p,żle się poczujesz wyjdziesz z sali czy wykładu:p, ale nie jet to łatwe.Czasem mam ochotę zwiać w siną dal albo zamknąć się w domu i nie wychodzić do ludzi,jednak wiem że to pogrzebałoby mnie doszczętnie.Dzięki Wam uświadomiłam sobie że wszystkie moje objawy nawet niektóre z dzieciństwa wskazują na nerwicę i że można z tym wygrać:) Pozdrawiam i lecę dalej przeglądać Wasze posty:*
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Polska

Avatar użytkownika
przez VTEC 26 lip 2007, 22:28
Huh pamiętam doskonale moje początki ....

Za dużo alko , doszło do tego że codziennie piłem do nieprzytomności ...

Któregoś dnia na kacu jak zwykle , pełny luz , przez chwilę coś mi przeleciało przez głowę , jakby szok , strach , ostrzeżenie ... nie musze mówić że nie zrobiło to na mnie większego wrażenia , wieczorem znów 10 piw ... następny poranek był makabryczny ... wstałem i ...... :shock: :shock: :shock: WHAT THE FUCK ??? okrutne zawroty głowy , mega atak , serce myślałem że mi wyskoczy , ogromny strach ... chodziłem w kółko i myślałem że oszaleje ... minęlo po kilku godzinach ..

Najgorsze było to że nie wiedziałem co to jest ... myślałem ze zwariowałem ... dziś doszedłem do takiej wprawy że pije 3 kawy , wpadam w tłum ludzi i niech mi tylko sporóbuje podskoczyć :twisted: gaszę ją od razu .

Pozdrawiam
Pedź na spotkanie śmierci , nim zajmą Twoje miejsce ....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
179
Dołączył(a)
04 kwi 2007, 10:05
Lokalizacja
Cloud Castle

Avatar użytkownika
przez vampirek82 27 lip 2007, 09:09
VTEC napisał(a):dziś doszedłem do takiej wprawy że pije 3 kawy , wpadam w tłum ludzi i niech mi tylko sporóbuje podskoczyć Twisted Evil gaszę ją od razu .

:) to tylko pogratulowac takiej wprawy :)
agapla kurcze ja tez kiedys lubilam sobie wypic, w sumie wstyd sie przyznac ale jak to wszystko sie zaczelo i bralam leki, duzo lepiej sie czulam jak cos wypilam, nigdy nie myslalam ze moze to od alkoholu.....
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez agapla 27 lip 2007, 10:27
no bo to tak jest jak sie napijesz jest fajnie ,gorzej jak jesteś już na kacu wtedy organizm wariuje totalna kumulacja lęków,w necie był fajny artykuł wpływ alko na mózg jak to przeczytałam to muszę przyznać że sie przestraszyłam.Odkad nie piję jestem naprawdę w dobrej kondycji
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

A czy pamiętacie kiedy i jak TO się zaczęło ?

przez Tomek, Wrocław 27 lip 2007, 12:00
U mnie to się zaczęło 6 lat temu, po śmierci ojca. Poprostu wstałem w nocy bo coś mnie obudziło, tak jakby ucisk w potylicy i takie uczucie drętwienia w niej. Ale pomyślałem sobie, pewnie się zależałem i to przejdzie. Ale rano trzeba było iść do szkoły, i wtedy się zaczeło na poważnie, drętwnienie coraz gorsze, i do tego doszły okropne zawroty głowy, szybkie bicie serca, duszności, cały sie trząsłem, zaczeło mnie mdlić i brzuch cały był jak balon twardy. Oczywiście nie poszedłem wtedy do szkoły tylko do lekarza. Lekarz powiedział mi ze to jest nerwica wegetatywna, i przepisal nervosol. I potem to jakos przeszło, pilem ten nervosol. Ale 2 miesiace pozniej w święta Wielkiej Nocy się zaczela (te same objawy co wyżej tylko doszło uczucie jakbym mial zaraz zemdleć i umrzeć) sie ta nerwica rozwijac. I tak te objawy dreczyly mnie przez okolo 15 do 20 godzin. Pamietam to jak dzis. Nie wiedzialem co sie ze mna dzieje. Potem przeszlo na kilka dni. Pozniej chwycilo mnie w szkole, skad musialem wyjsc na korytarz bo myslalem ze umre w klasie. Trwalo to rok. Pozniej byly tylko takie male ataki kilkuminutowe. Ale pomyslalem sobie dam rade to chyba sie juz skonczylo. Minela matura bylo super, zadnych nerwow. Ale przyszly studia i siedze na wykladzie i notuje a tu nagle zaczyna sie cos kotlowac i sercu w glowie. W ciagu kilkunastu minut bylem juz "gotowy". Dalsza czesc zajec spedzilem w domu, choc nie pamietam jak sie tam znalazlem. Pamietam tylko ze walczylem w autobusie zeby nie umrzec (mialem bardzo silny stres przed komunikacja miejska), zeby mnie nikt nie musial zbierac z podlogi w tym autobusie. Pozniej bylo tylko gorzej, silniejsze ataki, dlugosc ich trwania byla rozna. Od kilkunastu minut do kilkunastu godzin. Ale najgorszy horror nerwicowy przezylem w autobusie 134 na klecinskiej w moim miescie jak mialem jechac na praktyki do US. Nie zapomne tego do konca zycia. Bylo bardzo goraco, pierwszt dzien praktyk, korek na klecinskiej jak zawsze z rana, godzina juz 8 a ja na 8 musze byc na miejscu i tak sie zaczelo, stoje w tym zatloczonym autobusie a to sie rozpoczyna. Dusznosci okropne, nie moglem prawie oddychac,powietrze lapalem jak karp, serce mi tak tluklo ze je slyszalem, mdlilo mnie tak okropnie ze musialem zaciskac usta z calych sil co z lapaniem powietrza nie bylo prostym zadaniem, cale cialo mi sie trzeslo jakbym mial prakinsona. Musialem z calej sily sciskac porecze w autobusie aby rece sie nie trzesly, w glowie mi sie tak krecilo jakbym byl po 6 piwach, mialem straszny swiatlowstret, i najgorsze bylo to ze zaczelo mi sie robic slabo, tak z 12 razy w ciagu 40 minut jazdy robilo mi sie slabo. Myslalem ze zaraz umre ze to sa moje ostatnie sekundy zycia. Zaczalem sie modlic w myslach, ale to nic nie dawalo. Ale jakos przezylem ten horror i wysiadlem z tego autobusu, caly spocony, umeczony Byla dopiero 8:30 a ja czulem sie jakbym caly dzien pracowal fizycznie bez odpoczynku. I tak potem meczylo mnie codziennie na tych praktykach ale juz z mniejszym nasileniem. Jeszcze meczylo mnie potem na wykaldach w domu na ulicy, gdziekolwiek. W ostatniego sylwestra wupilem duzo szampana, i mialem potem takie same objawy jak agapla. Na kacu meczylo mnie to przez 3 dni. Wreszcie moja mama zadzwonila do psychiatry, który dał mi lek i jakos zyje teraz, bez lekow. Mam nadzieje ze to sie skonczylo i juz nigdy nie powroci, NIGDY.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
19 lip 2007, 23:19
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 27 lip 2007, 12:57
.... Gdybym 5 lat temu wiedziała jak skończy się mój wyjazd do Londynu pewnie moja noga nigdy nie stanęłaby nad Tamizą J
To był ciepły wiosenny dzien. w Londynie latałam z koleżanką po sklepach trochę głodna i zmęczona, bo miałyśmy żelazne postanowienie, aby ten wyjazd potraktować jak turnus odchudzający. Gdy zrobiło mi się słabo byłam pewna ze to z głodu, niestety z minuty na minutę czułam się coraz gorzej zaczęło kręcić mi się w głowie oblały mnie poty serce waliło jak oszalałe miałam wrażenie, ze wszystko mi się śni poczucie nierealności było okropne zsiniały mi paznokcie na skórze pojawiły się białe plamy jakby odpłynęła mi krew w niektórych miejscach, zrobiło mi się niedobrze, metabolizm zaczął szaleć ledwo dobiegłam do łazienki w okolicznej kawiarni, ale najgorsze było uczucie, ze umieram. Dziś wiem, ze to był pierwszy w życiu niestety nie ostatni atak paniki. Angielscy lekarze dali mi paracetamol i stwierdzili, ze to słynna angielska grypa, no cóż niech im będzie. Do końca wyjazdu miałam jeszcze jeden atak w restauracji na obiedzie- kolejny koszmar. Po powrocie do Polski zaczęłam szukać przyczyn mojego złego samopoczucia, depersonalizacja, o której wtedy nie miałam pojęcia utrzymywała się cały czas. Najpierw wylądowałam u zaprzyjaźnionego kardiologa skoro serce wali jak szalone może to ono jest odpowiedzialne za mój fatalny stan, teraz już wiem ze kardiolog miał racje on pierwszy zasugerował nerwicę lękową, lecz dla mnie silnej (taki mi się wydawało osoby) świadomość ze mam nerwic nie mieściła się w moich ramach to nie mogło być prawdą -NERWICA????? A poza tym objawy somatyczne były tak straszne, iż nie mogła uwierzyć ze może je wywołać nerwica i to był mój podstawowy błąd gdybym wtedy uwierzyła moja droga do normalności trwała by zapewne dużo krócej. W ciągu kolejnych miesięcy przeszłam szereg badań rezonans magnetyczny głowy, tomografie komputerową głowy, EEG, holter, wszystkie możliwe badania krwi, moczu, kału, byłam u neurologa, ginekologa, endokrynologa, kardiologa, psychiatrty-seksuologa, u tybetanki stawiającej banki, u wrózki, jakiegoś szamana, u egzorcysty- tak kochani odwiedzilam tych wszystkich ludzi licząc na cud na to, ze ktoś z nich postawi diagnoze da złoty srodek i rano obudze się jak młody Bóg zdrowa usmiechnieta i znów będę ta Moniką z przed wyjazdu do Anglii. Ale cud nie nastąpiła nikt nie potrafił mi pomóc badania miałam super byłam okazem zdrowia nie licząc podwyższonej protaktyny byłam książkowym przykładem pozytywnych wyników badań. Pytałam coraz bardziej załamana jak to możliwe, ze wszystko jest ok. a ja po woli umieram po woli nie chce mi się żyć. I nagle nastąpił przełom miałam wyjątkowo silny atak z wymiotami i rozwolnieniem, waleniem serca sinieniem paznokci itd. itd. Wezwaliśmy pogotowie, które już nie po raz pierwszy wzywane stwierdziło ze nic mi nie jest, ale sanitariusz powiedział: Jak dla mnie to klasyczne objawy nerwicy wegetatywnej( dziś to już przestarzały zwrot) niech pani idzie do psychiatry koniecznie. No i poszłam, choć nie pierwszy raz byłam u psychiatry to pierwszy raz poznał on się na mojej chorobie, gdy opisałam przebieg ataków stan, w jakim się znajduje diagnoza była pewna Zespół lęku napadowego – uogólniony.
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Avatar użytkownika
przez inez3 27 lip 2007, 13:33
ja mialam pewne epizody nerwicowe (wtedy tego nie wiedzialam) kilka razy. zawsze wiazalo sie to z jakims wyjazdem gdzies bez rodzicow gdzie nie chcialam jechac. pierwsze takie cos mialam na urodzinach mojej kuzynki (wczesniej zdarzalo mi sie, ze jk bylam na jakiejs imprezie czy przed to sie denerwowalam, ale przechodzilo). mialam jakies 14 lat. kiedy przyjechali moi rodzice zaczelo mi sie robic niedobrze, zimno, trzeslam sie... pojechalismy do szpitala, stwierdzono, ze to moze jakies zatrucie i dostalam jakies pastylki... po paru dniach przeszlo, ale lek przed tym stanem pozostal. potem byla wycieczka szkolna, nie chcialam jechac, bo i poco? wszyscy beda chlac i nie bedzie nawet momentu spokoju, do tego wyjazd autokarem (mialam chorobe lokomocyjna do tej pory nie lubie jezdzic autokarami)... przez 5 dni wycieczki czulamsie zle, mdlilo mnie jak mialam cos jesc, nie moglam spac i caly czas bylam spieta... przeszlo jak wrocilam do domu... po jakims czasie wkrecilam sobie, ze jak bede odpowiadac "przy tablicy" na historii (historyk byl dosc wredny) to ze stresu bedzie mi slabo i niedobrze. przed kazda historia mialam mega lek, ze mnie wezmie do odpowiedzi a ja tam zwymiotuje albo zemdleje (zawsze bylam obkuta, ba, wczesniej nawet sama sie zglaszalam do odpowiedzi - tez byla stres, ale nie paniczny). jak mnie wywolal do odpowiedzi to bylam w stanie powiedziec, ze nie umiem i dostac pale. nie moglam spac przed historia, potem w zwiazku z tym balam sie wszystkich miejsc gdzie jest duszno, ale w koncu powiedzialam sobie, ze tak niemozna, przelamalam lek, zglosilam sie a na koniec uslyszalam, ze kazdy tak powinien odpowiadac... minelo... potem wyjazd na wakacje z przyjaciolka, nie bylo tak strasznie, ale odczuwalam dyskomfort, chec powrotu do domu, male problemy z jedzeniem...
jednak tak powaznie zaczelo sie po pierwszym roku studiow. byl obowiazkowy oboz, ja jak juz zdawalam na te studia nie chcialam jechac i to byl powod tego, ze zastanawialam sie czy na nie isc. oboz zaczal sie zblizac i zaczelam panikowac, ze sobie nie poradze, ze napewno bedzie mnie ciagle mdlilo, nie bede mogla jesc, spac i jak ja sobie poradze?? jakis tydzien przed obozem mialam tylko to w glowie... mdlilo mnie ciagle, nie moglam jesc, plakalam, spalam malo, dzien przed powiedzialam, ze nie jade, ale moi rodzice mnie namowili zebym w takim razie pojechala i powiuedziala dziekanowi, ze nie moge zostac (poza tym musialam jechac, bo zabieralam moje 2 kolezanki). cala noc nie spalam, w samochodzie opowiedzialam wszystko dziewczynom, namawialy mnie, ale ja postawilam na swoim choc troche sie lamalam. w drodze powrotnej moja mama plakala, ja pol drogi przespalam... zaczelo byc coraz gorzej, zaczelam sie bac jezdzic autobusami, wychodzic dalej od domu. w koncu musialam przeniesc sie na tryb zaoczny studiow, bno nie moglam wysiedziec na zajeciach nawet 5 min. od razu mi sie robilo duszno, slabo, krecilo mi sie w glowie i mdlilo mnie. poszlam do poradni, zaczelam brac leki i chodzic na terapie. moj powrot do normalnosci trwal prawie rok. jestem teraz po pierwszym nawrocie, ktory minal mi bardzo szybko (po miesiacu bylam znow soba) i w sumie ostatnio tez mialam jakby nawrot, ale tym razem na lekach - duzo stresu mi sie skumulowalo...
i tak to u mnie wyglada, to juz w sumie 3 rok leczenia z mala przerwa...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 25 gości

Przeskocz do