Problemy z rodzicami (ogólnie)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez inez3 24 lip 2007, 09:06
dżejem napisał(a):Jak to wszystko na mnie wpłynęło? Czego się od mojej matki-ojca nauczyłam?
1. nieufności do ludzi: bardzo długo bałam się ufać ludziom, odrzucałam ich, gdy chcieli się do mnie zbliżyć, i nawet, gdy wytrwale o mnie walczyli, to ja była skuteczniejsza- odrzuciłam nawet tych najwytrwalszych.
2. lęku przed światem, przed zmianami- jak przez tyle lat człowiekowi tłuką do głowy, że wszystko, co w domu jest najlepsze, to automatycznie boi się każdej zmiany, która przychodzi z zewnątrz.
3. chorobliwego perfekcjonizmu- dopiero niedawno oduczyłam tego, że wszystko muszę robić na 200%, że nie jestem inna niż wszyscy, że nie jestem wyjątkowa, że jestem najzwyklejsza.
4. ciągłego poczucia winy: nie mam prawa gniewać się na matkę, mieć innego zdania niż ona, jeść i ubierać tego, czego ona nie zaakceptuje, śmiać się z tego, co ona uważa za śmieszne. W przeciwnym razie- wszystko co zrobię, pomyślę i powiem inaczej niż matka, jest ZŁE.
5. że moja matka jest jedyną, której na mnie zależy i która robi wszystko dla mojego dobra.
Rónież niedawno dostrzegłam, że nie jest to prawdą. Będąc chorą na nikim innym nie zawiodłam się tak, jak na niej. Pomogli mi właśnie ci ludzie z zewnątrz, których dotąd postrzegałam, jako tych, co "tylko chcą mnie wykorzystać".
Myliłam się. I teraz to widzę.

ile tu rzeczy sie zgadza z moja historia... moja matka, uwazana za niemal idealna, super fajna i wogole (czesto to slyszalam od roznych ludzi, ktorzy mieli z nia kontakt) - od razu bralam to do siebie, ze skoro ona jest taka super to tez musze byc. zawsze jak cos robilam i np. cos mi nie wyszlo "powinnas byla to zrobic tak i tak" - niby nie bylo bezposredniej krytyki... jak chcialam cos sama zalatwic to zawsze jakos tak to robila (ojciec w sumie tez), ze mnei wyreczali, a bo szybciej, a bo sprawniej. decyzji nie umiem podjac sama do teraz (co moja mama przyznala i stwierdzila, ze to ich blad rodzicielski). tez nigdy nie czula sie winna... moje argumenty w rozmowie byly zawsze zbijane, ze w koncu to ja szlam przepraszac, choc czasem nie czulam winy... poniewaz nie potrafilam jej "zmusic" do przyznania sie, ze cos zrobila zle moja proba obrony w takich sytuacjach konfliktowych byl wybuch gniewu. darlam sie zeby wreszcie ktos mnie uslyszal (po czym oczywiscie przepraszalam)... i tak w kolko... moj tata jest perfekcjonista... jak jezdzilam na kolonie to on mnie pakowal, bo lepiej to zrobi... a jak ja chcialam cos inaczej to musialam sie niemal wyklocac... heh, moja mama czesto mowi, ze cieszy sie ze odziedziczylam po niej upartosc i umiejetnosc zalatwiania roznych spraw, ale co z tego skoro ja swoich wlasnych nie potrafie rozwiazac, tylko te, ktore sa "proste" w wykonaniu? gdzie nie trzeba wybierac lepszego czy gorszego? a wlasciwie, ktore to jest? tak mam wpojone pewne rzeczy, ze moja chec kontroli jest az meczaca. ostatnio (juz o tym tu pisalam) mieszkajac poza domem, gotowalam, pralam, musial byc obiad codziennie choc moj chlopak stwierdzil, ze wcale nie, ze przezyje on i jego brat bez tego... zachowywalam sie jak mama, chcialam zeby wszystkim bylo dobrze i zeby wszyscy byli zadowoleni... jak sobie uswiadomilam o ilu rzeczach staram sie pamietac zeby bylo dobrze to normalny czlowiek od tego samego pamietania by sie zmeczyl... tak jakby gdzies nad glowa stala moja mama i pilnowala czy aby napewno robie tak jak mi mowila, czy odznaczam sie odpowiedzialnoscia itp. itd...
zastanawiam sie tez czy jestem DDA i czy to moglo m,iec wplyw na mnie. moj tata juz od 10 lat nie pije wogole. kiedy pil... byl straszny, nie bil nie krzyczal, ale go nie bylo... z mama szukalysmy butelek z woda i wywalalysmy je i tak dzien w dzien... wyrzucalam go z domu, ja wystawialam mu walizki za drzwi, a on mie przepraszal, mama wtedy nic nie mowila... mialam jakies 13 lat, a moim "zadaniem" bylo wylewanie wody i szukanie tych przekletych butelek... az w koncu kiedy przyjechal do nas nad morze, ktorejs nocy widzialam jak sie trzasl... nie wiem co ja wtedy robilam w pokoju mamy... wiem, ze w koncu kazala mi wyjsc, a potem dowiedzialam sie, ze jest w szpitalu i ze same wracamy do domu... ostatnio dopiero dowiedzialam sie, ze byl na odwyku w szpitalu psychiatrycznym prawie przez 6 tyg. a mi sie wydawalo, ze krocej go nie bylo... nigdy nie rozmawialam z nim na ten temat - jak to bylo itd. boje sie, ze by nie umial mi powiedziec, nie wiem czy chce go chronic?
ostatnio dowiedzialam sie tez, ze nie mam rodzenstwa bo moja mama poronila... wiudzicie, wielu rzeczy dowieduje sie po latach... ale sie rozpisalam...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Avatar użytkownika
przez ewa125 24 lip 2007, 14:28
inez3 napisał(a):moja matka, uwazana za niemal idealna, super fajna i wogole (czesto to slyszalam od roznych ludzi, ktorzy mieli z nia kontakt

inez to tak samo jak moja. zawsze czulam sie ze jestem w jej cieniu - nie taka przebojowa, nie taka wesola, swietna w pracy, wygadana. ludzie chcieli widziec we mnie jej klona, wiec jakis czas nawet staralam sie byc taka jak ona, myslec jak ona, bo myslalam ze ja nie mam racji a ona ma.wszystko bylo tak jak ona chciala a jak nie to naprawde musialam prowadzic cale batalie i wojny i najesc sie nerwow . jedyne w czym postawilam na swoim to moj ex chlopak. bylismy razem kilka lat a ona go nie akceptowala, ale czego ja sie musialam nasluchac- przepowiedni ze bede go utrzymywac, jego i jego cala rodzine ze on jest nikim, nic nie osiagnie, wydzwaniala do jego pracy, sprawdzala czy tam pracuje, kiedys grozila mi ze nasle na niego mafie, a chlopak byl normalny, nie b yl bogaczem ale tez nie byl biedakiem, normalny czlowiek. na studia poszlam takie jak ona chciala bo mi wbila do glowy ze po innych nie bede miala pracy, ze teraz jest ciezko znalezc prace ze bede nikim itd. wiec w koncu sie zmuszalam i skonczylam studia ktorych nienawidzilam kazdego dnia, w dodatku za**biscie ciezkie. wmawiala mi ze po studiach polubie ta prace (ona ma swoja dzialalnosc w tym keirunku) bo studia ciezkie ale potem praca bedzie mila. i tak sie sama jakos oszukiwalam a pracy wcale nie polubilam. pracuje bo nie mam wyjscia ale nie jest to moja pasja, nie spelniam sie tam tylko licze godziny do konca i udaje sztuczny usmiech i ze to lubie, a wszyscy wokol zadowoleni byli i tacy ze mnie " dumni i pelni podziwu" i oczywiscie chwalili moja decyzje ze dobrze ze poszlam w slady mamy ze ona taka cudowna. teraz moja mama juz niby co nieco zrozumiala ale nie wiem czy jakby cofnac czas znowu nie robilaby tego samego. ona po prostu mnie kocha ale nie rozumie ze kochac to pozwolic isc wlasna droga i wspierac kogos w tej drodze a nie ukladac mu " wspaniala przyszlosc" bez nawet jego zapytania bo tak bedzie "dla niego najlepiej" . ludzie sa rozni, to co dla jednego dobre nie zawsze dobre dla drugiego. kiedys mialam wrazenie ze on a tez chcialaby zebym byla bardziej energiczna, pewna siebie, silna, mialam wyrzuty sumienia ze taka nie jestem i czulam ze jestem do niczego, nie wierzylam ze wlasnie taka jaka jestem, inna, ale tez jestem wartosciowa. ona zawsze mi mowila ze mnie kocha i nie zgodzila by sie z tym ze chcialaby zebym byla inna ale ja z niewiadomego powodu tak sie czulam. duzo tu opowiadac. przynajmniej moze Wy mnie zrozumiecie co po niektorzy bo czasem ja sama czuje sie jak wredna i niewdzieczna corka, ze moja mama taka super i wogole a ja tak na nia narzekam. zwlaszcza jak czasami mi sie wymsknie i powiem jej na ten temat pare slow to zaraz po tym dostaje mega wyrzutow sumeinia i czuje sie jak wredna malpa. teraz wyjezdzam do innego kraju i znowu mam wyrzuty ze ja zostawiam a ona placze calymi nocami ze zostanie sama, ale ja wiem ze to jedyne wyjsc ie dla mnie teraz zeby odnalezc siebie, spokoj, uwierzyc w siebie i przekonac sie czy poczuje sie lepiej, chociaz latwe to nie jest :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Avatar użytkownika
przez inez3 24 lip 2007, 14:47
ewa125 napisał(a):przynajmniej moze Wy mnie zrozumiecie co po niektorzy bo czasem ja sama czuje sie jak wredna i niewdzieczna corka, ze moja mama taka super i wogole a ja tak na nia narzekam. zwlaszcza jak czasami mi sie wymsknie i powiem jej na ten temat pare slow to zaraz po tym dostaje mega wyrzutow sumeinia i czuje sie jak wredna malpa.

skad ja to znam, tez to zawsze czuje i czulam tez w stosunku do ojca.
u mnie sytuacja ze studiami byla taka, ze sama nie wiedzialam co chce studiowac, w koncu wybralam turystyke.
kiedy sie czyms martwilam pocieszali mnie rodzice zeby sie nie przejmowac, ale zaraz potem slyszalam, ze mam sie starac itd. (to akurat wie kazdy i nie musieli mi jeszcze dokladac.
kiedy zachorowalam chcialam zmienic tryb studiow na zaoczne... tez sie wtedy nasluchalam, ze to nie to samo, ze jak to zaoczne, ze ona dzienne skonczyla. postawilam na swoim, bo wiedzialam, ze inaczej nie dam rady. teraz nie zaluje, mysle, ze dzieki chorobie podjelam dobra decyzje i osiagnelam wiecej niz jakbym studiowala dziennie - mam prace ktora lubie, samochod itp.
heh, co do pracy. pracowalam w biurze budowy na recepcji i kiedy projekt sie skonczyl zaczeli redukoac ludzi (mi nie przedluzyli umowy). wtedy oczywiscie sie nasluchalam, ze mam szukac ofert (co oczywiscie robilam, bo nie mam 2 lat), ale w miedzy czasie moj kolega zakladal firme, ododzial duzej miedzynarodowej organizacji. chcialam z nim pracowac, bo dobrze sie dogadywalismy. ile ja sie nasluchalam, ze to mala firma, ze niewiadomo, zeby mnie nikt nie wykiwal, ze lepiej by bylo w hotelu skoro ja po hotelarstwie itd. itd. juz sama nie wiedzialam co mam robic. w koncu uparlam sie i powiedzialam, ze to moja decyzja i ze ja tam chce, bo mi to pasuje. nie byli zadowoleni i sie nasluchalam, ale to byl juz etap kiedy wiedzieli, ze ja nie umiem podejmowac decyzji i wiedzieli, ze to przez nich... jednakze nadal, za kazdym razem to sie powtarza...a ja nie zawsze umiem sie przeciwstawic, bo dojrzewam w opuznionym tempie i czasem jestem sama jak takie dziecko... no i konflikt miedzy mna dorosla a mna dzieckiem. ze tez cos takiego mozna zrobic dzieciom...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez cleo27 24 lip 2007, 22:58
ewa125 napisał(a):
Amy Lee napisał(a):Nie zabroni, bo nie może, nie wypada jej, ale skutecznie obrzydzi, zniechęci

normalnie swiete slowa!!!! moja jest identyczna!! kurde jak dobrze z kims o tym pogadac kto mnie zrozumie bo wokolo wszyscy jak cos to mi maja za zle ze sie wyzywam na mamusi a ona jest taka wspaniala. dochodzi do tego ze czasami rzeczywiscie czuje sie winna. moja mama jest super i wogole bardzo ja kocham ale ona nie rozumie (mowi niby ze pewne rzeczy rozumie ale czasami nadal powtarza swoje zachowania) ze doprowadzila do tego ze nie mam wlasnego zdania, tak jak napisala inez3 zawsze sie zastanawialam co ona by zrobila, co na to powie itd. potem ona np. mowila ze po co ja to i tamto zrobilam, powiedzialam i wiercila mi dziure w brzuchu jak to ona by postapila z takim tonem wladczym w glosie ze ja rzeczywiscie do niedawna myslalam ze jestem beznadziejna. teraz powoli zaczynam rozumiec ze ja jestem soba i mam zupelnie inny charakter, nie jestem taka energiczna jak ona, nie jestem taka przebojowa. kiedys chcialam taka byc, zachowywalam sie sztucznie i jeszcze gorezj to wychodzilo. mam inny charakter, lubie inne rzezcy, inaczej podchodze do swiata, ale to nie znaczy ze gorzej. bylo tak zawsze np. gdy kupowalam ubrania. niby sama cos wybieralam ale jak jej sie nie spodobalo to robila skwaszona mine i mowila- no nie glupio bedziesz wygladala, ciezko to wyjasnic ale po prostu wprost nie mowila - nie mozesz ale skutecznie to sugerowala. kiedys mi psycholog powiedziala ze nie pozwolili mi rodzice wyksztalcic wlasnej pewnosci siebie i sie rozwinac. za m-c wyprowadzam sie i to jeszcze do innego kraju takze dopiero bede mogla rozwinac swoj wlasny charakter.



Dziewczyny !!!!!!!!!!!Boże, normalnie jakbym czytała o sobie!!!!!!!!!!!Moja matka jest identyczna! Ja jak sobie coś chce kupić to zawsze myśle co na to mama a przeciez ja mam 28 lat i męża a ciągle mam nieodciętą pępowinę!!!!!!!MASAKRA!!!!!!! I wyprowadzić też się nie mogę choć marzę o tym bo ona niby nie zabrania nam, ale mówi,ze ona nie rozumie czemu teraz młodzi chcą mieszkać sami, kiedyś mieszkało się z rodzicami i było dobrze a teraz młodym to starsi przeszkadzają. I oczywiscie tymi tekstami wzbudza we mnie poczucie winy no i nadal z nia mieszkamy!!I co ja mam zrobic????????????? :cry: :cry:
oj....pózniej coś napiszę!
Offline
Posty
338
Dołączył(a)
26 lut 2006, 22:54

Nerwowe życie wśród nerwowej matki

przez thaw 12 sty 2008, 00:19
Witam forumowiczów ;) Przejdę od razu do rzeczy. Mieszkam z mamą w jednym domu, posiadamy psa. Mam prawie 18 lat. Mama jest strasznie nerwowa, właściwie wszystko próbuje załatwić krzykiem. Krzyczy na mniem krzyczy na psa. Przez nią nabawiłem się nerwicy, która objawia się bardzo dużymi stanami lękowymi jak również niestety przejawami agresji. Niestety, dziś była w domu piekielna zła atmosfera. Przez moje stany lękowe, depresje i tym podobne, uczę się w liceum zaocznym. Ciężką pracą zdaję egzaminy, łatwo nie jest. Za tydzień mam zakończenie semestru i dwa egzaminy. Akurat pech chciał, że moja mama jak zwykle wrzuciła do pralki mój plecak, a w środku był indeks, którego bardzo potrzebuję na następny tydzień i niestety, nie będę go miał, co może być powodem do nie zaliczenia mi semestru (przy egzaminie OBOWIĄZKOWY jest indeks, jeśli się go nie ma, ocena z egzaminu nie zostaje zaliczona, a razem z tym cały semestr). Oczywiście wyprała mi go i jedyne co z niego zostało to podarte papierzysko. Bardzo byłem poirytowany tym faktem, spytałem się dlaczego to zrobiła (oczywiście łagodnym tonem). Mama jak zwykle zaczeła krzyczeć, wymachując przy tym rękoma. Mój psiak ma swoje lata, jest już bardzo stary (ma 15 lat). Jest znerwicowany. Przy tej kłótni zaczął cały się trząść, jak galaretka. Próbowałem uspokoić mamę - na próżno. Dalej krzyczała. Wziąłem szybko na psa na ręce (łatwe to nie jest, budowa podobna do owczarka niemieckiego) i szybko zaniosłem go do swojego pokoju, połozyłem na łóżku i zacząłem go tulić i uspokajać. Mama wkroczyła do pokoju i znów zaczeła krzyczeć. Nie mogłem się powstrzymać, wyszedłem do korytarza, ta znów za mną poszła. Próbowałem załagodzić, nic nie skutkowało. W końcu nie potrafiłem się opanować i uderzyłem ją z otwartej dłoni w czubek głowy. Krzyki narastały, nie wiedziałem już co zrobić. Wszędzie chodziła za mną, wykrzykując, że zadzwoni na policję, że ją biję. Kazała mi chodzić do psychiatry (jakby sama nie pamiętała, że chodzę). Próbowałem ją wiele razy przekonać, żeby poszła na terapię. Zgodziła się. Była raz a potem stwierdziła, że nie ma na to czasu. Teraz owe krzyki tłumaczy tym, że przyzwyczaiła się, że musi krzyczeć tak, bo jej moja już zmarła babcia nigdy nie słyszała. Najciekawsze jest to, że jakoś przez 1/2 dnia mówi do mnie normalnym tonem :roll: Wykręca się, mówi, że lekarz jej nie jest potrzebny. Jak można przekonać ją, by zmieniła zdania? Przez nią moje życie to tragedia. Musieliśmy się przeprowadzić do innego miasta, gdyż każdy w mieście mnie wytykał palcem "patrzcie, to ten którego stara drze ryja cały dzien aż ją na całym na osiedlu słychać". Mama nie pije, nie pali. Wolna od nałogów. Wiem, że jest to również moja wina, ale prawde mówiąc wolałbym gdzieś uciec. Przez nią nie mam żadnego przysłowiowego kumpla, z dziewczynami nigdy nie rozmawiałem, każda nabijała się z mojej matki. Przywykłem do samotności, kiedy się czegoś boję, natychmiast przytulam się do mojego psa. Moja mama o tym wie, nie reaguje. Wszelkie moje problemy tłumaczy lenistwem, tj. mówi, że nie mam żadnych lęków, tylko mówię jej tak specjalnie, żeby wzbudzić w niej litość. Nie wiem już co robić, nie potrafię jej zaciągnąć do psychiatry. Czy istnieje jakaś organizacja, która by mi w tym pomogła lub gdzie można by było zgłosić taki przypadek? Nie znam się na tym za bardzo, a chciałbym w końcu zakończyć moją i psa mękę.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
11 sty 2008, 23:52

Avatar użytkownika
przez viviana 12 sty 2008, 01:30
thaw , to co napisałeś jest bardzo smutne, ale jakże podobne do mojej sytuacji sprzed kilku lat . Moja mama równiez była bardzo krzykliwą i wiecznie zdenerwowaną kobietą . Awantury zaczynały się już od rana , a w pewnym momencie zaczełam bać się wchodzić do kuchni , żeby zrobić sobie śniadanie. Albo zastanawiałam się czy dzisiaj będzie spokój , czy znowu krzyki . Nie potrafiła opanować się nawet przed moimi koleżankami . Prośby nic nie pomagły , bo również twierdziła, ze lekarz nie jest jej potrzebny ... Pewnego uroczego poranka rzuciła we mnie nożem ....Sytuacja zmieniła się gdy pojawiły się u mamy ataki lękowe . Zaczeła się leczyć i teraz jest to całkiem inna kobieta . Nie wiem jak mógłyś skłonić swoją mamę do pójścia do lekarza . Jestem jednak pewna, że znajdzię się na tym forum osoba która wymyśli coś sensownego . Mam jeszcze pytanie . Czy Twoja mama nie przeżywa albo nie przeżywała kiedyś jakieś bardzo stresującej sytuacji ? U mojej duży wpływ na jej zachowanie miała ciągła nieobecność mojego taty (przebywał zagranicą) , dorastające córki (też przysparzałyśmy problemów) i masę innych rzeczy . Wszystko było tylko na jej głowie ...

Pozdrawiam i trzymam kciuki :)
"Normalność jest linoskoczkiem nad odchłanią anormalności"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
252
Dołączył(a)
27 paź 2007, 00:00
Lokalizacja
Ze swojego świata :)

przez celineczka3 12 sty 2008, 09:08
Jedyne co możesz zrobić Ty to nie zaogniać całej sytuacji i w żadnym wypadku nie kłócić się ze swoją matką kiedy ta krzyczy, juz oczywiście nie mówiąc o tym żeby ją uderzyć. To tylko rozjątrza całą sytuację a przecież Tobie zależy na spokoju. Przede wszystkim musisz też zrozumieć że krzyk Twojej mamy w żaden sposób nie świadczy o tym że to z Tobą jest coś nie tak.Najczęściej zdarza się tak że to ten co krzyczy ma problem(bo nie umie panować nad emocjami) a nie ten na kogo się krzyczy.Spróbuj łagodnie odpowiadać swojej matce kiedy ta jest zdenerwowana. Mądre przysłowie mówi że ''odpowiedź łagodna uśmierza gniew'' może i tak będzie w przypadku Twojej mamy>>życze Ci aby tak było :smile: :smile: :smile: :smile:
celineczka3
Offline

przez thaw 12 sty 2008, 11:14
celineczka3 napisał(a):Spróbuj łagodnie odpowiadać swojej matce kiedy ta jest zdenerwowana.

Próbuję już tego od bardzo dawna. Nie raz to powtarzam jej w kółko po 10 minut żeby się uspokoiła. Normalnym, łagodnym tonem. Ona na to nie reaguje.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
11 sty 2008, 23:52

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 12 sty 2008, 11:22
Thaw, jakie zachowania, słowa wywołują u Twojej mamy agresję słowną ?
Możliwe, że gdyby udało Ci się to ustalić i zmienić swoje zachowanie tak, by jej nie drażnić, ona dostrzegłaby to, a wtedy łatwiejsze byłoby namówienie jej na szukanie pomocy u specjalisty.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez celineczka3 12 sty 2008, 15:07
thaw napisał(a):
celineczka3 napisał(a):Spróbuj łagodnie odpowiadać swojej matce kiedy ta jest zdenerwowana.

Próbuję już tego od bardzo dawna. Nie raz to powtarzam jej w kółko po 10 minut żeby się uspokoiła. Normalnym, łagodnym tonem. Ona na to nie reaguje.

Dlatego powiedziałam że MOŻE spokojny ton uspokoi Twoją mamę.Nie zmienia to jednak faktu że przecież nie zaczniesz jej bic albo wyzywac żeby się uspokoiła.Po prostu w takich sytuacjach ktoś musi być mądrzejszy i nie krzyczec.Twoja matka tego nie potrafi więc to Ty powinienes zachowac spokój. A powiedz próbowałeś kiedyś z nią szczerze porozmawiac i powiedzieć co czujesz, wtedy kiedy jest spokojna??Tak na marginesie to myśle że Twoja matka jest bardzo nieszczęśliwa i dlatego jest taka nieprzyjemna(mówią, że czasem jak człowiekowi jest przykro sam staje się przykry), myśle że nie potrafi sobie poradzić z wieloma swoimi emocjami i wpada w gniew, oczywiście NIE USPRAWIEDLIWIA to jej ale może pomóc Ci ją zrozumieć a może nawet pomóc.Ale pamiętaj że świata na siłę nie zmienisz i może się okazać że będziesz musiał po prostu nauczyć się jakoś sobie radzić w tej sytuacji.Ale wierzę że będzie dobrze:):):)
celineczka3
Offline

przez thaw 12 sty 2008, 20:07
Twoja matka tego nie potrafi więc to Ty powinienes zachowac spokój. A powiedz próbowałeś kiedyś z nią szczerze porozmawiac i powiedzieć co czujesz, wtedy kiedy jest spokojna??

Tak. Zawsze wtedy mówi, że to moja wina. Kiedy ja się pytam, dlaczego tak sądzi, nie potrafi tego uzasadnić.

.Nie zmienia to jednak faktu że przecież nie zaczniesz jej bic albo wyzywac żeby się uspokoiła.

Tu jest inaczej. Nie biję jej, uderzyłem ją dwa razy w życiu. Agresję wyładowywuję inaczej, tj. wychodzę na podwórko, wyciągam piłę spalinową i zaczynam np. ciąć stare drzewo, które jest do ścięcia itp.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
11 sty 2008, 23:52

Avatar użytkownika
przez pyzia1 12 sty 2008, 20:19
I ja miałam problemy z agresją mojej matki. Działo się to, gdy byłam mała, mama wtedy nie pracowała i wychowywała mnie i starszego brata. Codziennie słyszeliśmy wygłaszane podniesionym głosem tyrady, jak bardzo mamie z nami źle, jak musi się dla nas poświęcać i jacy jesteśmy niewdzięczni. Strasznie nas też przezywała. Człymi dniami musiałam słuchać jej krzyków, w końcu zaczęłam się jej bać. Potem jej przeszło. Myślę, że wtedy zaczęła się leczyć ale nie wiem tego na pewno bo nigdy w domu o tym nie rozmawiamy. Teraz żyję z mamą w dobrych stosunkach, (chociaż ciężko mi przebywać z nią dłużej niż parę godzin), ale zawsze wiem kiedy odstawi leki bo wtedy zaczyna się zachowywać tak jak kiedyś. Ona tego po prostu nie kontroluje.
thaw, z Twoją mamą też tak może być. Pogadaj z nią kiedyś gdy będzie miała dobry dzień, samo jej to nie przejdzie, uświadom jej, że leczenie może przynieść jej ulgę, bo wątpię czy jest szczęśliwa że tak cię traktuje.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Re: Problemy z rodzicami (ogólnie)

Avatar użytkownika
przez inez3 29 wrz 2008, 21:10
odświeżam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Re: Problemy z rodzicami (ogólnie)

Avatar użytkownika
przez nieboszczyk 28 paź 2008, 21:16
z tą opiekuńczością to jest sarkazm.mi żyć nie dają moi tak zwani krewni w lini prostej.to właśnie ich zachowanie jest iście dziecinne bo chcą za wszelką cene sie zemścic na mnie i zrobią wszystko żeby mnie dopaść bo niejestem im posłuszny i niechce z nimi mieszkać.nawet niedają mi zrobić opłaty za dom ani sprawdzić w jakim stanie jest mój dom.jeśli zrobie jedną z tych rzeczy przygotują na mnie zasadzke i mnie zniszczą.prawdopodobnie ustalili z sąsiadami że jeśli sie pojawie w domu to któryś zadzwoni do nich-minie pół dnia i już ich mam w domu.a wtedy napewno im odbije.najbardziej ojcu.może mnie pobić lub siła wcisnąć do samochodu.a ja za nic w świecie niechce mieszkać z tymi gnojami i pytać ich o każdą głupią rzecz,tłumaczyć sie ze wszystkiego całe życie.już 2 razy złamał mi nos i ułamał kawałek zęba.mówią że dziecko jest winne rodzicom miłość i posłuszeństwo.posłuszenstwo do czasu.a co do miłości-no cóż-moi nie dadzą sie kochać.to jakiś sarkazm.tą tak zwaną opiekuńczością zamienili mnie we wrak człowieka.ataki nerwicy zą bardzo silne i przybierają na sile.mimo że jestem daleko od nich potrafią zabić człowieka nic nie robiąc.poco mi taka rodzina?zazdroszcze tym którzy wychowali sie w domu dziecka bo po pełnoletności mają wolną ręke.nie ciągnie sie za nimi smród.
psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają samotnie.podobnie jak narkomani.narkomani umierają w jakimś śmierdzącym sraczu a psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają za murami obozów psychiatrycznych we własnych odchodach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7867
Dołączył(a)
29 wrz 2008, 20:28
Lokalizacja
z trumny z peryskopem

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 34 gości

Przeskocz do