Problemy z rodzicami (ogólnie)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez inez3 09 lip 2007, 08:25
ayrton zszokowalo mnie to co napisales o swoim ojcu. straszne jest jak mozna swoje wlasne dzieci tresowac jak zwierzatka (przepraszam, jezelikogos urazilam tym stwierdzeniem). wyobrazam sobie jaki musisz byc zestresowany kazdego dnia.
zgadzam się z Piotrkiem, najpierw musisz sobie pomoc abys mogl pomoc mamie i siostrze. ja mysle, ze twoja mama chcialaby zebys mogl sie wreszcie usamodzielnic, bez sluchania codziennie, ze nic nie potrafisz itd. to by chyba bylo najlepsze wyjscie, bo z tego co piszesz twoj ojciec ma takie zasady, ktorych sie trzyma i nic poza tym go nie obchodzi.
michał24 doskonale to wszystko ujales. tez mialam opieke na najwyzszym poziomie, ale jezeli chodzi o zycie wsrod ludzi to bylo gorzej. niby wiem gdzie trzeb isc jak cos trzeba zalatwic, ale tez czesto mialam tak, ze mnie ktos wyreczal. nie nauczulam sie podejmowania decyzji, nie wiem czy to jest moje zycie czy ja zyje ich zyciem, a moze oni zyja moim?
wczoraj mialam taka sytuacje, ze z chlopkiem i jego bratem mielismy pojechac pokazac nowe miejsce pracy brata (przyjechal na wakacje do pracy do wawki), a potem do jakiejs galerii. dzien wczesniej tez bylismy, ale chlopaki sie opkupily (czesc im zaplacilam), a ja nic, wiec stwierdzili, ze pojada gdzies ze mna. tak jezdzilismy sobie, moj facet sie mnie pyta czy chce jechc, a ja ze nie, choc chcialam, w koncu, ze nei wiem no i wrocilismy do domu. bylam wkurzona, bo mi obiecal, a tak to znow bede siedziec w domu i sie nudzic. jak wrocilismy to moj bartek sie mnie pyta co sie dzieje, w koncu mu powiedzialam, ze mam wrazenie, ze woli komputer niz mnie, ze interesuje sie mna tylko wtedy kiedy jestem smutna itp. on mi mowi, ze przeciez pytalem sie 4 razy czy chcesz do galerii, a ty ze nie. powiedzialam mu, ze ne chcialam sie narzucac, bo wiem, ze moze to byc dla was nudne, a nie chce nikogo do niczego zmuszac. potem wyszla sytuacja z tym, ze tylko mnie obchodzi czy bedzie obiad czy beda zakupy czy pies ma jedzenie. wtredy on mi uswiadomil bardzo wazna rzecz, ze ja to wszystko roie dlategop, bo w domu tak bylo i ze jak nie bede tak tego wszystkiego robic to znow mama mi powie, ze cos jest nie tak. jak mi zaczal wymieniac to wszystko o czym mysle to kazdy by sie zmeczyl od samego wymieniania. mowi mi, ze dla niego nie jest istotne czy codziennie bedzie obiad, czy nie, zawsze moze zjesc kanapke itp.
wyszlo, ze ja staram sie wszystkim dogodzic, a zapominam o sobie. jak mi powiedzial zebym cos zrobila dla siebie, ze czasem trzeba byc egoista. ja juz sie zaczelam martwic jak brat bartka dojedzie do pracy chociaz sprawdzilismy autrobusy itd. a moj facet mi wtedy uswiadomil, ze przeciez on nie ma 3 lat i nie musze go zawozic do pracy robiac 2 razy tyle kilometrow.
moze to troche zagmatwane co napisalam, ale uswiadomilam sobie, ze robie dokladnie to samo co moi starsi, chce ulatwiac wszystkim wszystko, chce zeby wszyscy byli szczesliwi i zadowoleni, ale przeciez tak sie nie da. mam wrazenie, ze nie potrafie byc dorosla, bo jak twierdza moi rodzice, rozwalam cala pensje, nie oszczedzam itd. - ja na twoim miejscu, jak dostaniesz podwyzke to powinnas wziac kredyt na mieszkanie... a moj facet twierdzi, ze zachowuje sie az za dorosle, ze mam 23 lata, a staram sie byc dla nich mama zeby wszystko mieli i byli zadowoleni. wkurzam sie jak sa gary niepozmywane, ale jakos nie za bardzo umiem powiedziec ktoremus zeby to zrobil, choc wewnetrznie az sie we mnie gotuje - staram sie nie upominac, nie kazac tak jak starsi, boje sie, ze moja chec kontroli nad wszystkim komus przeszkodzi w zyciu.
najsmieszniejsze jest to, ze z tymi obiadami, praniem itd. to mam tylko jak jestem gdzies poza domem, tak jakby gdzies stala nade mna moja mama i mowila jak mam sie zachowywac i co robic zeby dawac rade, "bo ona by tak zrobila". w domu jestem leniem, sprzatam raz na ruski rok i wszystkich wymieniownych wyzej rzeczy nie robie...
przepraszam, ze sie tak rozpisalam, ale jakos tak mnie to wszystko wczoraj dobilo...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez Millka 09 lip 2007, 11:53
Powiem wam co mi kiedys powiedziala pani psycholog...
To bylo cos co mnie niezle zszkowalo: ze obojetnie jakim jestesmy rodzicami i jak bardzo bedziemy sie starac to i tak dzieci zawsze beda mialy o cos pretensje i zal, i ze paradoksalnie: im bardziej sie staramy ( my jako rodzice) tym wieksze szanse ze dzieci nie beda z nas zadowolone. Dzis wiem ze miala racje, podam przyklad: przez 14 lat pracowalam w domu dziecka, dzieci ze skrajnie patologicznych srodowisk, zabrane rodzicom gdyz ci nie spelniali podstwowych obowiazkow rodzicielskich ; opieka, jedzenie, cieplo, milosc, troska. Co dzien za to: picie, bicie, glod, zimno.A te dzieci w ogien by za nimi poszly, oddalyby wszytko zeby byc z mama i tata, znosic glod, bicie, poniewierke, byle tylko z mama z tata w swoim domu.
Jak czytam wasze posty ( swoj tez) to mysle ze czlowiek to takie glupie stworzenie, ktore nie docenia tego co ma. Musielibysmy przejsc to wszystko co te moje domodzieckowe dzieciaki, zebysmy docenili to wszytko co nam rodzice dali. Pomijam tu skrajne przypadki jak bethi, ale wiekszosc z nas nie miala przeciez tak zle, prawda? A nerwica? coz, to tez kwestia psychiki, kruchej konstrukcji ukadu nerwowego, poziomu neuroprzekaznikow, nie tylko bledow rodzicielskich. Malo dzieci z domu dziecka ma nerwice, a przeciez "swoje" przeszli, prawda?
Michal24 dzieki za twoje uwagi i zyczenia, ja tez ci zycze samego dobra i wierze w ciebie - dasz rade :) Z tego co piszesz wylania mi sie madry i dobry czlowiek.[/b]
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
03 maja 2007, 13:45
Lokalizacja
Poznań

przez ayrton 09 lip 2007, 15:15
Bardzo dziękuję za Wasze odpowiedzi.
Jeśli chodzi o sferę socjo- mojego życia, jest ona raczej OK. Podjąłem już kilka odważnych decyzji życiowych, nie żałuję ich, potrafię sobie radzić z problemami związanymi z pracą nauką itp., ale jeśli w jednym z tych problemów pojawi się postać ojca - nie radzę sobie z nimi kompletnie, nie mam z nimi żadnych szans.
Próbowałem dziś o tym rozmawiać z matką, gdy znowu spytała się, co się dzieje, że znowu boli mnie głowa (więcej info: temat - napięciowe bóle głowy). Powiedziałem, że tego nie da się leczyć lekami itp., że to ma podłoże nerwowe. Usłyszałem, że nie mam przecież żadnych zmartwień i że nie mam sobie nic wmawiać, a tym bardziej czytać o takich rzeczach, że to bzdury i wszystko jest ok. Także - nie ma to jak pomoc ze strony rodziny. :-|
Kolejne samotne popołudnie spędzone w domu się zapowiada.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
08 lip 2007, 10:03

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Millka 09 lip 2007, 19:31
ayrtonie :D
jestes fanatastycznym mlodym facetem, madrym i dobrym, czasem mam wrazenie ze ty i michal oraz piotrek moderator to ta sama osoba - bardzo jestescie podobni w tym co piszecie i jak czujecie, mysle ze moze powinniscie nawiazac kontakt poza forum, co o tym myslisz? dacie rade wszyscy trzej, tak sadze, zaskakuje mnie waasza dojrzalosc, sprecyzowane plany, konkretne myslenie o przyszlosci. Jedyna slaba strona to ta nerwica, ale z tym uporacie sie szybko, wierze w was i w to ze widmo zlego ojca opusci was gdy sie choc troche usamodzielnicie...albo moze lepiej zaczac myslec o ojcu dobrze - wbrew logice i emocjom, sprobowac popatrzec na niego poztywnie>?
Ja czasem jestem niedobra dla moich corek, glownie wtedy gdy nie czuje sie przez nie kochana. Gdy wchodze po pracy do domu a one nie odwarcaja glow od kompa, od ksiazki, od tv, nawet nie wiedza ze weszlam, za to w kuchni stoi sterta naczyn, balagan wszedzie. Inna jest sytuacja gdy w drzwiach czekaja na mnie usmiechniete buzie, mowia jak fajnie bylo w szkole, ile paitek dostaly, ze naczynia umyte, lekcje odrobione, caluja mnie, sciskaja....oddalalbym serce. Moze z waszymi rodzcami tez tak jest? Czuja sie jak dawcy kasy, niewolnicy wlasnych dzieci, czekaja na jakikolwiek czuly gest, przytulenie....nie dostaja tego, wiec reaguja zloscia, agresa, marudza, sama nie wiem, moze sie myle, moze bzdury pisze, ale to z serca plynace, chcialabym zebyscie kiedys napisali ze jest wszytko ok ;)
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
03 maja 2007, 13:45
Lokalizacja
Poznań

przez ayrton 09 lip 2007, 19:54
Dziękuję za bardzo miłe słowa :-)
Hmm, dzisiaj przez pół godziny próbowałem pochwalić się, że z moim wynikiem matur dostałbym się na wszystkie kierunki bez wyjątku na politechnice Gdańskiej oraz większość na Poznańskiej - jakoś nie odczułem jakiegokolwiek zainteresowania tym.
Jeśli chodzi o $ - jedyną rzeczą, którą finansują mi dziś rodzice są jedzenie, prąd oraz woda (+ mieszkanie). Wszystkie zakupy, opłaty itp. itd. - finansuję sobie samemu. Mimo tego co tutaj piszę, bardzo ich kocham, ale jeśli nie uda mi się zmienić niczego w mojej psychice, jeśli się stąd nie wyniosę - nigdy nie zaznam spokoju. Nawet, jeśli z ojcem się 100% ułoży - będę tutaj skazany na jedną wielką samotność i nudę, brak możliwości realizacji.

Mimo wszystko, w tym tygodniu postaram się udać do pobliskiej poradni zdrowia psych., może jakieś leki pomogą.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
08 lip 2007, 10:03

przez michał24 10 lip 2007, 07:07
Co do postu Bethi to całkowicie zgadzam się z Piotrkiem. Chyba każdy z nas nie ma wątpliwości jaką straszną traumę przeszła Bethi w swym życiu i jej przypadek niewątpliwie daje do myślenia, ale to też skrajność. Jeżeli tyrania i nadopiekuńczość mogą wywołać nerwicę to logicznie rzecz biorąc obie są złe, ale jeżeli ktoś miałby wybierać między nimi to oczywiście wybrałby to drugie (ja np.) i tu ich ciężar gatunkowy zaczyna się różnicować. Na pewno życie doświadczyło Bethi dużo bardziej niż mnie czy innych uczestników tego forum(w tym temacie), nie mniej jednak nasze doświadczenia życiowe przyczyniły się do tego samego, czyli nerwicy, choć u Bethi mogło się to skończyć tragicznie (samobójstwo) i spowodowało w jej osobowości ciężkie chyba nieodwracalne skutki. Dlatego najlepszy jest złoty środek, czyli kochający rodzic dający szansę dla samorozwoju dziecka. Swoją drogą bardzo Cię podziwiam Bethi za niesamowitą moc jaką nosisz w sobie. Rozwijaj w sobie siłę ducha, aby w ciężkich chwilach była tarczą dla Ciebie. Widzisz, mnie skrzywdziła trochę nadmierna miłość moich rodziców do mnie (wiem, co niektórzy o tym pomyślą - jak miłość może krzywdzić?) i spójrz jaki paradoks: ta sama normalność, która mnie krzywdzi Tobie zaczyna pomagać (pokuta Twoich rodziców). Millka też ma rację: zły rodzic to zły rodzic, zbyt dobry rodzic to też zły rodzic a brak rodzica to już w ogóle kanał a wspomniany wcześniej przeze mnie złoty środek to właśnie taka mieszanka tych 3 stylów: rodzic, który ukarze kiedy trzeba (w rozsądny sposób), nagrodzi kiedy trzeba i pozwoli na autonomię kiedy trzeba. Każdy ma swój paradygmat rodziny a w niektórych przypadkach (dzieci z domu dziecka) nie może być nawet mowy o jakimś paradygmacie. Wystarczy, żeby ta rodzina po prostu istniała i w tym względzie przychodzi mi do głowy taka myśl, że ile ludzi tyle teorii i wzorców. Inez3 musisz sobie zdać sprawę z tego, że nie jesteś repliką swojej mamy. Jeżeli zarabiasz na siebie, to to, jak wydajesz pieniądze zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Ile razy ja się nasłuchałem, że pieniądze na głupoty wydaję a nic porządnego sobie nie kupię i dopóki byłem wyłącznie na ich utrzymaniu to traktowałem te słowa poważnie i wydawałem pieniądze rodziców z rozsądkiem. Dziś kiedy sam zarabiam na siebie i mam ochotę zaszaleć to wydam trochę więcej niż zwykle i czuję się z tym dobrze. Nie można przecież wiecznie oszczędzać, chyba że masz nienajlepszą sytuację materialną (ja mieszkam z rodzicami, Ty wnioskując po tym co piszesz jesteś chyba już na swoim). Czas zadbać o siebie. Jeżeli Twój Bartek ma ochotę Cię gdzieś zabrać to nie krępuj się: kup sobie coś lub pobawcie się w jakimś lokalu choćby miało Ci wypłynąć z kieszeni trochę więcej gotówki. Ja kiedyś bardzo oszczędzałem i miałem duże wyrzuty sumienia kiedy wydałem trochę więcej. 8 miesięcy temu zerwała ze mną dziewczyna, którą bardzo kochałem. Tak to przeżywałem, że oddałbym wtedy każdą zaoszczędzoną złotówkę by choć trochę sobie poprawić humor i wtedy poznałem prawdziwą wartość pieniądza. Uwierz - pieniądze szczęścia nie dają tylko nieraz torują szczęściu drogę a do niedawna myślałem inaczej. Nie warto oszczędzać na szczęściu. Jak śpiewał Rysiek Riedel - w życiu piękne są tylko chwile. Ayrton, w twoim przypadku również przychylam się do komentarzy moich poprzedników. Jeżeli Twój ojciec jest taki jakim go opisujesz to chyba żaden dialog z nim nic tutaj nie pomoże. W jego oczach nie jesteś kimś kogo można poważnie traktować, choć prawda jest oczywiście inna (wszyscy jesteśmy równi). Jego wewnętrzne zakłamanie nie pozwala mu zobaczyć Ciebie jako podmiotu, więc traktuje Cię przedmiotowo jak i całą rodzinę. Nie wiem, czy nadużywa alkoholu (nic o tym nie pisałeś), bo jego zachowanie jest typowe dla alkoholików (coś o tym wiem). Masz o tyle uprzywilejowaną sytuację, że Twoje wykształcenie i posiadane umiejętności pozwolą Ci na dobry start w życie, więc kiedy tylko będziesz miał okazję pójść na swoje to nie wahaj się. Musisz najpierw sam zadbać o siebie, nabrać siły i dopiero podjąć dialog z ojcem (wojną bym tego nie nazwał). Jeżeli będziesz ciągle przebywał przy źródle swoich lęków to albo czeka Cię los Bethi albo przyzwyczaisz się do tego dając się poniżać. Zakładasz firmę, podejrzewam, że jesteś ambitny, masz swoje zainteresowania, więc nie pozwól, aby te cele zniknęły Ci z oczu. Osiągając sukces poza domem pokażesz ojcu ile jesteś wart, że nie jesteś tylko bezwartościową marionetką w jego ręcach. Tylko nie zapominaj, że to Twój ojciec a nie wróg. Martwię się tylko Twoją mamą i siostrą. Mamę mógłbyś zawsze zabrać do siebie, ale z siostrą mogłyby być problemy bo ojciec podejrzewam ma pełne prawa rodzicielskie do niej. Pamiętaj! Na początku liczy się przede wszystkim Twoje szczęście a potem sczęście innych (egoistycznie to zabrzmiało, ale tak właśnie jest) a najlepiej uszczęśliwiać siebie i innych jednocześnie (powiało utopią).
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
03 lip 2007, 20:38
Lokalizacja
Bełchatów

przez ayrton 10 lip 2007, 09:07
Dziękuję i za tą odpowiedź ;-)
Kolejną rzeczą, nad którą muszę popracować to ogólnie chyba asertywność. Nie mogę ciągle zgadzać się na wszystko, co każe zrobić mi ojciec, a szczególnie wtedy, gdy krzyżuje i niszczy całkowicie to moje plany (a tak dzieje się coraz częściej). Gdy tylko próbuję zmienić jego pomysł/plany - dostaję zrypy, że "co ty niby takiego ważnego do zrobienia masz?! masz niecałe 19 lat i będziesz dla mnie robił".
Nie, nie nadużywa alkoholu, jeśli wypije pół piwa na miesiąc - to już sporo. Jego zachowanie ma całkowicie podłoże psychiczne (hmm, w sumie tak, jak moje).
Z jednej strony dążę do osiągnięcia swoich celów, jestem cholernie zmotywowany, ale.. nie wychodzi mi to. Nie jestem już człowiekiem z przed kilku miesięcy, rzeczy, którymi się pasjonuję nie sprawiają mi już żadnej przyjemności (nie wiem już sam, co mi ją na dzień dzisiejszy sprawia). Druga część mnie dąży do całkowitej samodestrukcji - "czym bardziej popsujesz swoje życie, tym łatwiej będzie skończyć z sobą", z tym głosem też nie potrafię walczyć, a najgorsze jest to, że gdy myślę o tym, pojawia mi się taki spokojny uśmiech na twarzy mówiący "i wtedy wszystko będzie w porządku, będę miał święty spokój". :?
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
08 lip 2007, 10:03

Avatar użytkownika
przez inez3 10 lip 2007, 09:09
michał24 nie jestem na swoim, teraz tylko 2 tyg. mieszkam u znajomych, bo wyjechali na wakacje i zajmuje sie ich psem, zeby bylo smieszniej to za kase :smile: . tak, masz racje, nie jestem replika mojej mamy. kiedy jestem w domu to w sumie nie mam takich jazd ze sprzataniem itd. natomiast jak wyjezdzam czy mieszkam gdzies sama przez jakis czas (tak jak teraz) to chce miec kontrole nad wszystkim i chce zeby wszystko bylo idealnie, chociaz wcale nie musze, w koncu nie ma nade mna mamy, ktora mnie pilnowala i mowila, ze cos zle... czy nie tak. nie wiem po co to robie, nie wiem, moze chce sobie i mamie udowodnic, ze jestem dorosla? taka jak ona by chciala zebym byla. nie wiem czemu wisi to nade mna jak jakas zmora... niby nikt mi nigdy nie powiedzial, ze jestem beznadziejna w 100%, ale np. jak jestem sama w domu, rodzice wyjezdzaja na weekend, wsisi pranie od piatku to pierwsze slowa jakies slysze to "moglas zebrac to pranie od piatku wisi", "a czemu nie zmylas naczyn"... kiedy mialam taki okres, ze rzadko bgywalm w domu to byl problem, ze znow mnie nie ma, a kiedy zostawalam to w zasadzie nie rozumialam po co, nikt ze mna jakos specjalnie nie rozmawial, ja siedzialam w pokoju u siebie, oni u siebie i tyle. nie wiem, moze oni nadal mnie traktuja jak mala coreczke, ukochana agniesie, ktora wszystko im zawsze mowila, wiedzieli gdzie jestem, co robie, z kim, jak...
psycholog mi powiedziala, ze ja teraz dopiero przezywam okres buntu, bo wtedy kiedy sie to przezywa ja nie mialam sie czemu sprzeciwiac, bylo bezpiecznie i mi to pasowalo... okresie buntu mlody czlowiek odkrywa siebie, staje sie osobna jednostka, a u mnie nastepuje to dopiero teraz, ale dobrze, ze nastepuje.

zgadzam sie, ze zly rodzic cz zbyt dobry moze powodowac u dziecka skrajne odczucia, ale tak samo zle. w tym i w tym przypadku dziecko nie wie kim jest, zatraca swoja indywidualnosc, bo albo jest karane za calo zlo tego swiata albo nie pozwala mu sie poznac tego swiata na wlasna reke.

nie uwazam moich rodzicow za zlych, bron boze... wiem, ze wszystko co robili w zyciu bylo dla mnie. wiem, ze chca zebym miala lepiej, ale wydaje mi sie, ze to ja sama powinnam decydowac o sobie, a tego nie umiem, bo nie potrafie odrzucic ich rad i postepowac po swojemu, ale mam nadzieje, ze sie kiedys naucze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez michał24 10 lip 2007, 09:24
,,Żeby podejmować w życiu prawidłowe decyzje trzeba być dla siebie matką i ojcem, czyli kochać (atrybut matki) i wymagać (atrybut ojca) przy czym jedno nie może istnieć bez drugiego. Nie można tylko kochać siebie lub tylko od siebie wymagać" W. Eichelberger.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
03 lip 2007, 20:38
Lokalizacja
Bełchatów

Avatar użytkownika
przez inez3 10 lip 2007, 09:33
madrze :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Avatar użytkownika
przez ewa125 10 lip 2007, 14:02
wiecie co nasunela mi sie taka mysl, ze z 1 strony rzeczywiscie rodzice popelniaja czasami bledy i nie sa czesto tego swiadomi, potem my nagle wchodzimy w doroslosc z reka w nocniku i nie umiemy zaufac sobie i wlasnym decyzjom, przez co inni czasami patrza na nas jak a ciamajdy zyciowe. ja do niedawna sama sie czulam ciamajda zyciowa, nie potrafiaca nic sama zrobic i o niczym zadecydowac bo zawsze myslalam co by mama powiedziala a wogole nie wierzylam w siebie i swoje decyzje, nie wierzylam ze moge w mojej glowie podjac dobra decyzje, dlatego czekalam az mnie ktos poprze (mama, kolezanka, chlopak) i wtedy dopiero stawalam sie pewna tej mojej decyzji.
z 2giej strony jednak nie mozemy wpasc w taki stan obwiniania kogos za nasz brak pewnosci siebie i za nerwice. jestesmy (wiekszosc) doroslymi ludzmi lub prawie doroslymi i skoro juz znamy powody dlaczego tak sie stalo to czas a by to zaczac zmieniac, tzn. dazyc do tego aby wierzyc w siebie, usamodzielnic sie, zaczac podejmowac wlasne decyzje nie zawsze zgodne z rodzicami, kochac siebie i ufac sobie. nie mozemy siedziec teraz w miejscu i uzalac sie nad rozlanym mlekiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

przez fendi 10 lip 2007, 14:03
aytron - twój ojciec nie rozumie , że nie jesteś jego własnością pomimo , że jesteś jego synem, kurcze nie wiem jak sprawić , aby on postawił sie na twoim miejscu - zobaczyłby - jaki czułby gniew gdyby ktoś był dla niego takim despotą jakim jest dla ciebie...
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
16 sie 2006, 11:18

przez Millka 10 lip 2007, 16:11
Brawo Piotrek.

A ty ewa masz 100% racji!!!

fendi tez niestety, mysle ze jego ojciec to taki despota, do ktrego dotrzec by mozna jedynie przez jakis wstrzas :(
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
03 maja 2007, 13:45
Lokalizacja
Poznań

przez michał24 11 lip 2007, 07:06
Millka nie powinnaś się czuć źle z tego powodu, że Twoje córki nie przejawiają czasem zainteresowania Twoją osobą. Takie są dzieci. Czasem wydają się bardzo kochane a czasem zachowują się jak niesforne urwisy. Zabawa, komputer, TV to dziś główne aktywności dzieciaków i czasami rozmowa z rodzicem ucieka na dalszy plan. Moim zdaniem, to że starasz się być zawsze jak najbliżej dzieci, troszczyć się o nie, jest dla Twoich córek takie oczywiste jak wschód słońca o poranku i jego zachód o zmroku, także czasem nie przywiązują wagi do tego, że jesteś, że wróciłaś z pracy, że może jesteś zmęczona i trzeba Cię w czymś wyręczyć. Ja też czasami nie doceniam tego co robi dla mnie i całej mojej rodziny mama. Ja, ojciec i siostra pracujemy a mama zajmuje się domem i często zapominam o tym, że to też jakiś trud. Bo przecież musi zrobić zakupy, obiad, posprzatać, uprać a ja nieraz wracam z pracy i jeszcze mam pretensje, że zrobiła obiad za którym nie przepadam. To takie błahe sprawy nad którymi się często nie zastanawiamy, bo może nie ma czasu, żeby się zastanawiać nad tym a może wśród tego całego zgiełku wokół nas nie potrafimy tego zauważyć, że rodzice - mama czy tata poprostu są i też im się coś należy. Miłość, czy to rodzicielska czy każda inna nie zawsze musi być okazywana, choć istnieje. Napewno robi się słodko na sercu, kiedy dziecko okazuje swe uczucia rodzicowi, ale moim zdaniem ta prawdziwa miłość, choć może często nie okazywana - zostanie kiedyś wystawiona na próbę, kiedy to my będziemy potrzebowali pomocy, wsparcia czy opieki ze strony dzieci i tą próbę przejdzie pomyślnie. Nie jestem rodzicem i może nie powinienem podejmować tego tematu, ale może kiedyś moje życie zweryfikuje i tę hipotezę. U mnie z kolei wiem, że ojciec mnie bardzo kocha i ja go też, ale za cholerę żaden z nas tego nie okaże, bo cóż złego jest w okazywaniu pozytywnych uczuć, ale okazywanie tych złych jakoś nam obojgu wychodzi bez żadnych zahamowań. Jeżeli chodzi o bunt wieku dojrzewania o którym wspomina w swoim poście Inez3 to ja również mam takie wrażenie, że nie przeszedłem tego okresu pomyślnie a wg uczonych psychologów (np. Erikson) nieprawidłowe przejście z jednego okresu życiowego w następny skutkuje błędnym funkcjonowanie na tym etapie. Ja też się nie buntowałem, miałem wszystko, rodzice prawie we wszystkim mnie wyręczali i jeszcze chwalą mnie teraz jaki to ja grzeczny byłem, gdy dojrzewałem. Tylko teraz mam nieukształtowaną tożsamość, nie jestem świadomy mojego prawdziwego ,,ja", które wiem, że we mnie gdzieś istnieje pod lawiną lęku, którego nie mogę się pozbyć. Może kiedy rozwiąże moje wszystkie wewnętrzne konflikty okaże się, że nerwica to było tylko złudzenie, że to tylko ślepe poszukiwanie siebie, które znacznie wydłużyło się w czasie. Ewa125 Ja mam identyczne problemy z podejmowaniem decyzji jak Ty. Jeżeli jakoś zaczęłaś sobie z tym radzić to będę wdzięczny za wszelkie wskazówki. To co napisałaś to oczywiście święta prawda, tylko że neurotyk to takie stworzenie, które nie potrafi uczyć się na swoich błędach. Mimo, że są ich świadomi i wiedzą jak unikać życiowych potknięć to ciągle się potykają. Nie wiem jak wam, ale mi wcielanie teorii do praktyki wychodzi ciężko.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
03 lip 2007, 20:38
Lokalizacja
Bełchatów

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do