Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez takeyourmeds 14 sie 2012, 22:11
Witam, mi niedawno psycholog postawił diagnozę, iż choruję na hipochondrię, ale nie potrafię się z tym pogodzić. Cokolwiek dzieje się w moim ciele, a ostatnio dużo się dzieje (duszności, problemy z przełykaniem, mrowienia rąk i twarzy oraz szyi) powodują, że wmawiam sobie kolejne choroby, a nie zgadzam się z werdyktem psychologa. Jak wy sobie radzicie? Czy warto zbadać co mam z tym gardłem, pomimo, że juz byłem u 3 laryngologów, czy pogodzić się z moją "chorobą"?
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
14 sie 2012, 21:59

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez jeraha 14 sie 2012, 22:23
jezeli byles u trzech laryngologów to daj sobie spokoj... trzech nic nie zobaczyło to i czwarty tez nie zobaczy, bo nic tam nie masz tylko szkoda twojej kasy i czasu... jak widac - nie radzimy sobie :cry: ja tez mam teraz cos z gardlem i zapieram sie rekami i nogami zeby nie isc, ale pewnie pojde bo zwariuje...i zawsze sie boje ze jednak cos moze tam byc :why: ale mi jeden lekarz wystarcza.

-- 14 sie 2012, 22:24 --

pewnie wszystkie objawy jakie czujesz to przez twoja nerwice...
Offline
Posty
250
Dołączył(a)
11 lip 2012, 10:34

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez takeyourmeds 14 sie 2012, 22:32
Zapewne tak, chociaż to silniejsze ode mnie...cały czas mam wrażenie, że zaraz tak mnie ściśnie to gardło, że nic nie przełknę i się uduszę :((
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
14 sie 2012, 21:59

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez jeraha 14 sie 2012, 22:56
ale wiesz ze tam nic nie ma, mozesz byc spokojny:)

-- 14 sie 2012, 23:11 --

wypij sobie cos na uspokojenie :smile:
Offline
Posty
250
Dołączył(a)
11 lip 2012, 10:34

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez anka00 16 sie 2012, 16:09
Witam, umnie jest lepiej. Juz tak niepanikuje, ale zaczęłam miec problemy ze snem. Cóż przecierz nie moze byc idealnie. Co prawda oglądam swoje pieprzyki i tak naprawde kazdy mnie niepokoi ale staram sie z tym walczyc, zająć sie czyms byle nie myślec o czerniaku. Czasem mi sie to udaje, czasem nie.
Najgorsze jest to ze cały czas towarzyszy mi przekonanie ze jesli sie totalnie wyluzuje i przestane myslec o czerniaku to włąsnie wtedy on zaatakuje. Głupie ale nie moge sie pozbyc tej myśli
Avatar użytkownika
Offline
Posty
517
Dołączył(a)
24 lis 2011, 16:25

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez Chrupek 16 sie 2012, 16:25
Anka, mam dokladnie to samo. Boje sie, ze jak sie przestane bac to wlasnie sie okaze, ze mialam prawdziwy powod do strachu. Z jednej strony ciagle sobie powtarzam "popatrz, juz umieralas na A, B, C, D i tak do Z i sie okazalo, ze to wszystko byly urojenia" i wtedy zaraz mi ten perfidny glosik podpowiada, "no wlasnie, wtedy sie balas a sie okazalo, ze nic a jak sie nie boisz to jest juz inny scenariusz, co nie?"
To jest kolejna szczwana sztuczka hipochondrii. Dziala na tej samej zasadzie co argumentacja, ze watpliwosci co do istnienia czegos (najczesciej tutaj wystepuje jakas prawda religijna) sa wlasnie dowodem na istnienie tegoz (ostatnio sie natnelam w sieci na takie kuriozum). No jakby sie nie krecil dupa z tylu tak zwana :-) Psychologiczne perpetuum mobile panie.
A zastanawialas sie kiedys, ze skoro juz tak wierzyc w tego typu dyrdymaly (ze jak sie nie boisz to tym bardziej jest powod byc moze) to dlaczego nie wierzyc w teorie krakania (nie mysl/mow o czyms bo sobie wykraczesz)????????? Obie maja w sobie tyle samo prawdziwosci, ale z ta druga jakze by milej bylo zyc!
Serdecznie Ci polecam "Mozesz uzdrowic swoje zycie" Louise Hay. Czytalas juz? Mi ta ksiazka swojego czasu dala bardzo pozytywnego kopa. Do dzisiaj sie z nia przepraszam, jak mnie leki przycisna.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
19 cze 2012, 09:01

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez anka00 17 sie 2012, 14:12
Chrupek dzieki, napewno sięgnę po tą książkę. Ogólnie jestem otwarta na wszystkie metody i sposoby zeby sobie pomóc bo tak przecież nie mozna funkcjonowac.
Jak tak sie zastanowie to niepamietam w swoim życiu dnia w którym bym sie czegos nie bała, nie martwiła, nie stresowała. Trace mnóstwo siły i energii na strach i lęki, i niepotrafie tego zwalczyc tak do konca.
Moja terapeutka powiedziała mi ze bycmoze ten lęk bedzie mi juz zawsze towarzyszył. Normalnie w tym momencie ręce mi opadły. To po cholere mi ta terapia?! Te jej słowa bardzo zapadły mi w pamięć. Kurcze przecież kiedyś nie czułam takich lęków, jeszcze pare lat temu moim życiem nie rządził stres. Ostatnio nawet boje sie wyjsc do sklepu bo nerwica powoduje u mnie zawroty głowy i zasłabnięcia. Morfologie mam idealną, a półtora roku temu miałam nawet robiony rezonans magnetyczny głowy i wszystko ok. Zmusiłam sie i poszłam na zakupy i mało co nie zemdlałam. W pewnym momencie oblał mnie pot i miałam ciemno przed oczami. Do domu wróciłam taksówką.
Szukam pracy ale tak naprawde niewiem czy bede w stanie do niej chodzic. Jestem młoda a czuje sie jak staruszka. Boje sie ze przez te stresy nie zajde w ciąże ( pomijając moje PCO)

-- 17 sie 2012, 14:39 --

Moja historia z nerwica zaczęła sie półtora roku temu, ale objawy były duzo wczesniej. Zaczęłam miec zawroty głowy, siedziałam w pracy i nagle robiło mi sie słabo a do tego miałam czasem problem z utrzymaniem równowagi, tzn czułam sie jak pijana, musiałam sie koncentrowac zeby isc prosto, jakby nogi niedokonca robiły to co ja chce. Poszłam najpierw do lekarza rodzinnego i dostałam skeirowanie na podstawowe badania krwi i moczu i do tego cukier, potas, magnez, żelazo i jeszcze inne tylko niepamietam. Wyniki wyszły ok i dalej trafiłam do neurologa. Powiedziałam jej o swoich objawach i babka kazała mi dotknąc palcem do nosa i takie tam różne rzeczy. Nic niepowiedziała tylko wypisała skierowanie na rezonans mózgu. W domu na skierowaniu przeczytałam:'' podejrzenie- stwardnienie rozsiane''. Nogi sie podemną ugieły, myślałam ze padne, załamałam sie totalnie, to był dla mnie wyrok. Na rezonans czekałam 2 tygodnie i to był koszmar, byłam zaledwie kilka miesięcy po ślubie i takie coś, płakałam codziennie, dostałam zwolnienie z pracy, zawroty sie nasilały do tego stopnia ze bałam sie chodzic po schodach i zostawac sama w domu. Wymiotowałam z nerwów, nie jadłam, nie spałam. W dzien rezonansu byłam ledwo żywa. Mąż zawiózł mnie do szpitala i czekał na korytarzu. Lekarz i pielegniarka byli bardzo mili, chyba widzieli moja panike. W tym szpitalu moja siostra jest sekretarką i rozmawiała z tym lekarzem ze ja bardzo to przezywam. Pamietam ja położyłam sie pod tą aparaturą, lekarz powiedział zebym sie nie ruszała, a ja sie tak trzęsłam ze myślałam ze badanie nie wyjdzie. Trwało to badanie jakies 20 minut, leżałam tam i sie modliłam zeby było ok ale sama w to niewierzyłam. Przecierz takie zawroty nie biora sie z niczego, myślałam ze jesli nie stwardnienie to pewnie jakis guz. Po badaniu podeszła do mnie pielęgnierka powiedziała ze juz koniec, po chwili wszedł lekarz i powiedział ze wszystko jest wporządku!!!! Nie mogłam w to uwierzyc. Powiedział ze jest ok tylko musze poczekac jakies 2 tygodnie na opis który robi radiolog i opisie tez wszystko było dobrze. Czułam wielką ulge ale cała ta sytuacja dała początek mojej hipochondrii. Później trafiłam z tym wynikiem do innego neurologa który nawet na niego nie spojrzał i odrazu stwierdził nerwice. Powiedział ze tamta lekarka powinna mi powiedziec ze to ze wpisuje w skierowaniu ''stwardnienie rozsiane'' to kompletnie o niczym nieświadczy. Po prostu musiała cos wpisac bo rezonansu nie robi ot tak po prostu.
Do tej pory czasem sie zastanawiam ze moze ten rezonans nie wykrył SM a ono sie u mnie rozwija. Ale przez półtora roku to bym chyba juz miała jakies nasilenie choroby czy cos?
Moja terapeutka ostro skrytykowała postepowanie tej pierwszej neurolog.
Drugi neurolog dał mi cos na uspokojenie i jakies leki na dotlenienie mózgu, brałam je jakis czas i pomogły. Juz nie mam az tak silnych zawrotów jak wtedy. Naciskał tez abym poszła na terapie i zwlekała z tym.

-- 17 sie 2012, 14:42 --

miało byc : nie zwlekała z tym
Avatar użytkownika
Offline
Posty
517
Dołączył(a)
24 lis 2011, 16:25

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez 19_latek 18 sie 2012, 15:57
Witajcie,

od jakiegoś czasu moja mama "za bardzo" interesuje się swoim zdrowiem. Zaczyna wymyślać sobie różne choroby, co tydzień chodzi do jakiś lekarzy (zwłaszcza prywatnie mimo, że w domu się nie przelewa a taki lekarz trochę kosztuje), jeździ po bioenergoterapeutach, chińskich zielarzach itd.

Prawie wcale nie wychodzi na dwór po pracy, mówi, że źle się czuje jak jest ciepło i nie lubi słońca (wcześniej wszystko było w porządku). Jakiś miesiąc temu obudziła się nocą i powiedziała, że źle się czuje. Zmierzyła ciśnienie, było wszystko w porządku, tylko puls był wysoki (co jest normalne jeśli się ktoś denerwuje). Pojechaliśmy do szpitala, zrobili badania i.... tak jak przypuszczałem, wszystko było w normie. Od tamtego czasu mierzy ciśnienie kilka razy dziennie, co chwilę "źle się czuje" i leży.

Nie ma poważnych chorób które dawałyby takie objawy. Wg mnie, mojego taty, siostry i szwagra, mama wszystko sobie "wkręca". Po każdym posiłku jest jej niedobrze, prawie nic nie może już jeść. Rano gdy idzie do pracy, mówi nam, że pewnie wyląduje w szpitalu bo się źle czuje.
Zażywa teraz sporo leków homeopatycznych, ziół itp.
Jeżeli chodzi o problemy z żołądkiem - badania wykazały, że wszystko jest w porządku, nie ma żadnych chorób w tamtym rejonie :smile: .

Co mogę zrobić? Wg mnie problem tkwi w psychice, ciało jest zdrowe co potwierdzają badania.
19_latek
Offline

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez Chrupek 19 sie 2012, 13:46
19_latku, ja juz tutaj wysmarowalam wypasnego posta z pomyslami jak bliscy moga pomoc hipochondrykowi (9 lipca 2012, strona 629 tego watku). Obawiam sie, ze na tym etapie pomoc wiele nie mozecie dopoki mama sama nie zrozumie, ze to sa leki nerwicowe. Troche jak z alkoholikiem - pomoc moze sobie wylacznie sam i to pod warunkiem, ze dotrze do niego, ze jest alkoholikiem. Dopoki sie tego wypiera, nic nie zdzialacie.
Po pierwsze moim zdaniem mama najpierw powinna sie zdiagnozowac u psychiatry. To jest pierwszy krok. Bo na razie to ona uwaza, ze jest autentycznie chora a Wy podejrzewacie, ze to wkretki (z tego co piszesz).
Jezeli macie racje to ja na ten moment ucinalabym krotko wszystkie narzekania i rozmowy o zdrowiu na zasadzie "mysle, ze jestes zdrowa a Twoje objawy sa wylacznie wegetatywne, mozesz liczyc na moje wsparcie w zmaganiach z nerwica" (ale nie z wyimaginowana choroba). W zadnym wypadku nie dac sie wciagnac w niekonczace sie dywagacje co jej moze byc, co kto jej powiedzial, co slyszala o takim przypadku w poczekalni u fryzjerki, co przeczytala, etc. To tylko napedza hipochondrie. Poza tym starac sie zyc normalnie.
Jesli mama kategorycznie twierdzi, ze to na 100% realne choroby to obawiam sie, ze nie ma sposobu zeby ja przekonac, ze jest inaczej. Po prostu musi uplynac iles czasu, iles objawow, iles dni, w ktorych miala zostac zabrana przez pogotowie na intensywna terapie, ilus lekarzy, ktorzy pomimo tytulow i wysokich honorariow to nic nie wiedzace konowaly, etc. zanim sama sie dopatrzy, ze po prostu w tej materii sama sobie nie moze wierzyc.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
19 cze 2012, 09:01

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez Karolcia 19 sie 2012, 21:57
i się do czekałam mojej choroby...GRUCZOLAK(nowotwór łagodny) Nie dajcie wmówić sobie tak od razu od początku leczenia że macie nerwice serca, depresję i hipochondrię... zróbcie najpierw wszystkie badania...Jak już kiedyś opisywałam moje akcje -zaczeło się ponad dwa lata temu od kołatania serca, duszności, płaczu,guli w gardle, okropnego zmęczenia i nic nie robienia...Jakiego bym lekarza nie odwiedziła wszyscy mówili że to nerwica itp miałam badania na serce echo i holter które wyszły ok więc kardiolog stwierdził że to nerwica serca, więc ok zaczełam w to wierzyć... dostałam tabletki, dolegliwości w ogule nie ustępowały, chodziłam płakałam i się zadręczałam i tak minoł następny rok... i jakiś miesiąc temu wyczułam powiększone węzły, poszłam do lekarza oczywiście mnie olała że to tylko moja hipochondria... a ja oczywiście po wyczytaniu wszystkiego w necie postanowiłam pujść na Usg prywatnie piersi i szyji... Gruczolak na szyji i 6 węzłów + 2 węzły pod pachą... jestem załamana... powyższe dolegliwości nerwicy (serce,zmęczenie, nic nie robienie itp) dają takie same objawy przy raku tarczycy, mam skierowanie na biopsję... ja już prawie umarłam...Kochani, tak bardzo bym dalej chciała żyć z tą hipochondrią a nie rakiem...Całuję Was kazdą/ każdego z osobna,moje dni są już policzone, a mam tylko 21 lat
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
20 lip 2012, 09:13

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez Chrupek 20 sie 2012, 04:04
Karolcia, spokojnie, pomalu. Na razie to (z tego co zrozumialam z Twojego wpisu) masz podejrzenie gruczolaka na szyji. O raku nie ma mowy poki co. Istnienie wezlow na szyji czy pod pachami jest norma. Nic wielkiego Ci nie bedzie. Nawet jesli masz tego gruczolaka to na pewno jest on 100% wyleczalny (jak to nowotwor lagodny). Jesli o mnie chodzi to tym wpisem tylko potwierdzilas, ze masz nerwice hipochondryczna. Byc moze cos tam jeszcze tez ze zdrowiem nie tak. Ludzi 100%owo zdrowych nie ma, sa najwyzej nieprzebadani wiec jak sie szuka to sie znajdzie. Ja np. mam autentyczna toksoplazmoze oczna (i tym tez sie moja hipo karmi).
A dni to rzeczywiscie masz policzone. Ja szacuje na jakies 21900 (czyli 60 lat).
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
19 cze 2012, 09:01

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez jeraha 20 sie 2012, 17:36
Karolcia, potwierdzam słowa chrupka, coco - jumbo i do przodu, bo jak sama napisałaś to nie jest nowotwór złośliwy :yeah: nie mozesz mysliec tak pesymistycznie ( to też nerwica ), trzymam kciuki :great: napewno bedzie dobrze:)

-- 20 sie 2012, 20:10 --

zapomniałam dodac, że również te objawy (serce, nic nie robienie, zmeczenie itd.) świadczą o nadczynności bądź niedoczynności tarczycy. Moja mama ma nadczynność i miała kołatania serca, była nerwowa, drżały jej dłonie, była zmęczona, a ja przy niedoczynności wiecznie bym spała, szybko się denerwowałam itp. także nic nie jest przesądzone i głowa do góry:)
Offline
Posty
250
Dołączył(a)
11 lip 2012, 10:34

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez Karolcia 21 sie 2012, 21:24
Dziękuję,że ktoś się zainteresował moim wpisem i go przeczytał... bo w domu, wokół przyjaciół i rodziny nie mam na kogo liczyć, nikogo nie obchodze, mój związek też się rozpada, mój narzeczony ma już mnie dość, cały czas tylko choroba i choroba, stwierdził że ja już przechodziłam wszystkie raki, białaczki jakie tylko mogą być... wkurwiam go , wiem o tym, co to za życie z osobą która,cały czas płacze, nie ma na nic ochoty, a jej jedyne wyjście z domu to tylko lekarz... rozumiem go...Nawet teraz, gdy wyszedł mi na Usg ten gruczolak, mam skierowanie na biopsję to i tak ma mnie każdy daleko w d.... nie, nie szukam pocieszenia, nie chcę by się nademną litowali, poprostu chce trochę miłości, czasu i uczucia... ehh ja już żyję tylko chwilą... Wydaję multum pieniędzy na lekarzy, badania...Od tamtego tygodnia wydałam 200 zł na Usg szyji, piersi i na dzisiejsze badania tarczycy( jutro ma być wynik tarczycy) może to i nie dużo dla was a dla mnie to majątek, bo jestem bezrobotna i żyję z pieniędzy J.
Przepraszam ten mój wpis trochę chaotyczny, ale chciałam się wygadać... Dziękuję, że jesteście...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
20 lip 2012, 09:13

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez Czapla 21 sie 2012, 21:47
druhna, jak wyniki?
Na pocieszenie powiem Ci, że ja mam spory guz w prawej piersi od jedenastu lat. Kiedy byłam w ciąży na pierwszej wizycie, znalazł mi go lekarz.. Wyszłam z gabinetu chora i dobita. Do tego byłam w tzw. wpadkowej ciąży, z którą nie mogłam się pogodzić. Miałam przed oczami raka i śmierć... Stwierdził, że to włókniak.. i żebym poszła na USG. NA USG ze strachu nie poszłam, bo należę do tej grupy hipochondryków, którzy chorują na choroby śmiertelne, ale do lekarzy nie chodzą z panicznego strachu.. I jakoś ciągle żyję z coraz to nowymi chorobami.
Mój guz znam na pamięć. Jest długi na jakieś 5 cm, miękki, przesuwa się.. Doskonale znam jego wielkość bo miewam takie okresy, kiedy (przepraszam za szczerość) macam go codziennie kilka razy, powodując podrażnienie wewnętrznych tkanek i w konsekwencji ciągły ból. Nie muszę Wam pisać co się dzieje w mojej głowie gdy cały czas czuję ból w jednej piersi :why: .. Rak i gwarantowane przerzuty :why: Najgorzej jest przed miesiączką, bo wtedy generalnie piersi potrafią być obolałe i guz jest wówczas jakby większy, twardszy i bardziej bolesny.. Najlepiej jest po miesiączce, bo piersi są wtedy miękkie. No ale guz jest wyczuwalny :why: . Najbardziej czuję go gdy jestem w kąpieli namydlona, bo wtedy jest "poślizg"..
I tak żyję z tym guzem tyle lat. Najbardziej się boję, że jak przyjdzie jakiś wiek przekwitania, to mi zezłośliwieje z przyczyn hormonalnych. Albo już tak się stało..
Odkąd lęki i nerwica wróciły, na USG nigdy nie pójdę. Chyba że zrobią mi je pod narkozą bez mojej wiedzy :bezradny: , bo najbardziej boję się się słów: "proszę pani, nie wygląda to dobrze, nie mam dobrych wiadomości, guz jest złośliwy.." Bo wówczas będę miała poczucie winy, że gdyby mi lekarz może dziesięć lat temu zalecił jego wycięcie, to bym była zdrowa, a teraz jest już za późno.. :why:

I też jak czytam tego swojego posta, to nie mogę uwierzyć, że to ja piszę.. Z jednej strony czuję wstyd, z drugiej chce mi się śmiać do rozpuku, że taka ze mnie idiotka i że pewnie inni forumowicze też mają niezłą zabawę, a dodatkowo dobija mnie smutek, depresja i bezsilność, bo terapie niewiele pomogły.
Czuję się również samotna ze swoimi chorobami i troskami.. Mój mąż mnie nie rozumie. Jest zdrowy, chociaż boję się, że może mieć jakiegoś raka albo wylew, albo zawał... Nawet kiedy mu mówię o swoich chorobach i śmierci, to niby słucha, ale potem się nie odzywa. Zazwyczaj coś ogląda albo czyta. Nie pamięta o czym mu mówiłam wcześniej. Udaje, że słucha dla świętego spokoju. Dlatego ostatnio już nic mu nie mówię.
Offline
Posty
182
Dołączył(a)
30 sie 2010, 13:24
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 42 gości

Przeskocz do