Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez jovana80 06 cze 2013, 13:22
Anka tak to bywa, nie myśl już o tej rozmowie i idź do przodu.
Co do psychologa, psychiatry, to nigdy nie byłam, jestem zdania, ze jak sama sobie nie pomogę, to nikt tego za mnie nie zrobi. Wiem, ze mam za dużo wolnego czasu, za dużo siedzę w sieci, znów dałam na luz ze sportem, a czułam się wtedy lepiej. Wewnętrznie czuję, ze gdybym się oddała jakiemuś pochłaniającemu zajęciu, to ból w końcu by minął. Ale zawsze istnieje ten podszept, ze może tym razem coś mnie dopadło. Nie umiem już rozgraniczyć prawdę od fikcji, w zeszłym roku 3 tygodnie bolała mnie głowa i byłam o krok od rezonansu, ale przeszło, dzięko mojej mamie. Dużo ze mna rozmawiała, zabrała mnie na weekend nad jezioro, bez dzieci, trochę nabrałam dystansu i przeszło, teraz już nie wiem... jeszcze cytologia przede mną, 3 tygodnie życia w stresie, zwykłe badanie, a dla mnie jak czekanie na wyrok. Zastanawiam się nad jakimiś lekturami, może macie coś co możecie polecić, jakieś techniki, sama nie wiem co, juz wszystkiego się chwytam.
Offline
Posty
178
Dołączył(a)
31 gru 2011, 19:52

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez anka00 06 cze 2013, 13:26
jovana80 ja bardzo polecam terapie u psychologa. ja sama chodziłam na terapie przez rok i bardzo mi to pomogło. Niewiem czy wyszłabym z tego gdyby nie terapia, pewnie nie. Moja siostra tez ma teraz problem z nerwicą do tego stopnia ze dostała miesiąc zwolnienia od psychiatry i bierze leki.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
517
Dołączył(a)
24 lis 2011, 16:25

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez jovana80 06 cze 2013, 13:33
czuję, ze byłaby to dla mnie porażka. poza tym nie chcę brać leków, czy Twoja psycholog zapisywała ci takowe?
Offline
Posty
178
Dołączył(a)
31 gru 2011, 19:52

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez anka00 06 cze 2013, 13:33
Ja sie teraz boje ze wpadne w depresje. Psychicznie jest mi strasznie zle. Tak jakby wszystko traciło sens. Czuje sie do niczego
Avatar użytkownika
Offline
Posty
517
Dołączył(a)
24 lis 2011, 16:25

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez jovana80 06 cze 2013, 13:34
a poza tym sama nie wiem co wybrać, psychiatrę czy psychologa?
Offline
Posty
178
Dołączył(a)
31 gru 2011, 19:52

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez anka00 06 cze 2013, 13:39
jovana psycholog nie zapisuje leków. Leki zapisuje psychiatra. Ja nie brałam żadnych leków. Najpierw poszłam do psychiatry a ona kazała mi isc do psychologa. Jesli nie chcesz brac leków nikt ci ich na siłe nie wciśnie ( ja tez nie chciałam).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
517
Dołączył(a)
24 lis 2011, 16:25

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez jovana80 06 cze 2013, 13:40
Anka bo u ciebie skupiają się inne rzeczy, podobnie jak u mnie. obydwie siedzimy w domu, ty jeszcze masz potrzebę posiadania dziecka, ja mam dzieci, ale siedzenie z nimi też nie jest dobre, zwłaszcza gdy potrafią od rana wrzeszczeć, czuje wtedy, ze mam głowę jak balon i zaraz wyskoczę przez okno, zamykam się czasem w sobie, siedze i czekam aż przestaną, to jest straszne...

-- 06 cze 2013, 12:42 --

znalazła jedną Panią, moze rzeczywiscie zadzwonię, ma dość dobre opinie...Jak wygląda taka wizyta i terapia, czy terapia jest zawsze rozmowa, czy masz też jakieś zadania? i po jakim czasie poczułaś, ze leczenie odnosi skutek?
Offline
Posty
178
Dołączył(a)
31 gru 2011, 19:52

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez anka00 06 cze 2013, 13:55
Mysle ze terapie dobiera sie indywidualnie do potrzeb pacjenta i moze ona różnie wyglądac. U mnie to była przedewszystkim rozmowa. Nie miałam żadnych zadań. Czasem cos do przemyślenia. Ciężko mi stwierdzic po jakim czasie poczułam poprawe. Napewno nie odrazu, nawet juz chciałam zrezygnowac ale ciesze sie ze tego niezrobiłam. Odczuwałam jakis rodzaj ulgi po każdej wizycie, ale taka faktyczna poprawe to zaobserwowałam po jakis 3 miesiącach. Ale myśle ze to bardzo indywidulana sprawa.

jovana ile ja bym dała zeby usłyszec w swoim mieszkaniu wrzaski moich dzieci. To ze nie udaje mi sie zajsc w ciąże sprawia ze mam bardzo niskie , wręcz masakryczne poczucie własnej wartości. Do niczego sie nie nadaje, ani do pracy, ani do rodzenia dzieci. Zyje w jakims zawieszeniu, bez celu. To jest koszmarne uczucie.
Ucieszyłam sie jak znalazłam tą oferte pracy i jak zaprosili mnie na rozmowe. Pomyślałam sobie ze wreszcie bede miec zajęcie, zarobie pieniądze, bedzie mnie stac na jakies przyjemnosci, cos sie wreszcie odłoży, przestane sie tak skupiac na rozmnażaniu to moze i szybciej zajde bo nie bede miała czasu o tym rozmyślac. Naprawde poczułam sie fajnie....szkoda ze tak któtko
Avatar użytkownika
Offline
Posty
517
Dołączył(a)
24 lis 2011, 16:25

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez jovana80 06 cze 2013, 14:05
No wiem, ze dla Ciebie mój kłopot jest marzeniem, ale uwierz mi, jak się juz coś osiągnie, w tym wypadku dzieci, to mozna zapomnieć o tym, ze kiedyś bardzo się je chciało mieć. Dla przykładu, jak moja córeczka miała zapalenie opon i myślałam, ze odejdzie od nas, to myślałam, ze zwariuję, modliłam się o to tylko by móc ją wąchać, patrzec na nią, dotykać, pamiętam to uczucie lecz czasem jak mnie dobije, to potrafię wrzeszczeć na nią, wściekać się, a myślałam wtedy, ze jak mi ją Bóg daruje, to będę ją nosiła i chuchała i cieszyła się z każdej nocy nieprzespanej...ale życie pokazuje inaczej. Oczywiście kocham moje dzieci nad życie i zabrałabym każdą chorobę od nich i przekazała sobie, choć przecież panicznie się ich boje, ale moja samoocena też jest niska, własnie przez to, ze dzien w dzień z nimi siedzę. Między nimi są niecałe dwa lata różnicy i to naprawdę potrafi być dobijające, czesto jestem sama i w dzien i w nocy, bo mąż dużo jeździ, to jest czasem horror. Nie dość, ze mnie boli wszystko, mam wciaz zapchaną głowę smiercią i myslami o niej, to jeszcze cały dom na głowie, wiem, ze to nie powód do narzekania, ale naprawde jestem tym zmęczona... a na dzień dzisiejszy chciałabym by przestało mnie boleć tam gdzie aktualnie boli, bo rozstraja mnie to, w strasznym dole dziś jestem i to bardziej nawet z tego, ze doprowadziłam się do takiego stanu.
Offline
Posty
178
Dołączył(a)
31 gru 2011, 19:52

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Avatar użytkownika
przez anka00 06 cze 2013, 14:10
Ja to sobie mysle ze to dobrze ze narazie nie zaszłam w ciąże i zastanawiam sie czy nie przerwac staran na jakis czas bo jestesmy teraz w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Boli mnie to bardzo bo pragnę dziecka a miłościa go nie nakarmie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
517
Dołączył(a)
24 lis 2011, 16:25

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez jovana80 06 cze 2013, 15:03
jesli tak uważasz, to moze i lepiej, najpierw się uporaj ze sobą i ze swoją sytuacją, a na dziecko masz jeszcze czas. Albo ujmę to tak, nie zabezpieczaj się, ale też i nie staraj się o to.
Offline
Posty
178
Dołączył(a)
31 gru 2011, 19:52

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez agulk11 06 cze 2013, 15:32
jovana80 napisał(a):Teraz jestem znów na etapie raka sromu i względnie endometriozy.


Pocieszę Cię, że rak sromu jest bardzo, bardzo rzadki, więc na pewno go nie masz :)


A ja tak sobie myślę dziś o tej całej nerwicy i stwierdziłam, że robimy błąd "nie wierząc w nią". Właśnie na ilu forach czytałam wypowiedzi znerwicowanych osób, każdy pisze: "nie wierzę, że od nerwicy to wszystko! Tak źle się czuję, musi być jakaś przyczyna". Ja też tak myślę, muszę się przyznać. Ale kiedy weźmie się pod uwagę istotę nerwicy, to takie objawy chorobowe są jak najbardziej możliwe. Przewlekły stres, ciągłe napięcie. Ciągła telepawka przed egzaminami, strach czy zaliczę, presja ze strony mamy, nadambicja moich rodziców. Chcę zawsze wszystko pogodzić i zamiast słuchać siebie to żyję w ciągłym konflikcie wewnętrznym. Kiedy spotykam się z chłopakiem to ciągle myślę, że tata się obrazi. Kiedy się nie uczę to mam wyrzuty sumienia (zasługa mojej mamy, bo przed nią nawet gazetę musiałam chować do książki z matmy, żeby udawać, że się uczę. I ciągłe wyczekiwanie czy nie idzie do pokoju sprawdzać co robię). Już nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak naprawdę zrelaksowana. Od liceum żyję w ciągłym napięciu. Kiedy tak przemyślałam sprawę to stwierdziłam, że przez 6 lat miałam może z tydzień względnego spokoju. No i dziwię się potem, że mi ręcę drżą.

Stwierdziłam wczoraj, że umysł ma ograniczoną dozę napięcia. Kiedy nie potrafi sobie z tym radzić to oddaje trochę tych problemów do ciała. No i mamy nerwicę. Która właśnie polega na tym, że mamy somatyczne dolegliwości, ale spowodowane emocjami. Cierpimy jakbyśmy były naprawdę chore fizycznie. A tymczasem cierpi nasz umysł.

A my nie wierzymy w to. I zamiast wziąć byka za rogi i walczyć z problemem, który siedzi u nas w głowie, to szukamy fizycznych przyczyn, raków, guzów, sm`ów i innych dziadostw. A nerwica panoszy się w nas podstępnie i zabiera nam kolejne dni z życia.

-- 06 cze 2013, 15:42 --

jovana80 napisał(a):Co do psychologa, psychiatry, to nigdy nie byłam, jestem zdania, ze jak sama sobie nie pomogę, to nikt tego za mnie nie zrobi.


Oj kochanie, uwierz, że samej może być Ci ciężko. Też kiedyś tak myślałam, że dam radę, że wyjdę z tego sama. Ale niestety, im więcej mija czasu, tym trudniej. Ja sama potrafię się tak nakręcić, że ze zwykłego bólu kostki mam raka kości z przerzutami do mózgu. Wypieki na twarzy i ciśnienie chyba z 200. Piszesz, że nie możesz odróżnić prawdy od fikcji - mam tak samo:( Ale wtedy dzwonię do chłopaka i dużo z nim rozmawiam. I dopiero on mi uświadamia prawdę. On mówi mi co sobie wymyśliłam i jak bardzo jest to niedorzeczne. A potem przyznaję mu rację i oboje się z tego śmiejemy. Nie dasz rady sobie sama kochanie. Bo im dłużej będziesz z tym sama tym bardziej będziesz się w tym zatracać. I powiem Ci, że też się lepiej czuję jak ćwiczę codziennie. Nie wiem dlaczego rzuciłam to, chyba mi było szkoda czasu. A teraz mam za swoje :evil:

-- 06 cze 2013, 15:50 --

Ja np. biorę leki, bo bez tego nie dałabym rady. Ostatnio dostałam Citabax i dr powiedziała, że przez pierwszy tydzień będę się źle czuć. Dziś jest trzeci dzień i w sumie trochę się uspokoiłam, wiec myślę, że zaczynają działać powolutku.

-- 06 cze 2013, 15:51 --

anka00---> przykro mi z powodu pracy :(

-- 06 cze 2013, 16:11 --

I jeszcze mam pytanie:) Pamiętacie historię swojej hipochondrii? Bo ja pamiętam jak pewnego razu będąc w liceum miałam do wypełnienia kartę zdrowia. No i ja tam podkreślałam wszędzie zdrowy, zdrowy, zdrowy :) No i w pewnym momencie pomyślałam: "A może jestem chora? Każdy jest na coś chory więc dlaczego ja mam być zdrowa niby??". No a potem poszło jak kostki domina. Moja koleżanka z gimnazjum zmarła na raka kości przed 18stką. Miałam wyrzuty sumienia, że ona zachorowała a ja jestem zdrowa... Boshhh, co za niedorzeczność :/ A potem mając 17 lat uprawiałam seks z chłopakiem (znajomym w sumie) na dyskotece. Miałam tak silne poczucie winy, że wymyśliłam sobie, że musi mnie spotkać jakaś kara za to. I najpierw wkręciłam sobie, że pewnie jestem w ciąży. Byłam tak zestresowana, że z tego wszytskiego spóźnił mi się okres! No ale jak już wiedziałam, że jednak nie jestem w ciąży to myślałam, że nie uszedł mi ten beztroski seks na sucho. No i ja sobie wymyśliłam, że pewnie mam HIV. i przez 3 lata nie zrobiłam testu, bo tak okropnie się bałam. Oczywiście nie miałam HIV. Ale od tej pory tak jakoś lubię wmawiać sobie różne choróbska:)
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
04 cze 2013, 13:00

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez jovana80 06 cze 2013, 17:16
Agulk11, dzięki za pocieszenie, ja jednak w styczniu tego roku wykryłam u siebie nieznaczne, zbielałe miejsca na wargach sromowych, w końcu poszłam z tym do dermatologa, a tam na podstawie oględzin dr stwierdziła u mnie liszaj. Wyczytałam, ze to stan przedrakowy, który może doprowadzić do nowotworu sromu. Potem pod wpływem diety i ćwiczen te białawe miejsca zaczęły ulegać remisji, jednak teraz dochodzimy do tego co napisałaś - wyrzuty sumienia i oczekiwanie na karę. Otóż pojechalam z rodziną na tydzien wypocząć i tam dzien w dzien piwko, jakiez nezdrowe żarło typu chipsy, grille i robiąc to myślałam sobie w duchu, że na pewno przyjdzie mi zapłacić za tą rozpustę i zaczęłam znów myśleć o tym liszaju, oglądać to kilka razy dziennie, wczuwać się czy coś mnie nie boli i tak z początku zaczęłam czuć dyskomfort w czasie siedzienia, potem wzięło mnie jak na oęcherz, ale delikatnie, jednak juz myślałam o tym nieustannie, a po przyjeździe do domu ból zaczął się nasilać, no i lektura w necie, ze rak sromu może objawiać się bólem łechtaczki... tak naprawdę nie mam żadnych niepokojących stanów oprócz tego domniemanego liszaja. Nic mnie nie swędzi, nic nie krwawi, nie mam guzków i narośli, ale psycha pracuje. No ale do tego wszystkiego, dokładnie w środku cyklu zaczęłam plamić jeden dzień, wprawdzie niewiele, ale wpadłam w panikę, ze to na pewno rak szyjki macicy, choć prawdopodobnie była to owulacja. Od krwawienia do tego dziwnego napierania na łechtaczkę doszło uczucie skurczu w odbycie i bólu kości ogonowej. Moje myśli więc od razu zeszły na jeden tor, wyobraziłam sobie naciekającego guza, lub względnie endometrioze, choć miesiaczek bolesnych nie mam. Chciałabym umieć rozgraniczyć ból, jest duże prawdopodobieństwo, ze ten jest spowodowany nerwami, ponieważ nie boli mnie jak zasypiam, śpię, lub się budzę. Mam jednak kłopot, bo nie chcę mówić jutro gin o tym, skoro moze ten ból nie istnieje...a jeśli jednak istnieje...?

co do początków hipochondrii, to kiedyś miałam wręcz odwrotnie, w ogóle się nie martwiłam o zdrowie, myślę, ze to się zaczęło po studiach, jak poszłam do pracy, najpierw potworne stresy w robocie, mobbing, budziłam się w nocy z tętnem chyba 200 i myślałam, ze mam zawał, to pierwsze takie myśli o których pamiętam. długo trwało zanim z tego wyszłam, bałam się zasnąć, ale dałam radę sama. Potem odkryłam u siebie jakieś zgrubienie w brzuchu i chyba przez rok z tym chodziłam, bo bałam się lekarzy, w końcu dopadły mnie tak bolesne miesiaczki, ze poszłam do ginekologa po raz pierwszy w życiu i okazało się, ze COŚ ma, po otwarciu mnie okazalo się, ze było to 3,5 kg mięśniak. Od tamtej pory zaczęłam zwracać uwagę na wyniki, na ciśnienie, już teraz nie ma sensu mierzyc mi ciśnienie u lekarza, bo tak jak w domu mam idealne, to w gabinecie horror. No i chyba gwoździem do trumny było zapalenie opon u mojej małej córeczki. No a po porodzie wyrosło mi guzowate, czarne znamię, wielokolorowe z krwawiącym czubkiem, klasyczny czerniak. Od tamtej pory jestem też na tym forum. Odkryłam, ze nie tylko ja tak mam, czasem się pośmiałam gdy widziałam siebie w was wszystkich.

Nie wiem jeszcze jak postąpię z psychoterapeutą, nie myślę o tym,, chcę jakoś odklepać tego ginekologa jutro, mam nadzieję, ze nie padnę w poczekalni...

-- 06 cze 2013, 16:34 --

Agulk11, a przypomniałam sobie, ze jak byłam pierwszy raz u dermatologa z moim znamieniem i wyznałam mu, ze naczytałam się o czerniaku i spisywałam już prawie testament, to on mi opowiedział, że na studiach medycznych przerabiał tysiące chorób, ze to zmora studenta medycyny, ale potem mu to przeszło :-)

-- 06 cze 2013, 16:35 --

A czy wy też z wielkim niedowierzaniem przyjmujecie wieści, ze wyniki są ok, i że nic nie ma, chociaz tak bolało... dla mnie to niepojęte, by tak realnie wmówić sobie dolegliwość...
Offline
Posty
178
Dołączył(a)
31 gru 2011, 19:52

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

przez agulk11 06 cze 2013, 17:47
jovana80 napisał(a):A czy wy też z wielkim niedowierzaniem przyjmujecie wieści, ze wyniki są ok, i że nic nie ma, chociaz tak bolało... dla mnie to niepojęte, by tak realnie wmówić sobie dolegliwość...


No ja tak mam:) Jak mi jedne wyniki wychodzą dobrze, to już myślę jakie zrobić następne... Kiedyś po jednych badaniach miałam z miesiąc spokoju zanim dopadły mnie lęki. Ale teraz to już będąc w jeden dzień u jednego lekarza mam takie wątpliwości, że biegłabym do następnego zaraz na drugi dzień. No wiadomo, że nie mogę, bo bym zbankrutowała:D oczywiście nie mogę przez ubezpieczenie, bo tam są kolejki, a ja jak sobie coś umyślę to chcę wiedzieć już!:)

Ja na twoim miejscu bym powiedziała o tym, że Cię boli skoro już tam będziesz. I tak tam pewnie nic nie masz złego :)

-- 06 cze 2013, 17:52 --

Ja jestem teraz bardzo happy, bo znalazłam w sieci olbrzymią książkę na temat drżenia psychogennego. A więc takie naprawdę istnieje:) Heh, dobrze się upewnić:D

Pamiętam jak na zajęciach psychiatra nam mówił, że nerwicowe choroby to są takie do których ciężko coś konkretnego przypasować. Niby myśli się o jakiejś chorobie, a jednak coś jest inaczej niż klasycznie. I wielorakie dolegliwości. Raz brzuch, raz głowa, raz zaburzenia czucia. Za chwilę nic, za pół roku coś innego. I że to jest właśnie nerwica:) No ja tak mam i to trzyma mnie przy życiu, bo jest jakaś nadzieja. A najbardziej mnie złości jak tam w tym głupim mózgu mi echo woła: "A może jednak jestem chora...". Łeh :)
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
04 cze 2013, 13:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 35 gości

Przeskocz do