Nerwica a używki

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez cicha woda 03 lut 2006, 12:58
No właśnie ja też piję codziennie rano jedną kawę po wzięciu leku. Myślałam że może kawa ma związek z działaniem tych leków. Jeśli nie ma to bardzo się cieszę bo ciężko by mi było się od niej odzwyczaić ;)
...ogólnie mówiąc "life is brutal"
poza tym wszystko doskonale...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
731
Dołączył(a)
12 wrz 2005, 12:37
Lokalizacja
UK

Avatar użytkownika
przez agnes635 03 lut 2006, 14:34
Kawa z rana musi być.
Pierwszą rzeczą jaką robię po obudzeniu się to jest marsz do kuchni i włączenie expresu.Jeśli nie ja to mój mąż.
Lekarz mówił,że nie można sobie wszystkiego odmawiać bo z tego rodzi się stres a stres nerwicę itd...czyli dobra kawa nigdy nie jest zła. :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
365
Dołączył(a)
22 sty 2006, 21:42

Avatar użytkownika
przez Tygryska 03 lut 2006, 20:53
Dzień bez kawy dniem straconym...narobiliscie mi ogromnego smaka na cappuccino...

Polecam wode mineralna niegazowana, nie ruszam się bez niej z domu, bardzo mi pomaga gdy sie denerwuje, popijam małymi łyczkami jadąc autobusem i nauczelni- to pomaga przetrwać.

Tym którzy nie biora leków polecam też czerwone wino- najlepiej w zestawieniu z miłą sercu i ciału osóbką:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
589
Dołączył(a)
05 sie 2005, 19:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez atrucha 04 lut 2006, 17:30
Piję kawę systematycznie. Nie wyobrażam sobie ranka bez niej.. Herbaty przynajmniej 3 dziennie (z sokiem malinowym koniecznie..) ;)
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1781
Dołączył(a)
04 sty 2006, 00:29

Nerwica lękowa (wegetatywna). Alkoholizm.Lekomania.

przez Martin76 20 gru 2006, 07:05
Zaczynam nowy temat, choć być może już gdzieś ktoś pisał o podobnym przypadku. Jednak ze względu na pewne okoliczności wolę by wątek prowadzony był oddzielnie.

Na początek się przedstawię. Mam 31 lat, mieszkam w Sosnowcu. Na nerwicę zachorowałem mając 12 lat. Prawdopodobnie przyczyną tego był mąż mojej matki, który od dziecka znęcął się nade mną zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie chcę szczegółowo opisywać tego co mnie spotkało ze strony tego bandyty bo to nic miłego ale napiszę o uaktywnieniu się choroby.

Miałem 12 lat, spędząłem ferie zimowe u mojej Cioci. Przyszedł dzień powrotu do domu. Już od rana zacząłem czuć się dziwnie, tak jakbym miał zaraz stracić przytomość. Kiedy przyjechała po mnie matka by mnie zabrać zaczęło mnie boleć w klatce piersiowej. Już po wejściu do tramwaju poczułem, że chyba zaraz umrę, kręciło mi się w głowie, robiło raz duszno, raz gorąco, było mi słabo, serce dziwnie kołotało. W połowie drogi powiedziałem matce, że musimy wysiąść bo coś dziwnego się ze mną dzieje. Poszliśmy na pogotowie ratunkowe. Tam lekarz zbadał mnie i powiedział, że nic niepokojącego nie widzi. Po tej wizycie poczułem się lepiej ale po powrocie do domu jak tylko zobaczyłem tego tyrana to zaczęło się dziać od nowa. Nie potrafiłem zasnąć, kiedy próbowałem nachodziły mnie myśli, że już się nie obudzę. Matka zaprowadziła mnie w nocy prywatnie do lekarza. Tam dostałem Relanium i jakoś mi przeszło. Zaczęło się od nowa na drugi dzień w szkole, już na pierwszej lekcji. Nauczycielka wezwała karetkę, która zawiozła mnie do szpitala dziecięcego w Dąbrowie Górniczej gdzie leżałem 2 tygodnie. Wykonano mi kilka badań na serce i wszystko wyszło dobrze. Co dziwne, będąc w szpitalu czułem się dobrze i nic mi nie dolegało. To tam lekarze stwierdzili nerwicę. Niestety po wyjściu ze szpitala wszystko zaczęło się od początku. Byłem konsultowany w Katowicach w Instytucie Psychiatri i neurologi Dziecięcej. Na początku brałem leki typu "Ipronal", "Trioxazin", potem "Sulpiryd", "Tranxene" i wiele innych których nazw już nie pamiętam. Jednak niewiele to pomagało. Doraźnie podawano mi Relanium co w znacznym stopniu choć na krótko łagodziło objawy.

Mając 15 lat uciekłem z domu. Zamieszkałem z moim biologicznym ojcem. Pierwsze kilka miesięcy mieszkania z ojcem były OK. Niestety, potem sprawdziły się słowa mojej babci, że to pijak i złodziej. Ojciec, którego do 15 roku życia w zasadzie nie znałem na początku starał się i ukrywał alkoholizm jednak po kilku miesiącach poszedł w tango i koszmar się zaczął. Od jednego łobuza się uwolniłem to znów ojciec okazał się być nie lepszym, choć mimio wszystko choć pił i włóczył się z okolicznymi pijakami to nie bił i nie znęcał się nade mną. Jednak nie mogłem znieść ciągłych nocnych libacji, jego śmierdzących kumpli, kryminalnych tekstów.... Wreszcie gdy miałem 17 lat ojciec poszedł siedzieć na 3 lata a ja zostałem sam. Nie było to dla mnie łatwe ponieważ sam musiałem o siebie zadbać. Czasem udało mi się zarobić uczciwie, czasem zmuszony byłem do drobnych kradzieży. Wreszcie kiedy skończyłem 18 lat poszedłem do pracy na PKP. Jenak długo nie popracowałem. Był to okres masowej likwidacji jednostek na kolei i moja lokomotywownia została zlikwidowana a ja nie mając kwalifikacji na trakcję spalinową i elektryczną musiałem odejść z PKP. Jednak przez ten krótki, siedmiomiesięczny okres nic mi nie dolegało, nie brałem żadnych leków..... robiłem to co kochałem - obsługiwałem parowóz :) Potem załatwiłem sobie pracę jako konsultant firmy "Oriflame" i chyba to był mój największy błąd. Otóż jakoś nie mogłem sobie dać rady w nawiązaniu kontaktów z klientami. Kilku kolegów doradziło mi, by sobie wypić piwko lub dwa to będzie łatwiej. No i zaczęło się, piwko, dwa, trzy, dziesięć, winko, wódka. Nie zdawałem sobie sprawy, że kilka lat brania leków spowodowało uzależnienie i w chwili kiedy sięgnąłem po alkohol to była już tylko zamiana środka. Trzy lata piłem codziennie, przepijałem co miałem, co się dało. Po 3 latach organizm odmówił posłuszeństwa. Znalazłem się jedną nogą na tamtym świecie. Chyba tylko cud sprawił, że zgłosiłem się do Poradni Odwykowej na Czarnej w Sosnowcu, przeszedłem terapię w Parzymiechach, potem, po ośmiodniowym ciągu detoks w Lublińcu ale po tym detoksie przestałem pić. Oczywiście po odstawieniu alkoholu objawy abstynencyjne zaczęto leczyć Relanium i to pomagało. Tu też zaczęło się błędne koło. Przez 3 lata nie napiłem się kropli piwa, brałem relanium doraźnie, w niedużych dawkach (5 do 10 mg/dobę), niecodziennie, nieraz przez kilka dni wogóle. Po 3 latach zapiłem. Powód był prosty - nieudana miłość. Był pretekst. Dwa tygodnie picia i znów detoks, na detoksie relanium..... po nim również relanium.

Co dziwne, objawy zespołu abstynencyjnego po odstawieniu alkoholu są niemal identyczne jak silny atak nerwicy. To dodatkowo pogarsza sytację. Dalej znów 2 lata byłem na lekach i znów zapicie, tym razem tylko tydzień i detoks, dla odmiany w Krakowie. Potem jeszcze były dwa dni picia z okazji Sylwestra w 2003 roku i detoks w Sosnowcu na oddziale psychiatrycznym w szpitalu nr 1, potem jeszcze w czerwcu 2004 roku napiłem się raz, jedna noc po której nie mogłem już wypić nawet kropli piwa. Tak jakbym dostał wstrętu do alkoholu. W zasadzie od 2002 roku Relanium biorę codziennie. Wcześniej było to średnio 15-20 mg/dobę, teraz już jakiś rok 10, nieraz 5.

Wracając do tematu nerwicy to najczęstszymi objawami uczucie osłabienia, wydaje mi się że mam zawał, że zaraz umrę. Często też mam okropny ból klatce piersiowej, przechodzący aż w plecy, pod łopatki. trzyma mnie to nieraz 10 minut a nieraz kilka godzin. Czasami nie skutkuje zarzycie nawet 15mg Relanium jednorazowo i kończy się wizytą na sosnowieckim Pogotowiu Ratunkowm, gdzie na wejście dotaję to co zawsze - zastrzyk z Relanium lub Hydroxizinum wraz z Pyralginą.

Nie są to jednak wszystkie objawy. Dodatkowo dochodzą lęki i fobie. Od wczesnego dzieciństwa cierpię na arachnofobię, paniczny lęk przed pająkami i pajęczynami. Jeszcze z dzieciństwa pamiętam jak ciocia czy babcia wchodząc ze mną do klatki najpierw szła do domu po miotłę, potem omiatała na klatce pajęczyny a potem dopiero ja wchodziłem. Strach przed pająkami i pajęczynami potrafi mnie sparaliżować. Mieszkając kilka lat temu w Krakowie wplątałem się w pajęczynę idąc przez Planty z samego rana i skończyło się to utratą przytomności. Ktoś z przechodniów wezwał pogotowie. Kiedy jest w parku czy lesie (jak muszę) to wchodzę tam z gałęzią trzymaną przed sobą. W domu dezynsekcja jest obowiązkowa. Mam też lęk wysokości, choć ten jest najmniej dokuczliwy bo nie stwarzam sytuacji by się uaktywnił. O wiele gorszy jest lęk przed ciemnymi pomieszczeniami. Kiedy jestem sam w domu wystarczy że coś stuknie by wywołać we mnie strach przed czymś, w co normalnie nie wierzę (duchy, zjawy, wampiry). Potrafi to wywołać u mnie dreszcze, czasem wychodzę z domu i wracam dopiero rano, kiedy już jest widno. Zwykle jednak oświecam wszystkie możliwe lampy, włączam TV i pracuję na komputerze.

Ostatnio zapisałem się do Poradni Psychiatrycznej w Katowicach Szopienicach. Dr Ratka zapisał mi na próbę Velafax. Wykupiłem, przeczytałem ulotkę i fragment o objawach ubocznych no i się zaczęło. Wziąłem tabletkę dopiero przed pójściem do psychologa wychodząc z założenia, że jak mi się coś zacznie dziać to na terenie szpitala mnie odratują. No i oczywiście będąc u psychologa nic mi się nie działo, dopiero po wyjściu i znacznym oddaleniu się od szpitala. Myślałem że nie uda mi się dojechać do domu, wziąłem dwie Rolki (Relanium 5mg), jakoś doczłapałem do domu, po jakichś dwóch godzinach minęło. Ale Velafaxu już więcej nie wziąłem. Na kolejnej wizycie lekarz powiedział mi, że dodatkowo występuje u mnie lęk przed lekami co znacznie utrudni terapię. Przepisał mi COAXIL i NASEN.

I tu prośba do wszytkich, którzy brali te dwa leki, napiszcie jak to działa i co może po tym się dziać??? Jeszcze tego nie wykupiłem, po prostu się boję że może mi się po tym coś stać.

Panicznie też boję się operacji, zastrzyków, pobierania krwi, stomatologa..... ogólnie jakiejkolwiek ingerencji chirurgicznej w mój organizm. Jako ciekawostkę napiszę Wam, jak wykryto, że jestem nosicielem wirusa HIV. Ano zaczął mnie boleć dość ostro brzuch. To było w lipcu 2003 roku. Poszedłem do nocnej przychodni jaka jeszcze była w Sosnowcu na Wawelu. Tam zaspana lekarka zawyrokowała: Wyrostek Robaczkowy i dała skierowanie do szpitala na chirurgię. Wierzcie mi, droga około 800 metrów jaka dzieliła szpital od przychodni to chyba była najdłuższa droga jaką pokonałem w swoim życiu. Zdążyłem przy okazji zadzwonić do rodziny, znajomych, pożegnać się.... W szpitalu chirurg wykluczył jednak wyrostek i zaczął mnie badać inny lekarz, który zauważył, że mam na szyji powiększone węzły chłonne. Od niego dowiedziałem się, że prawdopodobnie zostałem zakażony HIV a ten ból to efekt choroby retrowirusowej. Diagnoza ta potwierdziła się następnego dnia już na oddziale AIDS w Chorzowie. Naprawdę byłem wtedy szczęśliwy, że to HIV a nie wyrostek i że nie będą mnie kroić i że z tym można żyć.

Zapewne zastanawiacie się jak się zaraziłem. No cóż, sam nie wiem. Obstawiam dwie możliwości. 1. Mógł mnie zarazić mój dawny partner choć ten zaparł się, że HIV nie miał. 2. W Katowicach na dworcu zaczepił mnie kiedyś ćpun i natarczywie rządał pieniędzy. Jak mu powiedziałem, że opieka nie jestem to zaczął mi ubliżać no i nerwy mi puściły. Wyklepałem mu michę ile wlazło ale sam też rozwaliłem sobie dłoń. Innych możliwości nie widzę.

No i napisałem trochę o sobie i swojej chorobie. Podsumowując to wszystko jednoznacznie stwierdzam, że nerwica niszczy mnie coraz bardziej. HIV niewiele z tym wszystkim ma wspólnego, bynajmniej narazie, kiedy odporność cały czas utrzymuje się u mnie w granicach normy zdrowego człowieka. Zastanawiam się nad swoją psychiką. Co powoduje takie stany lęku, paniki, czasem depresji (choć bez myśli samobójczych)?? To pojawia się nagle, Relanium jako tako pomaga choć zapewne w inny sposób odbija się to na moim zdrowiu. Na codzień jestem normalny, należę do grona jednych z najlepszych specjalistów z zakresu trakcji parowej kolei europejskich. Zajmuję się tworzniem modeli 3D europejskich lokomotyw i w tej dziedzinie jestem uznany wręcz za magika (chodzi o to, że w ciągu miesiąca jestem w stanie przenieść do wirtualnego świata kilkanaście parowozów, co innym zajęło by kilka lat). Bardzo szybko się uczę nowych rzeczy, mam zdolność przyswajania wiedzy i efektywnego jej wykorzystania. Mam doskonałą pamięć wzrokową dzięki czemu jestem w stanie odtwarzać bardzo skomplikowane mechanizmy lokomotyw dosłownie z pamieci. (Nie piszę tego by się chwalić czy wywyższać - chodzi mi raczej o przedstawienie dwóch skrajnych właściwości swojej psychiki). Więc dlaczego w pewnych momentach przychodzi coś, nad czym nie potrafię zapanować?? Dlaczego to co teraz jest dla mnie fikcją (duchy, zjawy itp) w pewnym momencie przybierają wymiar rzeczwisty i nie potrafię temu zaprzeczyć?? Skąd bierze się ten lęk wchodzący w panikę choć dopuki nie zostanie on czymś uwolniony jest irracjonalny?? Wreszcie, dlaczego podczas ataku wegetatywnych (somatycznych) objawów nerwicy nie potrafię nad tym zapanować i nie potrafię wytłumaczyć sobie, że to dzieje się tylko w mojej psychice?? Co mogę zrobić by z tego wyjść?? Czy nerwica może przerodzić się w coś gorszego (np ciężką chorobę psychiczną)????

Napiszcie co mi możecie doradzić, napiszcie co z tego co opisałem możecie widzieć w swojej chorobie. Wreszcie, czy jako gej, zakażony wirusem HIV mogę liczyć na terapię grupową czy lepiej od razu sobie ten pomysł odpuścić???

Pozdrawiam, Marcin

EDIT: Jeszcze bezsenność czy jakkolwiek to nazwać. Po prostu nie potrafię spać w nocy. Zasypiam zwykle nad ranem, zwykle gdy jest już widno. Śpię w dzień. Niezawsze ale zazwyczaj. Bardzo często mam też tak, że próbując zasnąć, w zasadzie wchodząc w pierwszą fazę snu, coś mnie wybudza, jakby mnie coś straszyło. Zrywam się z krzykiem ( a niekiedy tylko wydaje mi się że krzyczę) i nie wiem co się dzieje. To jest okropne. Zwykle czuję przy tym (zanim się wybudzę) jakbym spadał gdzieś w odchłań. Częstokroć zdarza się to kilka razy zanim zasnę. Także często próbując zasnąć zaczyna mi wykręcać nogi , nieraz ręce. Takie jakby wyładowania elektryczne. Ale kiedy mówię o tym lekarzom i pytam się co to jest nie potrafią tego wyjaśnić.

Sen dla mnie też nie jest łatwy. Śnią mi się różne rzeczy, nieraz same nieposkładane w całość bzdury. Ale niekiedy sen jest bardzo realistyczny a to co się śni w niedługim czasie ma miejsce w rzeczywistości. Tak już sprawdziło mi się kilkanaście snów.

Czasami jestem gdzieś po raz pierwszy a wydaje mi się, że już tu byłem, że znam to miejsce. Czasami robię coś i po chwili uswiadamiam sobie, że już to kiedyś miało miejsce, identyczna sytuacja w identycznych okolicznościach. Czasem wydaje mi się, że wiem co będzie dalej, nieraz tak się dzieje.

Najgorszym jednak były sny po śmierci mojej Cioci. Przychodziła i prowadziła mnie gdzieś do Centrum Sosnowca. Tam znikała. Ale zawsze mówiła, że obudziła się w trumnie albo ja pytałem ją by mi powiedziała, jak to jest kiedy człowiek tam się obudzi. Tylko dlaczego akurat śniła się tylko mnie i nikomu innemu w rodzinie??
Ostatnio edytowano 20 gru 2006, 07:41 przez Martin76, łącznie edytowano 1 raz
Martin
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
20 gru 2006, 04:20
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez lija70 20 gru 2006, 07:21
:D Siemka pozdrawiam sąsiada myślę że napewno jest jakieś wyjście (chodzi mi o terapię ) trzymaj się :D
Myślę, że ludzie są znacznie lepsi, niż są w stanie sobie to wyobrazić w najśmielszych marzeniach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
81
Dołączył(a)
11 gru 2006, 14:03
Lokalizacja
Śląsk

Avatar użytkownika
przez Róża 20 gru 2006, 09:22
Martin-terapia,terapia i jeszcze raz terapia.Myślę,że to pierwszy krok dla ciebie do zdrowia.Na pewno bedzie długotrwała i nie taka łatwa,bo zbyt wiele złego w życiu doświadczyłeś,ale nie poddawaj się .
Dziwię się,że lakarze nie wiedzą co ci jest przy zasypianiu,to spadanie w otchłań,wybudzanie się(coś mnie wybudza)itd.to przeciez jest bardzo,bardzo częste przy nerwicy.Masz jednak wielkie szczęście w tym wszystkim,że dysponujesz świetną pamięcią,umiejętnościami i szybko się uczysz.Wielu nerwicowców ma z tym ogromne problemy.A i jeszce jedno-nerwica nigdy nie prowadzi do choroby psychicznej,to też bardzo częsty rodzaj lęku.
Pozdrawiam cię serdecznie.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Witaj Martin !!!

Avatar użytkownika
przez teflopondi 20 gru 2006, 11:59
Czytając Twój "Życiorys" bardzo ale to bardzo zrobiło mi się Ciebie szkoda i chciałabym Cie jakoś pocieszyć, niestety intuicja mi podpowiada że leki które bierzesz nie są dla Ciebie odpowiednie. Ja biorę od paru m-ce sertralinę i mi pomogła rewelacyjnie dosłownie odmieniła moje życie. Choruję na Agorafobie tzn. tak nazwał lekarz to jest taki zespół lęków i fobii, też nieraz topiłam smutki w alkoholu... . Najgorsze jest to że my ludzie wrażliwi jesteśmy przecież tacy dobrzy... lubimy pomagać innym no i często jesteśmy zupełnie nie głupi... Martin bardzo chętnie pogadam z Tobą na gg jakbyś miał ochotę ( w ciągu dnia jestem w pracy ale mogę pisać od czasu do czasu) wieczorami często czuję się samotna i też nie mam co robić :cry:
Martin jesteś napewno przemiłym i dobrym człowiekiem, pokrzywdzonym... Nie martw się !!! ja też tyle przeżyłam że już dawno myślałam żeby skończyć z tym wszystkim ale teraz jest dużo,dużo lepiej :lol:
pozdrawiam!!!
"kimkolwiej jesteś, jakiekolwiek były Twoje rany i bolesna przeszłość nigdy nie zapominaj zachować w swojej poranionej pamięci że czeka Cię - wieczność miłości ze mną..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
19 gru 2006, 11:11
Lokalizacja
opole

przez atrucha 20 gru 2006, 13:06
Marcin..Twoja opowieść zrobiła na mnie ogromne wrażenie..Własciwie nie wiem,co mam napisać..
Wiesz..w tym wszystkim to Ty tak naprawdę jesteś niewiarygodnie silny. Potrafisz w miarę normalnie żyć i funkcjonować. Obawiam się,że ktoś inny na Twoim miejscu nie poradziłby sobie z tyloma problemami. W kazdym słowie widać ogromną chęć pracy nad sobą zapewne wynikającą z Twojej sporej inteligencji...i determinacji.Dobrze,ze posiadasz takie cechy ponieważ jeszcze daleka droga przed Tobą. Według mnie konieczna jest intensywna psychoterapia..Nie mam pojęcia jak ten temat wygląda w Waszym mieście,ale wydaje mi się,ze Twoja orientacja seksualna nie powinna stanowić problemu.Warto skontaktówać się z jakimś dobrym ośrodkiem terapeutycznym i przedstawić swój problem.
Jeżeli chodzi o lekarstawa..Velafax (odpowiednik Efectinu) to bardzo dobry lek na stany lękowe.Przynosi zamierzone efekty i świetnie redukuje lęk i niepokój. Kilka pierwszych dni moze być tylko lekko uciążliwych. Poczytaj na ten temat w naszym indeksie leków (tematy:Velafax i Efectin)
Co do kolejnych Twoich lekarstw - niestety nie mialam z nimi do czynienia.
Ważne byś przełamał swój lęk i zaczął wykonywać zalecenia lekarskie,a co za tym idzie,brał regularnie tabletki.
Nasuneła mi się też pewna myśl.. Jak bardzo nerwica lękowa jest przewrotną chorobą,skoro myśl o tym że jest się nosicielem wirusa HIV nie paraliżuje tak mocno jak myśl o pająku,dentyście,chirurgu etc.. :roll:
Trzymam kciuki,Marcin.
Bądźcie dzielni! Pa :)
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1781
Dołączył(a)
04 sty 2006, 00:29

przez Swiatelko 20 gru 2006, 13:17
Martin!!!...Przeczytałam poczatek Twojego postu, a juz poczułam...jakby ktos dokładnie mówil o moich przezyciach, tylko, że ja mam macoche. Miałam podobne przejścia..detox, odwyk itd...nie chce się rozpisywac, ponieważ juz o swoim zyciu naoisałam na jednym z Forum. Nie pije 4 lata, natomiast przez cały czas lecze sie psychiatrycznie. mam napadowa nerwice lekową, tzw. fobie społeczną. Często nie sypiam w nocy, mam napady duszności, bole żoładka...czyli moge jeszcze do tego dołaczyc nerwicę wegetatywna. Lekarz od miesiąca zmienił mi leki i w końcu poczułam..."jakąś" energię" do działania. Sukcesem jest dla mnie wejście do solarium..ktos może by sie z tego smiał, ale jeszcze do niedawna była to dla mnie trauma nie do przełamania. Bywało, że bałam się wyjśc z domu, bo miałam wrażenie, że wszyscy na mnie aptrza, a to potęgowało jeszcze mój stan. Po rexetinie czuje się znacznie lepiej, a do tego biore jeszcze 2x dziennie Spamilan...zaczynam sie usmiechać, wychodzić z domu i czerapć radość nawet z tego, że lata mucha heheh...W styczniu chcę rozpocząc psychoterapie, bo zdaje sobie sprawę, że sama farmakologia nie wyleczy przyczyny. Natomiast na dzień dzisiajszy...jest oki..czego Wam Kochani Wszystkim Życzę.
Zdrowych Wesołych i Pogodnych Świat i Szczęsliwego Roku...będzie dobrze-buziaki Światełko :D :lol:

[ Dodano: Sro Gru 20, 2006 1:17 pm ]
I jeszcze jedno Marcinie..dziękuje, że poruszyłes ten problem..buziaczkiiiiiiiiiiiiiiiiiiii:-)))))))))))))))
Swiatelko
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 14:59

przez Martin76 20 gru 2006, 18:21
atrucha napisał(a):Nasuneła mi się też pewna myśl.. Jak bardzo nerwica lękowa jest przewrotną chorobą,skoro myśl o tym że jest się nosicielem wirusa HIV nie paraliżuje tak mocno jak myśl o pająku,dentyście,chirurgu etc..


No widzisz, akurat o HIV wiem bardzo dużo i zdaję sobie sprawę z tego, że będąc nosicielem mogę z tym żyć nawet do późnej starości. HIV nie oznacza już wyroku śmierci a dzisiejsza medycyna jest w stanie ten wirus zbić do poziomu niewykrywalności. Obecne leki antyretrowirusowe, podawane przy znacznym spadku odporności (poniżej 300 CD4), są w stanie sztucznie odbudowywać odporność organizmu. Natomiast chirurg czy dentysta, no cóż, jest to ingerencja w organizm za pomocą noży, igieł itp. Jeżeli podczas pobierania krwi wydaje mi się, że pękną mi żyły, że stracę przytomność, że powietrze dostanie się do krwioobiegu.... Tak więc chirurg czy dentysta kojarzą mi się jednoznacznie z cierpieniem, bólem, smiercią....




Róża napisał(a):Martin-terapia,terapia i jeszcze raz terapia.Myślę,że to pierwszy krok dla ciebie do zdrowia.Na pewno bedzie długotrwała i nie taka łatwa,bo zbyt wiele złego w życiu doświadczyłeś,ale nie poddawaj się .



Widzisz, od zawsze miałem wiele obaw dotyczących terapi grupowej. Żyjemy w tak dziwnym społeczeństwie, że ludzie, którzy sami żądają tolerancji niejednokrotnie nie potrafią jej okazać. Jeszcze do niedawna człowiek idący do psychiatry po poradę z góry skazany był na uznanie przez społeczeństwo za wariata, co wielokrotnie wielu ludziom tak naprawdę zniszczyło życie. Ale wśród samych ludzi z tzw "problemem", oczekujących tolerancji swoich słabości, choroby czy problemów spotkałem się z nietolerancją ze względu na orientację seksualną. Dlatego, bynajmniej narazie podchodzę do uczestnictwa w terapi grupowej bardzo sceptycznie, nawet z lękiem, że zostanę odrzucony przez grupę. A przecież nie mogę na terapi ukrywać prawdy o sobie bo mija się to wogóle z celem.


teflopondi napisał(a):Martin jesteś napewno przemiłym i dobrym człowiekiem, pokrzywdzonym...


Tak, to prawda, jestem miłym człowiekiem ale.... Widzisz, tak jest na ogół jednak coraz częściej jesli ktoś jest dla mnie niemiłym i mnie sprowokuje staję się bardzo agresywnym i wulgarnym. Niemal czuję jak ze mnie coś wtedy wychodzi. Kiedy miałem lat naście zawsze wszystkiego i każdego się bałem, unikałem ludzi, bałem się, że ktoś wyrządzi mi krzywdę, w zasadzie każda potencjalna osoba z którą się spotykałem stanowiła dla mnie zagrozenie. Jednak w pewnym momencie coś we mnie pękło i w zasadzie z dnia na dzień stwierdziłem, że przecież jestem facetem, że nie mogę pozwolić sobie by ktoś mnie krzywdził. Przełamałem w sobie strach przed drugim człowiekiem do tego stopnia, że potrafiłem się obronić, odeprzeć atak.... Dziś, pomimo tego, że na ogół staram się być miłym, grzecznym i dobrym to jednak gdy ktoś próbuje mnie krzywdzić po prostu się bronię, zarówno ostrą perswazją jak i siłą fizyczną. Czasami wydaje mi się, że mam dwie osobowości, niekiedy nie potrafię określić, która jest tą właściwą.
Martin
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
20 gru 2006, 04:20
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez d80 03 sty 2007, 03:23
drogi Marcinie, nie znam sie na nerwicy bo mam depresje i fobie ogolna ale napisze cos o terapii. byc moge terapia zbiorowa wcale nie jest dobrym pomyslem, ale spokojnie mozna sie dostac na terapie indywidualna w osrodku wspolpracujacym z nfz.
i tak chyba bedzie najlepiej. indywidualnie dla indywidualisty :-)
jesli chodzi o orientacje to sam musisz wyczuc terapeute. ja sie pewniej czuje u tych prywatnych, ale mam tez pozytywne doswiadczenia z niektorymi "panstwowymi" ktorzy nie robili z tego powodu zadnego problemu i mozna bylo szczerze porozmawiac na kazdy temat.
zycze Ci szybkiej poprawy samopoczucia.
Ostatnio edytowano 30 kwi 2008, 00:11 przez d80, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
d80
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
03 sty 2007, 02:34
Lokalizacja
białystok

Avatar użytkownika
przez gusia 03 sty 2007, 10:14
Cóz dodac Martin....powiem tyle--->wczytywałam się w to co napisałeś trzy razy,wiele chciałabym napisac.....może zrobię to na pw,powiem tylko-PODZIWIAM za przeogromną siłę,naprawdę jestem pod wrażeniem.
Trzymaj się cieplutko.
Pozdrawiam.

dodam jeszcze,że niepowinienes zostac odzucony przez grupę,wiem ,wiem że społeczeństwo jest rózne,ale Martin,pomyśl,kazdy kozystający z terapii ma jakies problemy...kurcze wkurza mnie to...nie powinienes ukrywac swojej orientacjii seksualnej,jesli nawet znajda sie w tej grupie osoby które inaczej na to patrzą,to niech sobie patrzą.olej to,ale nie wierze by odrzuciła Cię cała grupa.Martin życzę Ci powodzenia.Dasz radę.!!!
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

przez emilia20 06 sty 2007, 23:35
Cześć. Czytając to co napisałeś to naprawde Cie podziwiam że mimo wszystko starasz się prowadzić normalne życie. Ja mam bardzo podobny problem i bardzo mi z tym cieżko. W sumie przez całe życie borykałam się z tym problemem, ale dopiero teraz zdałam sobie sprawe jak bardzo może mi to utrudnić normalne funkcjonowanie.
Po tym co przeczytałam jestem już pewna że mam nerwice i to bardzo silną.Nie potrafie sobie z tym poradzić, miesiąc temu zaliczylam tydzień pobytu w szpitalu. Zaczne może od początu , jako dziecko czesto krecilo mi sie w glowie i przy tym mialam straszne bole brzucha. W szkole byłam zwykłą szarą myszką, uważaną za niezwykle grzeczną i spokojną.Bardzo bałam się oss oraz lekarzy,jak mialam jechac na pobranie krwi czy do dodentysty wszystko musialo sie odbywac ze strasznym krzykiem. Dziadek z mama trzymali mnie z calych sił a ja tak sie balam okropnie i nikt nie byl mi w stanie niczego przetlumaczyc.W podstawowce mi i mojej kolezance strasznie dokuczali koledzy z klasy, zauwazyli ze jesteśmy słabsze psychicznie i podatne na ich uwagi, przez to nie dawali nam spokoju. Skończyło się policją ponieważ zaczeli grozić nam śmiecia, bałyśmy się z domu wychodzić, a nie mówiąc o chodzeniu do szkoły. Pamiętam jak drwili i wyśmiewali się z nas a ja jużnie miałam siły sie bronić, wkońcu sie odczepili ale uraz został.
Jak miałam 14 lat kumplowalam się z dwiema sąsiadkami, razem chodziłyśmy do szkoły. Często się kłóciłyśmy, ale zawsze wygrywała przyjazń. Kiedy jedna z moich kolezanek zaczela chodzić z moim kuzynem zaczeły się problemy, moja cała rodzina była przeciwko ich zwiazkowi.
Mój dziadek był głównym prowodylem wszystkich problemów i kłótni u mnie w domu. Mama z tata strasznie sie zawsze kłócili, a teraz było jeszcze gorzej zabraniali mi spotkań z nimi i wszelkich kontaktów. Ja oczywiście robiłam wszystkpo na przekur, chodziłam z chłopakami specjalnie zeby ich wkurzyć. Wiem saba sobie byłam winna ale to było silniejsze odemnie, byłam młoda i głupia.A moje przyjaciłki i kuzyn nieraz spłatali mi figla i przez nich mi siue dostawało. Wiele razy byłam bita przez tate i dziadka, dokładnie to pamiętam tą złość i nienawiść, bezradność. Jest to bardzo długa historia i niesposób mi ją opisać.Było mi wtedy bardzo ciężko.Ledwo skończyłam liceum w ostatnim roku dopiero wziełam się w garść i zdobyłam mature. Nieraz czułam się zle i nawet pamietam takie zdazenie w szkole ze zrobilo mi sie strasznie słabo, mialam okropne zawroty głowy, myślałam że to przez żoładek, bo byłam głodna, ale nie to nie było to teraz to wiem.
Myślałam że umieram, serce waliło mi tak jakby miało wyskoczyć,szłam chodnikiem jak pijana, potykałam się o własne nogi, wszystko mi przeszkadzało.
Miałam nieraz takie stany ale żadko czasem robiło mi się słabo w kościele czy w jakimś miejscu publicznym a czasem w domu, gdy siedziałam spokojnie i nagle czułam to okropne uczucie i nic mi nie pomagało. Leczyłam się na zoladek dluzszy czas ale nic nie pomagało.
Teraz mam 21 lat i te objawy nasiliły sie, boje sie wszystkiego, nie moge sama wychodzić z domu, jestem na trzecim roku studiów i powoli je zawalam. Tak bardzo chciałabym być normalna, zdrowa.W domu chodziłam jak narkomanka, od ściamy do ścdiamy, zawroty głowy były nie do zniesienia, a lęk przed nimi jeszcze większy. Byłam w ciągłym napięciu i tylko wyczekiwałam kolejnego ataku.Robiło mi sie raz zimno a raz tak gorąco że okładałam sie zimnymi ręcznikami ,ale tak naprawde nie pomagało mi nic. A wszystko dziło się ponad miesiąc temu. Moja mama była załamana zawiozła mnie do szpitala, lekarka w ośrodku załamywała ręce, zmieżyła mi cukier miałam 35...(coś tam) podczas gdy norma to 80. Podała mi glukozę, która na moment jakby pomogła, ale pózniej było to samo, w karetce myślałam że wykorkuje. Każda sekunda była wiecznoscią było mi niedobrze, chciałam umrzeć. Nie przyjeli mnie do szpitala bo nie było miejsc, nic mi nie zrobili, a byłam coraz słabsza. Tego samego dnia dowiedziałam sie że dziadek miał zawał, mimo wszystko kochałam go i bardzo to przeżyłam.Myśllałam że to przezemnie, załamałam się. Gdy mnie puscili do domu nastepnego dnia miałam następne pare ataków nic nie pomagało mama znowu zawiozła mnie do szpitala ale innego.Tam lekarz ulitował sie nademna i mnie przyjeli, podali w kroplówce glukoze z magnezem i się uspokoiłam.Jednak to nie koniec w szpitalu miałam pełno takich ataków kazdy był coraz to gorszy od poprzedniego, wpadłam w depresje, marzyłam o śmierci. Wkoncu nie chciałam zadnych odwiedzin, wypedzalam wszystkich, bylam okropna zupelnie nie podobna do siebie. Lekarze wypisywali tylko kolejne skierowania na badania i kazali mi podawać kroplówki i zastrzyki. Straszyli mnie że mam guzy na trzustce albo wrzody,po mojej głowie chodziły rózne myśli, czy ja umieram?czy lekarze cos mi pomogą?
czy bede sie czuc tak zawsze i wypiosza mnie do domu w tym stanie?stracilam calkowicie apetyt i bez tego bylam dosc chuda, teraz to nie miałam siły by wstać nawet, jedzenie przyprawiało mnie o odruch wymiotny.
Było zle,chociaz czasem nawet dobrze jak zapominalam o tym gdzie jestem i dlaczego,jednak zle samopoczucie wciaz powracalo.Wkoncu wypisali mnie ze szpitala a ja nadal bylam slaba, po dwoch tygodniach poszlam do szkoly, czulam sie lepiej ale nie dosc dobrze, chcialam normalnie zyc.Pisalam prace licencjacka, uczyłam sie starałam sie czyms zająć myśli.Chwile było dobrze ale niestety mój problem znowu wrócił myślałam tylko o tym czy kreci mi sie juz w glowie czy nie,mysli nasuwaly sie same,kiedy potrafilam z tym walczycv teraz juz nie, wieczialam ze nie ma dla mnie juz ratunku.Szpital i dalsze badania mam dopiero na 23 stycznia, boje sie okropnie, to mnie przerastaTata. Szukając przyczyny mojego złego samopoczucia zaczeliśmy chwytać sie róznych metod, bylismy u irydologa(takiego lekarza któryczyta z oczu choroby, powiedzial mi tyle rzeczy że ledwo znążyłam spamiętać:alergia,chore płuca,nerki,jelita....)mialam dostac odpowiednia dietę.Cały czas nie zdawałam sobie sprawy ze to moze byc nerwica.Pewnego dnia tata ja k zawsze pracował w szklarni,słyszał ze mieszka tu niedaleko od nas znachor, a on akurat szedl droga zaczepił go i tak się zaczeło......................................................................................

Przyszedł obejrzał mnie zmieżył ciśnienie,on nie byl tylko znachorem ale i lekarzem i mnustwem specjalizacji, pochodził z rosji i zajmował sie medycyna naturalna. Zachowywał sie bardzo dziownie kazał mi sie modlić, pukal w w nerki i robił masaze.Na poczatku sie go bałam ale z czesem zdobyl moje zaufanie.Robił mi masaze z oleju i czosnku, stosował akupunkture i wiele innych metod, przy nim sie uspokoiłam troche.Po raz pierwszy nie bolały mnie plecy ani kości pozatym ze caly czas bylam slaba.Dziadek w tym czasie był w senatorium ,a gdy wrocil razem cwiczylismy, nie obeszlo sie bez awantu ale to nic nowego, wkoncu doszlismy do porozumienia.Teraz ćwicze sama jak tylko czuje że mnie łapie atak to ćwicze, jestem troche silniejsza i lepiej sie czuje.Masaze i kapiele w gorczycy bardzo mi pomogl, od szpitala caly czas mialam temperature i okropny kaszel ,a teraz od dwoch tygodni jest znacznie epiej,przynajmniej z tym.Ataki są nadal,są lepsze i gorsze dni ,ale staram się nie łamać zawsze znajduje sobie jakieś zajęcie, ćwicze, remontuje dom,pisze prace i odwracam myśli.Ten rosjanin nadal do nas przychodzi zawsze pyta sie o mnie, teraz leczy moja mame.On potrafi wszystko musze w niego wiezyc,miał swoja klinike i dobra prace, teraz nie ma nic, zabrali mu wszystko, a on pragnie leczyć.Mam nadzieje ze mi pomoże wyjśc i z tej nerwicy, ktorą jak on powiedzial mam od dziadka i taty(powiedział prawde). W domu jest taki spokoj teraz odkad nas odwiedza, jest znacznie mniej klótni. Dla niejednych jest tośmieszne i niepoważna ale tak jest. Wiem jedno ze musze sama z tym walczyc przede wszystkim ,ale napewno bedzie ciezko, ten rosjanin ma cos w sobie da mi sile, nie wieze w innych lekarzy, oni mi nie pomogli.

Dzieki temu co napisaleś jestem pewna że to nerwica jest moim problemem, a nie żadne inne choroby. Jak dobrze że natrafilam na tą strone. Dzięki!!!!!!!I powodzenia walcz z chrobą tak jak ja staram sie to robić.Pozdrowionka!
Emilia21
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
06 sty 2007, 21:54
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 39 gości

Przeskocz do