Samotność...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez marmarc 31 mar 2007, 21:08
Mój problem jest chyba taki, że jestem ostrożny wobec nie tych co trzeba, i naiwnie ufający tym co nie trzeba - tak mi się przynajmniej wydaje.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

Avatar użytkownika
przez IceMan 31 mar 2007, 21:26
marmarc napisał(a):że jestem ostrożny wobec nie tych co trzeba

Moja sytuacja z dzisiaj: Byłem na wycieczce - w ośrodku daleko położonym od jakiegokolwiek sklepu. No i posiedzieliśmy z kumplami w nocy przy "soczkach wysokoprocentowych". No i rano mnie piekielnie suszyło. Akurat słuchałem mp3, a kolega powiedział coś o wodzie (przedtem marudziłem, że mnie suszy). Nie usłyszałem wyraźnie, ale odebrałem to z góry jako złośliwość (pewnie nabija się, że mnie suszy, a dookoła do picia nic nie ma). I już miałem ochotę mu odpyskować, a patrzę, a on wskazuje mi na butelkę z odrobiną wody, która gdzieś pod stołem się jeszcze uchowała. No i zrobił dobrze, a ja byłem pewny, że chciał źle. No masz.... k***a bym prawie go zjechał za dobry uczynek :? przez swoje podejście. Myślę, że trzeba często nie dawać się tym społecznym emocjom i trzeźwo spojrzeć na wszystko i wszystkich dookoła. Akurat w tej aspołeczności jest tak, że czasem zamykasz się na ludzi (często tych dobrych), a czasem masz dość samotności i szukasz zrozumienia u kogoś i czasem otwierasz się przed kimkolwiek - czasami niewłaściwą osobą. I czasem się możesz przejechać na szczerości, co jeszcze wzmacnia twoją aspołeczność. Więc: więcej trzeźwości w postrzeganiu otoczenia i ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Lęk przed samotnością

przez Ewika 16 kwi 2007, 17:07
Chyba nie ma takiego topiku ...

Czy ktoś z Was czuje lęk przed samotnością? ja to bardzo często mocno go przeżywam. Cięzko znoszę rozstania ...
Czasem panicznie boję się tego, że zostanę na świecie zupełnie sama - może dodatkowo dlatego że jestem jedynaczką, moje rodzeństwo nie żyje. Do tego trudno nawiązuje głębsze relacje z ludźmi więc czasem mi się to wydaje naprawdę realne.

Taki wraca mi obraz że zostałam zupełnie sama, chcę krzyczeć, wołać żeby mnie ktoś zauważył ale nie mogę wydobyć z siebie głosu.

i taką mam refleksję - kiedy czlowiek nie jest oswojony z samotnością wtedy ma też trudności z przeżywaniem bliskości ... Jak sądzicie?
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
12 kwi 2007, 19:51
Lokalizacja
Lublin

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Justynka 16 kwi 2007, 18:39
Ja chyba też ostatnio zaczynam bać się samotności :( tzn. tego, że przez odsuwanie się od ludzi i unikanie bliskości, zostanę zupełnie sama i potem niezdolna już do jakichkolwiek kontaktów z ludźmi :shock: ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
183
Dołączył(a)
30 sty 2007, 20:40

Nerwica lękowa a samotność

przez Moniczka 09 lip 2007, 20:34
Czy tez jej doswiadczcie?Sa takie dni,kiedy wydaje mi sie,ze zyje sama na swiecie.Nie chodzi o lek przed wyjsciem do ludzi czy lek w ogole.Ja po prostu takze w tlumie czuje sie niewazna,zagubiona,odepchnieta.Ani rodzice,ani moj maz mnie nie wspieraja,nie rozumieja.Dla meza jestem "wariatka,ktora musi sie leczyc",dla rodzicow "hipochondrykiem".SAMOTNOSC towarzyszy mi kazdego dnia,ona jest we mnie i nie potrafie od niej uciec...Na zewnatrz wesola i modna,pewna siebie dziewczyna tak naprawde ciagle gram i udaje inna niz jestem,bo jestem zalekniona i niesmiala,mam plany,marzenia ale one nigdy sie nie spelniaja....Ten o wyjsciu z ktregu szalenstwa leku i samotnosci tez nie....
Moniczka
Offline

przez Pstryk 15 lip 2007, 20:09
Wszechogarniająca samotność... ja już chyba Kochanie przywykłam. Wręcz cenię sobie ją. Ale masz świętą rację. Rodzina, facet... to tylko ludzie. Nie można od nich wiele oczekiwać, jeśli w ogóle coś można... Nie jesteś aż tak samotna. Wirtualnie - ale chociaż tak - jestem z Tobą. Dla mnie nie jesteś wariatką.
Pozdrawiam cieplutko!
Pstryk
Offline

przez Mariè 18 lip 2007, 10:37
Moniczko, marzenie o wyjściu z choroby (nie nazywaj jej szaleństwem; to nietrafne określenie ;)) może się spełnić. Potrzeba na to trochę czasu. Nie trać więc wiary, bo bardzo się przydaje w walce z nerwicą.

Myślę, że wielu ludzi z tego forum doświadcza samotności. Ja też. Wczoraj spotkałam się z koleżanką, z którą chodziłam do szkoły, kiedy mój system nerwowy nie był jeszcze rozstrojony. Wczoraj wybrałyśmy się do kina. Że też właśnie podczas seansu nerwica musiała zaatakować! Czułam się jak posąg-mięśnie miałam napięte. W takim (na szczęście dość lekkim) stanie lękowym wracałam też do domu. Moja koleżanka nic nie mówiła, ale tego napięcia trudno nie zauważyć. Dziś mam z tego powodu doła. Chyba niepotrzebnie. Oddalam się od dawnych, drogich przyjaciół, jednak wierzę, że się podniosę, odbuduję stare znajomości albo nawiążę nowe. Nie wiem, kiedy nadejdzie ta chwila, ale wiara w nią nie pozwala mi się poddać.

Nie przejmuj się brakiem zrozumienia ze strony rodziny. Bethi ma rację-to tylko (zdrowi) ludzie. Trzeba im wszystko tłumaczyć aż im serce zmięknie. Przecież na pewno cię kochają. Bądź cierpliwa!
And my feelings are with you...
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
04 maja 2007, 14:07

Avatar użytkownika
przez vampirek82 18 lip 2007, 13:01
Mariè napisał(a):Myślę, że wielu ludzi z tego forum doświadcza samotności.


swieta racja...to juz chyba uroki tej choroby, nikt "zdrowy" nas nie zrozumie.... a "chorych" tylko na takim forum mozna spotkac, niestety ja rowniez odtyracilam przez chorobe prawie wszystkich znajomych, a milosc heh....moze jak wyzdrowieje....po co ograqniczac kogos swoja choroba,
a poza tym w domku mam dwa kotki wiec az tak samotna sie nie czuje, mam z kim pogadac :lol:
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

przez Mariè 18 lip 2007, 16:39
vampirek82 napisał(a):"chorych" tylko na takim forum mozna spotkac


Nie tylko na forum internetowym. ;) Czasami widuje osoby chore na nerwicę np. na ulicy czy w jakiejś instytucji. Niedawno pojechałam do Warszawy, żeby załatwić sprawę w banku. Kiedy czekałam, stanęła niedaleko mnie kobieta, która na 100% choruje na tę przypadłość. Nogi jej intensywnie drżały, a to wyraźnie ją peszyło. Ja też na początku się wstydziłam. Teraz, jeśli ktoś nachalnie i nieprzyjaźnie się na mnie gapi, posyłam mu takie spojrzenie, że chyba go ciarki przechodzą. W każdym razie przestaje. Sa, sa... :mrgreen: Wiem-straszna jestem, ale to jeden moich z nielicznych sposobów obrony.

Ja znalazłam miłość, kiedy byłam już chora. Jesteśmy ze sobą prawie rok i nawet nigdy się porządnie nie pokłóciliśmy. Jednak nasz związek chyba się rozpadnie. Nie z powodu nerwicy, ale odległości. Od kilku miesięcy dzieli nas kilkaset kilometrów. Chyba pęknie mi serce, jeśli się rozstaniemy. Mimo wszystko nie żałuję, że go spotkałam.

Jakże ci zazdroszczę tych kotków, Vampirku82! :D Strasznie chciałabym mieć w swoim otoczeniu zwierzaki. Niestety nie będzie to łatwe do zrealizowania. Planuję wynająć pokój w Warszawie. Dość mam już dojazdów.
And my feelings are with you...
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
04 maja 2007, 14:07

przez Pstryk 20 lip 2007, 21:31
Otaczają mnie ludzie. Maaasa ludzi. A ja czuję sie taka samotna. Oni się starają. Niektórzy być może wychodzą z siebie, żeby mnie "zadowolić". Ludzie kochani, czy Wy nie rozumiecie, że mi już nic nie pomoże. Dlaczego po prostu nie mogą mnie zostawić w spokoju. Pozwolić ułożyć sobie "życie" według mojego planu. Dlaczego nikt tego nie rozumie???
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez focir 20 lip 2007, 22:28
Ja mam takie szczescie, ze moj ukochany sam kiedys leczył sie na nerwice i mnie rozumie,wspiera, pociesza, sam jeszcze czasem ma, bo wrocila w mniejszym nasileniu po kilku latach.Kiedy leczyl sie pol roku pramolanem i przeszlo na kilka lat.
Gdy pierwszy raz zaczelo mnie dusic tak bez powodu, nagle, myslalam ze umre zaraz, a On powiedzial:,,Masz zwyczajnie nerwice'',Opowiedzial mi wtedy wszystko co sam przechodzil, dzieki temu bylo i jest mi latwiej.
Wspolczuje wam, ze Was nikt nie rozumie z bliskich.
Moi rodzice w sumie nazywaja mnie tez ,,hipcio'' od slowa hipochondryk, tata się smieje, a mi wcale nie do smiechu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
13 gru 2006, 13:37

Re: Samotność...

przez Tomek, Wrocław 20 lip 2007, 22:42
Ja nigdy nie mialem dziewczyny ale bym chciał mieć, ale przez tą nerwicę lękową i przez nadopikuńczą mamę mam małe szanse na znalezienie tej jedynej. Raz sie spotkałem z dziewczyną ale jak jej powiedziałem, że mam nerwicę telefon jej milczy. Chyba uznała mnie za wariata :cry:

Moje koleżanki ze studiów wychodzą za mąż a przez moja nerwicę chyba nie znajdę żadnej dziewczyny, a nie chcę ich oszukiwać że jej nie mam i się leczę.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
19 lip 2007, 23:19
Lokalizacja
Wrocław

Re: Samotność...

Avatar użytkownika
przez focir 20 lip 2007, 23:30
Tomek, Wrocław napisał(a):Ja nigdy nie mialem dziewczyny ale bym chciał mieć, ale przez tą nerwicę lękową i przez nadopikuńczą mamę mam małe szanse na znalezienie tej jedynej. Raz sie spotkałem z dziewczyną ale jak jej powiedziałem, że mam nerwicę telefon jej milczy. Chyba uznała mnie za wariata :cry:

Moje koleżanki ze studiów wychodzą za mąż a przez moja nerwicę chyba nie znajdę żadnej dziewczyny, a nie chcę ich oszukiwać że jej nie mam i się leczę.


Po co mówisz od razu o nerwicy.Milczenie to nie kłamstwo.Co innego gdybys miał smiertelną chorobę.Wiekszosc zdrowych osób kojarzy nerwice błędnie.Myśla, ze to taka choroba gdzie sie duzo wkurzasz i jestes rąbnięty.Mało kto wie, czym na prawdę jest nerwica.Mozesz z tą informacją zaczekać troszkę, az sie choc troche poznacie i bedziesz mógł na spokojnie wytlumaczyc Jej co to za choroba, ze to całkiem wyleczalne.

Co do mamy, to moze zwyczajnie z Nia pogadaj? To tez czlowiek i chyba jako tako zrozumie? A czym sie objawia ta nadopiekunczosc?

To, ze kolezanki ze studiów wychodza za maz to nie znaczy, ze Ty młody facet tez juz musisz.Wiekszosc facetów żeni się przed 30-stką.Nie ma pospiechu.Miłosc zjawi się w nieoczekiwanym momencie.Nie trac wiary:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
13 gru 2006, 13:37

Re: Samotność...

przez Tomek, Wrocław 20 lip 2007, 23:46
Nadopiekuńczość objawia się tym że mama się mnie pyta, gdzie ide, dokąd, kiedy wróce, z kim sie spotykam, weź parasol bo bedzie padac, uwazaj na przejsciu dla pieszych, itp. A jak niema mnie dłuzej to dzwoni ciągle.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:55 pm ]
Może tutaj na forum znajdę miłość swojego życia, dziewczynę z którą będę mogł zwalczać tą nerwicę.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
19 lip 2007, 23:19
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: SCF i 26 gości

Przeskocz do