Samotność...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Samotność&nerwica - czy są tu jacyś nerwicowcy single?

Avatar użytkownika
przez Saturn 22 lis 2005, 00:45
Moi

drodzy, jak to jest: czy nerwica, a raczej walka z nią jest łatwiejsza, bądź czy wydaje się tym, którzy są sami, że bylaby

łatwiejsza, z kimś? Nie mam na mysli rodziców czy rodzine (których wsparcie jest niezwykle cenne), lecz tak ważną, jeśli nie

najważniejszą część ludzkiego życia jaką jest miłość swej drugiej połowy? Co o tym myślicie? Jak uczucie (lub raczej jego

ewentualny bądź rzeczywisty brak) wpływa na walkę z nerwicą? Czy brak tego akurat rodzaju uczucia może być jednym z czynników

przyśpieszających zaburzenia nerwowe, depresje czy inne stany emocjonalne klasy b?
Stay cool! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
05 lis 2005, 14:08
Lokalizacja
Śląsk

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 22 lis 2005, 01:02
Witam!!!
Wiesz, ja już od dłuższego czasu jestem sam

(jestem typem samotnika), trudno mi się zakochać to chyba wpisane w mój znak zodiaku....hehe.
Rok przed choroba zerwałem z

moja ostatnią miłością ( a może tylko zauroczeniem?) i od tamtej pory jestem tz. singlem. Przez chorobe przechodzę sam, ale

nie narzekam. Wole samemu uporac sie z tym problemem, niż wciągać osobę "zdrową" (która chocby chciała i tak mnie nie

zrozumie), dla której taka sytuacja również może być męczaca. Tak samo było w czasie ataków, wówczas chciałem byc sam,

obecność drugiej osoby jeszcze bardziej mnie "rozwcieczała". Nie znaczy to że nie mam znajomych i przyjaciół (niektórzy

zniknęli z mojego życia gdy się dowiedzieli o mojej chorobie, ale to chyba normalka). Znalazłem nowych, nie wszyscy wiedzą o

nerwicy, a Ci co wiedza już zaponieli że jestem chory i traktują mnie jak dawniej.

Mi jest łatwiej przechodzić przez

to samemu.......
Pozdrawiam!!! :D :D :D
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

sad but true

Avatar użytkownika
przez Saturn 22 lis 2005, 01:28
Dzięki Angel za tego posta. W sumie u mnie jest

troche odwrotnie niż u Ciebie, tzn tez jestem sam obecnie, ale chciałbym przeżyć to z kimś, lecz bez wtajemiczania tej osoby.

Myśle, że uczucie pomogłoby mi walczyć i jestem przekonany, że pokonałbym moje problemy będąc z kimś u boku. Jednak to nie

jest tak, że tę osobę postrzegałbym tylko jako narzędzie to walki z moimi problemami. Nie jestem takim egoistą. Nie

chciałbym, by ta osoba doweidziała się o tym. Sama jej obecność by mi wystarczyła. Moją wielką obawą jest następujący fakt:

boję się, że gdybym kogoś znalazł a ta osoba dowiedziałaby się, czy to ode mnie, czy to od kogoś, co mi dolega, zostawiłaby

mnie, ze nie chciałby być z kims takim, a jeśli nawet, że by nie wytrzymała. Albo, że ktoś chciałby być ze mną, ale bałby się

wchodzić w bardziej zażyłe relacje w obawie przed faktem, ze mam nerwice i wybrałaby kogoś zdrowego zamiast mnie. To uczucie

mi towarzyszy, ta myśl, przez cały czas.......
Stay cool! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
05 lis 2005, 14:08
Lokalizacja
Śląsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 22 lis 2005, 01:36
Zadaj sobie pytanie? Czy chciałbyś być z osobą która po tym,

jak dowie się o twojej chorobie bedzie miała wątpliwości? Ja raczej nie. Wolałbym od razu powiedzieć na czym stoimy, a nie

ukrywać prawdę. Ponieważ są sytuacje w których nerwica daje o sobie znać. Czyż nie? Co wtedy pomyślała by ta osoba o tobie?

Że jesteś wariatem? Może lepiej na poczatku powoli wprowadzac ją w świat nerwicy i tłumaczyc na czym polega, niż zataić

prawdę. Pamiętaj że takie sytuacje (zatajenie) uderzają ze zdwojoną siłą kiedy wyjda na jaw.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

Avatar użytkownika
przez Olka 22 lis 2005, 08:55
Wiesz Saturn, ja jestem z kimś, kto wie wszystko na temat

mojej choroby. Zreszta wiedza o tym moi przyjaciele, moi koledzy i kolezanki z pracy, nie wstydzę sie tego. Bardzo dobrze się

z tym czuje. Wydaje mi sie, że takie maskowanie i takie ukrywanie swoich uczuć jest bardzo stresujące. Ja jak sie czegos boje

mówie o tym na głos, to od razu zmniejsza moj poziom lęku:) Ludzie bardzo pozytywnie reagują w takich sytuacjach:) A jeśli

chodzi o tak bliska osobe jaka jest partner, mysle, że ona powinna wiedziec o Twoich problemach, to napewno wyjdzie predzej

czy później, poza tym wtedy można liczyć na jakies wsparcie czy zrozumienie. Ja poniekąd poczułabym sie oszukana, gdyby moj

partner długo cos przede mna ukrywał, zreszta szczerość bardzo zbliża ludzi:) Ja nigdy nie spotkałam sie z jakąs złą reakcja

ze strony kogokolwiek, gdy mowie o swoich problemach:) Tak wiec nie obawiaj sie ze ktos się od Ciebie odwróci gdy sie

dowie...........Zastanów sie jak Ty byś zareagował, gdyby bliska Ci osoba powiedziała o swojej chorobie....
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

przez Gość 22 lis 2005, 11:25
Powiem szczerze ze ja mam faceta ale pomimo to czuje sie

samotnie w mojej chorobie.On mnie nie rozumie i nawet nie stara sie zrozumiec!czasami mysle ze bycie samej bylo by

latwiejsze!Zamiast wspierac mnie ciagle narzeka ze cos mi sie dzieje , zebym wziela sie w garsc itp.A to nie jest takie

proste!Mysle ze gdyby moj partner rozumial to co przechodze byloby mi o wiele latwiej!No ale coz!
Gość
Offline

przez Patiz 22 lis 2005, 12:17
Jesli chodzi o pelne zrozumienie mojej choroby przez mojego

meza to raczej wydaje mi sie to niemozliwe ,jego podejscie do tego tematu jest zartobliwe,chociaz zdaza sie ze bywa czasem

tez poirytowany.Mimo braku pelnego zrozumienia nie wyobrazam sobie zeby byc sama,wydaje mi sie ze samotnosc jest

sprzymiezencem nerwicy,ostatnio jak moj maz wyjechal na pare dni i bylam sama to mialam wrazenie ze moje dolegliwosci sie

nasilily.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
25 wrz 2005, 13:35

Avatar użytkownika
przez Fermina 22 lis 2005, 17:00
Ja obecnie jestem zupełnie sama z moją nerwicą (niedługo

zacznę ją nazywać przyjaciółką :lol: ), moja rodzina jest na drugim końcu Polski, znajomi jeszcze zbyt nowi żeby ich

wtajemniczać, mieszkam praktycznie sama. Wydaje mi się że byłoby mi o wiele łatwiej gdybym miała kogoś, kto by mnie rozumiał,

jestem tego pewna bo nawet gdy jadę do domu czuję ulgę, bo wiem, że nie muszę niczego ukrywać. Tutaj jeszcze nikt się chyba

nie domyśla jaki jest przawdziwy powód mojego częstego wychodzenia z uczelni. A ja mam czasami ochotę krzyczeć, że tak się

boję, że nie mogę wytrzymać! Zwłaszcza teraz gdy jest coraz gorzej.... Ale jeszcze bardziej przeraża mnie na myśl o tym, że

mogę się poddać, dlatego walczę, bez względu na to, że jestem sama, po prostu mobilizuję się i idę dalej, nawet gdy upadki są

coraz boleśniejsze...

Z góry przepraszam za taki pełen pesymizmu post, ale nie jest łatwo, naprawdę...ale kiedyś

WYGRAM, nie dam nerwicy tej satysfakcji!!!!
;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
142
Dołączył(a)
14 lis 2005, 18:32
Lokalizacja
nibylandia

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 22 lis 2005, 18:42
Wiecie, ostatnio zacząłem się zastanawiac, czy moze nie czas

spróbowac się zakochać. Mozliwe że było by lepiej żyć z nerwicą i bliską osobą, ale mam jeszcze mieszane uczucia........
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

Avatar użytkownika
przez cicha woda 22 lis 2005, 18:53
Dark Angel spróbuj a nie pożałujesz!
Druga połówka nie

jest gwarancją wyleczenia ale przez nerwicę nie możemy przekreślać szans na stworzenie normalnego związku.
Mamy prawo do

szczęścia jak każdy człowiek z nerwicą czy też bez.
...ogólnie mówiąc "life is brutal"
poza tym wszystko doskonale...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
731
Dołączył(a)
12 wrz 2005, 12:37
Lokalizacja
UK

Avatar użytkownika
przez Fermina 22 lis 2005, 19:07
Ja pomyślę nad tym dopiero jak się wyleczę a przynajmniej

będę już tego bliska. Narazie nie lubię, kiedy ktoś jest przy mnie kiedy się źle czuję, wolę zamknąć się w pokoju i czekać aż

przejdzie. Zawsze starałam się wszystko robić sama, radzić sobie ze swoimi problemami, itd. ale jak już będzie o.k. to kto

wie... :)
;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
142
Dołączył(a)
14 lis 2005, 18:32
Lokalizacja
nibylandia

a ja stracilem wszystko...

Avatar użytkownika
przez anonimowy-zalamany 22 lis 2005, 23:49
A ja wam powiem że ja mam juz dosyc

tego :( stracilem przez to wszystko najwspanialszą osobę na świecie... Byliśmy razem 1,5 roku, i ona nie potrafiła nie raz

zrozumieć mojego zachowania, chociaż postępowalem nieświadomie. Ta choroba to przekleństwo ;( Kocham ją i będę o nią walczył

do końca życia.... :cry:
Posty
68
Dołączył(a)
22 lis 2005, 23:45
Lokalizacja
Katowice

:)

Avatar użytkownika
przez Saturn 23 lis 2005, 00:09
Dzięki za wasze posty. Widze,ze temat jest w deche i

dobrze, że go poruszyłem. Ja chyba jestem za byciemz kimś, ogólnie źle znosze samotność. I nie mówie tu i byciu opuszczonym,

bo mam kochajacą rodzine która mnie wspiera. Ale chodzi mi o kogoś szczególnego, bliskiego...wiadomo. Dark Angel - zakochaj

się, to moja rada:-)Jeśli tylko będzie szansa, korzystaj. Niekótrzy całe życie czekają na takie uczucie...
Stay cool! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
05 lis 2005, 14:08
Lokalizacja
Śląsk

Avatar użytkownika
przez Saturn 28 lis 2005, 00:33
Jeszcze ma ktoś jakieś uwagi dotyczące zwiazków nerwicowów?

Piszcze o waszych przeżyciach, pytaniach, to tak na wszelki wypadek bo ta rubryka chyba została troche zapomniana, a

szkoda:D
Stay cool! :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
05 lis 2005, 14:08
Lokalizacja
Śląsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do