czego się boimy? Lęk przed.................

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Jaki jest Twój lęk?

Ankieta wygasła 12 gru 2009, 14:25

boję się śmierci
46
21%

..zdrady
9
4%

przed bliskością- nie umiem okazywać uczuć
17
8%

dotyczący obrazu własnej osoby (związane z niską samooceną
32
15%

lęk przed nieznanym otoczeniem
17
8%

lęk przed chorobą i cierpieniem
62
29%

lęk przed przemocą w domu
1
0%

lęk przed niezaspokojeniem potrzeby akceptacji, osamotnienie w rodzinie
5
2%

lęk moralny ; lęk przed superego czyli własnym sumieniem; poczucie winy, wstyd;
22
10%

lęk anankasytczny; związany z poczuciem przymusu wykonywania czynności, pod wewnętrzną groźbą kary za ich niewykonanie;
5
2%

 
Liczba głosów : 216

ciągle chce mi się płakać

Avatar użytkownika
przez faiter 26 mar 2007, 21:32
Witam,
Tak, często zdarza mi się płakać. Czasem narasta coś we mnie od środka, kumuluje, aby w końcu zamienić się w szloch. Czasem wywołane jest to impulsem związanym z wydarzeniami z mojej "czarnej" przeszłości (np: spotkanie byłego "prześladowcy").
Czasem smutek, a w rezultacie płacz dopada mnie kiedy jestem bardzo zmęczony - wtedy czuję się bezbronny, słaby i bardzo samotny... Wraz z płaczem przychodzą wspomnienia, "TE" wspomnienia, a wtedy pogrążam się jeszcze bardziej. Zderzenie bolesnej przeszłości z wegetacją dnia dzisiejszego nie daje nadziei na lepszą przyszłość. Im jestem starszy tym mam jej mniej; mniej mam też czasu...
Czasem płacz trwa chwilę, czasem szlochanie trwa kilka godzin, czasem ten stan nawiedza mnie codziennie. Wtedy "zapadam się" tak głęboko, że życie wydaje mi się karą, okrutną zabawą Boga - jego perfidną, cyniczną zemstą...
A wtedy...wiadomo, nie?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
22 mar 2007, 00:32
Lokalizacja
Pomorze

Avatar użytkownika
przez lula 26 mar 2007, 22:01
Moje problemy ze snem:
- tylko z telewizorem
- przy zasypianiu uczucie zapadania się
- wybudzanie się z uczuciem czegoś nieuchronnego
- wrażenie zatrzymywania oddechu przy zasypianiu
- sny głupie jak trudno sobie wyobrazić (to właściwie lubię)
-modlitwa nie pomaga, bo się boję, że mi się Bóg objawi, żebym się nie bała :roll:
- itp., idt. ale ogólnie uwielbiam spać, więc chyba jestem maso.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
15 sty 2007, 22:47
Lokalizacja
skądinąd

przez justys 27 mar 2007, 09:10
Niteczka niestety mam tak samo jak ty :( Czasem moglabym tez godzinami plakac,a powody raz sa a raz ich nie ma.Bardzo czesto tez mysle ze lepiej gdyby mnie nie bylo na tym swiecie...wtedy czuje sie smutna i bardzo samotna.U mnie to sie zaczelo kiedy poszlam na studia,bo w liceum calkiem dobrze sobie radzilam.Nie bylam w stanie isc na zadne cwiczenia tak strasznie sie denerwowalam,nie moglam spac w nocy,a potem chodzilam nie wyspana,caly czas zmeczona,zero koncentracji.Wogole nie bylam w stanie sie uczyc.Po pewnym czasie nie wytrzymalam i zrezygnowalam... :( A teraz wcale nie jest lepiej bo nie moge przez to znalezc pracy.Jak mam isc na rozmowe kwalifikacyjna to cala sie trzese...a pracowac chce i to bardzo.Najgorzse jest to ze wzsyscy mysla ze ja po prostu leniwa jestem,strasznie mnie to denerwuje :twisted:
Moze sie uda i wybiore sie w koncu dzisiaj do psychologa... :mrgreen:
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
22 mar 2007, 15:57
Lokalizacja
czestochowa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez ashley 27 mar 2007, 15:12
Hej! Możesz teraz zacząć nowe życie i sama wybrać sobie towarzystwo, jeśli to poprzednie i życie i znajomi Ci nie odpowiadali teraz stiosz w punkcie wyjścia- podejmij wlasciwa decyzje jak chcesz zyc, pozdrawiam:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Avatar użytkownika
przez faiter 27 mar 2007, 19:52
Elo justys,
Czasami płacz ma działanie terapeutyczne - jest jak wentyl przez który wypływa całe nagromadzone napięcie. Po takiej "płaczącej sesji' można poczuć znaczącą ulgę. Ważne jest, aby nie zamienił się w rozpacz, bo wtedy to już krok od depresji...
Ja studia zaczynałem po raz "enty" jak miałem 25 lat - także masz jeszcze duuużo czasu ;)
Co do pracy, to na bezrobociu byłem trzy lata i jakoś dałem radę chociaż rodzina i otoczenie dawało mi się we znaki. W końcu postanowiłem, że wezmę co się trafi - głównie po to, żeby odbić się od dna.
Praca ma też w pewnym sensie działanie terapeutyczne; pozwala "oderwać się" od czarnych myśli i pomaga poukładać życie.
Co do twoich lęków to szukaj pomocy u różnych źródeł;
"A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój [...]"
Pozdrawiam :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
22 mar 2007, 00:32
Lokalizacja
Pomorze

Avatar użytkownika
przez Aklo 27 mar 2007, 23:25
Ja też czasami płaczę :cry: to się zdarza sporadycznie, najczęściej jak już naprawdę mam wszystkiego dosyć i jeszcze najlepiej żeby obok był ktoś komu mogę wyżalić wszystko co mnie boli i męczy. Jak siętak wypłaczę i wyżale na maxa to wtedy jest mi tak lżej na duszy, ;poprostu dostaję takiego powera do życia i wszystkiego co robię, czuję się wtedy jakby oczyszczona hehe
Mi to naprawdę pomaga raz na jakiś czas porzadnie sięwypłakać, taka terapia :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
20 mar 2007, 01:27

przez justys 28 mar 2007, 09:13
Dziekuje faiter za mile slowa :smile: Wczoraj wlasnie tak sobie poplakalam,bo mialam juz wszystkiego dosc i naprawde pomoglo.A dzisiaj wybieram sie do psychologa bo juz sama nie radze sobie z lekami...
Studia mam nadzieje ze zaczne od pazdziernika drugie podejscie ;) hehe moze teraz sie uda...
Pozdrawiam :smile:
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
22 mar 2007, 15:57
Lokalizacja
czestochowa

Avatar użytkownika
przez Wesnaa 28 mar 2007, 14:08
Tak naprawdę z tych wszystkich rzeczy najbardziej boję się śmierci. Swojej, kogoś bliskiego, przyjaciela, kogoś z rodziny...
Second Life Syndrome
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
30 lis 2006, 11:14
Lokalizacja
sama nie wiem...

Lęk przed niespełnieniem się jako człowiek

Avatar użytkownika
przez MarionetaDeTrapo 29 mar 2007, 09:44
Czy również odczuwacie lęk przed niespełnieniem sie jako człowiek? Ja dokonałem analizy lęków z podziałem na kolejne maski, które powinniem przywdziać w życiu.

*syn - rodzice dali mi wszystko czego dziecko potrzebuje do rozwoju, zarowno intelektualnego jak i fizycznego.

Nauczyli trzech języków obcych, jazdy konnej, gry w tenisa, zainteresowali nauką w taki sposób, aby nie sprowadzała się do ona do nudnego wkuwania głupich regułek, ale odkrywania fascynujących zależności, pokazali pół świata i nauczyli toleracji dla innych kultur i przekonań, jednym słowem otworzyli głowę. Pokazali, że Sonata Księzycowa jest piękniejsza i głębsza niż tandetna popkulturowa rąbanka, że na świecie jest więcej niż siedem cudów świata i pędzel trzymany w ręcy jest doskonalszym narzędziem niż ten kilkunastopikselowy photoshopa.

Pobudzali kreatywność poprzez naukę gry na intrumentach i niezliczone zabawy w dzieciństwie. Uczyli wrażliwości na piękno i na krzywdę, poprzez dyskusje w których traktowali mnie jako równorzędnego interlokutora, a nie jeszcze sepleniące dziecko. Zwracali uwagę, że język jest po to, aby się komunikować, a nie paplać, że istnieją setki sposób na wyrażanie emocji, zanim użyje się pospolitego slowa na k czy ch.

Z dwóch swiatów ukrytych za szkłem okna i windowsa, ten pierwszy jest bardziej warty uwagi. Wskazali ciekawych ludzi, których biografiami fascynowałem się bardziej niż lekturami Krzyżaków czy banalnymi przygodami podróżników międzyplanetarnych.

Uświadomili, że powinnien postepować tak, aby nigdy nie wstydzić się tego kim jestem, ani co robie. Że skoro noszę spodnie, to muszę walczyć i być najlepszym, bo bylejakość jest gorsza niż brak. Że nad problemami się nie płacze, ale znajduje się sposoby, aby je rozwiązać. Że niebo nie zawsze niebieskie jest, a zwykle wrogowie sie uśmiechają.

Najbardziej mnie boli, to że teraz robię wszystko dokładnie odwrotnie do ducha w jakim zostałem wychowany.

Jednym słowem dali mi wszystkie umiejętności jakie człowiek potrzebuje, aby przetrwać w tym świecie, a ja nie potrafię ich wykorzystać.

*ojciec - obwiązkiem każdego człowieka jest prokreacja, bo należy pozostawić po sobie ślad, życie nie może być pełne bez dziecka, jednak ja chyba nigdy nie zdecyduję się na potomka, bo odpowiedzialność, która była we mnie kształtowana od kołyski, nie jest moją najmocniejszą stroną, a dziecko musi być najszcześliwsze i wyposażone w umiejętności, które pozwolą jemu przetrwać, a których ja nie potrafiłbym przekazać.

Niestety, raczej nie będę autorytetem i dobrą instancją modelu behawioralnego wzrocowego człowieka.

*mąż, głowa rodziny - obawiam się, że nie zapewnie mojej rodzinie odpowiedniego statusu społecznego, życia na odpowiednim poziomie.

Żona nie będzie ze mnie dumna, nie będę jej imponować pod żadnym względem. Nie będę dość silny, aby podejmować decyzji, być skałą i podporą.

W końcu stanę się cieżarem dla rodziny, człowieczkiem, który nie potrafi poradzić sobie z rzeczywistością, tak jak ma to miejsce teraz.

*obywatel - pomimo gruntownemu wykształceniu, boję się, że nigdy nie osiągnę satysfakcji zawodowej, nie dorównam sukcesom moich rodziców, stanę się przez to zgorzkniałym człowiekiem, niespełnionym do szpiku kości, tracącym szansę za szansą. Pomimo zakrzewionej silnej ambicji i drive'owi, boję się podejmować ryzyko, wychylać głowę, krzyczeć "NIE", gdy coś mi sie nie podoba.

Tyle o moich lękach, które mogę nazwać lękami moralnymi.
Posty
24
Dołączył(a)
11 lut 2007, 10:12

Avatar użytkownika
przez Róża 29 mar 2007, 10:42
MarionetaDeTrapo-dosłownie z otwartymi ustami,jak małe zafascynowane dziecko, czytałam fragment o twoich rodzicach.I przyszła mi do głowy jedna myśl na twój temat:człowieku,to co ty tu robisz??!!
A jednak.Wydaje mi się,że czułeś jednak jakąś presję ze strony rodziców,a teraz czujesz się winny,że nie mogłeś temu sprostać.Psychoterapia,koniecznie.Musisz rozwalić te klocki jeszcze raz i powoli ukształtować swój własny wizerunek.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez MarionetaDeTrapo 29 mar 2007, 20:05
Oczywiście, że czułem pewne brzemię noszone na moich barkach, ale nie był to ciężar ze strony rodziców, ale raczej wobec nich. Pewien rodzaj zobowiązania.

Każdy rodzic chce, aby dziecko było jak najlepiej przygotowane do życia i albo osiąga to poprzez namacalny napór albo poprzez motywację, czyli popularną zasadę kija i marchewki, a ambicja to nieowyobrażalna siła napędowa.

Żal mi jedynie tego, że daleko jest mi do człowieka jakim do bycia zostałem predestynowany początkowo.
Posty
24
Dołączył(a)
11 lut 2007, 10:12

przez Neurotic Guy 29 mar 2007, 20:17
żeby to poukładac nie potrzeba żadnej przeklętej psychoterapii.Sam do tego dojdziesz , zamiast klękać przed psycholem

Ja na szczescie miałem swój własny rozum i do rad rodziców odnosiłem sie z dystansem , dzis na tym korzystam.Zamiast zastanawiac sie co inni o mnie myslą skupiam sie na sobie i powoli realizuje co mam do zrealizowania.Opiniami innych sie nie najem
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 17:42

Avatar użytkownika
przez MarionetaDeTrapo 29 mar 2007, 21:57
Neurotic Guy napisał(a):Ja na szczescie miałem swój własny rozum i do rad rodziców odnosiłem sie z dystansem , dzis na tym korzystam.


Mnie chodzi raczej o to, że mam jakby pretensję do siebie, iż mając pokazane pewne opcje życiowe, wybrałem te niezbyt korzystne dla mnie. I mając wiele rzeczy podanych na talerzu, nie korzystałem z nich.

Moje lęki związne są głównie z przyszłościa, natomiast część dotycząca dziecinstwa jest najbardziej dogłebnie opisana, po poprostu ją potrafię zrelacjonować. Nie ma tam żadnej pretensji do stylu mojego wychowania. Jest jedynie wdzięczność.
Posty
24
Dołączył(a)
11 lut 2007, 10:12

przez marmarc 30 mar 2007, 22:08
myślę, że Twoje obecne życie Ci nie odpowiada i nie masz za wiele nadziei że w przyszłości się polepszy, Z kolei - ponieważ miałeś, jak to sam oceniasz, w młodości cały wachlarz możliwości do wyboru, z których mogłeś wybrać tylko cześć, masz teraz do siebie pretensje, że wybrałeś nie to co trzeba, i teraz ponosisz tego smutne konsekwencje. Dodatkowo masz poczucie winy że zawiodłeś rodziców, którzy w Ciebie zainwestowali, a ty okazałeś się "nietrafioną" inwestycją. I w ogóle - masz poczucie winy wobec społeczeństwa, bo w planach miałeś odgrywać jakąś ważną społecznie rolę - np. być ordynatorem kliniki kardiologicznej albo szefem prokuratury czy sędzią - słowem miałeś być kimś. Rozumiewm, że to wszysko jest dla Ciebie problemem, nawet jeżli to wszystko sobie tylko wmówiłeś, a rzeczywistośc jest inna.
Ale czy to znaczy że masz nerwicę? Napisz czemu myślisz, że masz nerwicę?
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 28 gości

Przeskocz do