czego się boimy? Lęk przed.................

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Jaki jest Twój lęk?

Ankieta wygasła 12 gru 2009, 14:25

boję się śmierci
46
21%

..zdrady
9
4%

przed bliskością- nie umiem okazywać uczuć
17
8%

dotyczący obrazu własnej osoby (związane z niską samooceną
32
15%

lęk przed nieznanym otoczeniem
17
8%

lęk przed chorobą i cierpieniem
62
29%

lęk przed przemocą w domu
1
0%

lęk przed niezaspokojeniem potrzeby akceptacji, osamotnienie w rodzinie
5
2%

lęk moralny ; lęk przed superego czyli własnym sumieniem; poczucie winy, wstyd;
22
10%

lęk anankasytczny; związany z poczuciem przymusu wykonywania czynności, pod wewnętrzną groźbą kary za ich niewykonanie;
5
2%

 
Liczba głosów : 216

Lęk przed 'nowym'

Avatar użytkownika
przez kikut 24 sty 2007, 18:53
Wyjscie z nerwicy oznacza stanie się nowym, innym człowiekiem. Z nowym sposobem myślenia, innymi reakcjami, innymi schematami zachowań itp. Nie boicie się tego nowego? Ja mam wrażenie, że nie poradzę sobie z "nowym sobą". Po prostu boję się zmienić, a jednocześnie wiem, że stare nawyki szkodzą - i w ten sposób tkwię w martwym punkcie.

"[...] Powiedzenie choremu, że aby wyzdrowieć, musi się zmienić, to często propozycja nie do przyjęcia, bo oznacza rezygnację z własnego 'ja'. O złamaniu nogi czy infekcji można powiedzieć: 'to moja choroba'. Mając przewlekłe zaburzenia nerwicowe, trzeba zdac sobie sprawę, że 'choroba to ja'. Wobec tego 'albo zostanę chory, albo przestanę byc sobą po to, żeby być zdrowym'. Dla wielu to dramat. [...]".

"[...] Ani więc poznanie swoich rzeczywistych motywów działania, ani rozszyfrowanie znaczenia objawów, a tym bardziej podjęcie decyzji, że chce się zamienić swoje zaburzone 'ja' na zdrowe, nie jest prostą sprawą i wielu chorych wzbrania się przed takim krokiem. [...]".

Cytaty za: "Pomóc sobie wbrew sobie", z prof. Jerzym Aleksandrowiczem rozmawia Aneta Piech.
Miesięcznik "Znak", nr 601, czerwiec 2005 r.

Co o tym myślicie?

edit.tematu(dop.snaefridur)
Sponsorem mojego powrotu do życia jest NFZ.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
25 lut 2006, 19:02

przez wiki86 24 sty 2007, 19:59
znam goscia poznałam go na terapi i on ma racje tak juz jest z naszą choroba
"Dopóki walczysz jestes zwycięzcą"
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
02 kwi 2006, 21:47
Lokalizacja
Alwernia

Avatar użytkownika
przez TOFIK 24 sty 2007, 20:56
od października chodze na terapię do jednej pani psycholog. i po tym czasi inaczej patrzę już na niektóre swoje "odruchy". powiedzmy że staram się je czasami logicznie zanalizowaći z reguły wychodzi że są pozbawione logiki :) to tzw wyuczone mechanizmy. jeśli jest moje obecne "ja" to jestem w stanie się większości z nich pozbyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
18 wrz 2006, 16:45
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Gringo 24 sty 2007, 22:04
Wyjscie z nerwicy oznacza stanie się nowym, innym człowiekiem. Z nowym sposobem myślenia, innymi reakcjami, innymi schematami zachowań itp. Nie boicie się tego nowego? Ja mam wrażenie, że nie poradzę sobie z "nowym sobą". Po prostu boję się zmienić, a jednocześnie wiem, że stare nawyki szkodzą - i w ten sposób tkwię w martwym punkcie.


Boisz się tego nowego, tak? Kiedy już się zmienisz, to nie będziesz się bał, skoro cały czas się boisz, to znaczy, że się nie zmieniłeś, proste, prawda? : )

"[...] Powiedzenie choremu, że aby wyzdrowieć, musi się zmienić, to często propozycja nie do przyjęcia, bo oznacza rezygnację z własnego 'ja'. O złamaniu nogi czy infekcji można powiedzieć: 'to moja choroba'. Mając przewlekłe zaburzenia nerwicowe, trzeba zdac sobie sprawę, że 'choroba to ja'. Wobec tego 'albo zostanę chory, albo przestanę byc sobą po to, żeby być zdrowym'. Dla wielu to dramat. [...]".

"[...] Ani więc poznanie swoich rzeczywistych motywów działania, ani rozszyfrowanie znaczenia objawów, a tym bardziej podjęcie decyzji, że chce się zamienić swoje zaburzone 'ja' na zdrowe, nie jest prostą sprawą i wielu chorych wzbrania się przed takim krokiem. [...]".

Cytaty za: "Pomóc sobie wbrew sobie", z prof. Jerzym Aleksandrowiczem rozmawia Aneta Piech.
Miesięcznik "Znak", nr 601, czerwiec 2005 r.

Co o tym myślicie?


Prawde mówi. To samo sedno tej choroby, którą w duuużym stopniu sami sobie stworzyliśmy.
Gringo
Offline

przez annerinea 27 sty 2007, 14:38
:)...witam i dodam od siebie kolejny cytat, który bardzo lubię, bo jest odbiciem tego, co przechodziłam kilkanaście lat temu podczas swojej osobistej terapii:"...to jest koszmar wszystkich ludzi...(...)-że tropi ich coś, przed czym nie ma ucieczki.Cały świat jest kryjówką, miejscem ukrycia są pola, jaskinie, lasy i strumienie, klatki schodowe i strychy, przejścia podziemne i piwnice. Własne szafy, własne ubrania;zamknięcie powiek. I dopóki człowiek ucieka, dopóty jest ścigany...(...)...zatrzymaj się i odwróć twarz do swojego prześladowcy, pozwól przystawić sobie lufę do czoła, wystaw pierś na ostrze strzały, odsłoń szyję błyskowi noża-wtedy przestaniesz się bać..."(Olga Tokarczuk, anna in w grobowcach swiata,wydawnictwo Znak, Kraków 2006)
...kiedy kilkanaście lat temu zakończyłam swoją terapię, bardzo bałam się nowej siebie...zaryzykowałam:)...było warto...długa i męcząca droga, ale odnalazłam klucz do siebie samej...oswoiłam swój lęk...przestałam się bać...zrozumiałam, co mój własny lęk chciał mi powiedzieć o mnie samej...nie o innych...o MNIE...wzięcie odpowiedzialności za siebie samego, za własne leczenie, za tworzenie nowego jest początkiem nowej drogi...pozdrawiam, Anna:)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
27 paź 2005, 14:36
Lokalizacja
Szczecin

przez widar 27 sty 2007, 15:27
Ech... Lęk przed "nowym" załątwił mnie na dobre. Nienawidziłem i do tej pory nienawidzę kontaktów z nieznanymi ludźmi, bardziej skomplikowanych sytuacji społecznych. "Leczyłem" to przy użyciu alkoholu. Niezbyt dobry sposób, ale przynajmniej mogłem kontaktować się jakoś z ludźmi. Dzięki upojeniom znikało drugie dno mojej oobowości, nie musiałem się zastanwiać, analizować wszystkiego. Niestety było tego trochę z dużo. Zresztą kace po pijaństwie stawały się z czasem coraz silniejsze. Pojawiły się napady lęku. Izolowanie się od ludzi, totalna alienacja. Błędne koło. Teraz nie piję, bo w końcu poszedłem do psychiatry. Jednak to niewiele da, bo za dużo rzeczy spieprzyłem... Szkoda że wczesniej nie dokończyłem leczenia. Zamiast tego znowu zacząłem chlać na umór.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
27 sty 2007, 12:44

przez annerinea 27 sty 2007, 18:21
..." Jednak to niewiele da, bo za dużo rzeczy spieprzyłem... Szkoda że wczesniej nie dokończyłem leczenia..."...jedni piją, bo mają złą mamę...fatalną żonę...są nieśmiali...każdy powód jest doskonały...Ty jeszcze chcesz pić i niestety usprawiedliwiasz swoje picie...boisz się spojrzeć prawdzie w oczy i wziąć odpowiedzialność za swoje życie...nawet to spieprzone...nie mam prawa udzielać Ci rad, ale jeśli naprawdę będziesz chciał zacząć i dokończyć leczenie, zrobisz to...wychodzenie z uzależnienia jest ciężką pracą...ale można z tego wyjść...trzeba poznać swoją chorobę i mechanizmy, które ją napędzają...nie wiem z jakiego miasta pochodzisz, ale spróbuj pochodzić na mitingii AA...porozmawiaj z ludźmi, którzy przechodzili swoje małe piekło...porozmawiaj z alkoholikami, którzy już nie piją...i nigdy nie trać nadziei...nigdy:)...bardzo serdecznie Cię pozdrawiam, Anna:)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
27 paź 2005, 14:36
Lokalizacja
Szczecin

Avatar użytkownika
przez telimenka 28 sty 2007, 23:30
ostatnio mi się pogłębiło. Boję się zasypiać, a gdy mam w nocy jakis zły sen - potem nie mogę zasnąć. Stale rozglądam się po pokoju i nawet boję się iść do kuchni po wodę. wcześniej już było tak dobrze, chodziłam nawet na przekór sobie po coemku i cieszyłam się, że to przełamuję... Dzis moja mama mnie przestraszyła, opowedziała mi jakąś historię która jej zdaniem wcale nie była straszna... powiedziałam jej że mam dośc tego, że od dziecka mnei wszyscy straszyli głupimi historiami o duchach... poszłam do swojego pokoju, gdy tylko tam weszłam na ułamek sekundy zgasło światło i wyłączył się komputer, - to samo u moich rodziców... ale się wystraszyłam, wiem - to głupie co piszę ale teraz tu siedzę i nie wiem czy dziś w nocy zasnę. To jest nienormalne.. boję się że w końcu naprawdę coś zobaczę...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
270
Dołączył(a)
14 mar 2006, 21:36
Lokalizacja
Śląsk

Avatar użytkownika
przez didado1 29 sty 2007, 11:08
xxx
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1189
Dołączył(a)
03 mar 2006, 14:35

przez Helmut 03 lut 2007, 20:46
To się nazywa agorafobia. Jedna z najgorszych fobii, jaka może się przydarzyć człowiekowi.
To choroba dobrze znana w krajach kapitalistycznych o dużych kontrastach społecznych.
W pewnym momencie coś pęka w psychice, coś niezrozumiałego, niewytłumaczalnego. Lęk wyskakuje, jak diabeł z pudełka.
Czy z tego można wyjść - w pewnym stopniu, jednak nigdy nie wyleczymy się zupełnie. Obwarowane jest to wieloma czynnikami.
Oczywiście można pokonać etap bycia "więżniem we własnym domu" i przejść do etapu (jak to ktoś określił) psa łańcuchowego.
Wymaga to jednak szalonego wysiłku z naszej strony.
Pomocne są zdecydowanie "piguły".
Rodzina odgrywa w tym także znaczącą rolę.
Ten problem ćwiczę na własnej skórze od wielu lat.
Mam pewne osiągnięcia, ale o powrocie do normalności mowy nie ma.

[ Dodano: Sob Lut 03, 2007 7:46 pm ]
"Ja biore seroxat. Pierwsze 2 tygodnie byly dla mnie bardzo ciezkie, ale teraz jest cudnie. Z tego co rozmawialam z lekarka i psychoterapeutka ..."

Tak pisze Aga1.
A ja sobie wyczytałem, że: " Z początkiem roku 2007 pojawiły się doniesienia o manipulacjach producenta leku, które miały potwierdzić jego skuteczność, mimo udokumentowanych związków między przyjmowaniem leków a skłonnościami do aktów samobójczych."
To tyle.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
03 lut 2007, 19:30
Lokalizacja
z tego kraju

Ataki leku

przez elzjaro 04 lut 2007, 09:54
Witam Was.Moje objawy,sa podobne do Waszych.Ten kto nie doswiadczyl nerwicy,lekow neurotycznych,to tego nie zrozumie.Jestem w innym kraju,jakos funkcjonuje,ale prawie codziennie towarzyszy mi niepokoj,oraz ataki.Boje sie sam chodzic,jezdzic po miescie,bo czuje sie gdzies w glowie zagrozony,ze umre,albo zemdleje,ze musze sam na siebie liczyc.Ostatnio boje sie jesc,bo mysle,ze w talerzu jest jakies szklo czy tym podobne.Badam sobie puls,wymyslam tez rozne dolegliwosci,a te ataki paniki bardzo mnie mecza.Mieszkam z rodzina.Moja dziewczyna przestaje mnie akceptowac,mowi,ze nic nie robie,ze nie chce sie mna juz opiekowac,ale samemu trudno pokonac ta dolegliwosc.Chodzilem na terapie do polskiego psychologa,ale mysle,ze poruszylismy wazne tematy i leki te dawne rowniez mi powrocily.Tutaj w innym kraju mam moze wieksze mozliwosci,ale jak wziac odpowiedzialnosc za siebie,jak przezwyciezyc lek.Lecze sie od osmiu lat.W 2001r. nie wychodzilem w ogole z domu,mialem takie napady,ze nie chce ich nawet wspominac.Teraz jest lzej,lecz potrzebuje normalnie zyc,pokazac mojej rodzinie,ze cos robie,ze cos chce,ze chce aby bylo lepiej dla Nich.Nie jest to latwe,nie wiem co bedzie.Pozdrawiam Was.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
18 kwi 2006, 16:40
Lokalizacja
Polska

przez Aga1 04 lut 2007, 13:06
Drogi Helmucie , malo wazne dla mnie jest co piszesz o manipulacjach producenta leku. Wazne jest ze jestem na odstawianiu leku, kolejne zmniejszanie dawki a ja nie mam objawow ubocznych. Czuje sie swietnie .Wrocilam do swiata zywych. Jak pisalam juz chodze gdzie chce i kiedy chce sama. Korzystam z zycia jak zdrowy czlowiek. Moge isc sama do kina , teatru czy do markietu. Moge chodzic bez problemu z moim dzieckiem po sklepach i na spacery co nie mialo nigdy miejsca. Nareszcie po 14 latach pracuje i czuje sie w pracy jak ryba w wodzie. I to wlasnie jest cudne . A to co ktos komus gdzies powiedzial ze lek nie dziala jest dla mnie bzdura bo oprocz mnie znam osoby ktore po seroxacie tez wrocily do zycia. I jeszcze jedno nikt nikomu nie powinien odbierac nadzieji na normalne zycie. Pozdrawiam. Nigdy nie mialam mysli samobojczych. :twisted:
Ostatnio edytowano 04 lut 2007, 15:46 przez Aga1, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

przez kretka 04 lut 2007, 14:40
Ech... Znam to aż za dobrze. Borykam się z tym od 6 lat:-( Raz jest lepiej raz gorzej. Obecnie w ogóle nie wychodzę sama, jedynie z mężem, ewentualnie z bliską kolezanką. Ale bywało też lepiej. Wówczas radziłam sobie w sposób, o jakim już tu pisano- zająć się czymś. Noś ze sobą odtwarzacz z ulubioną muzyką, dobrą książkę, pisz smsy, umawiaj się z kims na podróż jeśli tylko możesz... Im mniej myślisz o napadach paniki, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że one sie pojawią. Jeśli już dostaniesz ataku, również staraj się myseć o czyms innym, czymkolwiek, licz samochody, śpiewaj pod nosem, a przede wszystkim oddychaj- spokojnie, ale nie za głęboko (bo to prowadzi do hiperwentylacji). Ja mam ataki paniki zawsze gdy wychodzę gdzies sama, szczególnie w tramwaju, w dużym sklepie... Czasem nawet gdy jestem w domu bez męża. Naprawdę najlepszy sposób to zająć się czymś. Możesz też spróbować łagodnych leków uspokajających, ziołowych, np. Persenu. Warto byłoby też udać się do lekarza rodzinnego, by dał Ci skierowanie do psychologa (lub poszukac terapeuty prywatnie). Psychoterapia powinna pomóc. Jeżeli napady bardzo utrudniają Ci zycie, mogłabyś też pójść do psychiatry (bez skierowania tam się dostaniesz). To żaden wstyd, a czasem leki pomagają przerwać najgorszy okres. Trzeba jednak pamiętać, że podstawą jest psychoterapia, ale leki mają niekiedy skutki uboczne i nie można ich brac w nieskończoność.
Mimo, że borykam się z tym swiństwem mało skutecznie już od 6 lat, ciągle wierzę, że sie wyleczę. Biore leki, chodzę na psychterapię.
Będzie dobrze, tylko uwierz, że może być.
Powodzenia zyczę!!!

[ Dodano: Nie Lut 04, 2007 2:40 pm ]
PS. Staraj się nie zamykac w domu, wychodź, nawet tylko kawałeczek, przed dom, do pobliskiego slepu. Jeśli przestaniesz "ćwiczyć", bardzo utrwalisz sobie takie postępowanie. NIE PODDAWAJ SIĘ!
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

lęk a samolot

przez monika27 05 lut 2007, 00:12
jak juz wczesniej pisalam mam nerwice lekowa i teraz doszedl mi nastepny problem mam juz kupiony bilet do Angli a bardzo sie boje leciec juz mam fobie ze samolot spadnie a ja sie zabije,moze mi ktos podpowie jak mam pokonac ten lek,ja nawet teraz jak patrze na ten bilet to ......................... prosze o jakies rady.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
20 sty 2007, 16:39
Lokalizacja
myszkow

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 23 gości

Przeskocz do