czego się boimy? Lęk przed.................

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Jaki jest Twój lęk?

Ankieta wygasła 12 gru 2009, 14:25

boję się śmierci
46
21%

..zdrady
9
4%

przed bliskością- nie umiem okazywać uczuć
17
8%

dotyczący obrazu własnej osoby (związane z niską samooceną
32
15%

lęk przed nieznanym otoczeniem
17
8%

lęk przed chorobą i cierpieniem
62
29%

lęk przed przemocą w domu
1
0%

lęk przed niezaspokojeniem potrzeby akceptacji, osamotnienie w rodzinie
5
2%

lęk moralny ; lęk przed superego czyli własnym sumieniem; poczucie winy, wstyd;
22
10%

lęk anankasytczny; związany z poczuciem przymusu wykonywania czynności, pod wewnętrzną groźbą kary za ich niewykonanie;
5
2%

 
Liczba głosów : 216

Avatar użytkownika
przez kings 09 paź 2006, 16:30
Dzienks za słowa otuchy, oczywiście, że jestem wyjatkowa wiem to ale nie moge w to uwierzyć i to jest problem. ALe jak już coś zaczynamy wiedzieć o mechanizmach tej choroby to też już mały sukcesik i krok do przodu :smile:
Jak poznasz wroga to łatwiej go pokonać :mrgreen: biorę się do walki, zakładam rękawice bokserskie i do dzieła, pa buziaki.
'Gdy są jakiekolwiek wątpliwości to znaczy, że nie ma żadnych wątpliwości.....'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
21 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Łódź

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 09 paź 2006, 19:17
God's Top 10-OK,postaram się być bardziej wyrozumiały dla Amora :smile:
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez p0rk 10 paź 2006, 09:40
Heh, też tak miałem. Na szczęście przeszło. Moją receptą było wychodzenie do ludzi, znajdowanie w sobie pozytywów i bycie upartym osłem, oraz nie zwracanie uwagi na innych. Chodziłem z plecakiem poprzekłuwanym gwoździami, pomalowanymi spodniami, i w panterce ojca. XD
Dziś wyglądam normalnie, mam żonę, dwójkę dzieci. Można, można wierz mi być normalnym. Ale musisz sam o to powalczyć.
Moja rada dla Ciebie: Zapytaj sam się, kim jesteś. Co jest w tobie dobrego, wartościowego. I nie odpowiadaj że nie ma nic, lub że nie warto nawet pytać. Każdy to ma, nie każdy jeszcze odkrył. Dla niektórych życie jest właśnie takim odkrywaniem siebie.
A na zechętę powiem Ci że większośc znanych i wybitnych ludzi tak miała.
XD
vanitas vanitatum, et omnia vanitas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
19 sie 2006, 20:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez ~Maja 10 paź 2006, 15:48
p0rk napisał(a):Moją receptą było wychodzenie do ludzi, znajdowanie w sobie pozytywów i bycie upartym osłem, oraz nie zwracanie uwagi na innych. Chodziłem z plecakiem poprzekłuwanym gwoździami, pomalowanymi spodniami, i w panterce ojca. XD

Twoja receptą było nie zwracanie uwagi na innych, ale to tamci inni zwracali uwagę na Ciebie , ale ich zdanie miałeś - ogólnie mówiąc - gdzieś? ;) Podziwiam Cię za walkę. <niekoniecznie za WYGRANĄ, chociaż za to tym bardziej należą Ci się oklaski> ale za podjęcie walki.
Och, i innym może się zdawać, że mówię to, jakbyś odkrył Amerykę*. Ale odkryłeś. Odkryłeś nawet więcej i zawalczyłeś o to, aby nie być wyrzutkiem społeczeństa. (Chociaż nie mówię, że byłeś ! xD )

*nie bierzcie tego tak dosłownie z tą Ameryką, nie kojarzcie sobie geografii ani atlasów, bo wiadomo o jakie znaczenie mi chodziło. :P

doom84 napisał(a):Najgorsze jest jednak połączenie obu tych problemów, czyli np. gdy muszę przejść przez jakąś dużą salę gdy wiele osób sie na mnie patrzy. Wówczas jestem niemalże sparaliżowany i często mam wówczas wrażenie, jakbym zaraz miał zemdleć.

No to mamy ten sam problem. Ja wtenczas modlę się, aby nagle coś mi się stało i różne czarne myśli mi chodzą po głowie. To już żałosne się dla mnie staje xD
Również nienawidzę wstawania z miejsca do tablicy, a kłopoty już się zaczynają od momentu.. wstawania :lol: Ekhm, jestem trochę... "gruszkowata" :lol: i zawsze muszę.. zahaczyć o krzesło :roll: .

doom84 napisał(a):Normalny człowiek bez żadnych oporów wszedłby do sali i zajął miejsce, a ja oczywiście bojąc się tego, że ludzie będą sie na mnie patrzeć, nie wchodzę do sali .

Ja zawsze się spóźniam z jakąś koleżanką, ale ona wchodzi bezproblemowo, a ja wtedy muszę się przemóc i czuję sie baaardzo zmieszana jak idę na koniec sali zajmując miejsce.
Gdybym chciała Ci pokazać, ile lęków nas łączy, zacytatowałabym całą Twoją wypowiedź w mojej wiadomosci :mrgreen: .[/i]
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

Avatar użytkownika
przez p0rk 10 paź 2006, 15:54
~Maja napisał(a):niekoniecznie za WYGRANĄ

Jak to niekoniecznie? Wygrałem główną nagrodę: jestem sobą. Z całym swoim popi***eniem. Nie żałuję tylko się cieszę że nie dałem się stłamsić. XD
vanitas vanitatum, et omnia vanitas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
19 sie 2006, 20:49

Boje się jutra...

przez Rozkołysana 10 paź 2006, 17:10
Witam.Jestem nowym ludzikiem na tym forum.Zalogowałam się tutaj ponieważ nie radze sobie z moją nerwicą.Niestety nie mam obok kogoś kto zrozumiał by to co się ze mną dzieje więc może tutaj znajde kogoś kto pomoże.Nie chce czuć się z tym sama.Mam 24 lata i jak na ten wiek życie nie obeszło się ze mną łaskawie.Efektem jest nerwica lękowa w dość zaawansowanym stadium.Wiem,że jest wiele odmian i różnie się objawiają ale ja chyba doszłam juz do fazy ostatniej i nie mam siły żyć i walczyć z tym dalej.Brałam leki ostatni to Fluksetyna ale zawsze po odstawieniu leków wszystko powraca.Może napisze na czym to u mnie polega.Przede wszystko potworny lęk przed samotnością,może nie tyle samotnością co byciem samą w danej chwili a szczególnie wieczorem i w nocy.Wtedy napada mnie lęk z którym nie jestem sobie wstanie poradzić.Trzese się jak galareta,serce bije szybciej niż zwykle i w gardle coś sciska i problem z oddychaniem.Wtedy kolejna faza lęku a mianowicie lęk przed śmiercią i tym,że coś mi się stanie.Okropne i nie do opisania.Sny gdy widze się w trumnie i to,że nie da się zasnąć.Zrywam się w nocy pare razy i jest mi tak strasznie zimno.Cięzko to opisać zrozumie to tylko ten kto przechodzi coś podobnego.mam nadzieje ze nie jestem z tym sama choc niekomu nie zycze podobnych doznan.Życ mi sie odechciewa.[/list]
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
10 paź 2006, 16:55

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 10 paź 2006, 17:43
Witaj wśród nas :D
Cieszę się, że do nas dołączyłaś. Tutaj nie będziesz sama z tą chorobą. Niestety jest nas wielu "nerwusków" :? Ale wspólnie staramy sie sobie pomagać.
Napisałaś, że po odstawieniu leków wszystko powraca, więc dlaczego je odstawiasz ? Te leki mają Ci pomóc, więc nie przerywaj leczenia.
Nie martw sie, będzie dobrze. ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez Rozkołysana 11 paź 2006, 09:03
Dzięki za odpowiedzi miło mi,że ktoś to przeczytał.Malcolm jeśli chodzi o zwierzęta to mam królika i psa.Szczerze to nie pomaga mi ta świadomość.Zajmuje się z nimi jasne,nie ma wierniejszego towarzysza niż np pies ale to chyba nie jest rozwiązanie mojego problemu z lękiem.Tutaj bardziej chodzi o obecność człowieka.Natomiast jeśli chodzi o odstawianie leków to nie robie tego sama bo z psychotropami tak nie wolno.Zawsze decyduje o tym moje laekarka kiedy uznaje,że jestem na to gotowa a jednak 2 tygodnie i wszystko powraca.Od tych leków można się uzaleznic wiec tez nie chce mnie za długo na nich trzymać tylko co zrobić jeśli to ciągle wraca.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
10 paź 2006, 16:55

Avatar użytkownika
przez gusia 11 paź 2006, 09:47
Rozkołysana doskonale wiem co czujesz :? ,przechodziłam to samo.
Dziś (leczę się 14 miesięcy)powiedziałabym że jest troszkę lepiej,ale...niezupełnie,i też czasami tracę nadzieję na "lepsze jutro".
Mimo wszystko nie poddam się...Ty też(wierzę w Ciebie)-nie wolno Nam się poddawac :!:
Jeśli chodzi o odstawienie leków,ja też zrobiłam ten błąd(po 4 miesiącach leczenia)i ...wróciło z podwójną siłą :cry:
Najbardziej przerażają mnie benzo(a niestety jeszcze potrzebuję).
Wiesz?Pomyśl o terapii,same leki nie uwolnią Nas od lęków...ja myślę i poszukuję terapeuty,bo czasami też życ się odechciewa,ale...przecież musi byc sposób na pokonanie tej"paskudy",i w żadnym wypadku(do cholery jasnej-wkurzyłam się ;) )nie WOLNO Nam tracic wiary :!:
Tego życzę Tobie i wszystkim nerwuskom.....no i sobie. ;)

Pozdrawiam.gusia

[ Dodano: Sro Paź 11, 2006 9:51 am ]
Dodam jeszcze (może na pocieszenie),że ja...od dwóch lat nie wyszłam sama z domu...z kimś owszem ,ale oby nie zadaleko :| KOSZMAR!!!
Ale wierzę że w końcu ...wybiorę się SAMA..na dłuuuuugi spacer... ;)
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

przez Rozkołysana 11 paź 2006, 09:56
Nawet nie wiedziałam,że tyle osob ma ten sam problem co ja.Skala tego jest ogromna skąd to sie bierze do cholery.Wiem jeedno,że jesli człowiek nie ma wsparcia zabija kawałek po kawałku i doprowadza człowieka do stanów gdzie nie panuje nad sobą i własną świadomością.Gusia widze,że jestes pełna optimizmu i wiary w to,że się uda i da sie to pokonać mnie niestety tej wiary brakuje:(To smutne ale nie mam obok siebie w bliskim otoczeniu nikogo kto by mnie zrozumiał owszem mam mężczyzne ale on hmm dla niego to dziwne wiec nie moge liczyc na jakie kolwiek wsparcie.On zawsze znajdzie wytłumaczenie a to chyba boli jeszcze bardziej.Pozdrawiam Gusiu i mam nadzieje,że to się wkońcu skończy.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
10 paź 2006, 16:55

Avatar użytkownika
przez gusia 11 paź 2006, 10:05
Rozkołysana ,ja jestem mężatką od 8 lat...hmmm,wiem co czujesz,facet przy boku ,który nie rozumie-dokładnie mam to samo(nawet o forum się czasami wścieka-naszczęscie teraz śpi ;) ).
Ja myślę że żaden "zdrowy" Nas do końca nigdy nie zrozumie.Wiesz co?Olewam to :!: Przyzwyczaiłam się....mówią tylko:żyj kobieto,czego ty się nakręcasz?itd.... :(
Nie zwracam na to uwagi już,ale wcześniej niemało się upłakałam tłumacząc co czuję..
Tego się nie da wytłumaczyc...to trzeba przeżyc,ale nie życzę tego nawet największemu wrogowi(choc raczej takich nie posiadam).
Rozkołysana,zacznij wierzyc bardziej w siebie....wiesz?Mam nadzieję że pomoże Ci w tym to forum....ze mną tak było..wiem że nie jestem sama i wiem że w końcu WYGRAMY :!:

Jeszcze raz pozdrawiam i głowa do góry-będzie dobrze :P
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez ~Maja 11 paź 2006, 16:46
Nie możesz być do końca sobą, jeśli nie przezwyciężasz chorobliwego lęku,p0rk! :shock:
(bo rozumiem, że lęki nazywasz po*** , itd.? )
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

Avatar użytkownika
przez p0rk 11 paź 2006, 20:53
Nie. Popie[tiit]niem nazywam te wszystkie moje myśli, zachowania i poglady które ukształtowały się w czasie procesu dojrzewania.
Staram się nie przyjmować gotowych rozwiązań które oferuje świat. Staram się sam przemyśleć co robić, co robić w danej sytuacji. I to jest moja rada dla każdego kto walczy ze swoją nieśmiałością, lękiem, nieprzystosowaniem do świata. MYŚL SAM. To jest najtrudniejsza droga, pełna wyzwań, trudności i komplikacji życiowych. Ale wydaje mi się że jest najbardziej satysfakcjonująca. Trzeba odnaleźć siebie, swoje własne ja stłamszone przez system, toksycznych rodziców, środowisko, chorobę. Każdy ma mocne i słabe strony. KAŻDY. I o nie trzeba walczyć. Czasem dokładnie tak jak o oddech piekielnego dnia.
Mam lęki. Że będę sam, że jestem do bani. Jak każdy. Ale się nie daję. Walczę. Wiem że to ja mam czasem rację.
doom84 może nie uwierzysz ale miałem kiedyś dokładnie to samo. Też się niesamowicie stresowałem w sytuacjach publicznych. I gdzieś tam w głębi mózgu zakwitła myśl: "Hej głupku! Chcesz tak żyć już zawsze?" Pomogło. Wziąłem się w garść. Zacząłem myśleć. Z początku było to myślenie: co wy wiecie, wy... Straszny brak szacunku wobec wszystkich i wszystkiego. Potem dorastałem, posłuchałem paru mądrych rzeczy, poczytałem parę książek i doszedłem do wniosku: Hej inni też mają czasem rację.
Jak to się odnosi do twojej sytuacji? Ano tak: Pomyśl, co inni tak naprawdę widzą. Zwykłego człeka. A jeżeli nie to kij im w oko. Nie każdy zasługuje na szacunek. Jeżeli ktos Ci mówi że nie masz racji, pomyśl najpierw: Czy on ma rację, czy ja. Jeżeli ktoś śmieje się z twojego wyglądu (wierzę że wyglądasz porządnie i schludnie) to pomyśl: Co on sobą przedstawia? Skoro śmieje się z mojego wyglądu, skoro ocenia mnie, wartościowego człowieka po wyglądzie, to do diabła z nim! Nie da się poznać człowieka po wyglądzie. Nie przejmuj się nimi wszystkimi. Walcz o swój byt na tej ziemi. Dosłownie. Jesteś tak samo wartościowym człowiekiem jak inni, a może nawet wartościowszym.
Jeżeli się burzysz że wcale nie jesteś wartościowy etc. etc. to zadam Ci jedno pytanie: Kto według Ciebie zasługuje na większy szacunek: młody mężczyzna (!) przyznający się do swoich słabości i podejmujący walkę z nimi czy jakiś pierwszy lepszy bałwan śmiejący z człowieka?
Z dziewczynami jest tak samo. Jeżeli ona na twoje problemy reaguje śmiechem to znaczy że nie jest Ciebie warta. Nie zawsze też t ofacet musi wykonać pierwszy krok. Mamy XXI wiek obyczej się zmieniły. A może ona też jest nieśmiała? Porozmawiajcie. Wierzę że rozmowa pomaga. I jej też trzeba się nauczyć.
Wybaczcie ten przydługi post ale problem dotyczył mnie, więc chcę się podzielić doświadczeniem.
I nie uważajcie mnie za jakiegoś niewiadomo co. Dalej czasem się boję. Nie potrafię się załatwić w publicznym kibelku. Nie potrafię rozmawiać na wszystkie tematy z byle kim. To forum i internet (gg głównie) pomogły mi odnaleźć bliskiego przyjaciela z którym mogę porozmawiać na wszystkie tematy. Pokazały mi że nie tylko ja mam problemy ze sobą. Piszę też własnego bloga. Wyrzucenie tego wszystkiego badziewia pomaga, przynajmniej mi.
Maju nie przezwyciężyłem swojego lęku. Mam go nadal w sobie i chyba nigdy się go nie pozbędę. Ale już mnie nie paraliżuje. I nie wiem co to znaczy być sobą. Wciąż to odkrywam.
vanitas vanitatum, et omnia vanitas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
19 sie 2006, 20:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 30 gości

Przeskocz do