czego się boimy? Lęk przed.................

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Jaki jest Twój lęk?

Ankieta wygasła 12 gru 2009, 14:25

boję się śmierci
46
21%

..zdrady
9
4%

przed bliskością- nie umiem okazywać uczuć
17
8%

dotyczący obrazu własnej osoby (związane z niską samooceną
32
15%

lęk przed nieznanym otoczeniem
17
8%

lęk przed chorobą i cierpieniem
62
29%

lęk przed przemocą w domu
1
0%

lęk przed niezaspokojeniem potrzeby akceptacji, osamotnienie w rodzinie
5
2%

lęk moralny ; lęk przed superego czyli własnym sumieniem; poczucie winy, wstyd;
22
10%

lęk anankasytczny; związany z poczuciem przymusu wykonywania czynności, pod wewnętrzną groźbą kary za ich niewykonanie;
5
2%

 
Liczba głosów : 216

przez wojtek_112 18 sie 2006, 23:04
Podobno niektórzy faceci mający problemy z matkami, pożniej w dorosłym życiu albo "biorą"co im podsunie los ,albo ze strachu nie są w stanie wytrwać w związku.
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
04 cze 2006, 17:10

przez rysio 19 sie 2006, 00:09
O jakich problemach myślisz? Moja matka jest z pewnością nadopiekuńcza i przewrażliwona.
To jest drugi związek, który rozpadł się z powodu moich "nerwów". Psycholog, dzięki któremu próbuję coś z tym zrobić, twierdzi, że zawsze sobie znajdę jakiś powód żeby się wywinąć.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 sie 2006, 17:00

przez madam jamar 19 sie 2006, 00:22
wydaje mi sie ze problem tkwi głębiej... a może poprostu ja patrze na to o czym pisze rysio przez pryzmat moich własnych przeżyc? chyba faktycznie boisz sie zaangażowania... ale nie wiem czy winna jest temu twoja matka - każda osoba jest inna, inaczej reaguja i jezeli ktoś ma problemy ze związkami to niekoniecznie musi być to spowodowane relacjami z matką:) nie uogólniajmy zbytnio, panowie:)
tez mam problem ze związkami - tyle ze ja poprostu szukam czegoś co nie istnieje. bo szukam...ideału
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
19 sie 2006, 00:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Anula1_1 19 sie 2006, 01:56
oj mialam podobnie. mialam isc z moim chlopakiem na wesele...i nie wiem zueplnie dlaczego od rana juz chodzilam jakas dziwna, brak apetytu, a najgorzej sie zrobilo przed samym wyjsciem. tak mi sie chcialo wymiotowac ze pomyslalam ze nie doajde nawet do kosciola...probowalam przed wyjsciem sie zmusic zeby zwymiotować ale nie udalo sie.w kosciele stalam caly czas przy drzwiach zeby mnie owiewało.potem droga samochodem na sale weselną...tragedia...myslalam ze wyjde z siebie, ze zaraz strace przytomnosc a przedtem obrzygam samochód.ok. dojechalismy. wyszlam z samochodu...wszyscy zaczeli wchodzic do srodka na szampana.ja tez weszlam choc bylo ze mna zle...zrobilam dwa kroki w środku i sie wrocilam bo mi zawirowało w głowie i myslalam ze padne....cos strasznego...poprosilam chlopaka zeby mnie z bratem odwiózł do domu, a jak mi sie polepszy to wroce...I wrocilam do domu..uspokoilam sie...mama mi powiedziala ze na pewno nic mi nie jest itd...i nawet poskutkowało...Wróciłam na impreze, tyle tylko ze nic tam nie zjadlam bo kompletnie nie mialam apetytu. Potem jednak nastpnego dnia mdłosci wrocily niestety...podczas ogladania "na dobre i na złe"...czasem jak ogladam taki film ze komus cos sie dzieje, ktos jest chory itd...to tez mnie lęki napadają....Tylko ze potem juz chcialo mi sie rzygac codziennie przez 2 tyg i jesc mi sie wcale nie chcialo, codziennie sie zamartwialam co mi jest...i polecialo...dzis juz jem, juz nie chce m isie wymiotowac, ale za to mam inne dolegliwosci i w glowie dalej mysle "co mi jest?"
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
01 sie 2006, 13:19

przez rysio 19 sie 2006, 09:34
madam jamar napisał(a):tez mam problem ze związkami - tyle ze ja poprostu szukam czegoś co nie istnieje. bo szukam...ideału

To samo usłyszałem. Przedstawiony mi został następujący scenariusz:
Co będzie jeśli teraz spotkasz kogoś kto bardziej Ci będzie odpowiadał? Czy wtedy będziesz chciał z nią być? Chodzi o to, że zawsze pozostanie świadomość, że można spotkać kogoś lepszego i to nie pozwoli oddać się temu co się już ma i tak na prawdę jest dobre. Dodatkowo jeśli spotkasz kogoś komu nie będzie można nic zarzucić (co de fakto będzie nie lada osiągnięciem) okaże się, że źle się poczujesz w obecności tej drugiej osoby bo w końcu ja taki marny puszek z problemami, a tu taki ideał. Jakby nie spojrzeć sytuacja patowa.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 sie 2006, 17:00

przez madam jamar 19 sie 2006, 12:54
no własnie, rysio:) a znalezienie ideału jest niemożliwe. i tak źle i tak nie dobrze. nie moge być z kimś kto umie, wie mniej niż ja - bo źle bym się czuła na pozycji dominującej. z drugiej strony - nie mogę być z kimś kto wie więcej - no bo źle bede sie czuła na pozycji przegranej.
hehe - i co tu zrobić? :)
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
19 sie 2006, 00:12

przez rysio 19 sie 2006, 15:29
Nie wiem właśnie co, ale coś trzeba. Wizja pozostania w samotności mnie martwi, mam 28 lat, większość znajomych w moim wieku, wiadomo, pożeniona, dzieciata. To jakby dodatkowy czynnik stresujący, zresztą presja społeczeństwa nie od dziś mi towarzyszy.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 sie 2006, 17:00

przez neal 20 sie 2006, 18:02
Mialem to samo, nie brałem udziału w kolacji wigilijnej matka powiedziala rodzinie ze mnie brzuch boli przelezałem na łożku cała wigilie. Obiady jadalem tez osobno w swoim pokoju i nadal tak robie. Wcześniej jak rodzice nie wiedzieli ze cos ze mna nie tak bałem sie ze poznaja po łapach- nie moglem łyzka do buzi trafic
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
20 sie 2006, 13:11

przez Gloria21 20 sie 2006, 19:48
siemka! ja z jedzeniem mam tak samo nie moge jeść wspólnych posiłków bo zaraz się stresuje, obiady tez przewaznie jem w pokoju a jeżeli jem juz w towarzystwie to tak się stresuje ze nie moge połknąc tego co mam w buzi masakra !!!!
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
16 sie 2006, 20:38

Avatar użytkownika
przez Marcia 20 sie 2006, 19:52
kiedys bylo tak ze nie potrafilam jest posilkow z rodzina, uciekalam... balam sie ciaglej krytyki balam sie ze ktos mi bedzie powtarzal bez przerwy nie jedz tyle... jak jesz... rece mi sie wtedy trzesly az odeszlo sie od rytualow wspolnych posilkow...
zauwazylam ze moglo to sie bac bardziej z tego ze kiedy bylam mlodsza kazdy rodzinny posilek konzyl sie klotnia albo ojca z matka albo moja z ojcem...
ale teraz kiedy jadam posilki z rodzina mojego mezczyzny to stalo sie tak ze dostrzeglam ze jadam wiecej... i wspolne jedzienie sprawia mi przyjemnosc
i znow zakwitna maki i storczyki...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
89
Dołączył(a)
19 sie 2006, 16:51
Lokalizacja
z Poznania

przez madam jamar 20 sie 2006, 20:11
hmm... najpierw to myśle, że powinieneś zastanowić się czego ty się tak naprawdę boisz i czym to jest spowodowane. mowisz ze boisz się zaangażowania - ok, ale dlaczego? jakies powody tego muszą być - i to wcale nie takie oczywiste- czasami trzeba poszukać baaaaardzo głęboko. a jak już znajdziesz to co powoduje ten lęk, to zastanów się czy to tak naprawdę jest racjonalne i jak to możesz zmienić. czasami wystarczy zmienić swoj sposób patrzenia na pewne sprawy.
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
19 sie 2006, 00:12

Lęk uogólniony

przez Moniczka 20 sie 2006, 20:39
Czytam na forum liczne wasze posty o obsesjach,panice,hipochondriach,bolach i mdlosciach ale czy komus z was przerodzily sie te wszystkie przeboje w tzw.lek uogolniony?Ja odczuwam napiecie psychiczne i lek non stop-w kazdej chwili,minucie,sytuacji zycia-przeraza mnie to,ze w srodku nocy jak i juz od samego rana odczuwam bol w okolicy serca,strach bez powodu itd.
Psychiatra stwierdzila,ze zarowno leki jak i moje podejscie do problemu wcale nie pomagaja-lek paniczny zamienil sie w uogolniony,co oznacza ze nerwica postepuje a przynajmniej nie ustaje.Przykre to wszystko i straszsne bo jako czlowiek wyczerpalam juz chyba wszystkie mozliwe srodki by walczyc.Afirmacja,joga,medycyna naturalna,egzorcyzmy-jeszcze chyba tego nie probowalam.Jasna nie jest rowniez sprawa,dlaczego mnie to dopadlo,po co i co to jest tak naprawde...Nie wiem tez czemu nie potrafie sobie z tym poradzic,przemowic sobie do lba...Jestem zbyt slaba psychicznie?Mam krucha psychike?Nie dojrzalam?Nie zbadany jest umysl ludzki i nasz los,ale jedno jest pewne:bywa straszny i bolesny....
Moniczka
Offline

Avatar użytkownika
przez Marcia 20 sie 2006, 21:27
ja mam cos podobnego ale w innym sensie kiedys nie sprawialo mi problemow poznawanie ludzi bylam otwarta i spontaniczna... zawieralam znajomosci gdzie popadnie i byly one krotkotrwale a czasem przeradzaly sie w dlugotrwale...

ale od jakiegos dosc dlugiego czasu mam problemy z poznawaniem ludzi kiedys szalona i bezposrednia dzisiaj cicha i siedzaca jak manekin... bierze mnie jakis strach wielki nie umiem z siebie wyksztusic ani jednego slowa... siedze i w milczeniu obserwuje twarze oataczajacych mnie osob...
i znow zakwitna maki i storczyki...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
89
Dołączył(a)
19 sie 2006, 16:51
Lokalizacja
z Poznania

przez rysio 20 sie 2006, 22:35
madam jamar napisał(a):hmm... najpierw to myśle, że powinieneś zastanowić się czego ty się tak naprawdę boisz i czym to jest spowodowane.

Na tą chwilę ciężko mi racjonalnie wyjaśnić. To trochę wygląda tak, że poznaję kogoś, jest ok, fajnie się rozmawia itd, ale w momencie kiedy miałoby powstać z tego coś więcej to tak jakbym czepiał się każdego szczegółu, jakiś drobiazg, wada która nie pasuje staje się wielkim problemem nie do przejścia. Teoria szukania ideału by mi tutaj odpowiadała, chociaż racją jest że zamiast dopasowywania teorii możnaby się nad tym głębiej zastanowić, tylko nie wiem jak głęboko jeszcze jestem w stanie to analizować. Analizuję już prawie wszystko, takie hobby czy raczej zboczenie.
pozdrawiam
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
18 sie 2006, 17:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 50 gości

Przeskocz do