Nerwica a agresja

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Nerwica a agresja

przez Karen31 22 paź 2009, 18:35
Witajcie

ja mam podobnie.
Np. dziś w pracy tak się zdenerwowałam (oczywiscie sama się nakręciłam) że jak tylko wyszłam zpracy wyżyłam się na pierwszej osobie która weszła mi pod rękę -na moim pięciolatku.
Staram się hamować ale i tak nawrzeszczałam na niego i ledwo się powstrzymałam, żeby go nie uderzyć.
Denerwowało mnie nawet to, ze się do mnie odezwał.

A do tego jak jestem mocno zdenerwowana to aczynam obgryzac i obrywać skórki przy paznokciach. W tym momencie mam rany przy 4 paznokciach.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
19 paź 2009, 13:02

Re: Nerwica a agresja

przez magdalenabmw 22 paź 2009, 18:52
Kurcze, nie mogę znalesc postów tej AGI, ale widzę że typiara ma nieżle w głowie pomieszane :shock: Niech sie cieszy że koło mnie nie stoi, bo jak bym spotkała osobę która tak katuje kota i sie z tego cieszy to................. .

Z tą agresją i opryskliwością to sie najpierw zastanowcie ile macie lat, jak poniżej 25 to wina dojrzewania (tak, dojrzewanie trwa długo, nie do 18-nastki :) )
magdalenabmw
Offline

Re: Nerwica a agresja

Avatar użytkownika
przez Słowianka 23 paź 2009, 07:43
magdalenabmw napisał(a):
Z tą agresją i opryskliwością to sie najpierw zastanowcie ile macie lat, jak poniżej 25 to wina dojrzewania (tak, dojrzewanie trwa długo, nie do 18-nastki :) )

U mnie neistety to na pewno nie dojrzewanie,mimo 21 lat ;) Stwierdzone już dawno(pierwszy raz u psychologa w wieku 7 lat,niestety właściwą pomoc i właściwą diagnozę postawiono w wieku lat 14),leczone,znowu powróciło razem z silną nerwicą więc z powrotem leczenie...
Magdaleno myślę,że wahania nastrojów itp.związane z dojrzewaniem raczej są inne.Ja bym nie bagatelizowała.Lepiej sprawdzić niż czekać i myśleć,że to przez dojrzewanie.U mnie jak widać to coś zupełnie innego,a zaniedbane właśnie przez psychologów którzy myśleli,że przejdzie.Nadpobudliwość nie przechodzi,z tym trzeba nauczyć się żyć pod odpowiednim okiem specjalisty.

[Dodane po edycji:]

Kolejny napad złości i agresji...Dlaczego?Bo mój luby powiedział,że źle ułożyłam naczynia,a ja uważałam,że dobrze,więc zaczęłam się drzeć,wyzywać,trzaskać drzwiami i płakać...Czasami siebie nienawidzę...
"Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka."
Roman Dmowski
Avatar użytkownika
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
22 paź 2009, 07:44
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nerwica a agresja

przez k_o82 07 maja 2010, 23:58
Napisałem tutaj ponieważ od kilku lat coraz częściej mam napady agresji, coraz szybciej się denerwuję
w miejscach publicznych gdzie jest dużo osób, w autobusie, w metrze, nawet ostatnio w pracy denerwuję mnie już nawet
sytuacja kiedy klient po drugiej stronie słuchawki rozmawia zemną...
Potrafię się bardzo szybko zdenerwować, sam się nakrecam ale cieżko jest mi później ochłonąć co nie ułatwia
mi życia a nie wiem jak z tym walczyć lub się z tego wyleczyć.
Zerwałem całkowity kontakt ze znajomymi, nie raz w weekend umówię się z jakaś dziewczyną na zdjęcia.
Poza tym najwięcej czasu spędzam przed ekranem w domu co jest dla mnie najlepszą ucieczką od sytuacji jakie mają miejsce
w moim życiu...
Jestem jak chodząca bomba która może wybuchnąć w każdej chwili.
W dzieciństwie często się buntowałem i nigdy nie słuchałem rodziców co pozostało mi do tej pory
a mam już 28 lat.
Jeśli jest jakaś osoba która może mi to wytłumaczyć...
k_o82
Offline

Re: Nerwica a agresja

Avatar użytkownika
przez Pasman 08 maja 2010, 01:04
Z tym zamykaniem drzwi to robilem tak ze po przekreceniu klucza skupialem sie na klamce i na mysli ze zamknalem drzwi dluzej.
Wszystkie wymienione tutaj porady moga byc nieprawidłowe. Stosujesz na własne ryzyko !
Avatar użytkownika
Offline
Posty
762
Dołączył(a)
18 sty 2010, 05:32
Lokalizacja
Łódź

Nerwica a agresja

przez Satrab 20 lip 2011, 20:31
Witam,

Jestem tu nowy i mam nadzieję, że trochę mi pomożecie. Mam 25 lat. Jestem w stałym związku od 4 lat, miesiąc temu wzięliśmy ślub. Często miewam napady szału, wściekłości nie panuję nad sobą wtedy, nad tym co mówię, co robię, mój mózg funkcjonuje wtedy inaczej....mam wtedy wrażenie, że ona jest moim wrogiem, że chce mnie unieszczęśliwić. Od razu mówie, że ona jest wspaniała, zawsze mi pomaga robi co tylko może żebyśmy byli szczęśliwi ale już ją to przerasta. Od dwóch lat chodzę do psychologa raz przerwałem terapie niedawno wróciłem. On twierdzi, że to przez problemy z dzieciństwa, że w jakiś sposób boję się być szczęśliwy i za wszelką cenę próbuje się unieszczęśliwić (np. niszcząc miłość mojej żony do mnie). Macie może jakieś porady jak sobie radzić z takimi napadami szału? Albo jak przestać się bać szczęścia? Tak wiem, że najlepiej pomoże mi specjalista ale może ktoś tutaj mi coś podpowie co mi pomoże. W końcu dobrych porad nigdy za dużo :)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
20 lip 2011, 20:14

Nerwica a agresja

przez KaLOLek 28 cze 2012, 22:53
dzień dobry...
ja też mam problem z agresją...

leczyłam się z nerwicy, niestety przestałam/nie czułam się komfortowo u terapeuty/i poprzestałam na psychiatrze któremu płacę a on robi to czego chce -przepisuje mi leki...
ale od 3miesięcy odstawiam je zupełnie / uwielbiam moje tableteczki, zawsze nerwowo ich szukam, przeraziło mnie to...

i pojawiła się agresja...
od kiedy pamiętam /od dziecka/miałam niekontrolowane napady szału /zawsze w samotności, wyładowywałam się na przedmiotach-szafkach, drzwiach, ramie od łóżka-i na sobie -waliłam tak mocno aż nie bolały mnie dłonie, lub coś nie pękło...

do dziś w napadach szału rzucam rzeczami, kopie przedmioty...

ale teraz jest gorzej - jestem agresywna /jak na razie głównie słownie/wobec mojego chłopaka...czasem w niego rzucę jakimiś przedmiotami...w napadzie szału ledwo się kontroluję, a ostatnio nawet go uderzyłam...nie mogę nad tym zapanować...
napady agresji zdarzają się coraz częściej, są wywołane z byle jakich powodów-a to coś mi spadnie, a to pies zaczyna szczekać, a to jest za głośno...
ostatnio strasznie przeklinałam, waliłam rękami w kierownice aż prawie ją uszkodziłam bo radio w aucie nie chciało mi się włączyć...myślałam że kogoś za chwilę zabije...
na chłopaka rzucam się bo nie umył szklanki, źle odłożył widelec, źle powiesił pranie...
dziś nawet ryknęłam na mojego biednego psa - to pierwszy raz - od zawsze mam psa i nigdy nie kierowałam agresji wobec zwierzaka, dziś tylko się wydarłam i od razu poczułam się okropnie...ale w końcu wyładowałam się na chłopaku...zrobiłam jatkę, później się poryczałam, darłam się i rzucałam butami...
po takim napadzie szału nienawidzę siebie jeszcze bardziej, gardzę sobą...jestem dla siebie obrzydliwa...

jakie to wszystko jest trudne... :(
i później te myśli że już chyba lepiej umrzeć niż walczyć ze sobą...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
28 cze 2012, 20:55

Nerwica a agresja

przez kafka 28 cze 2012, 23:09
ale teraz jest gorzej - jestem agresywna /jak na razie głównie słownie/wobec mojego chłopaka...czasem w niego rzucę jakimiś przedmiotami...w napadzie szału ledwo się kontroluję, a ostatnio nawet go uderzyłam...nie mogę nad tym zapanować...

emocje wychodzą i schematy z domu, terapia, terapia i jeszcze raz terapia
kafka
Offline

Nerwica a agresja

Avatar użytkownika
przez głosnykrzyk 14 lis 2012, 10:21
Witam wszystkich, to mój pierwszy post na tym forum.
Nie jest to przypadek, że właśnie w tym wątku piszę... niszczę wszystko co mam i kocham. :( Jak wczoraj czytałam wypowiedzi niektórych to łzy same spływały po policzkach- czułam jakbym to ja pisała te posty.
Nigdy nie korzystałam z pomocy psychologa. Jestem osobą wesołą, lubianą i o silnym charakterze.
Bardzo zmieniły mnie studia...stałam się nerwowa, agresywna. Parę lat wcześniej miewałam napady szału, zazdrości, ale teraz jest gorzej i gorzej.
Nie daję już rady sama ze sobą.
Mówię przykre rzeczy tym których kocham, a czasami są to brednie wyssane z palca. Ktoś dodał w tym wątku kilka punktów dot. agresji- u siebie znalazłam wszystkie.
Generalnie, u mnie nie może być cały czas dobrze, szukam sensacji, jakiegoś punktu zaczepnego żeby się pokłócić, dogryźć, dopiec... nie mogę się nie kłócić- co doprowadza mojego chłopaka do szału. Widzę, że niszczę nasz związek.
Zdaję sobie sprawę z tego, że to co robię jest okrutne, złe...ale po czasie. Nie potrafię się ugryźć w język. Nie wiem już jak sobie pomóc, bo ja moim zdaniem stwarzam sobie wyimaginowane problemy. Wyolbrzymiam wszystko, szukam wszędzie podstępu. Traktuję ludzi w ten sposób: "on nie może być dobry... on na pewno ma jakieś złe zamiary". Strasznie gryzie się to z faktem, że wsród znajomych, po prostu "na zewnątrz" jestem duszą towarzystwa, osobą lubianą, która szybko nawiązuje kontakty.
Zastanawiam się czy nie zacząć wyciszać się jogą... czy ktoś może próbował ?
Ostatnimi czasy rozładowuję napięcie: sprzątając, ćwicząc na stepperze, prasując, albo zamykam się w kuchni i gotuję. Mam takie momenty, że nie chce mi się żyć(ostatnio miałam ciężką sytuację, nie mogę się pogodzić z finałem), ale wiem, że nie jestem w stanie zrobić sobie krzywdy. Zastanawiam się czy przypadkiem zbytnio nie użalam się nad sobą. Wiem, że mam trudny charakter, mam wielkie ambicje, wiem na co mnie stać, ale też szybko się zniechęcam gdy coś mi nie wychodzi. Zawsze byłam z siebie zadowolona, co nie do końca było ok, bo innych traktowałam jako gorszych... potrafiłam mówić to najbliższym mi osobą. Jest mi ogromnie wstyd, nienawidzę siebie za to, że taka jestem. Odkąd pamiętam szybko się denerwowałam, ale teraz jest gorzej i gorzej.
Jest dla mnie ratunek ? Czy powinnam szukać psychologa, czy jeszcze walczyć "domowymi sposobami" ?
Widzę ewidentnie, że sama wszystko wyolbrzymiam, stwarzam sobie problemy tam gdzie ich nie ma. Momentami myślę, że psycholog byłby ok, pewnie by pomógł... a potem znowu myśli, że to głupi pomysł.
Jakieś 3 lata temu prosiłam mamę żeby poszła ze mną do psychologa, że chcę, że potrzebuję tego, ale ona to zbagatelizowała. Moje "problemy" zaczęły się od zazdrości... najbardziej wyżywałam i nadal wyżywam się na swoim chłopaku.
Wiem, że już dłużej on tego nie zniesie, sam uważa, że powinnam coś z tym zrobić. Wprost mówi, że wykańczam go psychicznie.
Chciałabym kiedyś zobaczyć jaki byłby nasz związek gdybym była normalna.
Chcę walczyć i mam nadzieję, że wygram !
Przepraszam za dość chaotyczny post, ale musiałam to wszystko z siebie wyrzucić.
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
13 lis 2012, 22:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 36 gości

Przeskocz do