Nerwica a podróżowanie, wakacje, itp.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przeprowadzki

przez JustynaS 22 sie 2007, 23:34
Witam serdecznie! Podziwiam Cię, że nie boisz się sama podróżować. Myślę że dasz sobie rade z przeprowadzką. Ja mimo moich lęków przeprowadzam się non stop. I akurat przeprowadzki to lubię. Najpierw studiowałam więc przeprowadzałam sie co roku do innego mieszkania. W tym czasie przeprowadzili sie moi rodzice i przyjeżdżałam na weekendy do nowego, obcego domu. Później ślub i mieszkanie z mężem. A później zostałam sama z dzieckiem( awantury i rozwód). I wtedy dostałam niezłego kopa, bo wcześniej bałam sie siedzieć nawet sama w pokoju. Ale chciałam sam sobie poradzić i pokazać chyba ze potrafię. Później przeprowadziłam się z moim synkiem do nowego mieszkania. I jest super. Mieszkamy sobie razem i rządzimy :D Synek ma 3 latka. Nie zawsze czuję sie pewnie, wtedy uciekam szybko do pokoju :D i nie łażę po domu. Ale jest O.K. Ale sie rozpisałam. Chciałam Ci powiedzieć że fajnie jest mieszkać samemu(i wbrew naszym lekom można się nawet wyciszyć i uspokoić). Jeśli martwisz się, że nie będzie przytulnie, to coś z tym na pewno zrobisz. To Ty decydujesz jak się bedziesz czuła w nowym miejscu, i możesz stworzyć sobie przytulną, miłą atmosferę. Trzymam kciuki. Na pewno bedziesz dumna, że to Ty(przynajmniej w pewnym stopniu) tworzysz miejsce w którym ma Ci być dobrze i już pozdrawiam
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
16 cze 2007, 00:08
Lokalizacja
małopolska

przez raven 24 sie 2007, 11:57
Ja też mam problemy z wyjazdami. Najbardziej boje sie chyba tego że nie będe mógł jeść. Zwykle jak mam lęki to nie moge nic przełknąć, robi mi się niedobrze. Jak kiedyś jechałem na egzaminy na studia na kilka dni do dużego miasta, to prawie nic nie jadłem, ciągle mi było niedobrze i wcale nie denerwowałem sie aż tak samymi egzaminami. Bałem sie chyba tego że nie poradze sobie w nowym mieście. W sumie nie dostałem sie na te studia i chyba dobrze sie stało, ucze sie na prywatnej uczelni. Ale jak mam sobie pomyśleć że już niedługo czekają mnie znów wyjazdy to na samą myśl robi mi sie niedobrze. Być może za pół roku czeka na mnie Anglia... A pozniej dalsza nauka na innej uczelni i nie u mnie w mieście:/ W sumie jest jeszcze sporo czasu może jakoś sie przygotuje na to psychicznie...
Offline
Posty
173
Dołączył(a)
09 lut 2007, 20:07

przez Monik_a 29 sie 2007, 00:37
WItam.... A ze mną jest inaczej, niedawno wróciłam z wakacji. Przed wyjazdem jak zawsze nerwy... czy nic się nie stanie, czy wszystko będzie dobrze... Tylko wsiadłam do pociągu emocje opadły, powiedziałam sobie wszystko musi być dobrze, to tylko moja wyobraźnia.... I tak było spacery, zabawa, zapomniałam o wszystkim... Niestety już wróciłam a wszystko razem ze mną, ale mam nadzieję że w domu również można zapomnieć:P
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
28 sie 2007, 23:16

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Matylka 02 wrz 2007, 22:51
Hej,

właśnie stoję przed problemem wyjazdu. Zostaliśmy z mężem zaproszeni na ślub jego kolegi do Gdańska. 350 km jazdy samochodem. Wiem, że będę się męczyć jak za każdym razem, kiedy jedziemy gdzieś dalej. Najgorsze, że ty krótki wyjazd, tylko weekend, przyjeżdżamy, ślub, wesele, alkohol, powrót. W mojej psychice to funkcjonuje tylko jak podróż samochodem. Próbuję tłumaczyć mężowi, że nie chcę jechać, że potrzebuję teraz spokoju, że chcę pójść tego dnia na kolejny etap kwalifikujący mnie do terapii. Tłumaczę, że nie chcę się męczyć, spinać, liczyć oddechów i tych innych durnych odruchów nerwicowych, zresztą wiecie o czym mówię, też boicie się podróży. I jak grochem o ścianę. I niestety jest tak, że po prostu chciałabym, żebyśmy zostali w Warszawie. On chce jechać sam, skoro ja nie chcę (dla niego to jest nie chcę, nie że się boję, tylko po prostu nie chcę). A ja boję się zostać sama z dzieckiem na 3 dni. Mówi mi, że przecież mogę sobie być ze swoimi rodzicami...

Czuję się okropnie. Nierozumiana i bagatelizowana. Mąż mówi, że jest moim więźniem. Kiedy to słyszę, wszystko mi się w środku wywraca. Najbliższa osoba, a mówi mi, że jest moim więźniem, że chcę go we wszystkim ograniczać. Dobija mnie to. Właśnie teraz kiedy tak strasznie pragnę spokoju i stagnacji. Czuję, że nie mam wyboru, że jestem postawiona przed faktem dokonanym: jedziesz, a jak nie jedziesz, to radź sobie z dzieckiem sama, bo ja wyjeżdżam, czy ci się to podoba czy nie.

To znaczy, że powinnam się po raz kolejny męczyć i zacisnąć zęby i pojechać? Nie mam prawa do oczekiwania jego zrozumienia i zrobienia czegoś, żebym czuła się lepiej, kochana i rozumiana?

Wczoraj byłam silna i mogłam Wam pisać, że nie jest tak źle, że damy radę, a dziś sama jestem dobita. Cholerna głupia podróż, a mnie dobija :(
Pozdrawiam,
Matylka
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
02 wrz 2007, 00:41

Avatar użytkownika
przez ewa125 03 wrz 2007, 01:17
nie bojcie sie zmian. to ze macie nerwice swiadczy wlasnie z e tu gdzie jestescie (nie chodzi tylko o miejsce ale o srodowisko, osoby, praca, uczelnia, ...) nie jestescie szczesliwi, to nie znaczy ze jak pojdziecie za glosem serca i cos zmienicie lub wyjedziecie na wakacje to bedzie jeszcze gorzej, jezeli "tu" jest zle, to pora cos zmienic!! mi wszystkie zmiany wyszly jak najlepiej!!!!!!!!!! :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

przez Matylka 03 wrz 2007, 08:38
Zauważyłam, że na tym forum właściwie nie odpowiada się na pytania, tylko klepie się swoje :|
Pozdrawiam,
Matylka
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
02 wrz 2007, 00:41

Avatar użytkownika
przez Twilight 03 wrz 2007, 09:42
A co, chciałabyś, żeby ktoś zadecydował za Ciebie? Owszem, post Ewy nie odpowiada na Twoje pytanie, chyba nawet sie do niego nie odnosi, ale jakby się zastanowić to pasuje jak ulał.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez Matylka 03 wrz 2007, 09:47
W ogóle nie pasuje. Z mojego postu jasno wynika, że jestem szczęśliwa na tyłku w domu, a nie zmuszana do czegoś, czego nie chcę. I nie chodzi o poddawanie się lękowi, bo nie czuję, że się poddam. Po prostu nie mam ochoty. O, sama sobie odpowiedziałam :twisted:
Pozdrawiam,
Matylka
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
02 wrz 2007, 00:41

Avatar użytkownika
przez ewa125 03 wrz 2007, 11:52
matylka -> z calym szacunkiem ale nawet nie czytalam Twojego postu a juz na pewno na niego nie odpowiadalam... napisalam po prostu co czuje bo mieszkam teraz z dala od rodziny w innym panstwie i jest mi calkiem dobrze ( poza normalna naturalna tesknota)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

przez Matylka 03 wrz 2007, 12:09
ewa125 ok ok, tylko właśnie o tym piszę, że tutaj ludzie często wchodzą tylko po to (tzn. to moje subiektywne odczucie, być może się mylę), żeby się podzielić swoim żalem albo radością z czegoś, a nie patrzą na odczucia innych. Ale o tym pisał już gdzieś twilight, że nasz problem jest zawsze najważniejszy... A poza tym fajnie, że Ci dobrze :)
Ja nie oczekuję, że ktokolwiek rozwiąże za mnie mój problem, bo wiem, że sama muszę podjąć decyzję i sama wiedzieć, czego chcę. Tylko tak cholernie doskwiera mi samotność, że czasem chciałabym, żeby mnie ktoś zauważył :( Czasem po prostu potrzebuję pogłaskania po głowie. Jak każdy z nas... Dobra, nie truję już. Już lepiej jak wejdzie na forum taka przykładowa Ewa i powie, że jej dobrze. Tak jak teraz na to patrzę, to jednak daje trochę nadziei, że u innych też będzie dobrze.
Pozdrawiam,
Matylka
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
02 wrz 2007, 00:41

Avatar użytkownika
przez inez3 17 wrz 2007, 14:33
droga Matylko! nie denerwuj sie, czasem posty nie skierowane bezposrednio do danej osoby moga wiele pomoc.
wiem, ze to co powiedzial twoj maz nie jest mile, ale zastanwo sie czy cale zycie chcesz siedziec w domu na tylku?? i jak czesto tak jest?? powiem ci szczerze, ze ja tez tak mowilam, nie chcialam nigdzie jezdzic, bo najlepiej wdomu, ba nawet nie chcialam nigdzie wyjsc i powiedzialam ze pewnie bede cakle zycie mieszkac z rodzicami. jednak gdzie wewnetrznie nie chcialam tego, nie chcialam byc ubezwlasnowolniona...
moja metoda?? czasem zmuszanie sie, walczenie z moimi myslami... ale jedna mysl mnie trzymala, ze ja tak nie chce do konca zycia...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez tula 19 wrz 2007, 15:24
moż ktoś z was ma jakiś pomysł. Mam nerwicę. zaczeła sie rok temu, potem sie uspokoiło, a teraz, kilka dni temu wróciło ze zdwojoną siła. A muszę wyjechać na 5 dni!! Przeraża mnie myśl że sama bede musiala leciec samolotem, bo stamtad nie bede miala jak wyjsc. Podobnie sie czuje w autobusach i tramwajach, ale wtedy mozna wysiasc. Ma ktos jakies sprawdzone metody jak zapanować nad atakami paniki w samolocie i na lotnisku???
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
05 sty 2007, 13:09
Lokalizacja
warszawa

Nerwica a wyjazd za granice

przez maateusz 05 sty 2008, 05:01
Niedlugo mam wyjechac z polski i mam związane z tym obawy,bo o ile mi wiadomo to przez granice amerykanska niewolno przewozic leków(tak mi sie wydaje choc nie jestem w 100% pewien) a potrzebuje tych lekarstw bo bez nich ciezko mi sie funkcjonuje,i niewiem jak tam sobie bez nich poradze.A mój angielski nie jest na tyle dobry zeby sobie spokojnie pojsc do tamtego lekaza i wszystko mu wytłumaczyć co mi dolega,bo jeszcze mnie zle zrozumie i przepisze mi cos co mi nie jest potrzebne.Czy ktoś miał podoby problem?
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
28 lip 2007, 23:48

przez eva79 09 sty 2008, 13:32
Wyjazdy-koszmar!
Te wakacje mialam najgorsze z mozliwych.Co z tego,ze morze,słonce jak co chwila mialam atak paniki.Balam sie wszystkiego i wszystkich.2 dni spedzilam w pokoju hotelopwym pod kołdra.Dramat.
Niedawno tez zmuszona bylam do wyjazdu.1400 km autem.Przetrwalam tylko dlatego ze nazarlam sie lekow nasennych.Na miejscu oczywiscie to samo.Mam dosyc tego juz.
Offline
Posty
69
Dołączył(a)
09 sty 2008, 13:01

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 32 gości

Przeskocz do