Nerwica a podróżowanie, wakacje, itp.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez BOGDANKA 08 cze 2007, 13:21
Moja Droga! Wielu nerwicowców boi się wyjeżdżać. Nasz organizm reaguje na to jak na sytuacje zagrozenia. W domu z bliskimi i wsrod przyjaciół nie musimy udawać- bo oni przewaznie nas akceptuja z naszym przewrazliwieniem. Ostatnio musialam wyjechac na dwa tygodnie, nie dosc, ze sama to jeszcze baaardzo daleko. Od smierci taty nigdzie sama nie wyjezdzalam, bylam tak spanikowana, ze bylam gotowa odwołać ten wyjazd. Ale udało sie, moim zdaniem wzorowo. Juz w samolocie zapomnialam o lęku. Jako osoba wierząca, w chwilach lęku- odmawiałam modlitwe i jak mantre powtarzalam sobie w kolko, ze jestem super i bedzie ok. I naprawde bylo. Asekuracyjnie zabrałam ze soba jakies tabletki, wazne bylo poczucie, ze je mam- ale nie bylo potrzeby je uzywac. Poza tym przed wyjazdem rozmawialam z bliskimi, troche pokrzyczeli (tak konstruktywnie:) i zmobilizowali do tego, abym nie pozwolila nerwom zabierac swoich marzeń. Mi się udalo, wyjechalam (choc z obawami- tlumaczylam sobie, ze w razie co to zaraz zlapie powrotny samolot), ale spedzilam wspaniale czas. Nie daj się Kochana, ja dałam rade Ty tez! Zycze siły i duuuuzo pozytywów!
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
29 gru 2006, 15:46

Avatar użytkownika
przez inez3 08 cze 2007, 13:31
BOGDANKA dzoekuje za odpowiedz. najsmieszniejsze w tym wszystkim jest to, ze nawet jak gdzies jade np. przez pierwszy dzie (nawet nie caly) czuje sie srednio, a otem mowie sobie, ze tyle razy juz dalam rade to czemu tym razem mam nie dac i przechodzi :) ale... wlasnie to ale, za kazdym nastepnym razem znow mam te okropne mysli chociaz wiem, ze poprzednio bylo ok...

nie rozumiem tego, a ja poprostu chce jechac, bawic sie wysmienicie, niepsuc ani sobie ani innym wyjazdu ze mna i chociaz zazwyczaj jest ok to i tak sie martwie nastepnym razem.

u mnie ten stres wiaze sie z tym, ze wydajemi sie(miedzy innymi), ze nie bede mogla z tego stresu jesc i przez tobede sie czula jeszczegorzej, a zaznaczam ze "normalnie" jem za 5 osob.

chyba jestem pesymistka skoro nie zauwazam tych wszystkich pozytywów.

psycholog mi powiedzial, ze poniewaz zawsze bylam doroslym dzieckiem (przez wiekszosc czasu mialam kontakty glownie z doroslymi, bo tam gdzie miszkalam nie mialampodworka) i mam potrzebe kontroli bo zawsze wiedzialam co chce zrobic itd. a jak wyjezdzam to nie ma kontroli w sensie, ze nie da sie wszystkiego zaplanowac, nie da sie"pilnowac" swojego zdrowia, takpoprostu jest... do mnie to jakos nie dociera...

ale sie nie daje, chyba najlepsza jest terapia szokowa, musze wyjezdzac jak najczesciej!!! taaa, ale to dosc trudne, bo nie chce sie czuc zle i ciagle dzwonic do rodzicow i zatruwac im zycia...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:28 am ]
niech ktos na mnie tez nakrzyczy (pozytywnie), bo ja na prawde chce od zycia duzo, a nie sie bac...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez JustynaS 27 lip 2007, 00:05
Witam serdecznie! Bardzo chętnie bym sobie pokrzyczała na Ciebie, ale mimo że dla mnie te objawy to szczyt wszystkiego, niestety mam dokładnie tak samo :D
I też mi pomaga jak mnie ktoś opierniczy. Walczę z nerwicą juz ponad 10 lat, a z lękiem przed wyjazdami od niedawna. Wcześniej za bardzo się bałam żeby z nimi walczyć :D . Albo nie wyjeżdżałam, albo dostawałam świra poza domem. Przez to między innymi zawaliłam studia. Teraz studiuję od początku, bo stwierdziłam że nie mam wyjścia. A jak z tym walczę? Przede wszystkim staram sie wyjeżdżać jak najczęściej, chociaż niedaleko. Przeważnie po powrocie jestem szczęśliwa, że pojechałam, mimo lęku. Czasami potrafię zepsuć sobie cały wyjazd, gdy za bardzo sie wkręcę i wsłucham w moje samopoczucie. Później żałuję że zepsułam sobie urlop i postanawiam że nastepnym razem będzie inaczej. I przeważnie jest. Mimo, że tak jest w kółko, to coraz częściej wracam i sobie uświadamiam, że wcale się nie bałam, a ostatnio nawet czasami nie chce wracać, choć wcześniej zawsze chciałam już jechać, byle blisko domu :lol: Teraz jadę nad morze, pierwszy raz od dawna tak daleko(jestem z południa kraju) wiec siedzę na forum i sprawdzam kto tak jeszcze ma :lol: No i mam lęk przed lękiem, ale nie jest źle i na pewno nie zepsuje sobie urlopu!!! Pozdrawiam, napisz coś jeszcze o twojej walce :lol:
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
16 cze 2007, 00:08
Lokalizacja
małopolska

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez vampirek82 27 lip 2007, 09:04
nio ja niestety mam dokladnie tak samo, wogole to moja choroba zaczela sie jak bylam na wakacjach nad morzem i teraz nawet jakbym chciala to strasznie sie boje tam jechac :? ogolnie najgorsze jest to ze nikt mi nie pomoze jak bede sie zle czula, tutaj mam psychiatre i zawsze do niego pobiec lub zamknac sie w domku i juz wiem ze wszystko bedzie ok...staram sie wyjezdzac ale niestety tylko jak musze i raczej w znane miejsca, nieznane => dramat, juz od dwoch lat nie bylam przez to na zadnych wakacjach...teraz w dodatku musze sie przeprowadzic do innego miasta i chociaz w sumie jeszcze dwa tygodnie juz sie boje, ale coz, malymi kroczkami do sukcesu, jak to mi sie uda to moze pojade gdzies na wakacje ?? :D

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:12 am ]
ahaa i jeszcze na przykladzie moze. jakis czas temu mialam jechac ze znajomymi nad wode, niedaleko 20 km ale ja oczywiscie juz panika i nigdzie nie pojade (nigdy tam wczesniej nie bylam), ale kolezanka przyszla wczesniej i przyniosla piwko, powiem wam ze jak wypilam sobie jedno piwko to lek prawie sobie poszedl i nie mialam problemu z jazda (hehhh ale nie zawsze skutkuje)
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez inez3 27 lip 2007, 11:50
hmm... ja to nie wiem skad sie to u mnie wzielo? mialam kiedys chorobe lokomocyjna i wiem, ze balam sie jezdzic autokarami, ale potem bylo ok... tak jak pisalam, zaczelo sie u mnie od obozu na studiach... tak zaczelam sie bac, ze bede tam sama, bez rodzicow, faceta i to jeszcze 10 dni. nie bede mogla jesc, bedzie mnie ciagle mdlilo a tam trzeba ciagle zasuwac na rozne zajecia. wpadlam w straszna panike, nie moglam jesc, mialam czarne mysli, noc przed wyjazdem wogole nie spalam... w koncu pojechalam (rodzice mnie zawiezli, myslac, ze zmienie zdanie wzieli walizke), ale tylko po to zeby zawiezc moje kolezanki (namawialy mnie po drodze) i zeby powiedziec dziekanowi, ze nie moge zostac... wcale sie lepiej nie poczulam, wszystko stalo sie jeszcze gorsze, nie moglam wychodzic z domu, jezdzic komunikacja miejska... potem zaczylam sie leczyc, ale musialam zmienic studia na zaoczne, bo nie dawalam rady... w nastepnym roku juz na lekach pojechalam (inaczej bym mila semestr nie zaliczony). pierwszy dzien koszmar, pocilam sie jak mysz, budzilam sie co chwila, trzeslam sie, ale o dziwo jadlam w miare normalnie, a potem juz czulam sie ok i w sumie dobrze wspominam ten oboz. po nim bylam tak szczesliwa, ze myslalam, ze juz nigdy wiecej tak sie nie stanie... a ty bach... nawrot i znow przede wszystkim lek przed wyjazdami, autobusami i wychodzeniem z domu, urlop w pracy wzielam wczesniej, szefowej powiedzialam czemu - nie mogflam siedzec w pracy, trzeslam sie, bylo mi niedobrze, slabo, nie moglam sie skoncentrowac. na obrone pracy licencjackiej pojechala ze mna mama. codziennie bnudzilam sie o 4 z nerwami... tym razem szybko przeszlo, bo po jakims miesiacu (znow leki zaczelam brac), ale mimo tego, ze wszystko inne potrafie sobie wytlumaczyc i jakos daje rade to wyjazdy nadal mnie przerazaja... w zeszlym roku nie bylam nigdzie, bo mnie w czasie wakcji zaatakowalo znow... teraz mieszkalam w domu znajomych i opiekowalam sie ich psem przez 3 tyg. razem z moim facetem i co? i nic, normalnie bylo. jadlam, spalam jak niemowle, jezdzilam do pracy 25 km samochodem... i tak sie zaczelam zastanawiac moze ja sie boje tego, ze nie wiem co mnie czeka?? bo tutaj chodzilam do pracy i bylo wszystko uporzadkowane... ale co z tego?? ja poprostu chce juz tego nie miec, chce wszedzie wyjezdzac bez zastanawiania sie co mnie boli i czy sie zaraz za przeproszeniem zrzygam czy nie...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Avatar użytkownika
przez vampirek82 27 lip 2007, 14:23
i tak sie zaczelam zastanawiac moze ja sie boje tego, ze nie wiem co mnie czeka?? bo tutaj chodzilam do pracy i bylo wszystko uporzadkowane... ale co z tego?? ja poprostu chce juz tego nie miec, chce wszedzie wyjezdzac bez zastanawiania sie co mnie boli i czy sie zaraz za przeproszeniem zrzygam czy nie...

wlasnie, to moze ta niewiedza nie pozwala nam wyjechac, ja od dwoch lat nigdzie nie bylam i tez mam tego dosyc!!!! szukania lazienki i chowania sie jak mnie zlapie :? no coz, nie ma wyjscia, trzeba to bracv na sile a objawy hehhhh, trudno, jak sie gdzies zrzygasz w obcym miescie to i tak nikogo tam nie znasz wiec luzik :)
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez Tootiki 29 lip 2007, 12:45
ja w wyjazdach boje sie konkretnie kwestii snu, tzn. ile bede mogla dziennie przespac,czy nikt nie bedzie mi przeszkadzal itd. dochodzilo do tego ze kladlam sie 0 23, zasypialam o 3 a budzilam sie o 6 :( i boje sie przed kazdym wyjadem, brzuch skręca mi sie ze strachu :( mam 17lat i najchetniej siedzialabym z mamą w domu :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
28 lip 2007, 10:39
Lokalizacja
kraina Czesia i Muminków

przez koshmar 31 lip 2007, 20:21
mi nerwica odebrała jedno z marzeń, własnie podróżowanie! a zaczeła sie (nie licząc kilka małych epizodów) konkretnie włąsnie na wyjeżdzie na wczasy za granice, a chce/chciałem... zwiedzić wiele miejsc i nie moge, a o wejsciu do somolotu wogóle już nie mam mowy, włąsnie w tym roku z tych powodów zrezygnowałem z dobrej pracy za granicą :( a tak mi się mażyło... :((( a teraz co? zamiast wziąść sie wtedy w garść do dołuje, a miałobyć tak pięknie. przez to moj stan się pogorszył bo ciągle tym dołuje... ostatnio miałem nawet konkrenty atak w nocy podczas snu. eh... ide do psychologa i zaczynam sie leczyć na nowo. pozdro
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
01 paź 2006, 18:19

Avatar użytkownika
przez Twilight 01 sie 2007, 02:37
[quote="koshmar'] ide do psychologa i zaczynam sie leczyć na nowo. pozdro[/quote]

I to jest to! Bo różowo od razu nie będzie, ale stopniowo, ważne, byś nie kitował sobie głupot, gdy suma sumarum, idzie w dobrą stronę. A skoro sam piszesz, że trza sie WYLECZYĆ (a nie tylko leczyć) to jest dobrze.

Bo wyleczenie to nie mit czy cud, to zwyczajna, normalna rzecz, całkowicie osiągalna przez każdego, nie wymagająca cudów z Nieba. Powtarzam to do znudzenia i będę powtarzał, bo tak jest, a często w chorobie tego nie widzimy.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Avatar użytkownika
przez inez3 01 sie 2007, 09:08
koshmar napisał(a):mi nerwica odebrała jedno z marzeń, własnie podróżowanie! a zaczeła sie (nie licząc kilka małych epizodów) konkretnie włąsnie na wyjeżdzie na wczasy za granice, a chce/chciałem... zwiedzić wiele miejsc i nie moge, a o wejsciu do somolotu wogóle już nie mam mowy, włąsnie w tym roku z tych powodów zrezygnowałem z dobrej pracy za granicą Sad a tak mi się mażyło... Sad(( a teraz co? zamiast wziąść sie wtedy w garść do dołuje, a miałobyć tak pięknie. przez to moj stan się pogorszył bo ciągle tym dołuje... ostatnio miałem nawet konkrenty atak w nocy podczas snu. eh... ide do psychologa i zaczynam sie leczyć na nowo. pozdro


tez tak mam, ze chce podrozowac... tyle jest cudownych miejsc do zobaczenia, do pochlaniania wszystkimi zmyslami, tyle kultur, nowycvh ludzi itd. to marzenie tez mi zabrala nerwica, ale wierze, ze wreszcie mi sie uda i jest juz jakis postep. przez 3 lata kazdy wyjazd gdzies bez bliskich mi osob byl koszmarem, nawet na lekach, ale w ostatni weekend pojechalam to mamy mojego faceta i to byl pierwszy wyjazd kiedy nic, kompletnie nic sie nie dzialo. zadnych mdlosci, zawrotow glowy, problemow z jedzeniem, ze spaniem. bylo tak jak kiedys i powiem szczerze, ze dopiero po powrocie sobie uswiadomilam, ze to byl taki wyjazd bez strachu od 3 lat. tyle bylo rzeczy do robienia, ze nawet nie uswiadomilam sobie tego wtedy... zagmatwalam troche, ale to chyba z powodu emocji... wiem, ze nie wolno sie poddawac i koshmar pamietaj, ze marzenia sie spelnia tylko trzeba sobie dac troche czasu zeby poradzic sobie ze soba, uspokoic sie i spojrzec na wszystko z innej perspektywy. ja tak robie od 3 lat, z mniejszym lub wiekszym skutkiem, z wieloma podknieciami, ale z wiara, ze kiedys to sie skonczy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

przez Anik. 01 sie 2007, 22:12
ja przed wyjazdem np.na wczasy mam lęk przed tym,że bede daleko od domu i jesli dopadnie mnie to swinstwo,bedzie mnie mdlić,bede rzygać,serce bedzie walic a ręce sie trząść i bede sobie wmawiac wtedy tysiąc strasznych rzeczy,ktore sie ze mną dzieją,to panicznie sie boje o moją małą córeczkę,ktora ma prawie 1,5 roczku i widzi we mnie cały świat a ja wtedy nie wiem co sie ze mną dzieje i ona biedna nie wie :(

przyznam sie,że w tym roku bylismy nad morzem,jednego dnia wracamy z plaży i strasznie zaczęło krecić mi sie w głowie-jak nigdy!-tak panicznie sie tego wystraszyłam(przeraza mnie niewiedza na temat mojego zdrowia),że od razu poczułam cisnienie na stolec(przepraszam,ze tak bezposrednio)mdłości i wymioty,nie wiedziałam co sie ze mną dzieje,czy miałam wrazenie,że umre tak panicznie sie bałam o moje dziecko!
mąż ze znajomymi stwierdzili,że napewno sie czyms zatrułam,ale ja byłam przerażona i wiedziałam,że nikt mnie nie zrozumie,nawet mąż,łyknęłam xanax i wmawiałam sobie,że zaraz mi przejdzie,ale jak tylko poczułam zawrót głowy od razu wszystko wracało,tym samym wydalałam tabletki,moja córcia panicznie płakała jak widziała mnie klęczącą przy muszli,chciałam ją utulić nie mogłam,to było straszne,ona nie wiedziała dlaczego mamusia sie z nią nie bawi,byc moze jakas matka tutaj mnie zrozumie...
powiedziałam męzowi,że jesli zemdleje ma dzwonic po pogotowie i powiedziec jakie wzięłam leki,czułam ze zaraz umre :(
ale znowu łyknełam xanax i isoptin na serce bo myslałam,ze urwie mi klatke piersiową połozyłam sie koło małej ją uśpić,zajełam czyms innym mysli,wmawiałam sobie,że juz lepiej i wiecie,że zaczeło byc lepiej!
przespałam noc budząc sie co chwile w ciuchach i mówiąc sobie,że przeszło
rano kazali mi isc do lekarza,jako ze to jelitówka napewno,poszłam ale idąc tam juz byłam zdrowa,jeszcze tylko musiałam puscic pawia na widok jajecznicy i wszystko przeszło
ta ulga,kiedy cie to opuszcza jest niewyobrazalna i przynosi mi wielkie szczęscie
minął miesiąc i narazie cisza... po ciuchutku wierze,że juz wiecej to nie przyjdzie...
chociaż za miesiąc wracam do pracy i juz zaczynam sie tym stresować...

to chyba prawda,że nerwice dotykają bardzo wrazliwych ludzi
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
01 sie 2007, 11:52

Avatar użytkownika
przez samotniczka 02 sie 2007, 10:30
No ja też mam problem z wszelkimi wyjazdami. Przez fobię społeczną trudno wytrzymać wśród ludzi kilka godzin w dzień powszedni, podczas pełnienia zwykłych obowiązków, a na takim wyjeździe konatkt z ludźmi jest całodobowy , więc jak dla mnie tragedia.
Tak więc jeśli chodzi o mnie, słowo wakacje jest w zasadzie słowem pustym, bez pokrycia, od 8 lat nigdzie nie byłam. Chętnie pojechałabym dziekolwiek chociaż na kilka dni naładować akumulatory, niestety jest jeden zasadniczy problem: nie mam z kim! :cry:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
446
Dołączył(a)
06 gru 2006, 00:46
Lokalizacja
Śląsk

przez ewita 03 sie 2007, 13:02
U mnie jest taka sprawa , ze jak mam wyjechac to nie moge nawet pomyslec o pakowaniu, co wziasc , jakie ciuchy, to mnie przerasta po prostu...odczuwam niesamowite zmeczenie i lek
Ale dziwne jak juz jestem w nowym miejscu to czuje sie dobrze i lepiej z kazdym dniem, wszystkie leki znikaja i mysle ze juz jestem zdrowa ale na drugi dzien po powrocie mam nawrot i wszystko to samo jak przedtem.
Mysle ze jak bym byla dlugo na nowym miejscu to leki by i tak powrocily natomiast chwilowe oderwanie sie od codziennosci pomaga chorobie
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
03 lis 2006, 12:09
Lokalizacja
szwecja

przez Mahadevi 03 sie 2007, 18:04
Inez3!!

O jejkuś jak to dobrze, że jest to forum.
Mam identycznie.
Ja pamiętam takie lęki od dziecińtwa...
Jak byłam malutka rodzice zawozili mnie na kolonie i niestety po kilu dniach odwozili bo nie spałam, nie jadłam płakałam i brzuszek mnie bolął.
Niestey nic się nie zmieniło od dzieciństwa...
Na każdym wyjeździe jest tak samo. Nawet jak jade na jedną dobę to nie mam apetytu i tak bardzo xle sie czuję, czuję się taka zagubiona, towarzyszy mi ciąły niepokój i to bez żadnejw yraźnej przyczyny.

Mało tego. Czasem, niektóre zapachy, krajobrazy, widoki przywodzą mi na myśl tamte wspomnienai wyjazdów i wtedy zaczynam też się czuć źle.
W miniony weekend pocjechałam na jedną noc nad jezioro z kolegą.
Źle mi było :( Jak wróciłam było jednak tylko gorzej. Nie mogę z tego wyjść. Czuję niesmowity niepokój i lęk. Pomimo ze jestem juz w domu, przy bliskich. Widze jednak że wszyscy się na mnie dziwnie reagują, bo pewnie zachowuję się nienaturalnie, choc tak bardzo staram się to ukryć...

Pozdrówki
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 43 gości

Przeskocz do