Co robić?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Co robić?

przez antek02 19 cze 2016, 16:59
Hej, piszę z pytaniem o to czy ktoś ma podobne problemy i jak sobie z tym radzi. Ciąży nade mną lęk uogólniony dość silny i mocno zakorzeniony wynikający z wychowania jakie miałem. Jestem na 40 mg citalopramu i 30 mg mirtazapiny. Dawki leków hamują lęki, zachowania agresywne, destrukcyjne, myśli samobójcze, napady szału, ataki paniki, niepokoju, napięcie itp. Ogólnie da się na nich jako tako żyć i pracować. Natomiast bez leków jedyne co mi pomaga to mówienie do siebie w myślach jak do dziecka, gdy pojawia się lęk, czy wyobrażanie, że jest przy mnie jakaś bliska osoba i mnie wspiera w moich działaniach. Lęki mam odkąd pamiętam i dlatego nie wiem jak mógłbym sobie pomóc. Na lekach ogólnie mam wyje*ane na ludzi i czuję, że nie potrzebuję z nimi kontaktu, natomiast bez leków szlocham, że nie mam nikogo kto by mnie wspierał. Z rodzicami nie chcę utrzymywać kontaktu, bo mam do nich żal za to co mi zafundowali, w dodatku uważam siebie za niewartego pomocy człowieka. Myślałem o czytaniu książek psychologicznych z działu agresja (bo mam jej sporo w sobie), o akceptacji siebie. Czy ktoś przerabiał taki plan działania? Myślę też o jodze. Chodzę na terapię indywidualną 5 miesięcy, ale nie czuję żeby była mi ona w stanie pomóc. To znaczy, co może mi psycholog powiedzieć przez 45 minut raz w tygodniu, dla którego jestem 'kolejnym pacjentem'. Może mi coś podpowiedzieć i tyle. W dodatku często robiła wielkie oczy ze zdziwienia jak opowiadałem jej o moim życiu...
Czy macie może jakieś pomysły?
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
02 kwi 2016, 18:23

Co robić?

Avatar użytkownika
przez Kontrast 19 cze 2016, 17:11
Czytanie książek czy joga to takie działania zastępcze aby oszukać mózg, coś jak program 10 minut. Chyba najlepsza by była 3 miesięczna terapia dzienna. Tam byś się trochę konfrontował z sobą i tymi schematami. Coś rozbił coś by zostało ale byś wiedział co jak z czym. Psycholog to czy terapeuta ten twój panicz?
Nie znam roli którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3560
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Co robić?

przez antek02 19 cze 2016, 17:33
Działanie zastępcze? Co masz na myśli? Moim zdaniem joga pomagałaby mi zachować balans nad swoim ciałem. A książki właśnie pokazałyby mi jak radzić sobie z agresją. Byłem na 3 miesięcznej terapii w zakładzie dziennym otwartym. Potem przyszedłem tam jeszcze raz na miesiąc. Co się dowiedziałem tam? Że przejawiam wrogość wobec otoczenia, tzn. sam w sobie buduję napięcie. Myślę, że otaczający mnie ludzie źle myślą o mnie, obrażają mnie. To powoduje, że rośnie we mnie złość i staję się nieprzyjemny. Na terapii nawet słysząc dźwięk swojego imienia cały się trząsłem ze strachu, bo mam pewnie zakodowane, że stanie mi się coś złego (byłem często bity przez ojca). Mam straszne nazwałbym to odruchy pawłowa. Nawet terapeutka pod koniec terapii powiedziała, że miałem ciężkie życie skoro przez lata znosiłem objawy bez leków. Psycholog to nie panicz dla mnie, ale co mogę się dowiedzieć od niej? Już zwracano mi uwagę na to, że sam dobrze rozpracowywuję stany w jakich się znajduję i dlaczego, ale kompletnie nie jestem w stanie pomóc sobie sam. Jedynie leki stały się wybawieniem...
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
02 kwi 2016, 18:23

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co robić?

Avatar użytkownika
przez Kontrast 19 cze 2016, 18:02
To auto manipulacje, działania oszukańcze samego siebie. Potem to właśnie wypływa jak lek przestanie działać czy tam bieganie przestanie przynosić taki sam efekt. To dobrze ze siebie rozumiesz, swoje stany bo wtedy umysłem możesz stanąć nad emocjami. Poruszać się tu i teraz logika.
Psycholog to raczej slaby pomysł na takie działania autoagresywne, wysłucha ale pewnie nic nie przerobi.Trzeba wykonać zajebiście długą i trudna prace. Przełamywać własne schematy myślowe. Redefiniować sie na nowo co jest zajebiście trudne bo malo kto pojmie to, ze sposób aktualnego pojmowania przez niego części świata jest błędny. To jak ścinać drzewo na którym się stoi, usłyszeć, ze powinieneś skoczyć z bloku bo to ci pomoże. Coś przeczącego aktualnej logice. Przestawienie się na taki tryb to himalaje. Dlatego to długi proces, trzeba powtarzać zachowania/schematy myślowe aż staną się one naturalne. Przed toba jeszcze długa droga, bo choć odnotowanie aktualnego stanu/terapie to też spory sukces, to przełamanie tej agresji i poddanie się temu, że to ci pomoże będzie b. trudne. Trafienie na dobrego specjalistę, zaufanie mu i cała masa niesprzyjających środowiskowych faz (bo przecie świat sie nie zatrzyma) dlatego to taki trudny los jest.
Nie znam roli którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3560
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Co robić?

przez antek02 19 cze 2016, 18:22
Jest jeszcze taka sprawa, że bez leków lub na mniejszej ich dawce ja przypominam sobie jakieś przeszłe zdarzenia. Mam wtedy częste gonitwy myśli. Chodzi o to, że prawie cały czas żyłem w napięciu, a jak zacząłem się jemu przyglądać jemu tak jakbym rozładowywał napięcie sprzed lat, gdy np. miałem milczeć podczas napadów agresji ojca. Kłócę się z sobą odtwarzając zdarzenia i przeprowadzam je wtedy w agresywny sposób. Na pytanie odnośnie tego psycholog jedynie co odpowiedziała to "może kiedyś to minie". Dlatego ja wiem, że na to co się w mojej głowie dzieje psycholog mi raczej nie pomoże.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
02 kwi 2016, 18:23

Co robić?

Avatar użytkownika
przez Kontrast 19 cze 2016, 18:38
Kiedyś gdy długo siedziałem w domu a nie pisałem wtedy w internecie z nikim, nie wiedziałem, ze mam nerwice lękową i depresje miałem podobnie.
Świat się nie zatrzymał wiec jak miałem gdzieś przymusowo wyjść mówiłem ta scenkę co mam powiedzieć tak jakby na głos. Wiadomo każdy ma takie myśli/projekcje ale tu chodzi o coś więcej o niewyrażone emocje/kumulanty. Potem trafiłem na terapie i mówiłem wszystko tak od serca. Pełna konfrontacja brak blokad, pełen wgląd. Minęło mi to ,,mówienie'' bo o emocjach mówiłem. Potem gdy zacząłem więcej bywać i uzbroiłem sie na paskudny świat, na sytuacje zacząłem siebie znów oszukiwać i to wróciło bo już nie bylo tej komunikacji wewnętrznej. Wtedy bardzo jechałem treścią, niektórzy tam nawet płakali, to było prawdziwe. W sumie to nawet jestem z tego dumny, ze miałem taka wewnętrzna komunikacje. Wiec jak widzisz to jest możliwe, choć pewnie u ciebie jest więcej blokad. Ja to nazywam - barwy ochronne wykształcone gdzieś po drodze naszego trudnego życia.
Nie znam roli którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3560
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Co robić?

przez antek02 19 cze 2016, 19:07
Hm, może być to prawdą. A czy Ty, bądź ktoś tutaj miał coś takiego o czym już wcześniej pisałem? Bez leków pomimo lęków i całych negatywnych emocji chcę przebywać z ludźmi, a gdy je biorę to nie chce mi się. Libido spadło. I co robię? I szukam czegoś co zahamuje chemiczną kastrację po ssri. A szukam dlatego, że nic tak nie działało jak leki. Żadne uspokajanie się, dieta, zdrowy tryb życia, uprawianie sportu, pozytywne myślenie, nie dało takiego efektu jak leki.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
02 kwi 2016, 18:23

Co robić?

Avatar użytkownika
przez Kontrast 19 cze 2016, 19:33
Leki ssri to taka otulina - mniej mnie dotyka, mniej potrzebuje, mniej chce. Dobrze ze ci sie bez leków do ludzi chce, to znaczy, że masz w sobie takie naturalne zrywy. Komfort przebywania z ludźmi w ten czas to już inna sprawa...
Do ssri można jakiś lek dodać ale te leki im bardziej niwelują lęki tym bardziej kastrują.
Nie znam roli którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3560
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Co robić?

Avatar użytkownika
przez Aligheri 19 cze 2016, 19:37
Moja rada jest taka abyś pozostał przy obecnym lekarzu, obserwował ogólne zmiany zachodzące w Twoim nastroju, samopoczuciu, a w przypadku gdy po dłuższym okresie czasu nie będzie żadnej poprawy, to zastanawiałbym się wtedy na zmianą psychologa/ psychoterapeuty. Ogólnie to pouczyłbym Cie też do zmiany nastawienia co do osoby której musisz mieć pełne zaufanie oraz na niej polegać, bo właśnie na dobrą sprawę to osoba ta jest tylko w stanie Ciebie wyciągnąć z opresji. Moim zdaniem pomocne może się okazać czytanie książek, to samo z jogą.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
04 maja 2016, 14:29

Co robić?

przez antek02 19 cze 2016, 20:17
Kontrast - co do pierwszego zdania z poprzedniej Twojej wypowiedzi to właśnie nie za bardzo bym się zgodził. Właśnie, że na lekach, gdy objawy są przykryte to więcej chcę, więcej potrzebuję, mam więcej energii itp. Bez leków mogłem resztę dnia po pracy przesiedzieć nic nie robiąc, bo dochodziłem do siebie po całym dniu nieprzyjemnych emocji. Mogłem posłuchać spokojnej muzyki i przyglądać się naturze przez okno. Piszę przykładowo. Na lekach czuję, że potrzebuję więcej bodźców. Słucham szybszej, agresywniejszej muzyki, czytam o różnych substancjach i ich działaniu na człowieka, oglądam więcej pornosów, niż zwykle, piję piwo z nudów itp.
Aligheri - czy mógłbyś podsunąć jakieś tytuły książek, które mogłyby mi pomóc?
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
02 kwi 2016, 18:23

Co robić?

Avatar użytkownika
przez Aligheri 19 cze 2016, 20:39
Nic mi nie przychodzi do głowy :/
Ostatnio edytowano 19 cze 2016, 20:41 przez Aligheri, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
04 maja 2016, 14:29

Co robić?

Avatar użytkownika
przez Kontrast 19 cze 2016, 20:40
No ale sam piszesz, ze bez leków potrzebujesz jednak tych kontaktów a ,,z'' nie?
To jest złożona sprawa, zależy od problemu. Jak ktoś ma jedynie problem z lękiem i tylko to go paraliżuje to jak będzie brał np paroksetyne to zniweluje ten lęk i może śmiało wrócić do działania(lecz problem nadal tak jakby zostaje, lecz podczas tego działania może niejako nieświadomie go zwalczyć i potem normalnie odstawić leki). Ale jak ktoś ma problemy w wyniku tego, że jego życie jest dysfunkcyjne i popada w lęk bo organizm, naturalne sygnalizatory informują go, że coś nie gra to pewno zabije ten wewnętrzny sygnał który go o zagrożeniu informuje ale nie zmieni w ten czas swego życia. Dlatego leki ssri sa niebezpieczne i dlatego niektórzy biorą je cale życie, bo bez tego musieli by zacząć zmieniać życie. Inaczej będą dostawać te komunikaty a zmiana to praca, harówa i robota, przełamywanie, lęk. To przerasta jak wyszedłeś wybrakowany z domu zdobywać świat, jak brak ci jest punktów odniesienia, nawet nie wiesz gdzie iść.
Nie znam roli którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3560
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Co robić?

przez antek02 20 cze 2016, 18:50
@Kontrast - tak, zgadzam się z twoją wypowiedzią. Biorę leki już kilka lat i doświadczyłem tego, że one wcale nie naprawiają nic, a jedynie tłumią. Odstawiłem leki, gdy wybierałem się na terapię i teraz wiem, że jedyne co by mi pomogło to przeżyć od nowa życie, jako dziecko. Bo lęki mam dziecięce, potrzebowałbym jednym słowem niańki, rodzica, opiekuna, co teraz jest ze względu na mój wiek nie do osiągnięcia. Dlatego szukam alternatyw. Przebywanie ze zdrowymi ludźmi nie skutkuje, bo jestem na innym etapie rozwoju emocjonalnego od nich - próbowałem. Chyba pozostaje mi czytanie książek i coś w stylu jogi. A co do zaniku libido to teoretycznie mirtazapina powinna w pewnym sensie niwelować to, ale jak na tę dawkę citalopramu mirta jest ze słaba. Poczytam o zwiększeniu dawki mirty i może zwiększę.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
02 kwi 2016, 18:23

Co robić?

Avatar użytkownika
przez Kontrast 20 cze 2016, 20:33
Ja bym nie rezygnował z prób integrowania się. Mózg jest to tak potężne narzędzie, tak elastyczne. Umysł potrafi do późnego wieku niemalże ewaluować jeśli posiada się jedna ważną cechę - wrażliwość.
Można poszukać jakiegoś towarzystwa w którym będzie większy komfort przebywania. Ludzi świadomych, doświadczonych z głębszym podejściem do życia. Zacząć od jednostek z którymi będziesz emocjonalnie korespondował, grup, grup mieszanych gdzie ludzie normalni wiedza o problemach innych. To jest adaptacja, coś czego się nie da wyłączyć, co każdy ma. Jest to trochę pojebane, bo wiele osób mimo zaburzeń nie lubi na poziomie ,,nieświadomym'' takich ludzi. Nie lubi siebie, nie lubi słabość, faz choć sama ja ma. Akceptacja. Wtedy właśnie jest się w konfrontacji z dwiema grupami, normalsami i nienormalsami i z dwoma swymi wewnętrznymi stanami.
Nie znam roli którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3560
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 27 gości

Przeskocz do