ogromne napięcie i odrealnienia

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

ogromne napięcie i odrealnienia

przez ensam 20 sty 2016, 21:16
witam,

szukam pomocy co to może być... by nie zanudzać postaram się opisać wszystko w telegraficznym skrócie.

zaczęło się 28 października 2014 roku. Byłem w bibliotece, nagle miałem uczucie jakbym miał zemdleć, obraz mi się na ułamek sekundy rozjechał. Trochę się wystraszyłem i zacząłem szybko wracać do domu (byłem w innym mieście). Odczuwałem silny niepokój, przyspieszone bicie serca, w pociągu myślałem, że zemdleję, że padnę trupem. Z wielkim trudem dojechałem do domu (myślałem, że to agorafobia) ale w domu wcale nie było lepiej. Cały czas miałem przyspieszone bicie serca, uczucie odrealnienia. Przyspieszyłem wizytę u psychiatry, ledwo do niego dojechałem, w kolejce nie byłem w stanie usiedzieć rozsadzał mnie niepokój olbrzymi niepokój. Wszedłem między pacjentami. Przepisano mi propranolol i doksepinę. Było trochę lepiej. Propranolol pomógł dużo w zakresie bicia serca , już mi tak nie waliło mocno. Przez tydzień większość dnia czułem się w miarę dobrze, choć zawsze była godzina, dwie gdy czułem się gorzej, naprawdę paskudnie i chciałem umrzeć (odrealnienia itd). Bałem się jechać środkami lokomocji, odchodzić od domu.

można pomyśleć, że to agorafobia... też się łudziłem...

najgorszy atak miałem jednak w domu, nie byłem w stanie wstać z łóżka, ogromne napięcie w głowie, chęć zabicia się lub zadzwonienia po pogotowie. trwało to ok. godzinę po czym trochę zelżało.

poszedłem po skierowanie do szpitala psychiatrycznego na oddział zamknięty. Żałowałem strasznie. Ogromne napięcie i ciągłe odrealnienie. Chodziłem od jednego końca szpitala do drugiego, przez całe dnie, nie byłem już w stanie chodzić, ale gdy tylko siadałem na łóżko napięcie w głowie/ niepokój był tak ogromny że musiałem dalej chodzić by je trochę choć zbić.

trafiłem do mojego dawnego psychologa, po pierwszej wizycie była taka poprawa, że w szpitalu mogłem już się położyć i np. poczytać książkę. ale tylko ta pierwsza wizyta pomogła, potem impas. trochę się nawet pogorszyło.

obecna psycholog twierdziła, że to nerwica razem z dwoma psychiatrami. Ale obecnie mówi, że to schizotypowe zaburzenie osobowości.

dla tych co nie mają siły czytać całego postu:

- ogólnie u psychiatry leczę się od 2008 roku
- naprawdę źle jest od 28 października 2014 roku
- przetestowałem już 'trochę' psychotropów różnych. nie pomagają niestety
- aktualnie biorę:

7,5 mg abilify (brałem 30mg bez znaczenia ile biorę)
150mg kwetiapiny o przedłużonym uwalnianiu
60mg paroksetyny
10mg propranololu
doraźnie xanax, estazolam, cloranxen - pomagają tylko w tym sensie , że czuję się po nich senny i mogę przespać najgorsze

- mam ciągłe odrealnienie (to nie derealizacja bo ona trwa max do godziny tak mi powiedział psycholog) i olbrzymie napięcie/niepokój
- mam spięcia w głowie, jakby wyładowania elektryczne w mózgu, nie potrafię tego opisać dobrze
- brałem pridinol bo myśleli, że to akatyzja, też miałem taką nadzieję. niestety to nie to.
- najnowsza diagnoza zaburzenia osobowości schizotypowe
- psychoterapia nie pomaga, czy w moim życiu jest lepiej czy gorzej, nie wpływa to na niepokój/napięcie i odrealnienie w ogóle dlatego psycholog mówi, że to nie nerwicowe
- od 28 października 2014 roku mam też szumy w głowie (słyszę właściwie tylko gdy jest cicho choć czasami są głośniejsze , taki jakby pisk)
- nie mam omamów ani urojeń

pomocy............... nie mam już sił. co to może być, co mogło by mi pomóc, czy ktoś ma podobnie ? ........
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
20 sty 2016, 21:12

ogromne napięcie i odrealnienia

przez Alexandra 21 sty 2016, 21:58
Wygląda na bardzo silne zaburzenia lękowe i nerwicowe. Ile czasu trwa Twoja terapia? W sensie od ilu lat na nią chodzisz?

Cały czas Twój stan jest ten sam, czy czasem objawy jednak się nasilają, a czasem osłabiają? Silne zespoły lękowe mogą właśnie polegać na tym, że objawy i odrealnienie jest non stop. Nieraz trzeba trafić na inny lek czy lekarza, żeby pomogło. Ale czytałam, że nawet z tego da się wyjść.

Nie trać nadziei i poczytaj wątek Ataki ;)
Offline
Posty
573
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

ogromne napięcie i odrealnienia

przez ensam 23 sty 2016, 23:32
terapia psychologiczna trwa ponad pół roku. tylko jedna wizyta (pierwsza) przyniosła poprawę potem zero efektów.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
20 sty 2016, 21:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

ogromne napięcie i odrealnienia

przez Ana_88 24 sty 2016, 00:04
ensam doskonale rozumiem o czym piszesz, bo przezywalam dookladnie to samo, jakies poltora roku temu. W jakims watku na tym forum juz o tym pisalam.
U mnie takim bodzcem wyzwalajacym ten stan byla marihuana, tzn. na zjarze mialam raz tak, a pare miesiecy pozniej tak po prostu ten stan sie pojawil.
Wszystko wygladalo podobnie jak u Ciebie. Poczucie odrealnienia, panika i takie straszne napiecie w glowie, miesnie pospinane na maxa. Nie moglam nawet nic jesc ani pic, tylko ruch mi przynosil jakby ulge, po prostu nie moglam usiedziec w jednym miejscu z tym napieciem w glowie, musialam caly czas lazic w kolko i lazilam tak po kilka godzin po pokoju.
Tez szukalam jakis roznych informacji na temat tego co sie ze mna wtedy dzialo. Natknelam sie wtedy na takie pojecia w necie jak
depresja agitowana.
Offline
Posty
475
Dołączył(a)
28 gru 2015, 21:55

ogromne napięcie i odrealnienia

przez ensam 25 sty 2016, 19:30
Ana, to ciekawe. co Ci pomogło?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
20 sty 2016, 21:12

ogromne napięcie i odrealnienia

przez Ana_88 27 sty 2016, 21:49
ensam, w zasadzie to pierwsze co to poszlam do psychiatry i dostalam leki SSRI, ktore bralam przez rok. Po kilku miesiacach jakos powoli dochodzilam do siebie. Pamietam ze w tym czasie, jak mialam chwile ze mnie ten lęk opuszczal to szukalam informacji w necie, co to za stan i co z tym robic. Czytalam jakiegos bloga Pani ktora opisywala podobne stany, moze to glupie ale pisala tam w taki sposob ze troche mnie to uspokajalo. Ona tam opisywala dokladnie wszystkie reakcje organizmu w stanie takiej paniki i leku. Zawsze jak mnie juz tak bardzo napadalo, to sobie to przypominalam i staralam sie sobie tlumaczyc co sie dzieje ze mna. Mowilam sobie np: "teraz dzieje sie to i to, jest to naturalna reakcja organizmu na strach ble ble nic mi sie nie stanie, to tylko lęk, to jest wlasnie derealizacja- przeciez wiesz co to jest i skad sie bierze ". Moze to kogos bawi, ale tak wlasnie sobie na sile powtarzalam i to na glos.Dodatkowo kombinowalam z jakimis technikami relaksacji, oddychanie i te sprawy.

I jakos stopniowo powoli sie poprawialo. Co pomoglo konkretnie nie wiem.
Wiem natomiast dzisiaj to ze u mnie stan ten, (pomijajac marihuane) mial swoja konkretna przyczyne i byl reakcja na pewna sytuacje. Wtedy tego nie wiedzialam, kiedy to sie stalo. W kazdym razie od tamtej pory, jestem juz taka "lękowa", gdzie wczesniej nie bylam. Od tamtej pory, zrodzil sie u mnie lek przed smiercia i nie wiem przemijaniem. W trakcie tego stanu, mialam takie dziwne doznania, czulam bliskosc smierci (wiem ze to wyglada jakbym byla nawiedzona) ale naprawde tak bylo, niby fizycznie bylam zdrowa, ale czulam sie jakbym juz umarla, myslalam ze moje zycie sie skonczylo, mialam taka wizje ze umieram a moja swiadomosc pozostaje i tkwi w takim stanie nicosci, zawieszenia, pustki.

Ale sory, ze tyle o tym pisze, tylko Cie strasze niepotrzebnie, nie wiem co moze Ci pomoc, jedyne czym moge pocieszyc, to to ze wszystko sie kiedys zaczyna i konczy, ulega zmianie. Wiec napewno twoj stan rowniez.
Wtedy kiedy sie to wszystko dzialo, to kazda minuta wydawala sie kure.wsko dluga, meczarnia. Bylam zalamana bo balam sie ze mi tak zostanie. Ale tak sie nie stalo. Musisz jakos to przetrzymac nie ma wyjscia. Lęk ma to do siebie ze lubi sie sam nakrecac. Ja nawet jak juz mi troszke lepiej bylo, to i tak sie sama nakrecalam tym strachem. Lęk przed odczuwaniem lęku. Nie wiem co Ci jeszcze napisac, bo nie wiem dokladnie jak to jest u Ciebie.
Ps. Szumy uszne tez mialam- bardzo nieprzyjemne...
Offline
Posty
475
Dołączył(a)
28 gru 2015, 21:55

ogromne napięcie i odrealnienia

przez insadness 01 lut 2016, 15:31
Ana_88 napisał(a):I jakos stopniowo powoli sie poprawialo. Co pomoglo konkretnie nie wiem.
Wiem natomiast dzisiaj to ze u mnie stan ten, (pomijajac marihuane) mial swoja konkretna przyczyne i byl reakcja na pewna sytuacje. Wtedy tego nie wiedzialam, kiedy to sie stalo. W kazdym razie od tamtej pory, jestem juz taka "lękowa", gdzie wczesniej nie bylam. Od tamtej pory, zrodzil sie u mnie lek przed smiercia i nie wiem przemijaniem. W trakcie tego stanu, mialam takie dziwne doznania, czulam bliskosc smierci (wiem ze to wyglada jakbym byla nawiedzona) ale naprawde tak bylo, niby fizycznie bylam zdrowa, ale czulam sie jakbym juz umarla, myslalam ze moje zycie sie skonczylo, mialam taka wizje ze umieram a moja swiadomosc pozostaje i tkwi w takim stanie nicosci, zawieszenia, pustki.



To chyba i ja wiem co co chodzi. Mialam takie stany. To okropne, ale przechodzi. Najważniejsze to być cierpliwym. Może 'czas nie leczy ran', ale na pewno z każdego stanu wcześniej czy później wychodzi się. Tylko trzeba czekać i szukać wsparcia w najbliższych nam osobach. :-|
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
09 sty 2016, 20:29

ogromne napięcie i odrealnienia

przez Ana_88 02 lut 2016, 08:22
To chyba i ja wiem co co chodzi. Mialam takie stany. To okropne, ale przechodzi. Najważniejsze to być cierpliwym. Może 'czas nie leczy ran', ale na pewno z każdego stanu wcześniej czy później wychodzi się. Tylko trzeba czekać i szukać wsparcia w najbliższych nam osobach. :-|


No tez tak uwazam, cokolwiek by sie nie dzialo, zawsze w koncu ulega to jakiejs zmianie. Wiem, ze to okrutne ale w pewien sposob to jest kojaca mysl, ze takie stany i wynikajace z nich dziwaczne doznania nie sa wytworem wylacznie mojej glowy. Ja wtedy myslalam ze oszalalam i ze to jest tylko takie 'moje' indywidualne szalenstwo. A okazuje się, ze bardzo silny lęk manifestuje się w taki akurat sposob u wielu ludzi.
Zgadzam sie ze trzeba byc cierpliwym. Moim zdaniem najgorsze w tym wszystkim jest takie zawężenie i zniekształecenie percepcyjne. Człowiek nie potrafi wyjść poza to co dzieje się w tym momencie. 5 minut wydaje sie byc wiecznoscia. Nie jestes w stanie popatrzec na to z boku, obiektywnie. Normalnie, jak np. masz jakas dolegliwosc, potrafisz sobie pomyslec: "dobra, teraz tak jest ale to tylko chwilowe, w koncu minie". Odnoszisz się w ten sposob do przyszlosci, mozesz spojrzec w przeszlosc.
Ciezko mi to ujac, ale moje zycie w tamtym momencie jakby stracilo ciaglosc. Bylo tylko to co sie dzieje ' tu i teraz' Zadne mysli nie pojawialy sie w glowie. Byly tylko dwie: " oszalalam" "koniec wszystkiego"
Offline
Posty
475
Dołączył(a)
28 gru 2015, 21:55

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 19 gości

Przeskocz do