Odrzucanie

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Odrzucanie

Avatar użytkownika
przez OnHorseback 03 gru 2015, 20:45
Z pewnością taka ilość tekstu Cię przeraża, ale uwierz mi, potrzebuję przeczytać Twoje zdanie na ten temat, potrzebuję Twojej pomocy.
Jestem młoda, niedawno skończyłam zaledwie 21 lat (mogę pisać zaledwie, prawda?). Wrzuciłam to właśnie tutaj, bo pare lat temu psychiatra wydał na mnie wyrok - nerwica lękowa. Krótko (postaram się) o mnie i mojej historii. Jako dziecko wychowywałam się w szczęśliwej, bogatej, nowoczesnej (na pozór) rodzinie. Tak na prawdę nie było dnia, w którym nie słyszałam krzyku. Do dziś jestem na niego wyczulona. Jestem późnym dzieckiem, więc wychowywała mnie kobieta przechodząca menopauzę. Krzyk, bicie było na porządku dziennym. Zdarzały się ataki z nożem na ojca (wiecie co jest najgorsze? pamiętam, jak stał przerażony, z drżącymi rękoma i łzami w oczach mówiąc "proszę zostaw to"), ale do niczego poważnego nigdy nie doszło. Rodzeństwo było wtedy już dorosłe, siostry prawie wtedy nie pamiętam, a brat wciąż się na mnie wyżywał - psychicznie. Wychowywałam się na małym blokowisku, to też dzieci znałam niewiele. Jedną grupkę stanowiły starsze ode mnie dziewczyny, które wciąż mnie wykorzystywały, drwiły. Stałam się opryskliwym, wrednym dzieckiem. W szkole wszyscy mnie odpychali, śmiali się ze mnie.


W gimnazjum nazywali "kaszalotem", "nietoperzem" z powodu ciemnego ubioru, w który moja matka mnie odziewała (może to wydaje się małe, ale wyobraźcie sobie co gimnazjalistka, wkraczająca w okres dojrzewania, w niewielkiej wiosce przeżywa, gdy znana jest w całej okolicy znana pod takim przezwiskiem). Szybko odkryłam wspaniałość internetu i ludzi których tam poznałam. Spędzałam całe dnie po szkole grając w gry i wcielając się w postaci z bajek, udając je wirtualnie tylko po to, żeby poczuć się odrobinę dowartościowana. Wtedy zaczęły się smutne, mokre noce, zaczęłam zdawać sobie sprawę, że nie mam z kim wyjść na spacer, nie mam do kogo zadzwonić plotkując, nie mam z kim wyjść na zakupy. Byłam sama, a winę za to zrzucałam na wszystkich, tylko nie na siebie.

Szkoła średnia była przełomem, w większym mieście. Nagle zostałam wrzucona do zbiorowiska różnych ludzi (internat) i zmuszona mieszkać z ludźmi, których nie znałam. Niewypał, dziewczyny, z którymi dzieliłam pokój nie były miłośniczkami muzyki rockowej ani komputerów, szybko określiły mnie mianem "dziwnej" i po roku zgłosiły opiekunce, że nie chcą ze mną mieszkać. W szkole było nieco lepiej, poznałam podobnych do siebie ludzi. Rozpoczęły się nowe miłości, można nawet powiedzieć przyjaźnie. Niestety, nie mogłam się pozbyć użalania się nad sobą, gdy było dobrze, robiłam sceny o cokolwiek, żeby tylko móc trochę popłakać. Mimo wszystko wciąż czułam się samotna. Niezależnie od tego ile osób w okół mnie było. Przyjaźnie skończyły się po różnych akcjach (np. zdradzie mojego pierwszego "chłopaka" z rzekomą przyjaciółką).

Poszłam na wymarzone studia, nie podołałam. To wtedy dostałam napadu lęku, ataków, paniki. Zostałam zupełnie sparaliżowana. Mój ówczesny partner nie potrafił mi pomóc, pogarszał całą sytuację. Ćpał i sam mnie do tego namawiał. Od dłuższego czasu jeśli chodzi o facetów (bo w całym moim życiu to oni byli najważniejszymi dla mnie ludźmi) przeskakiwałam z kwiatka na kwiatek. Od mojego pierwszego związku (5 lat temu) nie byłam sama dłużej niż pół roku. Dlaczego? Bo boję się samotności.

Zaczęłam bać się siebie, doskwierał mi dziwny lęk, że wydłubię sobie oczy. Boję się ciemności, boję się duchów i szatana (mimo, że do kościoła nie chodzę), które się w tej ciemności czyhają. Nie potrafię, a przynajmniej to dla mnie niezwykle trudne zasnąć samej w pokoju. Zapewne pomyślicie teraz "kobieto, powinnaś się leczyć". Otóż PRÓBOWAŁAM. Od psychiatry dostałam leki, szczerze mówiąc nie pamiętam już jakie. Po nich czułam się jeszcze gorzej, więc je odstawiłam. Po myślach samobójczych powiedziałam sobie "nigdy więcej tabletek". Teraz mówisz sobie "idź do psychologa". Otóż BYŁAM. Nieraz. Na NFZ, rzadkie wizyty, u każdego słyszałam "wychowywałaś się w patologicznej rodzinie, to wina Twoich rodziców". Co miałam sobie pomyśleć? "Aha, to jak nie moja wina, to wszystko ok". Szybko zraziłam się do takich wizyt.

Teraz, rzuciłam studia. Po niesamowitych zaległościach związanych z atakami nerwicy i małą samooceną nie potrafiłam sobie już dłużej poradzić. Jestem za granicą, z moim facetem. Zarabiam niewiele z racji wieku. Planuję wrócić na studia, rozpocząć w Polsce inny kierunek, dlatego jestem tu w celach na to zarobkowych. Pomyślisz "No ale zaraz, masz plany, masz faceta, więc co niby jest nie tak?". Dużo, dużo jest nie tak. Boję się studiować, czuję, że sobie nie poradzę, że całe życie będę wstawać o 4 nad ranem, żeby zapierdalać na chłodni. Nie znam tu nikogo oprócz D. (moja miłość). "Masz chłopaka, on Ci pomoże, przestań się użalać!" D. wyrządził mi ostatnio dużo krzywdy. W ukryciu przede mną korespondował ze swoją eks, pisał, że chce do niej wrócić, że z chęcią zabrałby ją na wakacje, że jestem psychiczna i ma mnie dość. Zostawił mnie. A ja? Byłam wściekła. Przez pare dni. Nie mogliśmy się wyprowadzić od siebie, bo póki co nas na to nie stać. Po tym czasie prosiłam go, żeby dał nam szansę, żeby do mnie wrócił. Rzucanie i błaganie miało miejsce jeszcze ze 3 może 4 razy. Nie wyobrażam sobie prawdziwego rozstania, bo go kocham. To by mnie zniszczyło. W tej chwili jesteśmy rzekomo razem. Wczoraj powiedział coś, przez co pękłam:
- "Nie dość, że muszę ciężko pracować, to jeszcze jesteś Ty" - stwierdził na moje "Jestem już taka zmęczona wszystkim, nie mam celu w życiu."
Bo jestem. I nie mam. Wracam z pracy, gram w gry, głównie przegrywam, ale jak uda mi się wygrać, to staje się jedynym dowodem dla mnie, że jestem czegoś warta.



Dlaczego się tym z Wami podzieliłam? Nie wiem, miałam taką potrzebę. Ale... Mam nadzieję, że chociaż jeden z Was to przeczyta, chociaż jedna osoba mnie dostrzeże i powie mi

JAK MAM ZACZĄĆ ŻYĆ
Avatar użytkownika
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
02 paź 2013, 18:58

Odrzucanie

Avatar użytkownika
przez *Monika* 06 gru 2015, 01:09
OnHorseback, witaj. To, że wychowałaś się w patologicznej rodzinie jest zrozumiałe, sama opisałaś sytuacje, jakie Cię w życiu spotkały. Chciałam tylko dodać, że na psychoterapii przepracowuje się swoje trudności w związku z przeszłością, która wyrządziła Tobie wiele krzywdy. Tkwisz w toksycznym związku, tylko dlatego, ze boisz się samotności. Powinnaś wrócić na psychoterapię. Niekiedy chodzi się na nią 2,3 lata. To ciężka i mozolna praca nad sobą, ale uwieńczona sukcesem. Wybór należy do Ciebie.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do