Nadmierna potliwość, słaby strumień moczu - moja historia

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nadmierna potliwość, słaby strumień moczu - moja historia

przez horr 29 sie 2015, 18:51
Oto krótka historia moich małych/dużych problemów. Byłbym wdzięczny za wszelkie rady (o ile ktoś dotrwa do końca).

Dopowiem, że mam 30 lat, być może ma to znaczenie.

Więc od kilku lat praktycznie nie wychodzę z domu (utrzymuję się z działalności gospodarczej, dzięki której nie muszę właściwie opuszczać mieszkania), nie mam też żadnych znajomych (ani jednego). W sumie obydwa te fakty nie są żadnym problemem, nie bezpośrednim, ale informuję o nich, byście zyskali pewien obraz mojego życia.

Więc w czasie, gdy tak siedziałem w ostatnich latach w domu i "grałem w komputer", nie wiem dokładnie kiedy rozwinęło się kilka irracjonalnych dolegliwości. Np. zauważyłem, że pójście do sklepu i jakaś minimalna interakcja ze sprzedawczynią stała się potwornym wyzwaniem, a sam fakt przebywania poza domem, nawet w miejscu wyludnionym, budził spory dyskomfort (przede wszystkim obfite pocenie się, mimo iż była np. zima i minusowa temperatura). Gdy wracałem do domu, znów czułem się dobrze.

W tak zwanym międzyczasie doszedł jeszcze jeden objaw, jak do tej pory najpoważniejszy, bo utrudniający w miarę funkcjonowanie. Otóż bardzo często chodzę do ubikacji sikać (raz na godzinę/półtorej), a strumień moczu jest tak słaby, że czynność ta stała się nieco skomplikowana, heh (dodam, że musi minąć jakieś pół minuty nim w ogóle rozpocznę sikanie).

Przyspieszę nieco akcję: byłem z tym u urologa, miałem cystoskopię, lecz badanie... nie wykazało nic. Mechanicznie zupełnie wszystko w porządku. Następny był nefrolog, który po podstawowych oraz specjalistycznych badaniach moczu, a także podstawowych i specjalistycznych badaniach krwi stwierdził, że wszystko OK, a nawet gdyby jakaś choroba nerek mocno się ukrywała (zdarzają się takie), znikoma jest szansa, by to ona powodowała słaby strumień moczu (zwłaszcza przy żadnym innym objawie).

Acha, miałem jeszcze problemy z bolącym brzuchem - gastroskopia wykazała nadżerki w dwunastnicy (jest to ważne dla opowieści, zaraz się przekonacie). Miałem też różne USG, to jamy brzusznej, to układu moczowego, to tarczycy (w związku z potliwością podejrzewałem cukrzycę, anemię, czy jakieś problemy z tarczycą, stąd mnogość badań, analiz, krwi pobierań... ale prócz tych nadżerek wyniki wszystkie perfect).

No i w tym dopiero momencie poszedłem do psychiatry. Lekarz stwierdził fobię społeczną, nerwice lękową oraz depresję (oczywiście opowiedziałem mu o swoich problemach szczegółowiej niż wam tutaj, w tych kilku zdaniach). Przepisano mi paroksetynę, zolpidem, bym brał od czasu do czasu, bo miałem też mocne problemy z zasypianiem, oraz przede wszystkim dostałem skierowanie na psychoterapię. Na to się jednak nie zgodziłem. Raz, że to z NFZ'u i darmowa była tylko terapia grupowa, dwa, trwa ona jakoś trzy miesiące, co niezbyt pasowało mi logistycznie, trzy, z pewnością znalazłoby się paręnaście innych powodów...

Miesiące więc mijały. Gdy minęły dwa, psychicznie było już nieźle, antydepresant widać działa, bo nie miewam prawie w ogóle dołków, mimo, że nic się w mym życiu nie zmieniło. Jeśli chodzi o sprawy psychosomatyczne, potliwości poza domem, kłopoty z moczem - nic się niestety nie zmieniło, ani odrobinę.

Do czasu, aż...

Z pewnych mniej oficjalnych źródeł (powiedzmy, że "kolega mnie poczęstował" ;)) wszedłem w posiadanie leku o nazwie Sedam 6. Może to ze względu na tolerancję krzyżową z zolpidemem (potrzebowałem już wtedy co najmniej trzech Stilnoxów, by zasnąć; niestety dość luźno podchodziłem do rad, by łykać tylko w ostateczności), w każdym razie Sedam nie wywołał u mnie praktycznie niczego prócz lekkiej senności (wziąłem na początek trzy ćwiartki, czyli 4,5mg).

Ponownie przyspieszę akcję: za drugim razem wziąłem już trzy i pół tabletki (łącznie 21mg) i, drodzy państwo, to, co stało się potem...
Po pierwsze - byłem tak zrelaksowany i spokojny, jak nigdy od co najmniej pięciu lat!
Po drugie - zniknął problem z moczem, po wielu, wielu miesiącach zacząłem normalnie sikać! Tak bez powodu!
Po trzecie - zniknęła potliwość, dyskomfort i ogólna nieśmiałość, która często mi towarzyszyła. Stałem się tak towarzyski, że sam teraz dyskusje zaczynam z sąsiadami, wiecie, takie krótkie, o niczym; ba, nawet z nieznajomymi, np. z ekspedientką w sklepie. Czujecie - z ekspedientką w sklepie!
Po czwarte - ostatnio, czyli od jakichś dwóch miesięcy, znowu zacząłem miewać problemy gastryczne, codzienna biegunka, bóle po posiłkach etc. Lekarz powiedział, że być może nadżerki rozwinęły się we wrzody (widzicie, mówiłem że będzie to ważna informacja; patrzcie teraz) - już na drugi dzień po Sedamie bóle brzucha zniknęły! Biegunki ustąpiły! Sorry jeśli zabrzmi to mało subtelnie, ale pierwszy raz od kilku miesięcy miałem normalny, ku*wa, stolec! (to chyba burzy teorię lekarza o wrzodach i bardziej pasuje do Zespołu Jelita Drażliwego, ale co ja tam wiem).

Ogółem po prostu czad, dzięki bromazepamowi zacząłem normalnie funkcjonować. Jak człowiek, nie jak marsjanin.

Oczywiście to nie koniec historii, i nie trzeba być bystrzachą by wiedzieć, że nie jest to opowieść z happy endem. Wszak nawet ja wiem co jem (w tym wypadku "wiem co łykam") i wiem, że to wszystko to tylko chwilowa, acz cudowna namiastka życia.

Zazdroszczę wszystkim ludziom, którzy nie muszą się martwić nadpotliwością wychodząc na miasto, nie mają problemu z sikaniem, ba, nawet o tym nie myślą, gdy leją pod drzewo jak wóz strażacki, a ich stolce są czerstwe i pulchne jak rogaliki z Auchana, i o nich również nie myślą, mając przecież większe zmartwienia od defekacji. To jest takie okrutne, że oni mają to "za darmo", za nic, tak o! po prostu. W ciągu całego życia nie musieli kiwnąć palcem, by potem w wieku 30 lat móc normalnie mocz wydalać i nie martwić się mokrym od potu czołem i szyją, gdy czekają w kolejce w bibliotece. Normalnie wybrańcy bogów. Mogą sobie żyć, planować, biegać, robić co chcą, zajmować się normalnymi, ziemskimi sprawami, nie jak my, marsjańskimi.

Sorry za tę dygresję, trochę mnie emocje poniosły.

Właściwie doszedłem już do teraźniejszości. Sprawa wygląda teraz tak: wkrótce wizyta u lekarza, zapewne wnerwi się, iż sam zacząłem się benzo częstować, ale jak mniemam i tak zacznie mi przepisywać dalsze opakowania i ja będę sobie super żył. Przez jakiś czas. A gdy dojdzie do uzależnienia, to to już nie tylko psychoterapię, ale i odwyk będę musiał rozważać.

Dobra, czas kończyć, oto moje pytania:
- przy codziennej dawce bromazepamu, powiedzmy 12mg, okazjonalnie ciut więcej, ile tygodni/miesięcy musi minąć, nim może dojść do uzależnienia? (wiem, że to zależy od człowieka, przypadku, etc, ale jest chyba jakaś norma/średnia/ocena orientacyjna/etc.)
- gdy już do uzależnienia dojdzie, mając stały dostęp do leków, co będzie stanowiło problem? Z czym będę musiał się zmagać dostarczając cały czas substancję, w takich dawkach, o jakie mózg poprosi? (gdy wzrośnie tolerancja)
- mniej więcej wiem, skąd te nerwice i napięcia we mnie, i depresje, moje życie nie wygląda po prostu tak, jakbym chciał, ba, nie jest nawet do tego zbliżone. Teraz pytanie: zakładając, że na Sedamie byłbym w stanie zmienić swoje życie na takie dość mocno zadowalające, że znalazłbym te chęci i energię, których normalnie mi brakuje by zrealizować wszystkie najważniejsze cele - czy potem, gdy rzuciłbym już leki, jest szansa, że problem z moczem i potliwością (bo to największe obecnie zmory) by już nie powróciły? Bez terapii? Wiem, że takie rzeczy to tylko w Erze, albo filmach hollywoodzkich, ale czy ktoś, najlepiej fachowiec (psychiatra, psycholog, terapeuta) mógłby odpowiedzieć na to pytanie "ZDECYDOWANIE TAK" lub "ZDECYDOWANIE NIE"? Taka odpowiedź (bez względu na wariant) zadowoliłaby mnie najmocniej (nacisk na słowo "zdecydowanie").

Dzięki wszystkim, którym chciało się czytać i dotrwali do końca i może zechcą nawet skomentować i poradzić. Dzięki też tym, którzy jeno pytania przeczytali, ale i tak będą próbowali na nie odpowiedzieć.

Dziękuję za uwagę, pozdrawiam.
Offline
Posty
88
Dołączył(a)
01 lip 2015, 14:21

Nadmierna potliwość, słaby strumień moczu - moja historia

przez suiseiseki 29 sie 2015, 19:24
Może po prostu idź na terapię?
Offline
Posty
134
Dołączył(a)
27 paź 2014, 21:35

Nadmierna potliwość, słaby strumień moczu - moja historia

Avatar użytkownika
przez Kontrast 29 sie 2015, 20:02
Masz spora tolerancje wiec juz jestes w grupie ryzyka. Tez tak mialem ja siedzialem nalogowo w domu, ze ciezko cie bylo odlac i dupa od siedzenia bolala. To chyba wina kortyzonu i dopaminy, nie cpales kiedys?
Ogolnie to podobno najbardziej przejebane po odstawieniu sa lęki, lęk ogolny i to nie zawsze po odstawieniu tylko np po 3 miesiacach. Poddenerwowanie, potliwosc, wahania nastroju. Po sytych dawkach to jak zwykle uszkodzenie ukladu nerwowego i tu juz w sadzadzie wchodzi wszystko, po trzech latach zmieszanie, chaluny, nietrzymanie moczu np(po duzych dawach)
Musialbys wyksztalcic nowe zachowania, wprowadzic je jako naturalna lekkosc bytu aby cos zmienic. Leki chyba ci w tym nie pomoga, zmieniaja percepcje. Bedzie ci sie wydawalo, ze juz z czyms dajesz rade a jak odstawisz to sie okaze ze nie i caly sie posypiesz i jeszcze bardziej wyizolujesz, skarcony kolejna ostra porazka.
Nie znam roli którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3537
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nadmierna potliwość, słaby strumień moczu - moja historia

przez horr 01 wrz 2015, 16:19
suiseiseki napisał(a):Może po prostu idź na terapię?

Jak wspomniałem, jest grupowa, przy mojej fobii rozmówki w grupach odpadają. Poza tym terapia trwa trzy miesiące, ok. 5 godzin dziennie, co jest mi mocno nie na rękę.

Kontrast napisał(a):Ogolnie to podobno najbardziej przejebane po odstawieniu sa lęki, lęk ogolny i to nie zawsze po odstawieniu tylko np po 3 miesiacach

Z tego, co wiem, Sedam nie jest zbyt mocnym lekiem. A co z braniem silniejszych, jeśli słabsze zaczynają zawodzić? Znaczy, wiem, że to droga donikąd, ale czy pomoże to przynajmniej przez pewien czas (powiedzmy dodatkowe parę tygodni)? W moim przypadku czas odgrywa dużą rolę. Znajduję się w dość przełomowym momencie w życiu, bez tabletek nie zmienię niczego, zero szans (zbyt późno zrozumiałem, że bez farmakoterapii nie jestem w stanie osiągnąć niczego).

Kontrast napisał(a):Musialbys wyksztalcic nowe zachowania, wprowadzic je jako naturalna lekkosc bytu aby cos zmienic

Co dokładnie masz na myśli - mam uczyć się być osobą funkcjonującą na ludzie, "bez stresu", podczas gdy całe dorosłe życie to jeden wielki stres? Niby jak? A jeśli masz na myśli terapię, mógłbyś polecić konkretną jej metodę na moje przypadłości?
Offline
Posty
88
Dołączył(a)
01 lip 2015, 14:21

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 24 gości

Przeskocz do