Skocz do zawartości
Nerwica.com

Boję się ŚMIERCI


xfashionable

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć, od niedługiego czasu zmagam się z myślami dotyczących śmierci. Jestem 19letnią dziewczyną, która jak na swój wiek dużo przeżyła. Zmarł mi ojciec 3lata temu, rok później dziadek z którym miałam bardzo dobry kontakt nie był to dziadek ''na niedzielne obiadki' ale i mój przyjaciel tak jak ojciec.

Mieszkam teraz sama z mamą bo brat przez swoje młodzieńcze wybryki odbywa kare w zakładzie karnym.

Od miesiąca,dwóch non stop myślę o śmierci.. boję się tego.. nie wyobrażam sobie tego,że po życiu nic nie istnieje,że nie będzie jakiegoś wiecznego snu albo i tego nieba. Jak o tym myślę,chce mi się płakać i od razu się ze stresu pocę. Nie chcę słyszeć żadnych pesymistycznych myśli na ten temat, wiem że jestem bardzo młoda i życie przede mną ale skąd się to wzięło w mojej głowie? czytałam kilka forum na ten temat, i się bardziej dobijam..

Nie wiem czy mam problem psychiczny i muszę zgłosić się do jakiegoś psychiatry czy psychologa? z mamą nie mam dobrego kontaktu.. jak z nią o tym rozmawiam jak i zresztą bliskich mi osób nie biorą tego na poważnie.. Nie mam oparcia, osoby która by mi te myśli wykluczyła z głowy..

Czasami się zastanawiam,czy to może egoizm? że aż tak w sobie zadufana jestem, że się o siebie boję nie o kogoś? czy to depresja? ale w tak młodym wieku?

jestem bardzo nerwowa, zachłanna, szybko się denerwuję i bardzo często..

Nie wiem co mam ze sobą zrobić.. Doradźcie mi.. Może jest tutaj ktoś, kto miał podobnie ale wyleczył się z tego? czy to przeminie z czasem? chce się z tego wyleczyć bo się męczę psychicznie z tymi myślami , nawet jak w filmie jest scena gdzie jest temat śmierci od razu przełączam owładnęło to mną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie egoizm, to normalne, że najpierw martwisz się o siebie, Ty jako osoba zawsze jesteś w centrum, to ty według siebie jesteś najważniejsza i to ty zmagasz się ze swoimi problemami. W głowie natomiast masz takie myśli, bo zadajesz pytania: po co, dlaczego, a że doświadczyłaś śmierci w otoczeniu, dlatego są natury takiej a nie innej i dlatego mają na ciebie taki efekt.

 

Polecam obejrzeć, jeśli rozumiesz angielski.

 

Dla mnie zrozumienie, że po śmierci po prostu znikamy, następuje nicość, której nie da się nawet określić jest zbawienne. Z tamtą chwilą odrzuciłem swoje problemy, cele, które postawiłem sobie tylko po to, by usatysfakcjonować innych.. Stałem się wolny i nie boję się śmierci, cieszę się z tego, że robię to co chcę bez problemów. Jesteś tu na chwilę, rób z nią, co chcesz. Nie bój się, powinnaś przestać być tym tak zaabsorbowana - ja też popadam w spirale swoich myśli i też nie mogłem się oswoić z tym faktem, bałem się, czułem ten przeogromny bezsens. Kto tak nie miał, to nie myśli albo oszukuje. Najważniejsze, żeby przestać się bać, przekuć tę świadomość w siłę i odwagę.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

xfashionable

jak mówi TruchłoBoga powinnaś być bardziej wyrozumiała wobec samej siebie. To normalne czuć się przygnębionym i przerażonym zwłaszcza że przecież przez tyle przeszłaś, straciłaś wiele osób które były tobie bliskie.

 

Musisz mieć zrozumienie do siebie samej w ten sposób te myśli osłabną. Zrozumieć że masz prawo czuć się przygnębioną.

Kluczem do pokonania strachu jest przyznanie się do tego i zrozumienie że ma się do tego prawo. Mieć zrozumienie dla siebie że masz prawo się bać. Boisz się to normalne każdy się czegoś boi. Miej wyrozumiałośc do samej siebie,

 

Mimo to warto polecić się psychiatry terapia i leki mogą bardzo pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

niestety nie doszliśmy jeszcze do ery nierodzenia/niepłodzenia dzieci i składania androidów którzy nie znikają na zawsze bo zawsze można dorobić,dokupić dowolną część "ciała"nawet po spaleniu w piecu można odlać nowego robota z tego co zostanie.ale 90% ogółu to głupki i zwierzątka które by się tylko pieprzyli i pieprzyli w nieskończoność zamiast myśleć jak by tu ulepszyć nasze ciała,geny,przedłużyć życie,kombinować nad genami regeneracjyjnymi które w sposób znaczący przedłużałuby życie.jeśli dalej tak pójdzie wyginiemy jak dinozaury i nie będzie po nas śladu.dinozaury też umiały się tylko jebać i im to w niczym nie pomogło.to jak nietrwałe są nasze ciała wystarczy sprawdzić wystawiając kawałek wołowiny na słońce i obserwować ten kawałek przez 2 miesiące,wrzucić do pieca i obserwować jak się zmienia,bezpowrotnie.to uzmysławia z czego jesteśmy.metal by się nie zachowywał w następujący sposób ani w upale ani w piecu.gdyby Pinokio/roboś by odczuł do to znaczy być prawdziwym chłopcem z pewnością by wolał być drewnianą kukiełką/robotem bo ludzie chorują,starzeją się,nie staje im.jakoś zepsutych robotów nie zakopują w ziemi.roboty wracają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dzieje się tak dlatego że te 90% społeczeństwa ma rozum żaby.wystarczy podgrzać i ogłupieni ciepłem dadzą ugotować się żywcem zamiast myśleć o ucieczce przed śmiercią.a potem pierdolą głupoty o życiu wiecznym,bezchorobiu,miłości w czopkach u świętego piotrusia etc.niech któryś powróci i opowie czy rzeczywiście op śmierci jest tak cudnie?bo ja widze tylko mokrą ziemię,korzenie,robale,zielsko,śmieci,czuję smród gorszy niż kału i wieczny bezruch zamiast powyższych bredni.a żeby zostać wniebowziętym nie trzeba umierać i oddawać swojego ciała robalom.wystarczy udać się do centrum biletowego,dać 700zł i kupić sobie karte pokładową.co do nieba jak tam jest to zwykle są w nim turbulencje,jest ciemno,pojebane widoki przeczące fizyce,mijanki powietrzne i chmury na dole,lasy które z tej wysokości można by zeskrobywać nożem.tyle w temacie nieba.niema tam żadnego świętego piotra,pana boga,jezusa,chrystusa,matki bosej,żydków bujających w obłokach po opuszczeniu obozu i wszystkich których znało się za życia.czasami jest lód na szybach.równie dobrze nasze ciała mogły składać się ze srebra piorunującego/fransu.wystarczy dotknąć,odrobina wilgoci,słońce poświeci i też by znikały z hukiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To takie miłe wiedzieć, że ktoś też gardzi ludzkim gatunkiem. Jesteśmy kupkami mięsa, które niestety są w stanie uświadomić sobie swoją kruchość, a co najlepsze, jednak nie każdy tak robi, lwia, ogromna ku*wa większość woli wierzyć w bajki i nigdy takim nie przetłumaczysz - prędzej się wypalisz po trzech podejściach. Ale jak to ateizm, przeciez jak umrę to będę się bawić w niebie i będzie życie wieczne!

 

ŻYCIE WIECZNE. To przecież byłaby klątwa. Mniej się boję nicości, niż faktu, że mógłbym być nieśmiertelny albo ciągle się odradzał - w którymś wcieleniu już bym tu wszystko rozje*ał, chociaż w tym to raczej ciężko. Ja sądzę, że jak istnieje jakikolwiek stwórca, to albo nie jest świadomym stworzeniem, jest po prostu tworzącym i niszczącym uniwersum, którego częścią jesteśmy i wpadliśmy w ten cykl, albo ześwirował i ma nas gdzieś, marnym ludzkim rozumowaniem zakładając, że myśli i są to takie kategorie, jak nasze, ale nie sądzę - to my wymyśliliśmy te głupoty, bogowie wyglądający jak my albo jak siły natury, to przecież oczywiste i tak bliskie naszej ignorancji.

 

Kiedyś mówili, że bóg jest w lasach, więc wycięliśmy lasy. Niczego tam nie było, więc powiedzieli, że bóg jest w górach. Zdobyliśmy góry, niczego tam nie było. Powiedzieli więc, że bóg jest w kosmosie. Sprawdziliśmy kosmos i teraz boga już tu nie ma, jest nie do zobaczenia, siedzi w jakimś innym wymiarze.. Jasne. A kieszeń żre hajs.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ekstrawertyk? Nie. Nie i już. Jestem introwertykiem, a przy tym atencyjną ku*wą. Mogę się wygadać, to się wygaduję. Czy na tym forum trzeba być pierd*lniętym, żeby mieć posłuch? Nie można wylewać z siebie wolnych myśli z nadzieją na to, że przyniosą ulgę albo rozmowę?

Może nie takie miałeś atencje, ale tak odczułem twój post, zresztą to uczucie nie przychodzi po raz pierwszy.

 

I zamiast nawiązać do czegoś konkretnego, może coś podpowiedzieć, coś przeciwstawić jest tylko jakiś.. po prostu komentarz i nic więcej, nawet nie wiem, czemu ma służyć. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja także bardzo boję się śmierci a konkretniej gdzie po niej trafie.

Zaczęło się od około poł roku wtedy jeszcze nie wiedziałam, że te myśli to przez nerwicę.

Poza tym nic nie planuje-bo po co skoro umrę nawet dziś? jutro?zaraz ?

Jak z kimś rozmawiam i opowiada mi o swoich planach z dużym wyprzedzeniem czasowym to od razu mam w głowie " po co ty to planujesz skoro nie wiadomo czy wg dożyjesz jutra", ale nie mówię tego na głos bo wiem , że to ze mną jest coś nie OK ;)

Nie jesteś z tym sama choć wiem , że to małe pocieszenie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja także bardzo boję się śmierci a konkretniej gdzie po niej trafie.
Konkretne miejsce na cmentarzu zawsze można wykupić wcześniej , decydując przy okazji czy do betonu czy do ziemi czy do pieca. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A czy wy też się zmierzyliście ze śmiercią najbliższej osoby? Ja nie wiem co się ze mną dzieje.. Czy dopiero teraz się z tym zmierzam? a nie w wieku 16lat gdy straciłam ojca?

Czuję się, że w swojej podświadomości kryje się jakiś ból, nękanie, lęk, niepokój myśli związana z tematem ŚMIERCI...

Zapisałam się do psychologa ale 14września dopiero mam wizyte.

Nie chciałabym, aby te bóle psychiczne nękały mnie.. Bo chciałabym czuć piękno i wspaniałość z życia a szczególnie je odczuwać w jak najczęściej.

Moja mama mówi, że nasze życie nas przerasta i że jestem jeżem a jeża nie da się przytulić.

Jestem dla niej materialistką a po prostu jestem osobą kryjąca swoje emocje w sobie..

Może to po prostu teraz pęka ta skorupa która się nawarstwiała przez te lata...

Czy to stan przejściowy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy kiedyś musi się z tym zmierzyć. Tak, to stan przejściowy, dłuższa chwila na refleksje. Myślenie o tym przez cały czas jest wyniszczające. Być może psycholog pomoże ci się z tym uporać albo to samo przyjdzie. Po prostu odstaw te myśli, zwolnij.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czy wyobrażacie sobie że tak jak teraz stoicie zostaniecie włożeni do paleniska albo umieszczeni w skrzyni którą się zakopie 2m pod ziemią na zawsze a po jakimś czasie będziecie solidnie podkiszeni że będziecie śmierdzieć gorzej niż gowno,będzie w was wi,ęcej robali niż sami ważycie,b,edziecie nader obrzydliwi i nikt nie będzie widział ani wiedział co się z wami dzieje w ziemi?że nigdy nie wstaniecie,nie wrócicie do ulubionych zajęć,nie pogadacie z ulubioną osobą?mało tego.zostaniecie zjedzeni jak kanapka.wasi ojcowie nie pomyśleli że bezmyślnie was wybzykując koło będzie się zamykać w nieskończoność.patrz dinozaury.nieśmiertelne i małozniszczalne mogą być tylko maszynki ze względu na ich prostotę w budowie i działaniu.niema w nich żadnych genów które koniecznie muszą być swoje,grupy krwi która koniecznie musi się zgadzać,neuronów w odliczonej ilości etc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wyczuwam antynatalizm milordzie, robienie dzieci to rzeczywiście jeden z grzechów głównych

 

ja się nie przejmuję, zaakceptowałem fakt że jestem kupką mięsa i staną się ze mną rzeczy, jakie dzieją się kupkom mięsa, nieśmiertelność musiałaby być gorsza od tego

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nieboszczyk, to co będzie się działo z moim ciałem po śmierci mnie totalnie yebie, nie robi żadnego wrażenia, no może bez skrajności - nie chciałbym aby ktoś sobie powiesił moją głowę na ścianie jak głowę jelenia wypchaną, ale np. jakby moje zwłoki ktoś rzucił do morza i nakarmił nimi rybki czy zakopał w ziemi i nakarmił robale, czy skremował - bez większej różnicy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się życia boję a nie śmierci, fantazjowanie o śmierci przynosi mi ulgę pewnego rodzaju. Śmierć to takie moje zabezpieczenie, coś co w koncu da mi ulgę od cierpienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak, chodziło mi o przerwanie cierpienia, ulgi to nie zdążę raczej poczuć. Gdy wierzyłbym w jakieś odczuwanie po śmierci, to może bym się trochę bał ;) Myślę, że wraz że śmiercią mózgu, przestajemy istnieć całkowicie, ale i tak ciężko mi sobie wyobrazić tą nicość no ale tego nie da się przecież wyobrazić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×