Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

przez Aniulec 07 lip 2015, 16:14
Witam.
Jestem nowa. Piszę bo nie radzę sobie ze sobą, że swoimi myślami. Ale może zacznę od początku. Wszystko zaczęło się od połowy 2013 r, kiedy zaczęliśmy z mężem starać się o dziecko. Każdy nieowocny miesiąc był dla mnie ciężki, a przyjście okresu wywoływało fale żalu i rozpaczy. Ale walczylismy dalej. Coś jednak nie dawało nam spokoju i lekarz zlecił badanie nasienia mężowi. Przyszły wyniki i totalny szok - nie ma żadnego plemnika. Rozpacz ogromna, złość i żal na los. Jednak postanowiliśmy zawalczyć. Znaleźliśmy androloga, który zaproponował po wykonaniu szeregu badań wykonanie biopsji jąder. Było bowiem podejrzenie ze to przeszkoda fizyczna (zablokowane nasieniowody po przebytym w dzieciństwie wnetrostwie i późniejszych operacjach przepuklin). Zgodzilismy się na to. Wstępne wyniki były takie, że były plemniki ale za to w badaniu histopatologicznym nic nie znaleziono. Decyzja lekarza była taka, że nie ma sensu przygotowywać mnie do in vitro jeśli nie mamy gwarancji ze mamy gamety. Zaproponowali nam nowoczesna metodę mikrochirurgicznego przeszukiwania jąder. Mieliśmy wiele wątpliwości, bo to jednak poważny zabieg, ale postanowiliśmy dać sobie szansę. Przy okazji dokładnie przebadano jądra pod kątem nowotworu. Wyniki ok i są plemniki. Chwilę po zabiegu juz miałam mieszane uczucia, bo patrzyłam jak cierpi mój ukochany mąż ale z drugiej strony widziałam tez radość w jego oczach. Najgorsze dopiero było przed nami. Przeszliśmy pierwsze in vitro, potem kolejne. Zaliczylismy 5 transferów zarodków, ale żaden nie dał upragnionej ciąży. Każdą porażkę znosiłam coraz gorzej, nie chciałam słuchać o adopcji. Zerwalam kontakt ze znajomymi posiadającymi dzieci, bo spotkania z nimi mnie zwyczajnie bolały i kończyły się przeplakana nocą. W międzyczasie pogorszył się stan zdrowia mojego Taty - cukrzyca atakuje go coraz bardziej. W trakcie starań o dziecko non stop latalam po lekarzach, wykonywałam mnóstwo badań krwi by znaleźć przyczynę niepowodzeń. Nie chciałam słuchać, że to niepotrzebne, że tu wielka rolę gra ten plemnik. W trakcie tych badań wykryto mi jakąś tam mutacje genowa i insulinooporność. Ja nadal drazylam temat niepowodzeń mając wielkie pokłady siły, bo w końcu walczę o nasze małe szczęście. Ale pewnego dnia znalazłam sobie coś w piersi, wysnulam najdziwniejsze scenariusze, widziałam się umierająca na raka piersi. Poszłam na usg i wszystko ok -miałam tylko torbiele, które mam od pewnego czasu. Potem wynalazłam sobie kolejny powód do zmartwień. Zaczęłam oglądać całe moje ciało i pieprzyki obawiając się czerniaka. Mąż wysłał mnie do dermatologa bo faktycznie pieprzykow mam sporo. Poszłam. Dr mnie uspokoił - wsio ok. Kazał pokazać się za pół roku by obejrzeć czy nic się nie zmienia. Wróciłam do domu i poprosiłam męża by ten też udał się na wizytę do dermatologa, bo ma parę ciemnych pieprzykow. Poszedł. Ma jeden nietypowy pieprzyk na nadgarstku i pani dr zaproponowała obserwacje za pół roku lub usunięcie. Mąż zdecydował się na usunięcie. Ma mieć wizytę u chirurga 20 sierpnia. Strasznie to przeżywam, jestem przerażona ze może to być czerniak... Ciągle płaczę, widzę w chorej wyobraźni chorego męża, że życie nam się wali. Towarzyszy mi ciągły strach o nasze zdrowie i życie. Na dwa tygodnie pomogły mi wczasy. Jednak wróciłam do pracy i wraz z powrotem pojawiły się znów te lęki i niepokoje. Nieraz trzese się ze strachu, nie mogę znaleźć sobie miejsca. I znów oglądam swoje ciało, bo może pani dr coś przeoczyla. Bo przecież nie pokazałam jej każdego jednego pieprzyka, bo przecież każdego jednego nie obejrzała pod dermatoskopem. I każdego dnia znajduje inny pieprzyk, który jest mi podejrzany. Wczoraj do południa wariowalam nad jednym, a popołudniu stwierdziłam ze pieprzyk ala włókniak na moim ramieniu jest w kropki i nawet jedna kropka jest ciemno brązowa a nawet czarna i ze to może czerniak. Najchętniej polecialabym do lekarza, ale jakieś resztki zdrowego rozsądku i wstydu mi na to nie pozwalają. Jak przechodzi mi strach o siebie, znów martwię się o męża, a jak nie o niego to o rodziców :( te wszystkie wydarzenia, procedury medyczne doprowadziły do tego ze parę miesięcy temu udaliśmy się z mężem do psychologa w klinice leczenia niepłodności. Po tej wizycie dużo zrozumiałam. Wyszło na niej wiele spraw. Między innymi toze nie cchce walczyć za wszelką cenę o dziecko, że chce byśmy byli zdrowi, bo musimy przecież mieć siły by to dziecko wychować. Tak wykielkowala we mnie myśl o adopcji. Powoli zaczynamy procedury. Ale ten strach o życie i zdrowie mnie rujnuje, nie pozwala normalnie żyć. Boje się ze któreś z nas śmiertelnie zachoruje, że teraz gdy wiemy ze adopcja jest nasza droga po szczęście, to coś złego znów się wydarzy by stanąć nam na drodze i dobić. Naczytalam się oczywiście w internecie wielu historii o czerniaku, wiele zdjęć obejrzałam i w każdym znamueniu dopatruje się czerniaka. Dlaczego akurat ta choroba? Pewno dlatego że jest paskudna i trudna do wyleczenia. Martwię się co jako następne sobie wymyśle. A i mam takie myśli ze to jakieś przeczucie każe mi tego czerniaka szukać, sprawdzać te pieprzyki. Jestem strasznie placzliwa. Rozmawiam często o tym wszystkim z mężem i rodzicami, starają się mnie uspokoić. Pomaga na chwile. Ale wstaje nowy dzień i pojawiaja się te nerwy. Nieraz budzę się z kołataniem serca. Jak mam strasznie silny lek, kiepski dzień to aż zapiera mi dech w piersiach, pokaszluje. Nie wiem czy to juz nerwica czy nie... Czy powinnam sięgnąć juz po pomoc farmaceutyczna czy poradzić sobie bez. Leków się boje, bo ciągle mnie czymś faszeruja przy staraniach o dziecko. Mimo że podjęliśmy decyzję o adopcji, chcemy do końca wykorzystać zamrozony materiał męża do in vitro i wykorzystać szanse refundowanego przez MZ procesu zapłodnienia pozaustrojowego. Ale czy to w ogóle ma sens z moim stanem psychicznym... Obiecałam się tym tak nie podniecać, nie nakręcać na sukces. Będzie co ma być. W razie co jesteśmy zdecydowani na adopcję. Ale jak mam z kolei przetrwać oczekiwanie na wycięcie tego znamienia u męża i potem oczekiwanie na wynik histopatologiczny... Wariuję :( Jak się naczytałam o tym czerniaku, to się okazuje że wiele ludzi ma to dziadostwo i jestem tym bardziej przerażona... Nie wiem co powinnam teraz zrobić. Myślę, że zwykły psycholog może mnie nie zrozumieć, że jeśli terapia, to powinna odbyć się u jakiegoś psychologa, który zna trochę temat niepłodnościowych dylematów... Zawsze byłam bardzo wrażliwą osobą. Pamiętam że w dzieciństwie też potrafiłam się obudzić w środku nocy i wołać Mamę, by mnie przytuliła, bo śniły mi się jakieś koszmary typu koniec świata, śmierć, choroba bliskich... Zadawałam jej wtedy często pytanie "co będzie z nami po śmierci"... Może ja już od dziecka mam bzika jakiegoś? :( Poradźcie co zrobić i czy to co ze mną się dzieje to faktycznie efekt nerwicy...
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
06 lip 2015, 19:35

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 07 lip 2015, 22:26
Aniulec, przeczytałam cały post. Widzisz troche znam sprawe ze strony niepłodnosci. Otoz i ja leczyłam sie. Leczenie zakonczone sukcesem, ale tez okupione bolem i strachem. Natomiast jezeli chodzi o Was, wydaje mi sie ze te wszystkie sytuacje doprowadziły Ciebie do nerwicy/depresji, stad problem hipochondrii, czyli wydaje Ci sie ze umrzesz, ze taka choroba czy inna. Trzeba chodzic do psychologa, najlepiej własnie takiego z kliniki niepłodnosci, sama pisałas ze byłas u takiego i duzo zrozumiałas. Moze tez warto skorzystac z pomocy psychologa w OA. Macie jeszcze jedno wyjscie jezeli dotyczy niepłodnosci, skoro u Ciebie sa w miare dobre badania? moze skorzystac z nasienia dawcy, mozecie dobrac pewne cechy. Moze to dla Was bedzie łatwiejsze...przynajmniej dla Ciebie. Na pewno sytuacja jest ciezka, bo cały czas jestes w trakcie leczenia, poza tym piszesz: zdecydowalismy sie na adopcje, ale z drugiej strony: ze bedziecie probowac do skutku z invitro. Moze tak byc ze nigdy invitro sie nie uda, nie odbieram Ci nadzieji, ale zastanow sie, czy chcesz sobie naprostowac zycie...ulozyc te sytuacje z hipochondria, zaakceptowac fakt ze byc moze nigdy sie nie uda i zaczac sie cieszyc adopcja. Mam znajomych któzy przeszli chyba z 10 invitro i to x lat temu, dopiero dojrzeli do adopcji w wieku lat 45 maja synka małego i sie w glowe bija ze sie wczesniej nie zdecydowali. Zycie to nie bajka, roznie sa układa. trzeba sie starac byc szczesliwym w jak najlepszy dla siebie sposob.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

przez Aniulec 08 lip 2015, 08:13
Dziękuję za odzew :*
Co do dawcy - przedyskutowalismy ta sprawę i stwierdziliśmy ze nie chcemy tej opcji. Wchodziła jeszcze w grę adopcja zarodka, ale jednak też odpuscilismy. Dawca byłby zbyt dużym obciążeniem psychicznym dla mnie. Pani psycholog tez z nami na ten temat rozmawiała i padło "nie". Chętnie korzystalabym z tego psychologa, bo pani jest świetna, ale niestety ta odległość mnie przeraża - wolne w pracy i dla mnie i dla męża, bo sama nie pojadę.
Co do starań dalszych - nie chce walczyć do skutku. Mamy jeszcze refundowane dwa podejścia. Póki jest jeszcze materiał męża to będziemy może próbować. Jak starczy sił by przez to przechodzić. Nieraz mam ochotę dać z tym spokój, ale robię to dla męża - wiele się poświęcał byśmy mieli dzieci. Podjęliśmy decyzję ze więcej go nie będziemy poddawać żadnym zabiegom.
Mam pełna świadomość tego ze in vitro może się nie udać. Ba, jestem tego nawet coraz bardziej pewna. Mam nieraz wrażenie ze jakby się udało, to poczuje rozczarowanie ze to jednak nieadopcja, zże zawiode jakieś dziecko. Choć znów z drugiej strony myślę, że nawet jeśli się uda mieć własne biologiczne, to i tak zdecydujemy się na adopcje.
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
06 lip 2015, 19:35

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 08 lip 2015, 09:49
Aniulec, a to jak macie dwa podejscia to jest dobrze. Zle zrozumiałam myslalam ze wiecej przeszliscie. To moze sie uda, wielu parom udaje sie za 2,3 podejsciem. :great: Grunt to wykorzystac wszystkie szanse :)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

przez Aniulec 08 lip 2015, 10:09
agusiaww mamy 2 podejścia za sobą - jedno prywatne, jedno z MZ. Tym juz się tak nie przejmuje. Teraz martwią mnie moje myśli, obawy. Boje się ze nie pisane nam jest już to ivf, bo zachorujemy. Czarne myśli o tym, że wynik histopatologiczny znamienia męża będzie zły zaprzataja mi głowę, niszczą mnie... Tak bardzo chciałabym usłyszeć zapewnienie ze będzie dobrze. Z resztą się pogodze. Juz się pogodzilam. Byleby było zdrowie. Ale niestety nikt zapewnienia nie da :(
Ty też nabawiłas się nerwicy przez niepłodność? Wyszlas z tego? Bierzesz leki?
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
06 lip 2015, 19:35

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 09 lip 2015, 07:59
Aniulec, ja mam nerwice przez dziecinstwo, a depresje dzieki byłemu któy był toksycznym człowiekiem. Biorę leki od dawna, jakies 18 lat. Natomiast tez nerwy były x zwiekszone przy leczeniu, na dodatek sama wiesz ze hormony,które odstajemy wpływa tez negatywnie na nas, sa w skutkach ubocznych opisane objawy. Takze te że wpływaja na psychike. Dlatego podczas leczenia mi sie to zwiekszyło. Fakt, nikt Ci zapewniania nie da, ze bedziecie zdrowi, ale to tak samo jak z domu mozna nie wychodzic, bo cegła spadnie na głowe, albo dach sie zawali ;) Trzeba probowac odseparowac sie od mysli negatywnych.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

Avatar użytkownika
przez Aurora88 09 lip 2015, 15:26
Aniulec, to nie niepłodność i walka o zapłodnienie jest przyczyną nerwicy - to był po prostu punkt zapalny, silny czynnik stresujący który wyczerpał wytrzymałość psychiczną.
Jest w Tobie bardzo dużo obaw, które pewnie miałaś już wcześniej, teraz się ujawniają w postaci strachu przed śmiercią, przed chorobą. Jest coś, czego się boisz od dawna - może samotności, braku wsparcia? To płakanie w nocy za mamą? Piszesz, że od zawsze byłaś wrażliwa, wrażliwe osoby tak mają. Zdecydowanie polecam tutaj porządną psychoterapię, żebyś dotarła do źródeł tego, czego się tak naprawdę boisz. Bo to nie musi być konkretnie strach przed chorobą, to nie musi być związane z tym, że mąż jest niepłodny. Może to być strach przed tym, że zostaniesz sama, a nie potrafisz sama sobie tej opieki zapewnić. Albo strach przed tym, że nie zrealizujesz się jako matka. Jest wiele możliwych scenariuszy, szukaj i nie poddawaj się :-)
od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

przez Aniulec 09 lip 2015, 22:09
Aurora hmmm może coś w tym jest. Wiem napewno, że boje się ze stracę najbliższych i nie będę potrafila żyć. Bardzo ich kocham. Jestem wrazliwa, zawsze latwo sie wzruszam. Nie sądzę by coś z dzieciństwa wywarło na mnie taki wpływ... śmierć dziadków może.... bylam mala... dziadek zmarl na raka. Patrzylam jak umiera, to mi przekazano info o jego smierci. Nie wiem, ale nie chce ciagle myśleć, że mąż może mieć czerniaka i jak tylko kaszlnie drzec z obawy ze to juz przerzut. Chce normalnie żyć. Mocno mnie wszyscy wspierają i przekonują ze skoro mąż ma to znamię od 6 lat i nie zmienia się to będzie ok. Ale w necie tyle historii o niby całkiem nie groźnych pieprzykach które były czerniakami...
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
06 lip 2015, 19:35

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

Avatar użytkownika
przez Aurora88 09 lip 2015, 23:54
Wiesz, nie musiało się nic szczególnego zdarzyć - mogłaś mieć taki styl wychowania przyjęty, że rodzina jest ważna, że bliskość jest ważna, może jesteś wrażliwa z natury i dlatego bardziej się martwisz... (ostatnio czytałam ten artykuł, skojarzył mi się z Tobą) a te całe napięcie ostatnich lat, miesięcy, to już było za dużo. Dobrze, że jest w Tobie wola zmiany. Teraz ważne jest, abyś bardziej wierzyła sobie niż internetowi ;-) czyli ogólnie - wierzyła sobie, a nie innym. Nie uzależniała swoich stanów emocjonalnych od tego, co powiedzą lub zrobią inni. Bo oczywiście jest w każdym jakiś naturalny lęk o przyszłość, o zdrowie, o bliskich. Ale nie może to być lęk, który sprawia, że cierpimy. Takie przebudowanie gruntowne swoich przekonań pomaga. Jest potem lżej na głowie :-)
od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

przez Aniulec 10 lip 2015, 17:36
Jestem wrazliwa z natury i zostałam wychowana tak, że dla mnie najwyższą wartością jest rodzina. Będę starała wziąć się za siebie sama, bo boję się że po wizycie u psychologa będzie mi gorzej... przerycze napewno wizytę i wyjdę bardziej roztrzesiona niż weszłam...
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
06 lip 2015, 19:35

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

Avatar użytkownika
przez Aurora88 10 lip 2015, 18:50
Bardzo możliwe, że będzie gorzej. Nie spodziewaj się, że natychmiast wszystkie Twoje problemy znikną. Często jest trudno, jest pogorszenie, takie odkrywanie lęków nigdy nie jest niczym przyjemnym... ale kiedy już się wygadasz, kiedy uzyskasz pomoc obiektywnej, zdystansowanej osoby z zewnątrz, wtedy będzie lżej. Odrobinę. A potem coraz bardziej. Nie zniechęcaj się na początku. Trzymam kciuki :-)
od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

przez Aniulec 10 lip 2015, 19:23
Nie wiem czy odwaze się na ta wizytę w poniedziałek czy po prostu spróbuję popracować nad sobą sama. Chciałabym dać radę. A Ty wyszlas z tego? Brałaś leki jakieś czy tylko psychoterapia pomogła?
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
06 lip 2015, 19:35

Niepłodność, walka o dziecko = nerwica?

Avatar użytkownika
przez Aurora88 10 lip 2015, 19:45
Wychodzę. Terapią ericksonowską, systemową, wchodzącą w głąb przeszłości. Bez leków, bo moje problemy tworzy typowo moja głowa i nie wierzę, żeby mogły mi pomóc. Leki pomagają, jak jest naprawdę źle, jak człowiek chce zrobić najgorsze i nie może funkcjonować. A inaczej trzeba pracować psychoterapią. Ja bym nie mogła sama nad sobą pracować, potrzebowałam specjalisty, który mnie pokieruje. Za dużo miałam błędnych przekonań, że zmyślam, że histeryzuję, że przesadzam, że jestem najgorsza...
Ja za każdym razem jak idę do terapeutki, mam ochotę odwrócić się tuż przed drzwiami. I jak się od niej dowiedziałam, dużo osób tak robi, więc nikt się nie zdziwi, jeśli się nie pojawisz. Ale lepiej się pojaw. Małe kroczki - idź po prostu z automatu, a potem zobaczysz, co będzie.
od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 28 gości

Przeskocz do