Chyba muszę się wyżalić :(

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Chyba muszę się wyżalić :(

przez prendetevi 15 gru 2014, 22:07
Hej!
W 2012 roku lekarz psychiatra zdiagnozował mi (słusznie zresztą, po tylu latach obserwowania siebie i swojej psychiki wiem to) nerwicę lękową. Była ona dość łagodna, dostałam Seronil i Pramolan, po kilku sesjach terapeutycznych (może kilkunastu) stanęłam na nogi.
Ataki pojawiały sie co prawda, ale były mniej dokuczliwe aż w końcu nerwica stała się tylko wspomnieniem, zdałam bez stresu maturę (mam 20 lat teraz), dostałam na wymarzone studia, znalazłam miłość życia, wyremontowałam dom.
A teraz? A teraz czuję się jak wrak człowieka. Dwa miesiące temu mój tata zachorował na ciężką chorobę neurologiczną, okazało się, że przez chore zatoki rozwinął się ropień mózgu. Na podstawie samej TK lekarze wystraszyli nas guzem mózgu. Po weekendzie wykonano rezonans. Rezonans (i każdy kolejny) pokazał, że to ropień, który z biegiem czasu zasychał. Mój chrzestny zmarł na guza mózgu 19 lat temu. To był brat taty.
Przez okrągłe dwa miesiące było kiepsko. Rzadko kiedy był przytomny. Ciągle na OIOMie, ciągle antybiotyki, lekarze ani nie pocieszali ani nie grozili. Kazali czekać. Teraz stan zaczął sie polepszać - nie ma gorączki, reaguje na bodźce, wracamy do siebie. Ale to może trwac i trwać.
Mniej więcej w połowie tej ciężkiej, dwumiesięcznej batalii o zdrowie taty (robiłyśmy z mama naprawde wszystko) załamałam się. Płakałam, czułam wielki powrót nerwicy i im więcej z nią walczyłam tym bardziej ona wracała. Szarpałam się z nią jak z koniem. Głupia byłam.
Pojawiły się fizycznie dolegliwości, a konkretnie szczypanie na czubku/po lewej stronie głowy, może swędzenie... Sama nie wiem jak to określić, pasuje mi tylko dyskomfort. Nie był jednostajny. Mijał, nie było go tydzień, wracał na dwa dni i znów odchodził. Nie był to ból, zapominałam o szczypaniu na studiach, podczas spotkań rodzinnych, podczas ciekawego filmu. Stale kontrolowałam ciśnienie i wszystkie zmysły. Przewertowałam wszystkie strony o guzie mózgu, jakie tylko udało mi się odnaleźć. Ciągle sie kontroluje, czy nie mam innych zaburzeń które by to zwiastowały. Okej, to mi już mija, dostrzegam coraz większy bezsens tego. Ale tak było i nie dawało mi to spokoju. Ogólnie pojawiła się fobia przed rakiem, staram się ją wyciszyć.
Miałam problemy ze snem, spóźnia mi się miesiączka. Pojawił się ból w klatce piersiowej, nad prawą piersią, ale po użyciu maści przeciwzapalnej minął. Tak, piersi mam już "obmacane" na wszystkie strony. Nie ma guzków. Nawet mamę zatrudniłam do macania, też nic nie wyczuła. Chłopak też nie :)
Jestem płaczliwa. Chyba wybiorę się na jakies badania krwi, nikt nie zrobi mi TK od ręki, a zresztą - wydaje mi się że jakbym zaczęła biegać po lekarzach to zaczęłabym wspierać chorobę. Bo najchętniej leżałabym przynajmniej raz w tygodniu cała pod usg albo rezonansem. A to już obłęd.
Staram się czerpać z wiedzy, którą wyniosłam z terapii, przypominać sobie jak się zachować. Modlę się, bo wierzę w Boga, ale jest mi bardzo ciężko.
Myślę, czy nie brac leków, został mi Seronil jeszcze bo lekarka przepisała też mamie na trudne chwile, na razie piję melisę i czuję się trochę spokojniesza. Śpię spokojnie.
Ale moje wartości zostały naruszone. Zdrowie i rodzina. Co, jeśli i mi zabraknie zdrowia i mama zostanie sama? To jest moja zmora. Jestem jedynaczką i boję się, że będzie musiała patrzeć na moje cierpienie, bo choroba nie wybiera wieku. Że odejdę pierwsza. Boję się tego i jestem świadoma.
Boję się tego lęku. Nie oczekuję pocieszenia, bo wiem, że wszystko w moich rękach. Ae jest mi bardzo ciężko. :(
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
15 gru 2014, 21:47

Chyba muszę się wyżalić :(

przez vifi 16 gru 2014, 00:40
Nie oczekuję pocieszenia, bo wiem, że wszystko w moich rękach
Właśnie nie wszystko. Są rzeczy na które nie masz bezpośredniego wpływu, np. rak czy choroba. Do Ciebie należy co z tym zrobisz kiedy się pojawi (lub nie). Nie dostaniesz od świata żadnej gwarancji, że ktoś nigdy nie zachoruje, możesz mieć nadzieję.
Jak problem się pojawi to będziesz się martwić, ale dopiero wtedy. Nie martw się na zapas, bo to nic nie da, a ludzie są w stanie znieść rzeczy przekraczające ich wcześniejsze wyobrażenia.
Szczerze mówiąc nawrót nerwicy w sytuacji ciężkiego stresu nie jest niczym dziwnym. Ja bym radził starać się powrócić do równowagi, być z tatą w tym powrocie do zdrowia, nie przejmować na siebie wszystkich trosk mamy (ona jest dorosła, a ty jeszcze nastolatką - nie dźwigaj wszystkiego). Jeśli objawy nie miną to może powrócić do leków terapii. Ogólnie jak najmniej się przejmuj. Dla osoby wierzącej nie ma sytuacji beznadziejnych.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Chyba muszę się wyżalić :(

przez prendetevi 17 gru 2014, 22:21
Dziękuje za te słowa, dużo dla mnie znaczą.
Oczywiście wiem, że to racja, ale tak mi trudno to zrozumieć. Powoli moze sie uda :)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
15 gru 2014, 21:47

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do