Prosze o pomoc.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Prosze o pomoc.

przez maladiet 04 wrz 2014, 00:45
Witam Was wszystkich.
Z gory przepraszam za brak polskich znakow, ale obecnie mieszkam w UK i mam system angielski, wiec automatycznie brak w nim Naszego pieknego polskiego jezyka. W kazdym razie.. Nie o tym.
Z tego co zdazylam wyczytac na forum, wielu z Was ma pojecie o nerwicy i nie oczekuje diagnozy, ani sposobu leczenia. Potrzebuje rady i motywacji do dzialania, bo ciezko mi zyc w zgodzie z wlasna psychika. Jak juz wspominalam mieszkam w UK (okolo roku). Wyjazd za granice, mimo nie az tak mlodego wieku (25 lat), byl nie lada wyzwaniem, gdyz jestem osoba, ktora w kazdej sprawie mogla liczyc na pomoc mamy, wiec automatycznie wizja radzenia sobie ze wszytskimi sprawami samej, a tym bardziej w obcym kraju, przerazala mnie. Moglam jednak liczyc na pomoc narzeczonego. Prace znalazlam szybko, wiec nie bylo powodow do zmartwien. Moj narzeczony jest trzezwiejacym alkoholikiem. Kiedy sie poznalismy, byl w okresie 9 miesiecznej abstynencji, wiec nie podejrzewalam, ze moze sie cos wydarzyc, jednak wyjazd do Anglii, nieodpowiednie towarzystwo spowodowaly, ze siegnal po alkohol. Skutkiem tego obnizylo sie moje poczucie bezpieczenstwa o jego, siebie, cala przyszlosc. Kilkakrotnie zdarzalo mu sie pic i za kazdym razem bywalo gorzej, a moja psychika zaczynala sie rozsypywac. Po ktoryms juz z kolei zapiciu, powiedzialam koniec. Dalam mu ostatnia szanse, ale warunkiem byl udzial w terapii w osrodku zamknietym (2miesiecznej) w Polsce. Zgodzil sie, ale to z kolei wiazalo sie z jego nieobecnoscia w Anglii, wiec musialam dwa miesiace zyc tutaj sama. Dodam jeszcze, ze mielismy ograniczony kontakt, mogl uzyc telefonu tylko 3 krotnie w przeciagu calej terapii. I wtedy sie zaczelo. Pamietam tez jakiej wczesniejsze objawy lekowe, typu czajace sie za rogiem niebezpieczenstwo, ciagle poczucie braku bezpieczenstwa, szczegolnie po zapiciach, ale glownym momentem moich obaw jest okres kiedy jego wlasnie ze mna nie bylo tutaj w UK. Kilka dni po jego wyjezdzie zaczelam odczuwac bole glowy, poczatkowo myslalam, ze to moze zmeczenie (bo duzo pracuje), ale nie. Mimo wolnych dni bol glowy ciagle towarzyszyl. Nie byl to silny bol glowy, ale ciagle byl. Dodatkowo czulam dretwienie dloni, konczyn, klucia w klatce piersiowej, zawroty glowy, bole kregoslupa i wiele wiele innych. Zaczelam sobie, rowniez z nudow, czytac strony internetowe. Poczatkowo podejrzewalam raka mozgu, tetniaka, borelioze i wiele wiele innych, oczywiscie nie wszytsko na raz. Kazdego dnia zmienialam swoja teorie, ale zylam w ogromnym strachu. Tak naprawde lek tego, ze nie dozyje nawet nastepnego dnia, a tym samym juz nigdy nie zobacze narzeczonego trwal tak naprawde od momentu obudzenia az do pojscia spac, moze z krotkimi przerwami w pracy, jesli bylam bardzo zajeta. Odechciewalo mi sie wszytskiego. Nie myslalam o niczym innym tylo o chorobie, kazde wolne chwile spedzalam na przeszukiwaniu internetu i wyszukiwaniu coraz to nowych chorob. Do lekarza nie poszlam, uznalam, ze o ile przezyje to poczekam na narzeczonego i pojdziemy razem, bo sama oczywiscie sie balam, wstydzilam i wolalam cierpiec. Gdy terapia dobiegala konca i jego powrot sie zblizal moj strach stawal sie coraz wiekszy. Podczas jednej z rozmow telefonicznych ogarnelam mnie tak ogromna panika, czulam jakby swiat sie zatrzymal, jakby to juz byl koniec wszytskiego, nie moglam zlapac oddechu. Jednak to po chwili minelo. Przez okolo tydzien poprzedzajacy jego powrot, czulam, ze nie dozyje, ze nie doczekam, balam sie chodzic spac, bo myslalam, ze umre we snie i juz sie nie obudze i nigdy go nie zobacze. Ale dozylam. Kiedy wrocil, poszlismy do lekarza. Zrobilam badania krwi, lacznie z probami watrobowymi, pomiarami glukozy, a takze badania moczu. Bylam na okolo 5 wizytach, wszytsko bylo ok. To mnie tylko zalamalo, uznalam, ze skoro badania nic nie wykazuja to musi byc jakis guz. Wyblagalam skierowanie na tomografie glowy, lecz termin mam dopiero na 24 pazdziernika. Po tym wszytskim, kiedy zobaczylam tez, ze moj narzeczony sie zmienil, chodzi regularnie na mitingi AA, nie pije, ani nawet nie wspomina od powrotu czyli ponad 2 miesiace. Na pewien czas lek ustal i uznalalam, ze moje obawy spowodowane byly tym, ze bylam tu sama, przerazona w obcym kraju, ale nie. Kilka dni temu znow sie zaczelo. Po klotni z narzeczonym zaczela mnie bolec glowa. Od razu przypomnialam sobie, ze to pewnie nawrot choroby, ze chwile byl spokoj i znow mam objawy i zaczal sie lek. Miewam nawet mysli, jak czuje sie lepiej, ze przed smiercia stan zdrowia sie polepsza. Boje sie zasypiac, boje sie chodzic do pracy. Zauwazylam zaleznosc, ze jak sie kloce z narzeczonym to lek i objawy sie nasilaja. Poprosilam mame zeby wyslala mi z Polski tabletki na uspokojenie. Moze choc troche mi pomoga. Nie napisalam wszytskiego co bym chciala, nie umiem tez do konca nazwac tego leku, nie umiem go opisac slowami, sprezycowac. Brakuje mi slow, wiec to co napisalam, moze nie oddac w pelno stanu mojego ducha, ale tutaj moje pytanie a zarazem prosba o pomoc. Czy to moze byc nerwica? Do psychiatry wybiore sie dopiero jak bede w Polsce, najszybciej w pazdzierniku, ale boje sie ze do tego czasu zwariuje, albo umre. Tutaj nie chce zaczynac sie leczyc, bo skoro ciezko mi wytlumaczyc w moim jezyku co mi dolega, to po angielsku juz zupelnie bedzie ciezko. Prosze o jakiekolwiek opinie, rady, czy sugestie i przepraszam za chaotyzm, ale jestem po pracy i ciezko mi sie skupic. Pozdrawiam, zycze dobrej nocy.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
04 wrz 2014, 00:14

Prosze o pomoc.

Avatar użytkownika
przez Hoper 04 wrz 2014, 03:12
Ostateczną diagnozę powinien postawić psychiatra. Ale żeby Cię uspokoić już to piszę Ci: tak to nerwica lękowa, więc nic to takiego poza własnym myśleniem. Najważniejsze jak przechodzi lęk to go ignorować , niech sobie pobędzie i zaraz sam odejdzie. A w dłuższej perspektywie, ten twój kryzys sam ustąpi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
28 sie 2014, 08:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 27 gości

Przeskocz do