AKROFOBIA

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

AKROFOBIA

przez magnolia84 26 kwi 2014, 14:46
Postanowiłam w końcu założyć osobny wątek dotyczący lęku wysokości - fobii, od której wszystko się zaczęło i która obróciła moje plany, marzenia, itp. w drobny pył.

Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu odczuwa pewien dyskomfort związany z przebywaniem w miejscach wysoko położonych, co jest normalnym instynktem występującym u ssaków, w tym u ludzi. To atawistyczny lęk przed wysokością towarzyszący człowiekowi od początku.
Kiedy jednak ten lęk przybiera postać fobii i przejście po wiadukcie, czy wejście na 4 czy 5 piętro bloku stanowi przeszkodę nie do przebycia, pojawia się poważny problem, który potrafi niezmiernie utrudnić życie.

Moje zburzenia lękowe zaczęły się nagle i z okresami remisji trwają do dziś. Pewnego wczesnowiosennego dnia w III klasie liceum podczas lekcji na 2 piętrze, poczułam przyspieszone bicie serca, duszności, dławienie i tzw. "kluskę" w gardle oraz jakiś nieokreślony bliżej lęk. Czułam, że muszę wyjść z klasy, co też zrobiłam i pędem ruszyłam w stronę toalety. Byłam zlana potem i miałam wrażenie, jakby za chwilę miało się coś ze mną stać, tylko dokładnie nie wiedziałam co. Po chwili mój mózg podpowiedział mi, że muszę zbiec na parter, że nie mogę patrzeć przez okno, że przyczyną tego stanu jest wysokość. Zbiegłam na dół i.... poczułam ulgę! Prawie wszystkie objawy minęły. Czułam zamęt w głowie i pytałam siebie, skąd do cholery wiedziałam, że chodziło o wysokość. Do dziś nie jestem w stanie tego wytłumaczyć. Kiedy po kilku minutach chciałam wrócić do klasy, moja psychika odmówiła. Po kilku stopniach w górę musiałam zawracać, bo zaczynała się "jazda". Nie wróciłam już na lekcję. Tego samego dnia czekały mnie jeszcze 4 zajęcia - 3 na drugim piętrze i jedno na parterze. Udało mi się pójść na te ostatnie. Taki stan rzeczy trwał jeszcze 2 tygodnie, w czasie których opuściłam prawie wszystkie zajęcia, na co w końcu zareagował mój wychowawca. Pytał mnie co się dzieje, ale nie potrafiłam mu odpowiedzieć, bo sama tego nie wiedziałam. Byłam oszołomiona tym, co się ze mną nagle stało. Nikomu o tym nie wspomniałam. W ogóle byłam dziwnym przypadkiem, bo nie miałam obniżonego nastroju, czy napadów lęku poza sytuacjami związanymi z przebywaniem na wysokości. Dodam, że droga do szkoły prowadziła przez wiadukt, którego przejście stawało się niemożliwe. Miałam jedynie, czy jak się później okazało - aż lęk wysokości.
W końcu któregoś dnia byłam tym już na tyle wyczerpana (lęk towarzyszył mi każdego dnia, objawy somatyczne były okropne), że wybrałam się do lekarza rodzinnego i ze wstydem opisałam mu co się ze mną działo przez ostatnie tygodnie. Natychmiast stwierdził nerwicę lękową, przepisał Spamilan i skierował mnie do psychiatry. To był dla mnie szok. Ja do psychiatry?! Jakimś cudem przemogłam się i poszłam do niego tego samego dnia. Nie będę opisywać moich myśli kiedy czekałam na swoją kolej. Dostałam Efectin. Wróciłam do domu, położyłam się i zaczęłam płakać. Nie wiedziałam jak powiem o tym rodzicom.
Po niecałych 2 tygodniach lek ujarzmił nerwicę. Wszystko było w porządku. Czułam się świetnie. Nawet lepiej niż przed chorobą. Lek brałam ok. roku. Zdałam dobrze maturę i dostałam się na studia. 3 lata nie przyjmowałam żadnych leków i czułam się bardzo dobrze. Z 22 piętra u znajomej wychylałam się z balkonu i nie czułam nawet cienia lęku.
Na niedługo przed ukończeniem studiów wszystko wróciło. Nagle. Miałam wylecieć na wakacje.... Wszystko szlag trafił. Dostawałam masę różnych leków, które nie działały na moją fobię. Rzuciłam studia prawie na finiszu. Poszłam do pracy. W tym czasie unikałam miejsc położonych powyżej 2 piętra. To była prawdziwa męka. Miałam depresję. Przyjmowałam leki, które jakoś mnie trzymały, ale bardziej jakoś niż trzymały.
W końcu postanowiłam całkowicie zaprzestać leczenia. 3 miesiące po odstawieniu Seronilu jesienią ubiegłego roku moje neuroprzekaźniki zwariowały do reszty - spektrum lękowe w ostrej postaci. Do akrofobii dołączyła się agorafobia i szereg innych lęków. Nie życzę takiego stanu najgorszemu wrogowi. Znalazłam psychiatrę i oto tu jestem. Paroksetyna wyprowadziła mnie na lepsze, ale niestety moja fobia nie dała za wygraną. Znów nie mogę przejść wiaduktem, a miejsca położone od 4 piętra wzwyż są dla mnie przeszkodą. Musiałam zrezygnować z wakacji, z wielu dobrych ofert pracy...Od miesiąca mam zatrudnienie, jednak moje zaburzenie daje się we znaki. Nie muszę chyba dodawać, że dotychczasowe związki rozpadły się przez moje zaburzenia.
Mój psychiatra poleca mi terapię poz.-beh., a ja myślę o powrocie do wenlafaksyny, tylko nie wiem, czy zadziałałaby jak za pierwszym razem i na jak długo. Tracę nadzieję na to, że kiedykolwiek zdołam to przezwyciężyć i że już zawsze będę musiała układać swoje życie pod dyktando fobii i rezygnować z wielu planów.

Czy ktoś z Was boryka się z podobną przypadłością?
magnolia84
Offline

AKROFOBIA

Avatar użytkownika
przez pink_hope 26 kwi 2014, 15:11
magnolia84, ja mam silną agorafobię,wychodzę tylko do sklepu ok.100 m...i dalej z podkulonym ogonem do domu,przypuszczam co czujesz...zjadłam tone leków...za pierwszym razem wyprowadziła mnie na prostą paroksetyna...za 2 rzutem juz nie odpaliła.chwytałam się wszystkiego...żadne leki nie pomogą na fobię,piszę o sobie oczywiście...tu trzeba przełamać lek samemu,nikt Ci w tym nie pomoze...może tylko dobry terapeuta..
Raz tylko w zyciu człowiek może być szczęśliwym.....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 paź 2012, 13:27
Lokalizacja
Częstochowa

AKROFOBIA

przez magnolia84 26 kwi 2014, 15:34
pink_hope, też przypuszczam, że w moim przypadku wenlafaksyna drugi raz nie odpaliłaby ... :?
Chyba w końcu spróbuję terapii... Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że już nigdy nie pozbędę się tego draństwa :cry:
Ostatnio kiedy nie udało mi się wejść na wiadukt i musiałam nadłożyć 40 minut drogi, żeby dojść do pracy zwyczajnie rozpłakałam się ze złości.
Dlaczego do cholery fobie są tak trudne do zwalczenia?! :why:
magnolia84
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

AKROFOBIA

Avatar użytkownika
przez pink_hope 26 kwi 2014, 16:20
magnolia84, cholernie ciężkie...to jest koszmar :( zabiera radość życia,znajomych..ogólnie wszystko...ja jestem po kilku terapiach...ale dalej się nie mogę z tym zmierzyć,a żyć tak już też nie potrafię...dosłownie jak pies łańcuchowy. jak masz dobrego terapeutę właśnie pozn-behaw. to się nie zastanawiaj,gnaj.... z agory wyszłaś?
Raz tylko w zyciu człowiek może być szczęśliwym.....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 paź 2012, 13:27
Lokalizacja
Częstochowa

AKROFOBIA

przez Luki_is_back 26 kwi 2014, 16:30
Zastanawiałem się o co chodzi z tym wiaduktem, o którym pisałaś kilkukrotnie, teraz już rozumiem.
Cóż, ja też mam elementy lęku wysokości.
Pierwsze lęki zacząłem odczuwać kilka lat na karuzeli. Przez kilka minut jazdy panicznie bałem się o życie, zamknąłem oczy i chciałem tylko wyjść, a po jeździe dochodziłem do siebie cały dzień dziwnie się czując.
Podobne jazdy miałem w wesołym miasteczku w zeszłe wakacje. Wjechaliśmy kolejką na wysokość ok. 50 m, po czym wjeżdżała ona z dużą prędkością do wody. Już podczas wznoszenia się kolejki poczułem paniczny lęk. Cały wagonik szczęśliwych ludzi i ja z zamkniętymi oczami marzący o wydostaniu się z niego.
Jeszcze tego samego dnia zjeżdżaliśmy z wysokiej zjeżdżalni, a ja miałem już problem, żeby wejść po schodkach do góry i zjechać z synkiem, ale wstyd mi było się przyznać do lęku. W końcu taki duży i odważny tata nie może się bać.
Jasne, wracając już z wakacji z Niemiec do Polski miałem dziwne lęki i od tego dnia bałem się jeździć samochodem jako pasażer.
Po tygodniu dostałem w pracy ataku paniki i zaczęła się moja historia z nerwicą lękową.

Dzisiaj nie mam problemów z tego typu lękami, jednak do samolotu, czy karuzeli nie wejdę na pewno.
Nie wiem jak z górami, po których uwielbiam łazić, jednak nigdy nie czułem się komfortowo na szczycie, gdzieś nad przepaścią. Po wejściu na Giewont od razu siadałem na tyłek i nie patrzyłem w dół. Dziś pewnie bym na niego nawet nie wszedł.
Ostatnio edytowano 26 kwi 2014, 16:33 przez Luki_is_back, łącznie edytowano 2 razy
Luki_is_back
Offline

AKROFOBIA

przez magnolia84 26 kwi 2014, 16:31
pink_hope, dokładnie... zabiera wszystko i jesteś jak pies na łańcuchu :-|
Nie znalazłam jeszcze terapeuty. Na samą myśl o stawianiu czoła temu paskudztwu słabo mi się robi :pirate:
Agorafobię zniosła mi paroksetyna.
Jedynym skutecznym "lekarstwem" na akrofobię jest alkohol :? Po 2 -3 piwach albo setce wódki fobia prawie znika. Tylko to żadne rozwiązanie :pirate: Kiedyś lekarz zalecił mi branie benzo przed, tyle, że uspokojenie potrzebne jest czasem jedynie na na kilka minut, a nie na kilka godzin, jak jest w przypadku drogi do pracy.

-- 26 kwi 2014, o 15:37 --

Luki_is_back, kiedy miałam okresy remisji, chodziłam po górach. Później to się znowu zmieniło. Kiedyś z grupą zwiedzając jaskinię w Słowacji dostałam napadu lęku i nie dałam rady dalej piąć się w górę więc zaczęłam sama zbiegać, co oczywiście było zabronione i narobiłam niezłego zamieszania.
Mój pierwszy psychiatra tłumaczył akrofobię traumą o podobnym podłożu przeżytą w dzieciństwie.
magnolia84
Offline

AKROFOBIA

Avatar użytkownika
przez pink_hope 26 kwi 2014, 16:41
magnolia84, wiem o tym,ale idź nawalona do pracy...i nawalona z pracy...na mnie benzo już nie działa,ataki paniki mam nawet w domu :( ...jak u Ciebie z podróżami?
jazda samochodem,autobusem?
Raz tylko w zyciu człowiek może być szczęśliwym.....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 paź 2012, 13:27
Lokalizacja
Częstochowa

AKROFOBIA

przez magnolia84 26 kwi 2014, 16:47
pink_hope, stąd blisko do uzależnienia, a u mnie szybko to by nastąpiło, bo prawie cała rodzina ze strony ojca, łącznie z nim, jest uzależniona od alko. Nie chcę kolejnego problemu, z którym przyszłoby mi się męczyć.
Z podróżami nie mam problemu. W ogóle nie boję się kontaktów z ludźmi. Agorafobia przyplątała mi się jesienią po raz pierwszy, ale została doszczętnie zniszczona. Ataki paniki też miewałam w domu.
Bierzesz w ogóle jakieś leki?
magnolia84
Offline

AKROFOBIA

Avatar użytkownika
przez mark123 26 kwi 2014, 17:06
U mnie nadmierny lęk przed wysokością zaczął się w 7 roku życia, ale nie wiem czy to akrofobia, czy po prostu nadmierny lęk.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10131
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

AKROFOBIA

Avatar użytkownika
przez pysiunia 26 kwi 2014, 17:08
magnolia84, Z lękiem borykam się już bardzo długo. Nerwica nabierała u mnie coraz "mocniejszych" i trudniejszych do radzenia sobie z nimi form.
Wiem, co to paniczny lęk, agorafobia, niemożność wyjścia z domu. Znam "smak" lęku przy przechodzeniu przez wiadukty, mosty, szerokie ulice... Koszmar.

Przez 8 lat miałam spokój z lękiem. Wydawało mi się wtedy, że już mam go za sobą i nie pojawi się nigdy. Pracowałam za granicą, latałam samolotami. Po dłuższym stresie pojawił się znowu. Uwięził mnie w czterech ścianach mieszkania.
W radzeniu sobie z nim pomogło mi 12 spotkań w ramach terapii poznawczo-behawioralnej.

Ale postanowiłam kontynuować terapię i pozbyć się panicznego lęku do końca. Pomaga mi w tym terapia psychodynamiczna.
Bez niej nigdy nie uświadomiłabym sobie schematów, które pojawiły się w dzieciństwie i według których żyłam do tej pory.
Bez psychoterapeuty nie poradziłabym sobie. Przede mną na pewno jeszcze długa droga terapii. Nie poddam się, bo wiem, że to jedyna droga do zdrowia bez zaburzeń emocjonalnych.

magnolia84, Zapisz się na terapię i wytrwaj. Warto walczyć o siebie :)
Zawsze bądź sobą, wyrażaj siebie, wierz w siebie, nie szukaj udanej osobowości i powielaj jej.
Jestem sobą, bo oryginały są więcej warte niż kopie :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
277
Dołączył(a)
14 mar 2010, 12:48
Lokalizacja
Poland

AKROFOBIA

przez magnolia84 26 kwi 2014, 17:08
mark123, jeżeli nie masz z tym większych problemów, jak np. takie, które wyżej opisałam, to nie jest to fobia
magnolia84
Offline

AKROFOBIA

Avatar użytkownika
przez pink_hope 26 kwi 2014, 17:10
magnolia84, czego ja już nie brałam...oprócz moklo..to już wszystko...kurna i to dziwne że z agorą dałaś rady, a z akrofobią lezysz...gdzie na logikę agora jest najgorszą z fobii....z alko żartowałam,bo wiem do czego to prowadzi...sama jestem abstynentką....myślę że może miałaś atak paniki za 1 razem ( to Ci się zakodowało w mózgu), a to 3 piętro to akurat był przypadek,bo tam właśnie dostałaś ataku i być może wysokość postrzegasz jako zagrożenie...
Raz tylko w zyciu człowiek może być szczęśliwym.....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 paź 2012, 13:27
Lokalizacja
Częstochowa

AKROFOBIA

przez magnolia84 26 kwi 2014, 17:12
Kika7, Twój post napawa nadzieją :) Dziękuję Ci za podzielenie się swoim doświadczeniem :)
Na pewno zapiszę się na terapię.
magnolia84
Offline

AKROFOBIA

przez Luki_is_back 26 kwi 2014, 17:13
magnolia84, a nie masz w planach wrócić na studia, skoro były prawie na ukończeniu? Czy są tam wysokie piętra, na które nie wejdziesz? Fajnie byłoby to zrobić dla siebie. Co w ogóle studiowałaś?
Luki_is_back
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 15 gości

Przeskocz do