Nerwica a związek

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Nerwica a uczucia,miłość , związek. Odczucia w związku

Avatar użytkownika
przez Iqwetka 14 kwi 2010, 09:09
Dobrze Ci. Moj zwiazek niestety sie rozsypal. Zbyt duzo napiecia sie pojawilo... i ona nerwicowa i ja nerwicowy.
A apropos nerwicy - tez najprawdopodobniej mam ja po ojcu. Ojciec mial zawsze silne leki i byl wycofany.[/quote]

Mój T. miał lekką nerwicę w czasach LO ale pokonał ją wychodząc na siłę do ludzi.. ja niestety nie byłam na tyle silna aby się sama przemóc i musiałam iść po pomoc..
Mój tato również miał silne lęki. Każde wyjście z domu było związane z silnym napięciem a wyjazdy gdzieć dalej kończyły się sesjami w toalecie.. czyli to samo co ja przed braniem leków.
Tylko spokój nas uratuje..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
12 kwi 2010, 12:17
Lokalizacja
Warszawa

Re: Nerwica a uczucia,miłość , związek. Odczucia w związku

Avatar użytkownika
przez Lariana2 21 kwi 2010, 20:42
I najgorzej z wyjazdami. Nie udaje mi się go nigdzie wyciągnać ,żebyśmy ze znajomymi pojechali..
To kwestia czasu ,odblokowania?
Zaczyna chodzić na terapie i mam nadzieje ,że mu to pomoże.
https://mojeinteligo.pl/konkurs/index.php5?id=praca&wid=1028#
https://mojeinteligo.pl/konkurs/index.p ... a&wid=1028
Avatar użytkownika
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
22 gru 2009, 22:00

nerwica a związek (nie, mój przypadek nie jest oryginalny)

przez wloczykij555 03 wrz 2013, 18:36
Cześć wszystkim :) Moje problemy zaczęły się już 3.5 roku temu ale dopiero w ostatni piątek, Boskim zrządzeniem bo zupełnie niespodziewanie i przypadkowo natrafiłem na bardzo dokładny opis depresji i w miarę czytania włosy mi się jeżyły na głowie bo uświadomiłem sobie że czytam mój życiorys. To był Przełom (duże "P" nieprzydakowe").

Moja historia w skrócie:

- zalatujący toksynami związek

- kolejna mała szpileczka nieświadomie wbita przez moją ówczesną lubą, która niestety okazała sie tą o jedną za dużo

- początek tego, co tak dokładnie opisuje wiele osób czyli kocham głową ale nie sercem. Nie potrafię tego wytłumaczyć, więc utwierdzam się w przekonaniu, że po prostu chyba już nie kocham i taki już jestem zimny drań. Męczę się potwornie z wyrzutami sumienia (ściśnięte i palące wnętrzności na porządku dziennym) i zmuszam się do kontynuowania związku co oczywiście kończy się po pewnym czasie klapą i rozstaniem

- dolegliwość rozlewa się na wszystkie inne emocje - stopniowo i metodycznie ucinam wszystkie znajomości. Nie potrafię się z nikim zaprzyjaźnić ani do nikogo przywiązać jednocześnie cierpiąc samotność (ciąglę marzę o tym aby być normalnym)

- zaczynam praktykować wiarę i angażuję się w to całym sobą (tego źródła nadziei choroba nie tknęła). Do dziś wierzę, że uratowało mi to życie bo raz na bardzo krótki czas zwątpiłem totalnie (kwestie dogmatyczne) i zacząłem tęsknie patrzeć w stronę okna na III piętrze (if u know what I mean). Gdyby nie szybkie ogarnięcie problemu prawdopodobnie nie wytrwałbym.

- Skrajna samotność (studiuję i wtedy akurat mieszkałem w kawalerce) i stopniowa akceptacja mojego rzekomego "charakteru". Nawet rodzice i reszta najbliższej rodziny mnie drażni niemiłosiernie więc cały czas spędzam zamknięty w pokoju przy komputerze. Im więcej akceptowałem tym spokojniejszy (i w pewnym sensie szczęśliwszy) byłem wewnątrz. Żadnych uczuć, żadnych emocji, ogromne pragnienie śmierci (ale o samobójstwie mowy nie było). Nieudolne próby wejścia w relację z dziewczyną kończą się ostrą nerwicą i błyskawicznym ucinaniem znajomości. Dodatkowo ogromne problemy z koncentracją (co przy trudnym kierunku studiów zaowocowało jechaniem na 3.0)

- "Gorący tydzień" - czyli ubiegły. Poznaję dziewczynę, która wzbudza we mnie pozytywne uczucia - od zawsze podobały mi się drobne dziewczyny, potrzebujące "opiekuna", niewinne. I ta taka właśnie jest, w dodatku kilka lat młodsza. Jest wyraźnie zainteresowana (sama zaczęła znajomość co było dość śmiałe). "Może to ta?" - pytam siebie bo nerwica się nie pojawia, pozytywne uczucie ciepła jest wprawdzie przytłumione ale obecne, kiedy o niej myślałem więc zaproponowałem spotkanie na nadchodzący piątek. Dzień po tym trafiam na wspomniany we wstępie opis depresji i świat staje do góry nogami:

NIE! Nie jestem cyborgiem, nie jest to mój naturalny stan, mój mózg uległ sporej awarii ale to nie są moje uczucia. Kompletne i zdecydowane zdystansowanie do swoich negatywnych uczuć i pustki. Rozwiązanie supła w mojej głowie - a więc wreszcie znam przyczynę bo blisko 4 latach! Jasny umysł i wielka nadzieja. Staram się być ponad to, co czuję, zagoniłem dolegliwość do narożnika (dokładnie tak to czuję, mam wolny umysł, zero pytań, wszystko jest jasne, dziesiątki wniosków i przemyśleń nagromadzone przez te lata powskakiwały na swoje miejsca tworząc logiczną i spójną całość jak klocki lego).

Został jednak problem mojej podświadomości. W okolicach żołądka (a więc w tym narożniku) wciąż siedzi ta gnida. Wczoraj dostałem chyba najostrzejszego ataku nerwicy w życiu. Dosłownie zwijałem się na podłodze i ryczałem jak bóbr (od niepamiętnych lat juz nie płakałem). Jest to związane z nadchodzącym spotkaniem - moja podświadomość broni się przed wejściem w relację z człowiekiem, mechanizm obronny przed powtórką z toksycznego związku. Niestety nie ma to ujścia (nie mogę zwalić tego na charakter i uciąć znajomość) więc uderza z całą mocą i bezlitośnie. Opowiedziałem to wszystko mojej mamie (nie widziała apogeum ataku ale wyglądałem tak tragicznie że nawet obcy ludzie by się domyślili że coś mi dolega) i poprosiłem o pomoc - muszę to leczyć, nie jestem w stanie moim umysłem zwalczyć tych ataków bo nie mam dostępu do tego poziomu świadomości.


Psychiatra wraca z urlopu dopiero po 9 września a i pewnie na wizytę trzeba będzie poczekać (jest to bardzo uznany lekarz, nie chcę iść do pierwszego lepszego tym bardziej że gotów jestem wyłożyć pieniądze). Jak uspokoić te ataki? Jak rozluźnić ten olbrzymi stres zanim dotrę do psychiatry? Potrafię go opanować modlitwą, potrafię sobie poukładać myśli ("to mechanizm obronny, to nie twoje uczucia") ale ten porządek jest nietrwały i prędzej czy później mnie łapie. Musiałbym cały czas siedzieć w kościele co jest awykonalne. Nie potrafię wzbudzić (a już na pewno ich utrzymać) uczuć do nowo poznanej a niedługo się z nią spotkam po raz pierwszy. WIEM, że chcę ją poznać i się do niej zbliżyć ale CZUJĘ zupełnie co innego.

Krótko zatem - jutro się wybieram do lekarza pierwszego kontaktu poprosić o coś na uspokojenie. Jest to czysto doraźne rozwiązanie, zanim nie zacznę leczenia pod okiem specjalisty. Jaki lek na receptę może to zniwelować? Wolę czuć już nawet obojętność niż totalną niechęć i panikę. Nie wiem czy to ma znaczenie ale cena nie gra roli :(
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 18:02

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

nerwica a związek (nie, mój przypadek nie jest oryginalny)

przez mjp 04 wrz 2013, 10:55
Hej Człowieku z Krainy Muminków :)

To chyba dobrze, że trafiłeś na ten opis depresji. Z tego co napisałeś wynika, że rzeczywiście przydałoby się pewne rzeczy zmienić, żeby się podniósł standard Twojego życia. Plan działania, który opisałeś (dobry psychiatra + prewencyjnie coś na uspokojenie "na już") brzmi sensownie. Do wyjścia z tego potrzeba trochę czasu, ale ważne że już zacząłeś coś robić.

Trzymam kciuki, żeby dobrze poszło spotkanie z tą interesującą dziewczyną ;)

Pozdrawiam
Ogólnie, to bym chciał żeby było dobrze.
mjp
Offline
Posty
276
Dołączył(a)
08 cze 2008, 13:49

nerwica a związek (nie, mój przypadek nie jest oryginalny)

przez bercik1910 04 wrz 2013, 14:01
Witam mam do Ciebie pytanie co przeczytales o depresji.jakis link? Czy ogolne informacje? Pozdrawiam
Ostatnio edytowano 04 wrz 2013, 19:18 przez niosaca_radosc, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Usunięto dubel
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
04 wrz 2013, 13:58

nerwica a związek (nie, mój przypadek nie jest oryginalny)

przez wloczykij555 04 wrz 2013, 18:05
Tzn do chwili obecnej przeczytałem już mnóstwo rzeczy. Ale wtedy wpadłem na to (nie doświadczyłem ostatniego epizodu /ziarna kukurydzy/ ale to chyba dobrze, bo świadczy to o zaawansowanym stadium):

http://pokazywarka.pl/v2mddo/ (nie zrażaj się formą bo ona jest akurat świetna)

Jest to bardzo uproszczony opis ale świetnie wskazał mi kierunek dalszych poszukiwań.

Trzymam kciuki, żeby dobrze poszło spotkanie z tą interesującą dziewczyną ;)


:)

-- 04 wrz 2013, 19:26 --

Niestety nie mogę edytować posta a chciałem jeszcze coś dodać.

Otóż mimo wszystko mam wątpliwości dotyczące psychiatry. No bo co on mi pomoże? Przepisze leki pewnie jakieś. Ale leki zniwelują stres na tak długo, jak będą brane (a co z innymi uczuciami, je też pewnie zmiecie a ja w dłuższej perspektywie chcę je mieć). Pomoże mi odnaleźć źródło strachu? Ja je znam, mogę mu je od progu wyrecytować. To strach przed wejściem w bliską relację. Ostatnia taka relacja mnie uszkodziła i jako ze pojawiła się na horyzoncie perspektywa wejścia w nową relację organizm zareagował obronnie. Ale to tylko organizm, nie daję się zawładnąć temu lękowi i przełamuję go jak tylko mogę. Spotkanie coraz bliżej, od początku choroby nigdy nie było nawet o tym mowy, znajomości były ucinane błyskawicznie więc to jest zupełnie nowy poziom i czuję, że organizm ogarnia prawdziwa panika. Podświadomie boję się wyjąc telefon gdy dostanę smsa bo a nuż to ona napisała, boję sie spojrzeć na jej zdjęcie, więc wyjąłem telefon na biurko żeby od razu widzieć kto pisze a zdjęcie wywaliłem na pulpit żeby jak najczęściej waliło mnie po oczach (teraz boję się zminimalizować okna, żeby mi nie pokazało pulpitu). Cyrk na kółkach, zmuszam się do rzeczy, które wywołują strach i w ten sposób walczę (oczywiście strach jest irracjonalny, to paraliżujący ucisk a nie rzeczywisty strach).

Nie wiem, czy psychiatra doradzi mi cokolwiek innego. Czy stawienie czoła swojemu lękowi nie jest najlepszą receptą? Czy jest sens pchać się w leki?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 18:02

nerwica a związek (nie, mój przypadek nie jest oryginalny)

przez mjp 04 wrz 2013, 21:18
Moim zdaniem mimo wszystko warto pójść do psychiatry. Wymierne korzyści są następujące:

1) będziesz miał receptę na leki, sugeruję ją też wykupić. Czy je zaczniesz brać czy nie, to już będzie od Ciebie zależało. Znam bardzo dobrze osobę, która poszła, dostała leki i ich nigdy nie zaczęła brać ale jednak czuła się w jakiś sposób pewniej, wiedząc że w razie czego może zacząć. Znałem też inną osobę, która zaczęła brać i dzięki tym lekom poczuła się na tyle dobrze, że osiągnęła wiele swoich zamierzeń. Oczywiście jest to jakaś decyzja. Biorąc leki trzeba liczyć się z jakimiś skutkami ubocznymi czy też później problemem odstawienia. Często jednak korzyści wynikające z zażywania lekarstwa są na tyle duże, że uzasadniają ich stosowanie. Sam, w oparciu również o zdanie fachowca, oceń i zdecyduj czy działać "na sucho" czy ze wsparciem farmakologicznym.

2) psychiatra może dać Ci skierowanie do psychologa, na terapię. Dzięki temu możesz zaoszczędzić sporo pieniędzy, bo wizyta u psychologa to jest odczuwalny koszt. O ile wiadomo, że psycholog to tylko psychologi - sam Cię nie zmieni, trzeba współpracować, to jednak może ze swojej perspektywy przekazać sporo ważnych spostrzeżeń, jakichś cennych wskazówek z doświadczenia swojego i innych. Moim zdaniem warto z tego skorzystać.

3) dowiesz się co o sprawie sądzi lekarz, będziesz mógł mu osobiście zadać jakieś pytania i poznać zdanie kompetentnego (mniej lub bardziej ;) ) człowieka.

Poza tym, to że stawiasz czoła lękowi, mierzysz się z nim to ma swoją wartość. Najgorszym rozwiązaniem jest pozwolić lękowi decydować o swoim życiu.

Pozdrawiam :)
Ogólnie, to bym chciał żeby było dobrze.
mjp
Offline
Posty
276
Dołączył(a)
08 cze 2008, 13:49

Nerwica a uczucia,miłość , związek. Odczucia w związku

przez Samotny1990 27 gru 2013, 21:20
Mam 23 lata, chciałbym stworzyć poważny związek z kobietą, jestem z Krakowa.

Jestem tu całkowicie nowy, a forum jest bardzo obszerne i nie wiedziałem, gdzie do końca umieścić tego posta. Pewnie zrobiłem to w złym miejscu, dlatego też bardzo proszę moderatora o niekasowanie go oraz przeniesienie do odpowiedniego działu. Tego samego posta napisałem też w tym dziale: zwi-zki-z-osobami-borderline-npd-inne-zwi-zki-toksyczne-inf-t46941.html i nie wiem jak go usunąć. Ten dział jest do tego na pewno lepszy.

Posiadam depresję/nerwicę w postaci lęku uogólnionego z somatyzacjami. Nie jest ona jeszcze bardzo rozwinięta, po prostu jest mi wiecznie smutno itd. Jestem człowiekiem bardzo wrażliwym, trochę już w życiu przeszedłem. Mam wiele zainteresowań i pasji, którym oddaję swój czas. Do jakiegoś czasu mogłem spotykać się z dalszą rodziną, przyjaciółmi. Teraz jest trochę gorzej. Wcześniej spotkania z Nimi były odskocznią od szarej rzeczywistości, która była smutna. Obecnie pojawiły się u mnie objawy somatyczne, które jak jestem w domu, bądź z najbliższymi, czy np. chodzę sam gdzieś to się tak bardzo nie uwydatniają, poza tym że jestem mocno osłabiony tym wszystkim. Ale od pewnego czasu pojawił się u mnie lęki związanymi ze spotkaniami z nieco mniej bliższymi osobami, bo wtedy mam wyobrażenie iż dopadną mnie przykre objawy somatyczne, tak było w listopadzie jak pojechałem ze znajomymi w góry. Lęk ten przeszkadza mi w spotkaniach z wieloma osobami, dlatego też moje kontakty społeczne znacznie się ograniczyły. Mam trójkę przyjaciół, którzy mnie rozumieją, chociaż nie wiedzą do końca co mi jest i spotykam się czasem z Nimi.

Podstawowym celem napisania tego posta jest jednak to, że chciałbym aby moje relacje z ludźmi nie ograniczały się tylko do tych wyżej wspomnianych. Chciałbym sobie znaleźć dziewczynę. Jestem człowiekiem bardzo uczuciowym i wiernym, w życiu byłem już w dwóch związkach, w tym jednym poważniejszym. Miałem już na oku parę osób, ale cóż z tego skoro lęk przed tym, że objawy somatyczne na takiej "randce" mogą zaraz przyjść, nawet jak wezmę mocniejsze leki. Samo myślenie o tym właśnie do tego prowadzi i powstaje błędne koło. Chciałbym poznać dziewczynę wartościową, wrażliwą, która wie, że życie nie jest idealne, ale jeśli się pokocha kogoś, będzie się dbało o ten związek z dnia na dzień i odkrywało siebie na nowo to może dać on naprawdę wiele radości. Spotkanie z dziewczyną, która wiedziałaby na samym początku, że mam pewne dolegliwości, od razu by zmniejszyło mój lęk przed tym, że może do nich dojść, a te objawy to duszność, dreszcze, mocne osłabienie, potliwość itd, więc bez tragedii. ;) Na początku wystarczy normalna rozmowa, miły spacer, rozmowa o swoich zainteresowaniach itd. :)
gg 49810227
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
27 gru 2013, 20:21

Nerwica a związek

Avatar użytkownika
przez piotr31 25 kwi 2014, 23:46
Zastanawiam się od pewnego czasu czy osoba która ma problemy z ogólnie z nerwicą/depresją powinna wchodzić w związek. Byłem tylko raz dawno temu w związku ale nie ukrywam, że nie pogodziłem się z tym że mam zostać już zawsze sam. Jestem ciekawy jak mógł by on wyglądać, w jaki sposób zmienił by moje życie a jednocześnie pełen obaw,że to nie dla mnie, że to mnie przerośnie, że coś tam... Jeśli ktoś ma jakieś sugestie, rady czy doświadczenia w tym temacie to chętnie się z nimi zapoznam :smile:
Wielcy ci, którzy nie mają nic do powiedzenia i nie ubierają tego w słowa.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
557
Dołączył(a)
14 kwi 2014, 09:17
Lokalizacja
lubelskie

Nerwica a związek

Avatar użytkownika
przez mousike 27 kwi 2014, 20:03
Na pewno warto sprobowac nic nie stracisz a mozesz poznac wyrozumiala osobe z ktora zlaczy Cie uczucie :smile:
Mi sie wydaje ze czlowiek to jednak istota ze tak powiem stadna, osamotnienie zazwyczaj kojarzy sie ze smutkiem i negatywnymi uczuciami. Kazdy zasluguje na milosc czy przyjazn bo to swiadczy o naszym czlowieczenstwie :smile:
Relacje miedzyludzkie maja na nas duzy wplyw.

Mi sie wydaje ze kazdy czlowiek ma w glowie takie watpliwosci jak Ty ;) Sa one normalne i niezbedne ale nie warto sie zniechecac na starcie gdyby kazdy tak podchodzil do zwiazkow to ludzie nie byliby ze soba i nie przechodzili szczesliwie kryzysow, nie zakladaliby rodzin ;) A co maja powiedziec osoby na wozkach albo bez konczyn?

Wiele ludzi na swiecie choruje na rozne choroby uleczalne i nieuleczalne wielu tez jest niepelnosprawnych a poza tym kazdy ma tez wady. Ale walczmy o nasze szczescie i milosc i badzmy odwazni bo zyjemy tylko raz na drugie zycie nie mamy niestety szans ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
27 cze 2013, 14:04

Nerwica a związek

Avatar użytkownika
przez piotr31 27 kwi 2014, 23:31
Rzeczywiście relacje z drugą osobą są bardzo istotne, prawie o tym zapomniałem, przypomniała mi o tym terapia oraz to co z niej wynoszę, w jaki sposób wpływa na mnie, ale również wpływa na mnie osoba prowadzącej, tylko czy na taką empatię i zrozumienie można liczyć "na zewnątrz"? Tak jak piszesz żyje się raz i świadomość że raczej się trwa a nie idzie przez życie jest uwierająca.
Wielcy ci, którzy nie mają nic do powiedzenia i nie ubierają tego w słowa.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
557
Dołączył(a)
14 kwi 2014, 09:17
Lokalizacja
lubelskie

Nerwica a związek

przez Fabienka 27 kwi 2014, 23:50
Mój brat wyleczyl sie z nerwicy i depresji dzięki swojej dziewczynie ...tak na niego wpłynęła...byliśmy dla niego i nadal jesteśmy oparciem ale to ona z takim szczerym. współczuciem ale i dopingiem oraz bodźcem wywarła na niego wpływ Aby podjął leczenie którego śmiertelnie wręcz się bal!!! Pi prostu nie żył nie uczestniczył w żadnym razie w normalnym życiu...miłość zrozumienie i troska może mieć zbawienny i wręcz uzdrawiajacy wpływ na nerwicowca. No i cis nowego zmiana...ulokowanie uczuć...hormony szczęścia:)
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
25 mar 2014, 23:37

Nerwica a związek

Avatar użytkownika
przez piotr31 28 kwi 2014, 00:03
I ja tak sobie to wyobrażam...
Wielcy ci, którzy nie mają nic do powiedzenia i nie ubierają tego w słowa.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
557
Dołączył(a)
14 kwi 2014, 09:17
Lokalizacja
lubelskie

Nerwica a związek

przez hyperactive 28 kwi 2014, 00:51
Piotrze oczywiście, że tak !

Zakładając naturalnie, że będziecie wraz z partnerką wzajemnie się kochać, zyskujesz niesamowite wsparcie i dodatkowy fundament na drodze w ustaniu nerwicy. Może być coś lepszego ? Dla mnie jest to nieoceniona cegiełka :)

-- 28 kwi 2014, 00:50 --

Jeśli masz okazję to nie spie*dol tego, tak jak ja to zrobiłem. Bardzo duży błąd.

jednocześnie pełen obaw,że to nie dla mnie, że to mnie przerośnie, że coś tam...
nasze typowe myślenie lękowców.
Ani krzty racjonalizmu tutaj :p
"Wytrwałość - nie siła, czy inteligencja - jest kluczem do wykorzystania pełni twego potencjału" - Winston Churchill
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
30 lis 2013, 11:39
Lokalizacja
Poznań

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 34 gości

Przeskocz do