Kiedy to sie skończy ? ;(

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Kiedy to sie skończy ? ;(

przez SCF 10 sty 2014, 23:40
Mijają ponad miesiące od pojawienia się moich stanów lękowych. I z rozpaczą stwierdzam, że jest coraz gorzej, nie ma żadnej prostej, tylko sie pogarsza...

Zaczęło się bezsennością, potem stany lękowe, potem bezsenność minęła, ale przyszła derealizacja + bardzo silne stany lękowe + natrętne nierealne myśli, później stane lękowe minęły i w ich miejsce pojawiły się stany skrajnej rozpaczy. Później jakby remisja objawów, miesiąc względnego spokoju - wycofały się objawy derealizacji, pozostały tylko nieralne myśli + trudności w odczuwaniu radości (natręctwa typu co jeśli nie umiem odczuwać radości ?) i w ciągu tego miesiąca pojawiły się myśli rozpaczy w 3 dni.
We środę miałem kolejną wizytę u lekarza, który zlecił mi dodatkowe badania, w sumie dzień przed tym badaniem byłem już niespokojny (pomimo, że dnia poprzedniego było prawie całkiem normalnie), no i w dzień kiedy miałem do niego jechać, nagle stany lękowe wróciły, wróciły same czarne myśli, chęć płaczu, rozpacz, myślałem że po wizycie bedzie lepiej, ale tylko mnie ta wizyta zdołowała, gdyż lekarz nie postawił mi diagnozy twierdząc, że potrzeba badań i póki co nie wie co mi jest... stwierdził tylko zaburzenia kompulsywno-obsesyjne ale jest w stanie powiedzieć czy to nerwica, chociaż twierdzi, że ma to w moim przypadku bardziej podłoże organiczne.

Jakoś zdołowała mnei ta wizyta, do badań ze 3-4 tygodnie, większość dnia przepłakałem - takie emocje mną szarpały. Kolejny dzień - czwartek problemy ze spaniem, wybudzenie sie przed budzikiem, stany płynącego lęku po obudzeniu i tak trwały od samego wstania z łóżka do pójścia do łóżka w nocy (no może z 1-godzinną przerwą), do tego przygnębienie ale umiarkowane. Koejna noc jeszcze gorsza - pobudka w środku nocy i koniec snu, dziś stany lękowe, potem chęć płakania, silna rozpacz, bardzo silna, ledwo powstrzymywałem łzy, odrealnienie, same czarne myśli, sama ciemność w głowie, mrok.
Niedawno silna rozpacz przeszłą w stan lęku. I zapowiada sie kolejna bezsenna noc.
Ogólnie męka nie daje mi już nawet przerw.
Lęk jak muszę wstać z łóżka, lęk jak musze wychodzić z domu, lęk jak muszę wziadać do autobusu, lęk jak muszę wracać do domu, lęk w każdym momencie dnia lub rozpacz, 100% czarne myśli, bezsenność, jak już sny to często psychopatyczne koszmary o śmierci, chorobach i zabijaniu, odrealnienie, stan silnego napięcia objawiający się jakbym był jakimś transformatorem energetycznym czyli uczucie gorąca i przeszywającego po ciele prądu, drżenie rąk, średnio sie orientuje co sie w ogół mnie dzieje, w głowie chaos i pustka jednocześnie. Paniczne lęki że stracę dziewczynę, natrętne zarzucanie się winą, że z osobą na której mi najbardziej zależy gdy się widzę nie potrafię odczuć radośći tylko towarzyszą mi lęki; myśli, że nic mi nie pomoże, że to jest jak piekło i że mi nigdy to nie minie.
To co sie dzieje ze mną, niestety w dzisiejszym dniu nie ma minuty przerwy od tego piekła...
Wczoraj była tylko nędzna godzina, w nocy też nie daje mi ten potwór spokoju.
Jestem już wykończony, od tygodnia prawie nie śpię...
W dodatku to u mnie postępuje - coraz gorzej z dnia na dzień.
Boję się, że dojdzie do tego, że rzucę się z okna bo tego już nie wytrzymam...
Nie wytrzymam do czasu tych badań
Nie wytrzymam...
Myślenie, że zaraz przejdzie że trzeba przeczekać nie pomaga, bo czekam i czekam i nie przechodzi...
SCF
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
21 paź 2013, 07:17

Kiedy to sie skończy ? ;(

przez ladywind 10 sty 2014, 23:44
SCF, bo samo nie przejdzie , zanim zaczęłam się leczyć przez nerwice nie spalam przez dobre pół roku !! Od tamtej pory zaczęłam przygodę z lekami .
Nic nie zrobisz ,musisz iść do psychiatry po leki aby uspokoić psychikę
Festiwal psiego mięsa? Tak. Podpisując petycję wzrasta szansa na zaprzestanie tego mordu https://secure.avaaz.org/pl/stop_the_pu ... 52&v=76652
Offline
Posty
7567
Dołączył(a)
02 lut 2012, 21:32

Kiedy to sie skończy ? ;(

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 11 sty 2014, 00:00
SCF, wspomniałeś o dziewczynie. Domyślam się, że ona jest dla Ciebie jakąś nadzieją, wsparciem. Czy oprócz niej możesz liczyć na czyjąkolwiek pomoc, czy raczej jesteś pozostawiony sam sobie? Zdaję sobie sprawę, że oczekiwanie na badania jest dla Ciebie bardzo frustrujące, ale niestety bez dogłębnej diagnostyki czasami nie da się nic powiedzieć, a stawiać wątpliwą diagnozę po jednym spotkaniu - chyba nie o to chodzi, prawda? Twoje liczne objawy, o których wspominasz, przywodzą na myśl zaburzenia nerwicowe, ale jaki rodzaj nerwicy to jest - na to potrzeba czasu, no i wyników badań. Mam nadzieję, że uda się Ciebie szybko zdiagnozować i rozpocząć odpowiednie leczenie (terapię i/lub leki). Fajnie, jakbyś w czasie oczekiwania na badania mógł liczyć na czyjąś pomoc, dobre słowo, wsparcie, obecność, z kim mógłbyś porozmawiać albo pomilczeć. Czując wsparcie kogoś bliskiego, znaczniej łatwiej przejść przez trudne momenty. Pozdrawiam!
Psycholog
Posty
7586
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Kiedy to sie skończy ? ;(

przez SCF 11 sty 2014, 00:51
Dziewczyna jest w chwili obecnej moim jedynym wsparciem i osobą do jakiejkolwiek rozmowy.
Bardzo dużo moich lęków jej dotyczy. Chorobliwie sie boje że ją stracę...
Pojawiają się wyrzuty, że znam ją dłużej niż moją porzednią dziewczynę i nie związałem się z nią tylko z inną, z którą zmarnowałem 2,5 roku życia, która ode mnie grami psychicznymi wyłudziła ze 3000-4000 tyś złotych, które sobie zarabiałem.
Z tatą mam słaby kontakt, nie znaczy to że sie z nim nie lubię czy coś, po prostu mamy mało wspólnych zainteresowań, ale bardzo go szanuje.
Z mamą nie gadam, obraziła się 2 tygodnie temu nie wiadomo o co i sie do mnei nie odzywa.
Nie mam takich znajomych którym mógłbym się zwierzyć, dziewczynę nie chcę obarczać, ona też z tego co mi opowiada ma nerwicę, tylko że na lżejszym etapie, ale też ma natrętne obrazy, nierealna myśl, napady rozpaczy, nie ma stanów lękowych i odrealnienia.
Bardzo ciężko mi uwierzyć, że przejdzie mi strach przed myślami pozbawionymi sensu, nie potrafie sobie tego wyobrazić.
W ogóle dziękuję za pomoc. Za odpowiedzi.
Piszę po forum i może sie powtarzam, ale to mi trochę pomaga, bo tak jak słusznie zauważyliście nie mam komu sie wygadać.
Tak po prawdzie widzę, wcześniej nie było dobrze... wprawdzie nie było źle, ale też miałem natrętne myśli, wiecznie się czymś zamartwiałem. Zaczęło się we wrześniu 2012 problemami z libido. To był początek zamartwień i natręctw tak na prawdę...
SCF
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
21 paź 2013, 07:17

Kiedy to sie skończy ? ;(

Avatar użytkownika
przez pysiunia 11 sty 2014, 01:47
SCF, Irracjonalne lęki, natrętne myśli są bardzo dokuczliwe. Często jest tak, że obniżony nastrój i lęki pojawiają się one po długotrwałym stresie.
Na początku nerwicy też miałam takie odczucie, że mój stan psychiczny szybko się pogarsza, głowa podsuwała mi same czarne scenariusze. Wpadałam w dziwny stan, odczuwałam smutek i beznadziejność. Chodziłam od lekarza do lekarza i nikt nie wiedział co mi jest. Z powodu cierpnięcia połowy głowy wylądowałam w szpitalu i okazało się, że mam nerwicę.
Nie mogłam sobie znaleźć miejsca, ani skoncentrować się na czymś nawet na chwilę /wszystko mnie denerwowało/.
Poszłam do psychiatry, dostałam lekarstwa, które zaczęły działać dopiero po ok. miesiącu.
Teraz już wiem, że nie warto czekać, aż nasz stan się bardzo pogorszy. Iść wcześniej do lekarza po lek, brać go dopóki nie wyciszymy się, a potem - gdy będziemy czuć się silniejsi - odstawić go.

Tymczasem uspokajaj siebie, wyciszaj... Zajmij czymś swoje myśli. Wtedy czas do badania zleci Ci szybciej.
Jeśli będziesz miał postawiona diagnozę - warto udać się na psychoterapię. Ja długo z nią zwlekałam. Myślałam, że poradzę sobie bez niej.
Zawsze bądź sobą, wyrażaj siebie, wierz w siebie, nie szukaj udanej osobowości i powielaj jej.
Jestem sobą, bo oryginały są więcej warte niż kopie :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
277
Dołączył(a)
14 mar 2010, 12:48
Lokalizacja
Poland

Kiedy to sie skończy ? ;(

przez SCF 11 sty 2014, 11:33
No właśnie, wszyscy piszą, że nerwica pojawia się po długotrwałych problemach lub jakieś traumie. A u mnie tak nie ma :(
Tzn. było tak, że tak jak mówie frustrowałem się bardzo obniżonym libido, do tego poprzednia dziewczyna mi strasznie z tego powodu dokuczała po czym zerwała ze mną oskarżając mnie o aseksualizm albo homoseksualizm... Fakt, że czasem miałem poczucie że nie jestem pełnowartościowym facetem, ale nie było to jakieś prześladowcze, tylko przychodizło od czasu do czasu, z frustracją że nie mogę odczuć podniecenia lub odczuwam bardzo rzadko. Poznałem kolejną dziewczynę (tę obecną) i jako, że byłem (i jestem) jej pierwszym chłopakiem to miała ona silne pragnienia seksualne. Dużo o tym gadała. Ja w domu wpadałem w doły, panikowałem co mam robić, że taka fajna dziewczyna, tak mi z nią dobrze, a z powodu spraw seksualnych mnie rzuci jak tylko sie dowie że mam z tym problemy, a nawet jeśli te problemy przejdą to pewnie też mnie rzuci bo nie zaakceptuje moich nieco innych upodobań w tej sferze. Z 2 tygodnie mnie to ostro męczyło, fakt że były dni lepsze i gorsze, jednak często wpadałem w rozpacz. Byłem u seksuologa, wywaliłem sporo pieniędzy, on tylko powiedział, że mam odmienne upodobania, ale to nic, jeśli partnerka je zaakceptuje to nie ma problemu, ale do tego zaczął mnie straszyć, że upodobania to u niektórych osób lubią ewoluować. Dodatkowo polecił mi, żebym o części swoich upodobań lepiej zapomniał, bo kobieta może "mi ich nie wybaczyć" i to ją może odstraszyć. Co do braku libido, stwierdził że nie wie co mi jest, badania w porządku to zrzucił sprawę na psychikę, dodając, że jest psychoterapeuta seksuolog, ale 200 zł za wizytę i on sam (ten lekarz) nie wierzy w psychoterapie. Takża wizyta u niego zamiast mi pomóc, mocno mnie dobiła.
Jedni mi radzili jej sie przyznać i nie oszukiwać, inni kazali nic nie mówić, bo może mi sie poprawić i unormować ta sfera jak z nią spróbuje. Zaczęły mi dochodzić silne wyrzuty że nie jestem z nią szczery, że ją oszukuję, że to i tak wyjdzie. Ale w zasadzie po drugim razie jak spróbowałem jakby ktoś mi przekręcił zawór w tym ośrodku i mocno mnie pobudził, tak, że z braku libido zrobiło się tak silne jakiego nigdy nie miałem. Jednak pojawił się znowu strach, a co jeśli ona nie zaakceptuje moich odmiennych upodobań, przecież tyle osób mi mówiło, że jak seksualnie ludzie są niedopasowani to związek nie ma sensu...
Potem zacząłęm się obawiać, co jeśli moje upodobania wyewolułują w jakieś skrajne na które nikt się nie zgodzi ? Pojawiły się wyrzuty że jej nie mówie o tym, że może ma prawo wiedzieć, że może moje upodobania zostaną uznane za chore przez wiele osób, w tym przez nią. Męczyło mnie to i to dość długo, jednak nie było to jakoś szczególnie dokuczliwe, ale długo się tym przejmowałem - jakoś od lipca do końca sierpnia.
Później problem sam się rozwiązał, gdy dziewczyna wyjawiła swoje nietypowe upodobania w tej sferze i które okazały się takie jak moje, że do siebie pasują, że ona chce tego samego. Wtedy zrozumiałem, że w tej kwestii już nie mam się czego obawiać, że ten problem został zakończony miałem już libido i nie musiałem obawiać się o akceptacje.
Oczywiście zaraz po tym pojawiła mi się obawa, co jeśli mi to libido znowu zniknie i go nie będzie rok czasu, oczywiście zniknęło, aczkolwiek powracało potem znikało, potem w październiku wróciło. Później zacząłem się zamartwiać tym, że kilka dni mam słabe libido praktycznie wcale go nie ma, a kilka kolejnych jestem strasznie pobudzony, nadmiernie, bez żadnych przyczyn - wtedy pojawiła się u mnie wątpliwość czy to na pewno psychika.
Ja dziewczynie w końcu opowiedziałem o swoich lękach dotyczących tego tematu, ona o dziwo powiedziała, że dla niej to nie jest potrzebne, że nic się nie stanie jak je utracę. No ale strach że ona odejdzie przemienił się w strach przed utratą czegoś co mi sprawia taką przyjemność.
Pewien dzień, który zakończył zamartwianie się sprawami seksu, rozpoczął stany lękowe i wkręcanie się w nie.
A było tak, że kochaliśmy się, aczkolwiek, jakoś tak na samym początku gdy pojawiło się u mnie silne podniecenie, zaraz taki impuls uderzył mnie do głowy, który ciężko mi nawet opisać, coś jakby takie natrętne uczucie lęku i lęk przed tym że to uczucie zabierze mi przyjemność i bedzie ją zawsze w tej sferze zabierało. Tym razem tak się stało, że faktycznie natręctwo mnie trzymało cały ten czas i znacznie obniżało odczuwanie przyjemności. (Równolegle do tego zdarzenia zaczęły się problemy ze snem. Tzn poprzedzały je o kilka dni). Po tym bardzo się zasmuciłem, odczułem taką rozpacz, że teraz będzie mnie to męczyło, że za każdym razem jak bede chciał mieć przyjemność z tych spraw to tak bedzie mi się działo, że nic z tym juz nie zrobię i że mam wspaniałą dziewczynę, w dodaku w sferze seksu się 100% dogadujemy, mogą się spełnić wszystkie moje fantazje, a będzie mnie męczyło nie wiadomo co co mi nie da z tego radości. Dzień później byłem jeszcze bardziej przybity, pomyślałem sobie, że skoro przy tej czynności mnie coś męczy to może niech zacznie mnie męczyć też na codzień - i bach! Zaczęło. Pojawiły mi się obrazy z tamtych czynności które robiliśmy, uczucie rozpaczy że tyle od losu dostałem a się tym nie bd umiał cieszyć, uczucie smutku, myślenie o stanach lękowych. Pojawił się stan niepokoju. W kolejne dni nie umiałem w ogóle spać, pojawiły się takie doły - a to był weekend.
Pomyślałem sobie, że to nic, że przejdzie, że spotkam się z dziewczyną, że pojadę na uczelnie (razem studiujemy) to o tym zapomnę i jakoś to będzie. Zaczałem właśnie w ten weekend odwiedzać fora o nerwicy, które jak zacząłem czytać, się potwornie załamałem, ale później sobie pomyślałem, że ja tak nie musze mieć jak oni, że u każdego jest inaczej.
Poszedłem na uczelnię po weekendzie i ucieszyłem się, że bede gadał z ludźmi, bede gadał z dziewczyną, to zapomne o tym i bedzie lepiej, gdy nagle myśl a co jeśli nie bede umiał o tym zapomnieć ?
Nagle uczucie lęku, potem lęk minął. Na zajęciach gdzie powinienem być skupiony czułem się spokojny, nagle jakby z nieba atak czarnych myśli i 100% pesymizmu który trwał 20 sek, chciałem go wyrzucić z głowy, minął. 3 minuty były ok po czym znów to samo - atak czarnych myśli. Tak się męczyłem i walczyłem z tym godzinę po czym już nie dałem rady i dałem sobie z tym spokój. Znowu dół i smutek, że bedzie z tym problem. Wieczorem jednak mi sie poprawił nastrój. Następny dzień był w porządku, aczkolwiem przewinęły mi się myśli, a co jeśli przy każdej czynności którą lubię zaczną mnie męczyć takie natręctwa że nie bd umiał się tymi czynnościami cieszyć ? Jednak szybko to zbiłem myśląc, że to niemożliwe, żeby tak było.
Kolenjy dzień fatalny bo nieprzespana noc- całą noc silne napady lęku. Dzień ten fatalny, napady czarnych myśli, derealizacja, uczucie prądu przechodzącego po ciele, uczucie osłabienia - taki stan trwał ze 4 godziny, po czym przemienił się w doła, wieczorem się poprawiło. I tak od tamtej pory obawiałem się takich stanów jak ten, ale były dni że było w porządku, mimo obaw nic takiego nie przychodziło. Taki stan lękowy pojawił się może raz ? Potem już było jakiś czas spokojnie (problemy ze spaniem były ale już łagodniejsze) martwiło mnie tylko, że moge znów 4 godziny wpaść w taki stan. Potem cudowny (przedostatni weekend listopada) weekend, który zakończył się w niedzielę wieczorem lekkim stanem lękowym, który jednak ustąpił. W nocy z nd na pn, dziwny irracjonalny sen w którym uświadomiłem sobie że nie może to być jawa, chciałem się wybudzić no i wybudziłem się, tylko nie było to takie przebudzenie się gwałtowne tylko jakieś takie dziwne, w dodatku było ciemno na dworze, a ja odczuwałem bardzo silny lęk i nie wiedziałem co się ze mną dzieje, zacząłem panikować, że może to dalej sen. Było mi aż gorąco. Potem napadowy strach "a co jeśl się obudze z tego świara, jeśli to wszystko to sen ?". Jakoś lęk minął, widziałem się z dziewczyną tego dnia, od rana do popołudnia, trochę się wyciszyłem. Wieczorem tego dnia napady lęku, ale też wyciszyło się. Następny dzień, seria napadów lęku uczucia palenia ciała prądu po całym ciele, silny strach że aż mnei paraliżowało, że byłem sztywny. Silny lęk, że się obudzę. Pod wieczór lęki się nasiliły już argumentacje przestały mnie uspokajać, bo np moja mama mówiła mi żeby przestał sięnakręcać, że mi minie, to pojawiła się myśl: "a co jeśli nie minie, jeśli się myli", próbowałem mysleć wtedy: "no ale musi minąć, przecież to jest logiczne, że jak było dobrze to musi być kiedyś dobrze" na co myśli: "a co jeśli logika nie istnieje, co jeśli białe nie jest białe, co jeśli mi się wydawało, że było dobrze ???" Nie umiałem już dalej argumentować, przerażały mnie te wątpliwości, wpadłem w silny lęk, zeztywniałem i nie umiałem się ruszyć - KOSZMAR. W nocy jeszcze gorzej, ja nie wiedziałem co się ze mną dzieje, czułem, że mam odlot... Byłem wtedy tylko ja, silne lęki - taki potwór, czarne myśli - ciemność. PRzemęczyłem tę noc. Następny dzień podobnie od rana do południa silne lęki, te myśli, poczucie że z nimi nie wygałem i nie umiem ich zwyciężyć. Potem jakoś się uspokoiłem, jednak umówiłem się do psychiatry na wizytę, która była następnego dnia, on umówił sięze mną na kolejną wizytę, żerby zlecic badania. Wieczoru tamtego dnia było już lepiej, wrócił mi dobry humor, jednak kolejny dzień - koszmar, rano stany lęku z krótką przerwą w której było lepiej, potem derealizacja, byłem tego popołudnia z dziewczyną, kiedy żeśmy się pod wieczór rozeszli, doszły silne stany lękowe, wwszystko wydawało mi się dookoła mroczne, straszne, przerażające, z lęku uczucie palenia całego ciała. Wtedy późnym wieczorem nawet intensywnie ćwiczyłem ale nie pomogło to. Kolejny dzień - weekend odrealnienie, depresyjne stany, jednak o dziwo bardzo dobrze spałem w tamte dni. W niedziele wieczorem wrócił dobry humor i następnego dnia było już stabilniej, chociaż byłem przerażony poprzednim tygodniem. Kolejny dzień jeszcze lepszy (to był ostatni tydzień listopada), chociaż też nie najlepiej było, kolejny dzień - silny stan depresyjny, potem jakoś to się stabilizowało, tzn to co pisałem na początku: znikneły stany lękowe, zacząłem dobrze spać, zniknęło odrealnienie, pozostały tylko problemy z tymi myślami, i przy odczuwaniu jakiejkolwiek przyjemności - pojawiały się te natrętne uczucia lęku i obawy że ten lęk mi będzie każdą dobrą chwilę zabierał. Były momenty nadmiernie dobrego nastroj aż euforii, pojawiły się dni gorsze, gdzie wszystko mnei denerwowało ale ogólny bilans na grudzień był w miarę ok, gdyby nie te natręctwa i mysli które w gruncie rzeczy były ale nie jakoś szczególnie nasilone byłoby cudownie.
NO i do teraz, gdzie znów zaczęło się pogarszać, gdzie wczoraj nawet rozmową z kimś nie umiałem siętego pozbyć, zajmowaniem się czymś na 100% nie pomagało mi się od tego oderwać... Ogólnie popadłem w stan gorszy niż wtedy pod koniec listopada. Nic mi nie pomaga żeby zapomnieć, nie mam ani na sekunde pozytywnych myśli, źle śpię, nie mam w ogóle libido, nie mam apetytu, wszystko wydaje mi się czarne ponure, chciałbym zniknąć, zapomnieć, nie myśleć etc.
Opisałem jak to się zaczęło, wydaje mi się że nie było więc żadnych problemów z których mogłoby to wyjść, zwłaszcza że te problemy co były to się rozwiązały.
Wtedy miesiąć temu lekarz zapisał mi silny lęk przeciwlękowy, ale wydawało mi się wtedy że na 2 wizycie bede miał już od razu badania, że nie bd na nie musiał czekać dodatkowo, i że skoro lek ma działać po miesiącu od brania to nie bd go brał (tymbardziej że na ulotce były 2 strony efektów ubocznych, które wydały mi się o wiele gorsze niż to co mi się działo, poza tym opinie też nie za ciekawe, do tego strach, że jeśli lek mi nie pomoże to już nie bedzie dla mnie nadzieji no i też skoro się poprawiło to po co było go brać), poczekam do tych badań i potem bede miał opdowiednie leczenie. Teraz mam nieaktualną receptę, z lekarzem żeby się skontaktować musiałbym czekać długo na wizyte lub płacić dużo kasy, także choćbym chciał to leku nie wezme...
Piszę też tyle, bo troche mi to daje ulgę, małą bo mało, ale zawsze jakąś....
NAprawde czuję silne cierpienie, którego nie umiem nawet dokładnie sprecyzować, ale to jest takie straszne... :(

-- 11 sty 2014, 14:21 --

Jeszcze chciałem zapytać kilka rzeczy, nie wymagam że ktoś bedzie czytał tamten bełkot...
Ladywind powiedziałaś, że samo nie minie. Ale ja kompletnie nie rozumiem tego, bo dużo z was co siedzi w tym temacie mówi to samo, tylko jedno zaprzecza drugiemu bo z jednej strony mówi się że samo nie minie, że psychoterapia. Na stronkach medycznych opisane jest, że psychoterapia pomaga znaleźć źródło nerwicy i dzięki temu pozbycie się jej. Ale z 2 strony wszyscy też piszą, że terapia polega NIE na szukaniu źródła, tylko na metodach radzenia sobie z nerwicą. I co słyszę, to tylko że trzeba sobie zdać świadomość, że to tylko nerwica, że to tylko myśli, jakieś wizualizacje, kilka osób mi mówiło, że atak nerwicy trzeba przeczekać i sam przejdzie a jak si niebedzie nakręcać to nie bedzie powracać.
No to jak się ma stwierdzenie że samo nie minie do tego, że trzeba przeczekać, albo że trzeba się jej przestać bać. Ja tego kompletnie nie rozumiem :(
Jak rozmowa z 2 osobą ma ma mi pomóc ?
Dlaczego więc bierze się tyle osób, którym kilkukrotne psychoterapie nie pomagały ? Znam osobiście 3/3 przypadki, którym po przejściu przez terapie grupowe i indywidualne nie przeszło, dalej mają natręctwa, lęki, fobie, z których jedną jestem w stanie zrozumieć, bo mieszka w patologicznym domu, ale pozostali mają sielankę.
Bo jeśli terapia będzie polegała na tym, że tereapeuta będzie mi mówił "to tylko nerwica, nie ma sie czego bać" to mi to nie pomoże takie gadanie :(

Drugie moje pytanie, czy można nazwać natrętnymi myślami wiarę w te wątpliwości ?
Bo u mnie to nie jest tak, że przychodzi myśl jakby nie moja i ona mnie straszy. U mnie to są moje myśli, ja sam świadomie mam takie mysli i takie nierealne wątpliwości. Bo z opisów ludzi wynika, że im jakieś mysli przychodzą same tak jakby z góry... U mnie tak nie jest, u mnie po prostu sie to zaczyna jak zaczynam o tym myśleć, problem polega na tym, że chciałbym nie mieć takich wątpliwości i cieszyć się życiem.

Kolejne moje pytanie, czy brak apetytu, problemy ze snem, to że ciągle płaczę do poduszki, potrafię cały dzień siedzieć i gapić się w ścianę, to też nerwica ? :(
Albo ciągle powracający ból ze wspomnieniami, kiedy cały ten horror nie nadszedł, kiedy było lato, były długie dni i ciepło i kiedy ja normalnie sobie żyłem...
Uczucie rozpaczy jakbym stracił całą rodzinę - to też jest nerwica ?

-- 11 sty 2014, 14:25 --

Ostatnie moje pytanie: czy powinienem dziewczynie powiedzieć w 100% co sie ze mną dzieje ?
Nie chce jej przestraszyć, ale kiedy tak mi sie dzieje, to ja zaczynam sie gapić w ściane bez ruchu, gadam w spowolnionym monotonnym tępie, nie umiem ukryć, że jest wszystko ok, bo nie jest....
Ale też nie chce jej okłamywać, że wszystko ze mną w porządku :(
SCF
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
21 paź 2013, 07:17

Kiedy to sie skończy ? ;(

Avatar użytkownika
przez pysiunia 11 sty 2014, 20:53
SCF, Wg mnie - to co przeżywasz to silny lęk. Długo odczuwałeś i ciągle odczuwasz stres związany z Twoim libido. Zamartwiasz się tym i to Cię nakręca. Cała Twoja uwaga nastawiona jest na to, jak się czujesz, co odczuwasz.
Smutek, płacz, gapienie się w ścianę może oznaczać stan depresyjny. Nie wiem, jak długo to trwa ?

Zbyt bardzo zależy Ci na libido. Dla facetów to bardzo ważna sprawa. Im bardziej boisz się faktu, że znowu libido może obniżyć się -> tym bardziej się stresujesz, odczuwasz lęki, a może nawet ataki paniki.
Im bardziej będzie to dla Ciebie najważniejsza sprawa, tym bardziej będziesz żył pod presją, ze stresem i lęk będzie się jeszcze nasilał.
Odpuść. Niech libido dla Ciebie nie będzie najważniejszą sprawą. Będzie tak jak ma być, nic na to nie poradzisz.
Gdy mniej będziesz o tym myśleć i nie będzie to dla Ciebie najważniejsze - tym "nerwy" zaczną powoli odpuszczać.

Zajmij się jakimś sportem, np. jazdą na łyżwach, pływaniem. Zapomnisz o problemach chociaż na chwilę, w wysiłku fizycznym napięcie, stres i lęk trochę odpuści.Na razie nie mówiłabym dziewczynie o tym.

Poczekaj jeszcze trochę. Jeszcze będziesz miał czas Jej o tym powiedzieć.
Zawsze bądź sobą, wyrażaj siebie, wierz w siebie, nie szukaj udanej osobowości i powielaj jej.
Jestem sobą, bo oryginały są więcej warte niż kopie :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
277
Dołączył(a)
14 mar 2010, 12:48
Lokalizacja
Poland

Kiedy to sie skończy ? ;(

przez SCF 11 sty 2014, 22:06
Ale kłopot w tym że w pewnym momencie przestałem się przejmować libido a zacząłem swoimi stanami lękowymi.
Chociaż może faktycznie stany lękowe, natręctwa, zaczęły się od tego libido, bo jednak problem był dość przewlekły...

W tej chwili ja tylko bardzo chce odzyskać równowagę psychiczną, chce nie odczuwać lęków, chce odczuwać radość, ale nie potrafię...
Próbuję ale sie nie da... :(
Chce być silny, ale nie umiem.
Już nawet zaakceptowałbym ataki lęków, gdyby trwały one tylko określony czas w ciągu dnia, zaakceptowałbym te natrętne myśli, ale wszystko razem skumlowane tego już nie potrafie przeboleć...
Taki stan mam od wtorku. W poniedziałek był niemalże normalny dzień. We wtorek pojawiły się stany napięcia, ale nie trwały cały dzień, w środę pojawił się ten moment co zacząłem mieć takie stany depresyjne i to zaczeło się pogarszać do dziś tylko wcześniej wieczory były normalne, a teraz wieczory też są czarne i ponure.

Kiedy mam te stany w domu to jeszcze jakoś to znoszę, ale kiedy je mam gdy spędzam wolny czas z moją dziewczyną to chce mi się płakać, bo tracę swoje najlepsze chwile. W ogóle ten okres miał być najpiękniejszym, ale jest udręką... Nie mam żadnych praktycznych problemów, i nie umiem się tym cieszyć, a tak bardzo bym chciał, tak bardzo boli mnie, że mi to ucieka a ja nie moge tego zatrzymać i się tym cieszyć. Tyle już dni które miały być rewelacyjne mi uciekło będąc koszmarnymi...

A stan depresyjny może wynikać z nerwicy ?
SCF
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
21 paź 2013, 07:17

Kiedy to sie skończy ? ;(

Avatar użytkownika
przez pysiunia 11 sty 2014, 22:24
SCF, Twoje złe samopoczucie i stany lękowe nie wzięły się z nikąd. Jeśli przeżywaś długi stres, zamartwiałeś się, skrywałeś negatywne emocje - to po jakimś czasie musi to "wybuchnąć", znaleźć ujście. Stąd lęki, obniżony nastrój.
Lęki i obniżony nastrój powoduje, że wolisz przebywać w domu, izolować się od ludzi.

Na priv podesłałam Ci link do artykułu, który - mam nadzieję - pomoże Ci zrozumieć lęki i radzić sobie z nimi :)
Zawsze bądź sobą, wyrażaj siebie, wierz w siebie, nie szukaj udanej osobowości i powielaj jej.
Jestem sobą, bo oryginały są więcej warte niż kopie :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
277
Dołączył(a)
14 mar 2010, 12:48
Lokalizacja
Poland

Kiedy to sie skończy ? ;(

przez SCF 12 sty 2014, 11:07
Dziękuję wam za linki. Poczytałem tę historię. Niestety do mnie ona w ogóle nie przemawia. :(
Nie mam momentów i miejsc gdzie czułbym się lepiej. Po przebudzeniu momentalnie odczuwam silny lęk, to nawet powiem, że lęk odczuwam we śnie, że lęk mi towarzyszy przy wybudzaniu. Miesiąc temu w momencie pogorszenia stanu pomagało zajęcie głowy: rozmową, sudoku, czytaniem książki. Wieczorami wtedy poprawiał się mój stan, na ten okres pogorszenia ogólnego stanu wtedy miałem ostoję w spaniu, po prostu kładłem się zasypiałem i nawet gdy obudziłem się w nocy to czułem się spokojny, niestety obecnie budzę sie co 2 godziny z silnym lękiem, który odczywam tak jakby ktoś mnie prądem raził. Cały roztrzęsiony chodzę. Teraz nie pomaga oglądanie telewizji - patrzę w ekran i nie wiem o co chodzi, czytam książkę - widzę litery a nie wiem co czytam, rozmawiam - średnio kontaktuję w tej rozmowie, rozkojarzam się. Ćwiczę - jeśli robię to bardzo intensywnie to przestaję myśleć, ale momentalnie po zakonczeniu ćwiczeń cały ten potwór uderza z powrotem.
Nie umiem odczuć nadziei, czuję, że moje życie uległ zakończeniu, całe wspomnienia urwały sie z teraźniejszością, bo teraźniejszość to ciemność. Nie mam ani na moment pozytywnego myślenia, ani jenej pozytywnej myśli, tylko sie pogarsza z godzint na godzine, bo dziś jest zdecydowanie gorzej niż było wczoraj, a wczoraj było gorzej niż w piatek, w piątek było gorzej niż w czwartek itd.
Ja tak dłużej nie wytrzymam, gdyby nie to że boje się śmierci, rozważałbym odebranie sobie życia... :(
To nie jest zwykła frustracja, czy napięcie, to jest silny koszmarny lęk połączony z bezradnością, brakiem nadzieji który otwarzyszy mi cały czas, nawet we snach.
Jestem spowolniony i decyzja żeby iść do łazienki zajmuje mi 3 godziny... Zanim zdecyduję się zjeść to to samo, chociaż najchętniej bym nie jadł, nie pił, nic nie robił, wziął tone tabletek na sen....
W artykule jest opisane, że ta osoba odczuwała ostoję w domu, ja swojej ostoi nigdzie nie mam, czuję że wszędzie jest to samo...
Poza tym wbrew waszym opisom ja nie miałem napadu paniki po którym się bałem, że ona wróci, ja cały czas mam koszmarny stan, któego nie chcę, więc nawet nie muszę się go bać że przyjdzie bo on jest cały czas. Pierwsze epizody nerwicowe były takie, że taki stan dostałem na kilka godzin, teraz mam tak bez przerwy...
Ja już ppadam w ataki szału bo nie daję rady...

-- 12 sty 2014, 11:31 --

Może mi się tak pogorszyło przez moją matkę, bo zacząłem dostrzegać jaka ona jest, a jest osobą "wszystko sobie", na mnie zawsze skąpiła, a dla siebie nigdy niczego nie żałowała, na ciuchy nie dostawałem od dawna kasy, na bilet miesięczny etc. nie interesuje ją za bardzo czy jak jadę na uczelnie to mam co zjeść czy nie mam, a jeżdzę często na cały dzień...
Za tego psychiatre też naściemniała mi, że zapłaci mi połowę kwoty, a drugą połowę wyłożę ze swoich po czym jak przyszło co do czego to powiedizała: "zapłać sobie sam, ja ci póxniej oddam" tylko że taka gadka kończy się potem zbywaniem i trudnościami w pozyskaniu pieniędzy o które jakbym się długo nie upominał to bym w ogóle nie dostał. A za psychiatre dostałem pieniądze, bo mój tata sie zorientował i nawrzeszczał na moją matkę, że z jakiej racji ja mam sobie sam płacić.
Za alergologa też musiałem sobie sam płacić...
Dopiero zacząłem się upominać, jak mi dziewczyna uświadomiła, że to nie jest normalne i że ona ma mi oboowiązek dawać pieniądze na tak ważne rzeczy, a to co se zarobie to powinno być na moje wydatki a nie na ubrania, leki, jedzenie na uczelni, zeszyty, bilet etc...
Zauważyłem że moja matka jest naprawdę nie w porządku. Rodzice dziewczyny też nie są do końca w porządku tylko że w zupełnie innych sferach. Teraz 2 ttygodnie temu się na mnie obraziła, o jakąś głupią rzecz o którą moim zdaniem normalny człowiek by się nie obraził, bo ja nic złego nie zrobiłem, a raczej zrobiłem coś nie po jej myśli. I sie nie odzywa, nawet mi życzeń na nowy rok nie złożyła... :(
Ja nic złego nie zrobiłem, a sie zachowuje tak jakbym ją okradł i chciał zepchnąć ze schodów :(
Ale ostatnio odczuwam do niej nienawiść
Bo niby z jednej strony zależy jej na moim dobru, z drugiej jakoś tego nie widze. Ciągle mi gada, że po co mam sie wyprowadzać, że moge z nią mieszkać, żebym zrobił sobie dodatkowy kierunek studiów. Mam na oku pracę po studiach, to oczywiście jej niezadowolenie, że po co tam bede pracował, że to daleko i musiałbym wynajmować mieszkanie... :/
Niby mnie chwali w niektórych rzeczach , ale z 2 strony potrafi dogadać że tego nie umiem tamtego nie umiem, do tego sie nie nadaje. Np auta mi nie daje żebym pojeździł bo mi ciągle gada, że ja nie umiem jeździć, że mam sie nauczyc jeździć to wtedy mi da auto, tylko ciekawe jak mam sie nauczyć jeździć.
W chrzest mojej bratanicy, moja matka wymyśliła cudowny pomysł żebym kupił prezent za 250 zł. Tymczasem ja od mojego chrzestnego na komunię dostałem głupie 150 zł w kopercie, mimo że pracuje i bardzo dobrze zarabia, a ja nie pracuje a miałem taki prezent kupować. Oczywiście powiedziałem że nie bede kupował prezentu i nie zrobiłem tego. Też moja matka stosowałą wtedy argument że poptrzedniej dziewczynie dałem tyle kasy, a tu nie chcę dać głupich 250 zł.
Mój tata też nie był do końca w porządku bo przez 4 lata nie robił, nie pracował, siedział se w domu, wtedy myślałem też że mama nie daje bo nie ma bo tata nie pracuje, tak z resztą ciągle mi mówiła, że przez ojca nie masz na podstawowe rzeczy i musisz sobie sam płacić.
Tata zaczął jakimś cudem dziwnym pracować we wrześniu tego roku, ale moja mama dalej skąpi pieniądze jak skąpiła - nic sie nie zmieniło :(

-- 12 sty 2014, 11:45 --

Do tego podsyca mnie lęk, że na tyle mi się pogorszy mój stan że wyląduje w zakładzie zamknietym (a niestety słyszałem o kilku przypadkach osób z nerwicą które były hospitalizowane przez kilka miesięcy). A rodzice mojej dziewczyny w tej właśnie kwestii są nie w porządku, że mają pogląd, że facet musi być silny, musi dobrze zarabiać etc. Jeśli trafię do zakładu, albo na tyle mi sie pogorszy że nie bede umiem sie ruszyć z łóżka to to wyjdzie, to zawalę sesję na studiach, to zawalę ważną pracę mgr, to stracę dziewczynę, na pewno ją stracę..
Każdy by się przeraził jakby się dowiedział, że jego partner jest w psychiatryku albo ma coś z głową i nie wychodzi z domu...
Do tego zaczęłiby ją przeciw mnie podsycać jej rodzice...

Może to są powody moich lęków, może to wywołuje moją nerwicę, chociaż wydaja mi się one i tak zbyt błahe w porównaniu z problemami ludzi którzy dostali nerwicy i znacznie mniejszym nasileniu niż ja.
SCF
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
21 paź 2013, 07:17

Kiedy to sie skończy ? ;(

przez Mafju88 14 sty 2014, 09:49
SCF miałem kiedyś bardzo podobnie, a z nerwicy wyszedłem (3 lata leczenia). Masz silne lęki i musisz zacząć leczyć nerwicę. I wydaje mi się, że to normalne gdy dosięga ona wszystkich najważniejszych dla Ciebie obszarów życia. Przez to po prostu trzeba przejść ale tragedii nie ma, mimo, iż tak Ci się wydaje.

3maj się pozdrawiam
I'll be where the eagles flying higher and higher
Offline
Posty
647
Dołączył(a)
20 gru 2007, 11:51

Kiedy to sie skończy ? ;(

przez SCF 14 sty 2014, 14:10
Ale leczenie lekami czy terapią ?
Czy po leczeniu przestanę się bać tego czego teraz się boję czy zmieni sie moje myślenie i podejście do życia ? Co się zmieni ?
Czy wyleczona nerwica oznacza, że jej już nie ma i nie będzie i żyje się 100% normalnie ?
We mnie nawet wywołuje lęk że zmieni mi się stan świadomości, chociaż chcę żeby się zmienił.
SCF
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
21 paź 2013, 07:17

Kiedy to sie skończy ? ;(

Avatar użytkownika
przez smutna82 14 sty 2014, 15:32
Scf,jestem w podobnym stanie .
nigdzie nie czuje sie bezpiecznie,ciągle odczuwam irracjonalny lęk,budzę sie w nocy w strachu.
biore leki od 6 dni,narazie poprawy brak.
a na jakie ty badania czekasz??
citalopram 40 mg---> 9 styczen
Avatar użytkownika
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
04 gru 2013, 16:42

Kiedy to sie skończy ? ;(

przez SCF 14 sty 2014, 16:15
Miałem dziś badanie EEG. Bo wg psychiatry mogę to mieć na podłożu organicznym (miałem padaczkę skroniową). I za 2 tygodnie mam wizytę psychologiczną, która ma na celu diagnozę (sam nie wiem czego). Ogólnie nie zostałem zdiagnozowany. Lekarz nie użył słowa "nerwica", tylko że mam objawy silnych zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, niewiadomego na razie pochodzenia. A wg jego teorii mogę mieć zaburzenia emocjonalne na podłożu organicznym. A jakie leki bierzesz ? Co ci mówił lekarz ?
Od godziny hmm... 12 ? tak w jednym momencie opadły mi silne lęki, tak jakby odpłynęły, więc mam trochę ulgę od tego czasu. Dalej mam podły nastrój ale nie jest on taki psychotyczny jak był. Ja mam przepisane 2 leki, jeden antydepresant i drugi benzodiazepina. W sumie jakoś boję się je brać, bo boję się że nie pomogą. Jesli bierzesz antydepresant, to z tego co się orientuję pomoże ci dopiero za ok miesiąc.
SCF
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
21 paź 2013, 07:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 13 gości

Przeskocz do