Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez hania33 10 wrz 2013, 12:55
Saraid,

Dziękuję bardzoo..staram się.
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Saraid 10 wrz 2013, 12:59
hania33, Dużo optymizmu zyczę .
Obrazek
Saraid
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez michalb 10 wrz 2013, 13:09
Drogie Panie czy macie też tak z tym oddechem, że: mimo tego iż oddychacie swobodnie nosem odczuwacie potrzebę brania głębszych oddechów ustami co chwilę, których do końca nie można wziąć po płuca i przepona (brzuch) są już pełne (ściśnięte) a Wy nadal macie uczucie braku powietrza przez co powstają te tzw. duszności?
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
31 sty 2013, 12:33

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez hania33 10 wrz 2013, 13:12
michalb,

Ja mam tak ciągłe...jeszcze mnie płuca bolą później..

-- 10 wrz 2013, 13:13 --

Saraid,


Staram się..z pesymizmu musi w końcu optymizm powstać.. :yeah:
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez michalb 10 wrz 2013, 13:16
Z jednej strony jest to pocieszające dla mnie, że nie jestem sam ale z drugiej mogło by nam to przejść bo jest to dosyć męczące i wku...
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
31 sty 2013, 12:33

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez hania33 10 wrz 2013, 13:30
michalb,

Mnie meczy ponad 10 lat, jakoś zyje z tym..no jest wkurzające i to bardzo...gdyby nie to bym mogla zyc normalnie.
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Saraid 10 wrz 2013, 13:40
michalb, bywa też i tak :bezradny: ale co tam przepędzimy to wszystko :mrgreen:
hania33, no jasne że tak :mrgreen:
Saraid
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Myleen 10 wrz 2013, 14:01
nerwa napisał(a):Myleen, , Ja pracuje, i z doswiadczenia moge powiedziec - ze im wiecej roboty tym mniejsza nerwica. A im wiecej czasu na myslenie - tym objawy gorsze...


Miałam podobnie...

Kiedyś potrafiłam pracować 7 dni w tygodniu + studia, ale wtedy nie miałam lęków, albo bagatelizowalam je. Sama nie wiem, zwalalam to na stres, ze to normalne. Stres i przemęczenie znalazły ujście w bardzo brzydki sposób. Wiecie, ze ja nawet nie umiałam płakać? W końcu sie czara przepełnila. I tak jak byłam zawsze wszędzie tak nie wychodzilam z pokoju tygodniami. Minęlo tyle czasu, nagle sie obudzilam, że w moim CV jest wielka dziura, a ja tak na dobra sprawe nie pracowałam na umowe juz 2 lata...
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
10 wrz 2013, 11:05

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez daniel@1988 10 wrz 2013, 16:33
witajcie :papa: pierwszy mój post a zarazem rozmowa na ten temat.też cierpię na nerwice lękowa,ta chorobę co siedzi nam w główce i ciężko żeby z stamtąd wyszła,ale mimo tego wyleczalna bo wszystko zależy od nas i naszego nastawienia. Ja zawsze wesoły,optymistyczny i ciekawski wszystkiego chłopak co nie zdawał sobie sprawy ze tego typu choroby występują padł jej ofiara :bezradny: . u mnie przypadek tradycyjny gdy zmarli rodzice zostałem sam ze wszystkim,tam gdzie gdzie kiedyś jedynym obowiązkiem była szkolą no i praca wszystkie inne problemy nie istniały,doszły nowe ale bez większych wysiłków sobie radze.na chorobę ta cóż no to fakt samotność jest najgorsza wiem coś na ten temat po nieudanym związku co trwał dość długo ale ostatnio się rozpadł ale opisywać nie będę ile,bo nie o tym temat.no cóż teraz mnie pochłonęła praca obowiązki w domu na znajomych czasu mniej ale takie życie. jak sobie radze z choroba własnie jak mhh staram się o niej nie myśleć czasem trudno ale mimo tego z sukcesem w chwilach wolnych staram się zając czymś czym cokolwiek wypad ze znajomymi czy nawet głupi telefon jak nie mogę najważniejsze zęby nie zostać samemu ze swoimi smutkami. złapało mnie po śmierci rodziców i sypiącej się sytuacji w firmie której pracuje a w prace zawsze się bardzo angażowałem, mija już 2 latka jak się troszkę mecze z tym.ale idzie żyć,a co najciekawsze jak paru znajomym powiedziałem co mi jest to stukało się w głowy ze ja,nie nie możliwe ze przecież jestem zdrowy ,cóż skutecznie się człowiek maskuje.przeciez dalej jestem tym samym uśmiechniętym i optymistycznym chlopakiem.coz wizyta w prywatnej poradni za tydzień zobaczymy leków nie chcę brać,ale jak trzeba będzie to przemyśle narzazie choroba nie niszczy mi życia ale sprawia ze optymizm sie wypala,ale myślę ze dużo pomagają szczere rozmowy i przede wszystkim wiara w siebie.chetnie bym was wszystkich poznał,wysłuchał,doradził lubię pomagać taki mam charakter.jak ktoś ma ochotę to śmiało na forum albo gg mogę podać. i dla wszystkich walczyć trzeba tu siedzenie z założonymi rekami nic nie pomoże to działa jak depresja ale zobacz jak potrafią male rzeczy cieszyć,rozmowa,stare zdjęcie. tu najważniejsze jest wsparcie drugiego człowieka :papa:
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 wrz 2013, 14:48

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez dusznomi 10 wrz 2013, 19:32
michalb, nieustanne uczucie duszności mam od kilku miesięcy, dokładnie tak jak opisujesz. Pierwszy raz zdarzyło mi się to kilka lat temu, nawet wylądowałam na pogotowiu, wszystkie badania mialam w normie, dostalam jakies "psikanko" i samo przeszlo, pozniej w zeszlym roku, pojawilo sie znów i trzymalo dłużej ( kilka dni/tyg) a teraz od lutego nie odpuszcza kompletnie wcale. Mam uczucie, ze powietrze jest ciężkie... nie wiem jak to pisać...gęste może...i że oddycham tylko 1/3 objętości płuc...jest raz leoiej raz gorzej, jak po kilku próbach nie udaje mi się w końcu nabrać głęboko powietrza zaczynam świrować, że się dusze i robi się jeszcze gorzej! Bylam z tym u pulmonologów i wielu innnych lekarzy, łącznie z psychiatrą... przeszłam szereg badań, RTG płuc miałam nawet kilka razy, tak samo spierometrie ( z obciążeniem). Tak samo jak pisze hania33, - gdyby nie to, zyłabym normalnie! I chylę przed kobietą czoła, że daje rade tyle lat!!! Ponoć to jedna z najgorszych rzeczy przy nerwicy, której się trudno pozbyć! Trzeba się z tym pogodzić i już, ja sobie w takich gorszych stanach powtarzam "bywało gorzej i żyjesz, czyli da się oddychać!"

Myleen, witamy na forum ;) przykro mi, że poznajemy się wszyscy w takich okolicznościach, ale jak budujące jest uczucie, ze jest nas aż tylu, jak miło patrzeć na czyjeś pozytywne posty, myśli, poczynania :) damy rade! Ja również nie pracuje, boje sie...moje cv jest tak ubogie, że aż żal! ale cóż..wysyłam gdzie się da! kiedy przychodzi odzew i mam się stawic na rozmowe...zaczyna się potworna fala ataków, boję się, że 'zaatakuje" podczas rozmowy i co wtedy, boje sie ze sie skompromituje, zazwyczaj konczy sie to tak, że nie ide na rozmowe, a dzien mam fatalny!

daniel@1988, hej, masz rację musimy być "twardzi" i nie myśleć, ale z drugiej jednak strony jak nei myśleć że ciągle cie coś dusi, jak zaciska ci sie krtań, jak kręci w głowie, jak drży całe ciało, jak serce bije jak szalone i nie równo...kurde, żeby to wszytsko było takie proste. Strasznie współczuję ci smierci rodziców, nie potrafię postawić siebie w twojej skórze, podziwiam, że sobie z tym wszytskim radzisz. Mi 7 lat temu zmarł dziadziuś- był mi bliższy niż tata! Kiedy umarł miałam wrażenie że świat właśnie stanął w miejscu, że słońce starciło swoj blas, ziemia sie juz nie kreci! Nie potrafię opisac bólu, cierpiena! Przez 4 miesiące żyłam jak w agonii, godzinami przesiadywałam na cmentarzu, nie mogłam MU wybaczyć, że nas zostawił! Pamietam jak czułam ten okropny ból...taki aż fizyczny i krzyczałam, ze chce zeby juz umarli wszyscy moi bliscy, bo drugi raz nie przezyje takiego cierpienia! Minelo tyle czasu, a ja nadal chyba do konca nie jestem pogodzona z tym, ze jego juz nie ma! Czas nie leczy ran, czas PRZYZWYCZAJA do nowej sytuacji!

Podoba mi się twoje nastawienie i chęć niesienia pomocy innym, ja tez jestem chetna do romow na GG i na FB, a samo to forum jest dla mnie juz jak "nałóg", za kazdym razem kiedy wł. komputer pierwsza strona na która zaglądam to własnie TU :D musimy sie wspierac, ja juz mam kilka kontaktow na GG, z jedna przewspaniala dziewczyna nawet wymienilysmy sie telef. i za kazdym razem kiedy cosik "atakuje" to jedna dla drugiej jest pomocą. Mysle, ze to jeden pozytywny aspekt tej mózgowej choroby- to, że poznajemy wielu ludzi, że rozumiemy sie wzajemnie i wspieramy! Duzo to pomaga!!! daje nadzieje, chec do walki i radosc....a chwilami nawet SPOKÓJ!


Moi drodzy, to co z tym moim pomyslem na wspolna terapie w terenie, jakies pomysly, spacer czy cos? jestem otwarta i mam ochote powalczyc z moja nerwicą :D :P
Fajne życie, to przede wszystkim kwestia fajnego myślenia....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
641
Dołączył(a)
19 cze 2013, 22:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez daniel@1988 10 wrz 2013, 19:40
dusznomi, co racja to racja bo człowiek jakiś taki wrażliwszy się staje bynajmniej ja to tak odczuwam no cóż wymienić kontaktami się można,co do jakiś spotkań większa grupa konkretne miejsce i trochę zaangażowania i jest realne :D mnie tak czesto nie atakuje,bo nie ma na nia czasu no ale czesto w nieodpowiednich mometach za to denerwuje :smile:
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 wrz 2013, 14:48

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez dusznomi 10 wrz 2013, 19:47
daniel@1988, ja ostatnio (wczoraj) pisalam, ze skoro "juz" spotkac sie nie mozemy F2F, zawsze mozna sie umawiac ze o danej godzinie, wszyscy robimy to samo i nie ma...czy atakuje czy nie....np. o 20:00 każdy wychodzi na spacer, powiedzmy 30 min. wracamy i dzielimy sie swoimi emocjami. Czy pobiegać, do lasu....nie wiem...gdziekolwiek!
Fajne życie, to przede wszystkim kwestia fajnego myślenia....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
641
Dołączył(a)
19 cze 2013, 22:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 10 wrz 2013, 19:52
Ja dopiero wrocilam.. z roboty :) Wykonczona jestem.. ehh. W pracy jeszcze nie bylo tak zle, chociaz lapalo mnie juz takie negatywne myslenie, i czarne mysli na temat przyszlosci. Ale najgorsze, jak przyszlo do powrotu, bo czulam taki lęk niemalze na wierzchu. Niby nie bylo paniki ale wiedzialam, ze wystarczy tylko mała rzecz i sie zacznie. No i tą rzecza zazwyczaj jest droga do domu :)
Wiec na poczatku jechalam, oczywiscie z lękiem, i tylko czekałam na atak (juz pomysallam, ze i tak trudno, i tak musze do domu wrocic i tak - wiec nie mam wyjscia). I tak przez jakies 20min, a potem nagle mi mineło. I jak sie przesiadalam do innego autobusu to juz spoko na luzie! Ehhh!

Wiec ja to w pierwszej kolejnosci musze sobie obiad zrobic (bo caly dzien nic nie jadlam) i penwie wyjde na spacer ale poznym wieczorem... w sumie fizycznie jestem wykonczona, bo tak psychicznie to bym poszla :)

Przy okazji, zerwalam troche pokrzywy, bo wyczytalam, ze moze to pomoc na niespokojne nogi - dzisiaj wypróbuje ;)
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Offline
Posty
3828
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez daniel@1988 10 wrz 2013, 19:52
dusznomi, a no można coś pomyslec jestem za :D
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 wrz 2013, 14:48

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 34 gości

Przeskocz do