Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez platek rozy 14 sie 2013, 11:37
Zubryk dziekuje :) ja chodze do pani psychiatry . mialam juz kilka lekow niestety po wiekszosci nie jestem w stanie funkcjonowac (duza sennosc nie mijajaca w ciagu dnia, wymioty)i koniec koncow teraz jestem bez lekow a termin mam na 23 wrzesnia dopiero na kolejna wizyte bo pani psychiatra jest na urlopie.Ostatni lek mobemid dostalam i kiedy zwiekszalam do dwoch tabletek na dzien czyli do dawki terapeutycznej to zaczynaly sie wymioty.Na jedenj bylo ok ale jedna tabletka to za malo zeby zaczela dzialac leczniczo.Terapia grupowa nie przyniosla rezultatu bo zle sie tam czulam i nie lapalam zupelnie kontaktu z panem ktory ta terpaie prowadzial pomijam ze byli tam ludzie nie z nerwica czy depresja a z schozofrenia czy mania przesladowcza i wyszlam po tygodniu w rozsypce.

staram sie wychodzic na spacery, cos czytac , czy ugotowac ale to niewiele pomaga. Dawniej rzucalam sie ww ir pracy teraz jestem na l4 ze wzgledu na kregoslup. Nie wolno mi ani dzwigac ani sie duzo schylac.
Nigdy nie zaprosiłabyś do swojego domu złodzieja, więc czemu pozwalasz, aby myśli , które kradną Twoje szczęście rozgościły się w Twojej głowie?

Mój mózg jest fabryką strachu. Produkuje bzdury na skalę masową. ;)


http://vimeo.com/48594258
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15803
Dołączył(a)
08 sie 2013, 18:53

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez dusznomi 14 sie 2013, 23:17
eh..za pare godzin wyjezdzam, czym sie tu naszprycowac zeby przetrwac...boje sie :P masakra...
Fajne życie, to przede wszystkim kwestia fajnego myślenia....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
641
Dołączył(a)
19 cze 2013, 22:54

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez zubryk 15 sie 2013, 12:05
platek rozy napisał(a):staram sie wychodzic na spacery, cos czytac , czy ugotowac ale to niewiele pomaga. Dawniej rzucalam sie ww wir pracy teraz jestem na l4 ze wzgledu na kregoslup. Nie wolno mi ani dzwigac ani sie duzo schylac.


Lęki i inne nerwicowe badziewie nie przejdą z dnia na dzień. Dopiero w czasokresie minimum miesięcznym da się zauważyć jakieś różnice. Spaceruj, zwiedzaj, czytaj, gotuj, piecz, maluj, fotografuj, bylebyś nie siadała i nie myślała uparcie o dolegliwościach, bo to jednak nie pomaga. Pośpiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł. Wychodzenie z tego dziadostwa to długotrwały proces, uzależniony od psychiki, życia codziennego, sposobów walki (a tych są miliony). Żadna sztuka spacyfikować się farmakologią i udawać, że wszystko jest ok. Oczywiście jest ona ważna, bo pozwala wyhamować rozhulany emocjonalnie organizm, zapewnić spokój psychiczny, przeciąć samonakręcającą się pętlę lęku, ale sporo zależy od własnego wkładu w proces leczenia.

Ja uderzyłem w jazdę na rowerze i czytanie książek. Śmiem twierdzić, że w ciągu ostatniego 1,5 roku przeczytałem więcej niż przez ostatnie 15 lat.
F41

Lepiej mieć nerwicę niż nie mieć nic.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
27 paź 2012, 11:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez hania33 15 sie 2013, 12:10
Ja również boje się ,ze atak powróci..chowam się sama przed sobą , nigdzie nie wychodzę,ciężko z tym żyć,kiedyś miałam lekkie ataki,ten ostatni mnie dobił trzymał 5 dni ...nawet w spoczynku miałam duszności.Teraz mam lek przed lekiem..Pozdrawiam Was.
Nikt mi nie będzie mówił jak mam żyć bo nikt za mnie nie umrze.


Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10860
Dołączył(a)
14 sie 2013, 13:27

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez arturkrakow 15 sie 2013, 14:23
Ja dziś wybrałem się na rower, ale dałem radę tylko 10km i zaczęło się wkręcanie i musiałem zawrócić, kurcze miałem rok spokoju myślałem że to już nigdy nie wróci... W domu czuję się całkiem dobrze, jak wychodzę do pracy i już w niej jestem czuję się napięty, pełna głowa, drętwieją mi ręce, czuję jakbym miał umrzeć, uczucie zawrotów, po 8 godzinach czuję się jakbym robił w kamieniołomie, dopiero po powrocie udaje mi się wyciszyć, eh szkoda gadać. 29lat na karku i odmawiam sobie wszystkiego przez to coś.
Miłego dnia!
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
29 lip 2013, 17:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez kupmitrumne 15 sie 2013, 15:01
arturkrakow znam ten ból , wystarczy jeden atak paniki i od razu odechciewa się życia , też sobie odmawiam wiele , myśle , że najlepszym sposobem na pokonanie lęku jest nie myślenie o nim , znajduje sobie wiele zajęć aby tylko nie myśleć , czasami zdarza sie , że pojawia się atak i wtedy wszystko diabli biorą .. ważne jest też , aby móc się wygadać komuś ( w moim przypadku jest to rodzina i kuzynka) a kolejną (dla mnie ) metodą jest trening kettelbells przez 45 minut treningu wyłącza mi sie myślenie a po treningu uczucie satysfakcji :)

Głowa do góry nie jesteś sam !

Pozdrawiam i ściskam mocno :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10281
Dołączył(a)
13 sie 2013, 12:34

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez maciekpoznan 15 sie 2013, 15:08
Dokładnie tak jak piszecie, ja miałem ostatnio atak lęku w nocy z soboty na niedziele i do dzisiaj trzyma mnie lęk przed atakiem. Boję się tego, co było i może nastąpić znowu. Czy samonakręcanie się :/
Offline
Posty
419
Dołączył(a)
03 lip 2013, 16:24

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez zubryk 15 sie 2013, 15:20
arturkrakow napisał(a):Ja dziś wybrałem się na rower, ale dałem radę tylko 10km i zaczęło się wkręcanie(...)

29lat na karku i odmawiam sobie wszystkiego przez to coś.
Miłego dnia!



I to jest największy błąd, odmawianie sobie wszystkiego, zamknięcie się w domu. W ten sposób można się tylko sztucznie utwierdzić w przekonaniu, że nawet kiwnięcie palcem będzie zabójcze. Tak się rodzą ciężkie fobie.
Jak zacząłem jeździć to też w głowie miałem wyłącznie czarne myśli i wizje omdlenia, zawału, wylewu czy potrącenia przez ciężarówkę.
Z tego powodu zainwestowałem nawet w pulsometr sportowy, kask, kamizelkę odblaskową, mocniejsze oświetlenie oraz puchę napoju izotonicznego w proszku aby w trakcie wysiłku uzupełniać minerały/elektrolity, witaminy i cukier. Dawało mi to kontrolę nad sobą i pewien komfort psychiczny. A jak widziałem na zegarku za wysokie tętno to po prostu zwalniałem albo robiłem przerwę. Potem wracałem do domu i non stop się kontrolowałem myśląc o ciśnieniu, tętnie, zadyszce itd. Ale z czasem to przechodzi.
Teraz pulsometru nie używam, do bidonu leję wodę mineralną, kasku nie chce mi się nosić (to akurat źle). Robię dłuższe trasy poza miasto, gdzie muszę pogodzić się z samotnością i ruchem osobówek, ciężarówek, jeżdżę ze średnimi prędkościami 30 km/h. Do domu wracam zmęczony i nic. Oczywiście, czuję czasami ucisk w okolicach mostka, lekkie duszności ale nie robię już z nich tragedii.
Do wszystkiego trzeba dochodzić stopniowo, najpierw krótsze trasy, wolniej, tam gdzie dużo ludzi, aby przynajmniej mieć spokój, że w przypadku jakiegoś nieszczęścia ktoś będzie mógł pomóc, zadzwonić na 999. Jak obłaskawisz strach to reszta przyjdzie sama.

arturkrakow, szkoda, że nie mieszkamy w jednym mieście. Może gdybyś na wycieczki wybierał się z kimś kto już to wszystko przeżył i przeżył :), poczułbyś się pewniej. Nie wiem jak daleko masz do ścieżek nad Wisłą, ale miejsce idealnie nadaje się do takich spacerowo-rekreacyjnych wycieczek. Wszak ludzi tam sporo.
F41

Lepiej mieć nerwicę niż nie mieć nic.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
27 paź 2012, 11:14

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez arturkrakow 15 sie 2013, 17:02
Kupmitrumne ja też sobie ćwiczę w domu mam hantle, gryf, ale myślę że kettelbells to ciekawe i nie wiem czy nie spróbuje i miło że mnie ktoś rozumie. Co do wygadania to zawracał głowę swojej mamie, aż mi głupio dorosły facet, który dawniej był w stanie wie więcej... Pozdrawiam Cię.

zubryk masz pełną rację. Staram się nie zamykać, do jazdy na rowerze wróciłem po 4-5 letniej przerwie od kwietnia jeździłem bardzo dużo nawet do pracy, Tyńca na wysokich obrotach tak jak lubię, bo czułem się świetnie jak całe ostatnie 1,5 roku czy coś koło tego. 3 tygodnie temu dojechało mnie w pracy i od tego momentu po za domem jest masakra, w pracy męczarnia, aż chcę się płakać czasami, dziś na rowerze też, kurde jak to dziwnie ciężko opisać jadę przez błonia a tutaj czuję jakby mi świat wirował, głowa się wypełniała i jakby bolała, nogi jak z waty itp itd, dziwne na maxa uczucie, wróciłem do domu i wszystko wraca do normy, ale wysiłek fizyczny działa na mnie pozytywnie. Nad Wisłą też jeździłem jak było ze mną dobrze:) a wszystko miało swój start 5 lat temu tak nagle znikąd. Pozdrawiam!

Przepraszam że tak pomarudziłem :)
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
29 lip 2013, 17:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez marimorena 15 sie 2013, 17:57
Wolałabym już mieć jakiś powód do tego lęku który wciąż do mnie powraca, czułabym że to ma jakiś sens. A to przychodzi zupełnie nieoczekiwanie, nagle, bez żadnej przyczyny, nie wiem skąd, boję się swoich reakcji. Przegania mnie do domu chociaż staram się walczyć. I nie ma na to żadnej rady.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
722
Dołączył(a)
30 cze 2013, 22:16
Lokalizacja
Kraków

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez kupmitrumne 15 sie 2013, 18:46
arturkrakow - i to jest właśnie takie głupie gadanie , dorosły facet , okazanie słabości to normalna w życiu rzecz :) a najważniejsze jest to żeby się nie poddawać za wszelką cenę ! nie dać się rządzić nerwicy
Warto spróbować treningów kettellbels ( trenuje w domu już 2 miesiące) powoli widać mięśnie :) a najlepsze jest w tym to , że jak się styrasz to nie masz czasu na myślenie :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10281
Dołączył(a)
13 sie 2013, 12:34

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez maciekpoznan 15 sie 2013, 21:35
marimorena dokładnie mam to samo :/

Ale dobrze podpowiadają, ja w pracy często mam mega zapieprz fizyczny i to faktycznie pomaga zapomnieć o lękach. Nie całkowicie, ale jednak.
Offline
Posty
419
Dołączył(a)
03 lip 2013, 16:24

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez marimorena 15 sie 2013, 22:06
też kiedyś lepiej się czułam po wysiłku ale aktualnie nie bardzo mogę cokolwiek praktykować. uciekam w książki.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
722
Dołączył(a)
30 cze 2013, 22:16
Lokalizacja
Kraków

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez szy123 16 sie 2013, 08:31
Postanowiłem zapisać sie na tenisa. Kilka razy w tygodniu. Po wczorajszym treningu (drugim) lęki były o wiele większe od tych które miałem jak nic nie robiłem, pojawiły sie nawet drgawki i uczucie, ze zaraz zemdleje. To od zmęczenia ? Mieliście takie sytuacje, zeo wysiłku fizycznym lęki były wyraźnie większe ?pozDrawiam
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
24 kwi 2011, 20:41

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 7 gości

Przeskocz do