Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez robinsonka crusoe 16 kwi 2013, 11:12
impermeable nie jesteś sama, ja właśnie też mam podobnie jak Ty. Kiedy zbliża się wieczór, samotność mnie dobija, już myślę po południu, że wieczorem będę czuła się koszmarnie, ta samotność mnie przeraża. Od razu coś mi jest... jakieś różne objawy. Ostatnio miewam różne kłucia, a to serca, a to u góry nad sercem, a to po prawej stronie. Są to niby nerwobóle psychogenne - możliwe, ale za każdym razem kiedy mnie to dopada wpadam w panikę, ponieważ boję się, że to zawał...
Jestem szalona prawda???

-- 16 kwi 2013, 11:17 --

Też kiedy chłopak jest obok mnie nie czuję tego lęku. Ale jak spędzam wieczory sama to nie wygląda to dobrze...
Posty
3
Dołączył(a)
16 kwi 2013, 10:57

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez NiedobrzeMi 16 kwi 2013, 19:30
impermeable napisał(a):witam
sama do konca nie wiem, czy kwalifikuje sie do nerwicy lekowej. u mnie to wyglada tak, ze panikuje wtedy, kiedy jestem sama. z reguly tak to wyglada, ze dobijaja mnie mysli, ze jestem sama (np. nawet wtedy, kiedy moj chlopak nie moze sie ze mna spotkac w danym dniu albo wieczorem). nie wiem, dlaczego. i to przewaznie chodzi wlasnie o partnera. wiem, ze mnie kocha i chce byc ze mna. nie mam wiec pojecia, skad to sie bierze. mam wtedy ochote gdzies biec, czuje niewyslowiony smutek, ale taki, ktory kaze mi cos robic. nie potrafie usiedziec w miejscu. musze gdzies wyjsc, cos zrobic, z kims sie zobaczyc, sama nie potrafie. moj facet wyjechal na urlop do PL do przyszlego wtorku. wczoraj byla masakra, ale dlatego, ze sie zjaralam a nie powinnam. dzisiaj po pracy tez chwile. wzielam prysznic i czuje sie troszke lepiej. nie wiem, co to i nie wiem, jak sobie z tym radzic :( to nie jest zwykla tesknota. czuje wtedy, jakbym za chwile miala stracic rozum i tylko Jego obecnosc moglaby mi pomoc sie uspokoic. a tu jeszcze tydzien :(


Z tego co piszesz to nie ma raczej nic wspólnego z nerwicą lękową. Ew. Twój opis nie sugeruje tego. W nerwicy masz jakieś obawy, że np. zaraz zemdlejesz i nie będzie miał Ci kto pomóc, tracisz realnośc tego co się dzieje wokół Ciebie, boisz się panicznie o różnych godzinach i zazwyczaj jest to z czymś związane (ja np mam ataki jak jestem sama, ale nie w formie tęsknoty, to jest coś naturalnego)
F41.0 + Agorafobia

I have to start thinking about my sanity.
Nothing is so valuable like this.
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
26 mar 2013, 11:24

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez impermeable 16 kwi 2013, 22:53
NiedobrzeMi napisał(a):
impermeable napisał(a):witam
sama do konca nie wiem, czy kwalifikuje sie do nerwicy lekowej. u mnie to wyglada tak, ze panikuje wtedy, kiedy jestem sama. z reguly tak to wyglada, ze dobijaja mnie mysli, ze jestem sama (np. nawet wtedy, kiedy moj chlopak nie moze sie ze mna spotkac w danym dniu albo wieczorem). nie wiem, dlaczego. i to przewaznie chodzi wlasnie o partnera. wiem, ze mnie kocha i chce byc ze mna. nie mam wiec pojecia, skad to sie bierze. mam wtedy ochote gdzies biec, czuje niewyslowiony smutek, ale taki, ktory kaze mi cos robic. nie potrafie usiedziec w miejscu. musze gdzies wyjsc, cos zrobic, z kims sie zobaczyc, sama nie potrafie. moj facet wyjechal na urlop do PL do przyszlego wtorku. wczoraj byla masakra, ale dlatego, ze sie zjaralam a nie powinnam. dzisiaj po pracy tez chwile. wzielam prysznic i czuje sie troszke lepiej. nie wiem, co to i nie wiem, jak sobie z tym radzic :( to nie jest zwykla tesknota. czuje wtedy, jakbym za chwile miala stracic rozum i tylko Jego obecnosc moglaby mi pomoc sie uspokoic. a tu jeszcze tydzien :(


Z tego co piszesz to nie ma raczej nic wspólnego z nerwicą lękową. Ew. Twój opis nie sugeruje tego. W nerwicy masz jakieś obawy, że np. zaraz zemdlejesz i nie będzie miał Ci kto pomóc, tracisz realnośc tego co się dzieje wokół Ciebie, boisz się panicznie o różnych godzinach i zazwyczaj jest to z czymś związane (ja np mam ataki jak jestem sama, ale nie w formie tęsknoty, to jest coś naturalnego)


no wlasnie... nic, tylko panika. wlasnie nie do konca mi pasowal ten caly opis nerwicy lekowej. ciekawe, co to moze byc. niedlugo zaczynam terapie, to sie dowiem
I am just makin' up for what I never had
Avatar użytkownika
Offline
Posty
214
Dołączył(a)
03 lis 2012, 21:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Rafal vel Nerw 19 kwi 2013, 23:13
ja mam paniczny strach przed szpitalami,klinikami generalnie lekarzami.
Moja trauma zaczęła się rok temu.Złamałem na nartach nogę w piszczelu i musiałem przejść operację (założenie śrub,drutu wewnątrz kości,znieczulenie od pasa w dół).Przed operacją jeszcze byłem ostry kot ale po to raczej zagubiony kociak. Strach że już nigdy nie będę biegał,szybko chodził i te wszystkie blizny,rurki w nogach,cewniki,morfiny,zastrzyki antyzakrzepowe.....
Teraz nawet jak idę z 5 letnią córką do lekarza puls mam 100 i bardzo się denerwuję.
Dzisiaj odbierałem jej wyniki i zaraz po wejściu przy recepcji już mnie telepało.Najgorsze jest to że za parę miesięcy czeka mnie operacja demontażu tego złomu z nogi-oczywiście w szpitalu więc cała procedura od nowa.
Nie wiem jak ja to przeżyję-mam nadzieję że Bóg mi pomoże...... :uklon:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
81
Dołączył(a)
19 kwi 2013, 17:38

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 20 kwi 2013, 09:13
Rafal vel Nerw, fakt, że nie masz dobrych doświadczeń z uwagi na przebyty wypadek.
Myślę, że operację przetrwasz.
Nie zastanawiałeś się nad podjęciem psychoterapii?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez impermeable 20 kwi 2013, 21:02
Rafal vel Nerw, no wlasnie, nie myslales? a nie jest tak, ze bardziej boisz sie strachu, niz samej operacji?
mimo wszystko, kilka spotkan z psychoterapeuta mogloby Ci pomoc.
I am just makin' up for what I never had
Avatar użytkownika
Offline
Posty
214
Dołączył(a)
03 lis 2012, 21:22

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Rafal vel Nerw 20 kwi 2013, 21:06
Witam.Zawsze wydawało mi się że jestem ,,byłem '' twardy psychicznie -nie miałem żadnych ,,jazd'',psychoz,lęków,nie byłem nękany w szkole ani w domu.Dlatego jeszcze bardziej zastanawia mnie to dlaczego ,,nerwica'' dopadła mnie właśnie teraz.
Trauma po przebytej operacji jest chyba bardzo silna-chociaż nie mam żadnych komplikacji po złamaniu.
Strach przed,, białym kitlem'' jest duży- chociaż ufam bezgranicznie lekarzom -mało miałem z nimi do czynienia ale nigdy mnie nie zawiedli.Skąd ten lęk???Może powinienem w ramach terapii po szpitalach spacerować aby nabrać pewności i obyć się .....może to jest jakiś klucz,tylko czy wcześniej coś mnie nie trafi... :great:

-- 20 kwi 2013, 21:24 --

boję się strachu??? To bardzo dziwne -lęk przed lekarzami/szpitalem jest aż wręcz ,,śmieszny''.Jadę do lekarza jestem zrelaksowany,spokojny,pewny siebie.Wchodzę do budynku szpitala i nogi mam jak z waty ,przyspieszony puls,odruchowo chwytam się za serce bo mam wrażenie że za chwilę wypadnie mi jak w tym filmie ,,Maska'' na podłogę-hehehe ,a potem zaraz po opuszczeniu budynku wszystko wraca do normy -znowu jest pięknie i spokojnie.No to ja się pytam o co chodzi.....trauma?nerwica?panika?.....to jest poza moją kontrolą...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
81
Dołączył(a)
19 kwi 2013, 17:38

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez impermeable 20 kwi 2013, 22:46
Rafal vel Nerw, sam raczej nie rozkminisz, jesli nie wiesz, skad ten strach. pojdz na terapie, nie zaszkodzi a pomoze. nawet, jesli po drugiej operacji mialbys nie miec do czynienia z lekarzami, szpitalami, to i tak powinienes to zwlaczyc, bo moze to cos powaznego, moze bedzie sie rozwijac...
hmm moze zle to ujelam. pozwol, ze wytlumacze Ci na moim przykladzie. ja czesto wpadam w panike w samotnosci, bez mojego faceta. ale bardzo czesto nie jest tak zle. bardziej przeraza mnie np. mysl o tym, ze bede musiala sama spedzic kilka dni, niz takowa rzeczywistosc. moze sam sie nakrecasz, moze tak to dziala. nie wiem.
I am just makin' up for what I never had
Avatar użytkownika
Offline
Posty
214
Dołączył(a)
03 lis 2012, 21:22

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Rafal vel Nerw 20 kwi 2013, 23:33
jak wygląda taka terapia ? czy jest to zbiorowe grzebanie się w mojej przeszłości czy jeden na jeden?
Czy jeśli terapeuta jakimś cudem wynajdzie fakt że jako dziecko przeraźliwie bałem się zdechłych ptaków to znajdzie diagnozę na moje obecne lęki?
Śmieszne i żenujące jest to że jestem absolwentem psychologii i sam sobie nie potrafię pomóc-widocznie zamiast słuchać na wykładach flirtowałem z koleżankami.
Czy ja się nakręcam?Nie -to jest jakbym miał w brzuchu wybuch bomby atomowej -taki stan utrzymuje się ok 20 -30 minut.
Oczywiście jestem wtedy pobudzony i zły że to znowu się dzieje.Kolejny raz zadaje sam sobie pytanie co to : może to serce ,przepona, krążenie,nadciśnienie -ale nie badania są dobre,krew dobra-czerwona ,ludzka....w takim razie co opętanie? Jestem świrem ? jestem inny niż mój sąsiad on tego nie ma ? A jeśli nie ma to dlaczego -może więcej pije żeby się zrelaksować,może i ja powinienem ....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
81
Dołączył(a)
19 kwi 2013, 17:38

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez impermeable 20 kwi 2013, 23:42
Rafal vel Nerw, nie mam pojecia. pojdz a sie przekonasz. a jesli masz watpliwosci- poczytaj. raczej sam na sam z psychoterapeuta.
jak to sie mowi "szewc bez butow chodzi".
nie jestes swirem ani opetany. po prostu gdzies w Twojej podswiadomosci schowany jest czynnik, ktory sprawia, ze czujesz sie w danej sytuacji tak a tak.
I am just makin' up for what I never had
Avatar użytkownika
Offline
Posty
214
Dołączył(a)
03 lis 2012, 21:22

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez josh 21 kwi 2013, 15:43
Witam,
pierwszy raz tu zaglądam i musze powiedzieć; dobrze jest wiedzieć, że nie jestem sam z moim problemem. Chociaż oddał bym wszystko, aby takie forum nie było nikomu do niczego potrzebne.
Zadziwiający jest fakt, że u większości problemy z nerwicą rozpoczęły się od ataków w kościele. Za małolata miałem podobnie, jednak szybko rosłem i byłem bardzo chudy, więc rodzina i lekarze winą za "zamroczenia" obwinili wydolność krążeniową organizmu w sytuacji, kiedy musiałem stać długo w dusznym pomieszczeniu. Jak większość z nas jeśli już wybierałem się do kościoła, to msze spędzałem raczej przed nim niż w środku.
(*nie wiem, czy komukolwiek będzie chciało sie czytać to wszystko co tu nabazgrałem. Nie planowałem tego, ten nieco chaotyczny zbiór zdań powstał spontanicznie a jego celem było opanowanie kolejnego ataku lęku. Chyba się udało, także pozwolę sobie zamieścić całość - choćby egoistycznie, a co ;) )
Następnie zaczęły się kłopoty w komunikacji miejskiej. W zatłoczonym autobusie/tramwaju odczuwałem lęk przed omdleniem i miałem mdłości (chociaż nigdy nie straciłem przytomności ani nie wymiotowałem). Azylem komfortu i bezpieczeństwa było miejsce siedzące. Prawdziwe kłopoty zaczęły się w technikum. Prestiżowa szkoła w moim mieście, do której poszedłem raczej bez przekonania (humanista w elektroniku) ale z nadzieją na "świetlaną przyszłość". Stres i nerwy potęgowane brakiem smykałki do zawodu. Zacząłem odczuwać nieuzasadnione lęki, głównie takie, że zaraz zwymiotuje a do WC mogę nie dobiec i będzie siara na setkę osób. Zacząłem bazgrolić w zeszycie, zajmować czymś myśli. Trochę pomagało, ale nic nie wynosiłem z zajęć i wracałem wykończony psychicznie i fizycznie. Mimo tego dotrwałem prawie do końca 3 roku. Piękny, gorący dzień w końcówce maja, wystawianie ocen za pasem i 45min cholernych układów analogowych przede mną. Strach przed wywołaniem do odpowiedzi przeżywał każdy, ale ten pokazał inne oblicze. Siedząc miałem przed oczami mroczki, ręce lodowato zimne a leżąc na ławce czułem, jak moje serce w nią rytmicznie puka tak głośno, że za chwile ktoś zapyta 'kto tam?'. Myślałem, że oszaleje. Odwróciłem się do kolegi z ławki i mówię, że zaraz zejdę na zwał na co on odparł 'o, super! może przyjedzie karetka'. Zawsze był specyficzny, dobrze go znałem, ale jego reakcja znacznie pogorszyła mój stan. Co więcej, po latach myślę, że coś wtedy we mnie pękło (pewnie poczucie, że w razie zagrożenia mogę liczyć na czyjąś pomoc). W każdym razie doczekał się, karetka przyjechała, miałem tętno prawie 220 co lekarze mierzyli 3 razy ('chyba aparat się popsuł'). Trafiłem na 3 tygodnie do szpitala na kompleksowe badania m.in. holterami. Z badań wynikło, że mam zaburzenia rytmu serca, tzw. częstoskurcz komorowy. Przed tym incydentem grałem w siatkówkę i nogę (sport to było dla mnie wszystko), nie stroniłem jednak zbytnio od alkoholu i papierosów, czasem zapaliłem trawę (miałem niecałe 18 lat). Teraz lekarz orzekł, że muszę zrezygnować ze wszystkiego, dał mi zwolnienie z wf-u i powiedział, że w przypadku tej arytmii serce może się w każdej chwili zatrzymać..
Świat mi się zawalił, byłem przerażony. Nie ruszałem się z domu, tym bardziej, że lato było rekordowo gorące co potęgowało objawy lękowe. Znajdywałem milion wymówek, aby tylko nie wychodzić poza próg mojej twierdzy bezpieczeństwa - domu. Objawy przy próbach były takie jak u większości z Was - zimne ręce, kołatanie serca, duszności, w głowie paniczny chaos i jedyna myśl, która wyraźnie przebijała sie ponad wszystko - UCIEKAJ! Albo umrzesz. Lato było tragiczne, czasami wyszedłem przed klatkę na chwilę. Podjąłem decyzję o wizycie u psychiatry. Dostałem leki psychotropowe (trochę pomagały ale byłem po nich otumaniony). We wrześniu zmieniłem szkołę, prawie do niej nie chodziłem chociaż była zaledwie trzy przystanki od domu. Mimo 40% frekwencji dzięki wstawiennictwu grona humanistycznego dopuścili mnie do matury, która zdałem bardzo dobrze (nie było lekko dotrzeć na egzaminy, musiałem posiłkować się lekami na uspokojenie). Czas na studia, co wprawiało mnie w przerażenie, ponieważ uczelnia była juz znacznie oddalona od mojej bezpiecznej twierdzy. Udało mi się dojechać na pierwsze zajęcia, wyszliśmy na zapoznawcze piwo. Następnego dnia poznałem starostkę mojego roku przy okazji załatwiania jakiś papierów. Coś między nami zaiskrzyło i pojawiło się światełko w tunelu. Miałem czym zająć myśli (właściwie KIM), dawałem radę jeździć do niej na spotkania, mogłem przełamywać kolejne bariery (tłumne centra handlowe, dalekie wyjazdy). To wszystko dzięki jednej myśli: nie okazywać słabości przy dziewczynie, która tak bardzo mi się podoba i na której z czasem zaczęło mi tak zależeć. Na przestrzeni półtora roku kiedy byliśmy razem byłem zdolny robić wszystko; jazda komunikacją nie sprawiała mi większych kłopotów (nawet jeśli lęk się pojawiał, potrafiłem sobie z nim poradzić) tak jak obecność na uczelni, wyjeżdżaliśmy razem w góry, do pracy nad morzem itp., wyprowadziłem się i zamieszkaliśmy razem. Ale nic nie trwa wiecznie.
Po rozstaniu nasiliły się lęki, jednak wygrywałem zdecydowaną większość starć i można powiedzieć, że funkcjonowałem w miarę normalnie; studiowałem, pracowałem, żyłem, spotykałem się z kobietami, imprezowałem. Wróciłem do gry w siatkówkę, pomimo tego, że wzmożony wysiłek fizyczny powodował u mnie arytmie i łapały mnie na boisku lęki jakoś sobie z tym radziłem. Ze dwa razy zdarzyło mi się zejść z boiska pod jakimś pretekstem. Po studiach podjąłem stałą pracę i wszystko się jakoś układało. Nauczyłem się żyć z moją chorobą. Niestety zakład pracy upadł jak większość firm w moim mieście. Studia jakie skończyłem nie czyniły mnie osobą konkurencyjną na rynku pracy, CV obfite w krótkoterminowe zatrudnienia na zlecenie również nie pomagało. Po 5 miesiącach bezskutecznych poszukiwań pracy zdecydowałem się poszukać szczęścia za granicą. Wyjazd przepełniał mnie obawami i strachem; boje się latać więc w grę wchodził tylko autokar który jechał na miejsce prawie 15 godzin. Jak ja dam radę?! Odsunąłem pierwotny termin o tydzień ze strachu, ale w końcu udało mi się zmotywować i wyjechać. SUKCES!! Byłem cholernie dumny z siebie. Pomyślałem, że mogę teraz dokonać wszystkiego. Jednak na miejscu okazało się, że do pracy jest dość daleko, obszar jest bardzo uprzemysłowiony więc moja długa droga obfitowała w pustą przestrzeń i autostrady. Lęk przestrzenny dawał o sobie znać coraz bardziej. Strach przed tym, że coś mi się stanie w szczerym polu daleko od wszystkiego, w obcym państwie itd. mnie paraliżował. Do tego ponad tysiąc kilometrów od domu. Nie dałem rady, wróciłem po kilku tygodniach. Starałem się myśleć pozytywnie; skoro wyjechałem sam tak daleko i przetrwałem, to przynajmniej tu, w moim mieście, mojej twierdzy gdzie od domu dzieli mnie zaledwie kilka kilometrów z dowolnego punktu, mogę już czuć się jak król. Jednak wciąż nie mogłem znaleźć pracy, wzrastało zrezygnowanie, pogarszała się sytuacja finansowa i dołączyła presja czasu. Lęki się nasilały stopniowo, aż do momentu w którym to piszę. Wróciły lęki związane z podróżowaniem komunikacją i pobytu na mieście, co utrudnia mi poszukiwanie i podjęcie pracy. Co więcej pojawiły się lęki w domu. Jestem apatyczny, moje myśli znów krążą w cholernie złym kierunku, drążąc dziury w mojej głowie jak jakiś pasożyt. Zatruwam sam siebie. Problemem jest wyjście do sklepu.
Byłem tak daleko, osiągnąłem tak wiele. Żyłem prawie normalnie, mimo towarzyszącej mi Pani N potrafiłem sobie poradzić praktycznie w każdej sytuacji w jakiej postawiło mnie życie. Raz lepiej raz gorzej ale nawet jak upadłem to wracałem. A teraz znów czuje się jak ten mały chłopiec po diagnozie od kardiologa, co jest tym bardziej chore, bo WIEM co jest przyczyną problemu, i nauczyłem się z nim walczyć. Jednak wracam znów do punktu wyjścia i nie wiem jak sobie z tym poradzić, jak to zatrzymać. O moim problemie zawsze wiedziała tylko najbliższa rodzina (która mieszka jednak w innej miejscowości a ja obecnie nie jestem w stanie tam dojechać). Przed resztą znajomych od zawsze gram twardego i nie przyznaje się do żadnych słabości co tylko przysparza mi dodatkowych stresów, ale nie mogę inaczej. Do tego mieszkam sam więc od rana bije się z myślami i nakręcam chorą spiralę lęków (jutro musze jechać na rozmowy w sprawie pracy...). Mam rachunki do płacenia, sprawy do załatwienia, całą tą cholerną odpowiedzialną dorosłość przed sobą. Czuje, że jak się nie ogarnę to przegram życie.
Trzymam się tak mocno życia, które dość średnio kocham.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 14:08

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 21 kwi 2013, 17:48
josh, mogę doradzić jedynie psychoterapię.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Rafal vel Nerw 22 kwi 2013, 11:44
Ja wymyśliłem coś innego : Wiem skąd biorą się nerwice!!!
1.Media TV,Radio -robią nam papkę z mózgów bardzo negatywnymi informacjami: kryzys,wojna,meteory,zbyt długa zima,Smoleńsk -ludzie TVN to najgorsza pralnia mózgów na świecie -podświadomie manipuluje nami.Seriale o lekarzach,kucharzach,tancerzach.Nie wkurwia Was to a w efekcie czy się dodatkowo nie nakręcacie?!!!!
2.Mężowie ,żony,dzieci-tato kup mi tablet,smartfon,lalkę Monster High.
*żony -marudzą że inne kobiety to mają ładniejsze włosy,większy dom,mniej w talii,oglądają jakieś pojebane czasopisma z modelkami po retuszu i wpadają w kompleksy. Dodatkowo zmuszane niejako przez model życia do bycia COOL - są w stanie nawet koledze z pracy laskę zrobić między 7-10 piętrem w biurowej windzie.
mężowie (faceci) -ciągle zabiegani ,bo pracować trzeba,bo kryzys,to długi do spłacenia-samochody,domy,telewizory wielkości miliona cali bo sąsiad ma pół miliona-konkurencja i walka kogutów.Litry piwska i kebabów ,chipsów pochłaniane tygodniowo-bo nie ma czasu ani umiejętności żeby ryż ugotować....
3.Drogowe chamstwo-nawet nie będę rozwijał bo wiecie o co chodzi.
4.Brudasy -ludzie którzy wyrzucają śmiecie wszędzie i srają psami gdzie popadnie -ale potem najgłośniej drą gęby jak to inni nie segregują szkła,plastiku i papieru.
5.Jedzenie -Boże ludzie ile my teraz chemii żremy -tylko zobaczcie.Obecni 20-30 latkowie będą w dużo gorszej formie niż obecni 50-60 latkowie.Oni nie żarli takiej chemii w artykułach,, spożywczych.
Myślicie że jak najecie się serdelków czy innego świństwa z E ileś tam to to nie wpływ na twój układ nerwowy?!!Potem to wszystko eksploduje i lata po całym organizmie jak Doda z gołą dupą po Media Expercie!!.
Tak jestem jednym z Was ,wkurwionym ,zdesperowanym,często wpadam w panikę i nie mogę spać po nocach,piję zioła ,medytuję ,oglądam jakieś pojebane kolorowanki na terapiach z koloroterapii i katuję się muzyką z Tybetu.Ale wiem jedno dopóki nie wywalę 52'' tv full hd 3d przez okno ,dopóki nie przeniosę się gdzieś wieś ,gdzie nie ma zasięgu,dopóki nie zrozumiem że wcale nie potrzebuję 20 pary jeansów z kolekcji Zara 2013 -konsumpcjonizm,bieg za pieniądzem i chęć zrobienia wszystkim dobrze MNIE WYKOŃCZY -A WAS?

-- 22 kwi 2013, 12:03 --

Ataki.Mili Państwo moje są tak nieoczekiwane i tragiczne jak polska reprezentacja piłki nożnej albo rząd.
Niby jestem spokojny,uśmiechnięty a tu nagle znienacka -podstępnie gdzieś wewnątrz jakby w brzuchu budzi się demon -za 5 sekund już wszystko lata,serce tłucze ,ręce latają jakby za chwilę się miały oderwać od reszty ciała a moje ciało zaczyna chodzić-Chodzenie pomaga mi w tych atakach.Chodząc myślę że jak będę pompował krew do serca to ono nie stanie ,potem oddech płytki,słaby jak u nałogowego palacza i się nakręcam,umieram,już widzę jak mnie karetka zabiera,o niej też myślę za ile przyjedzie i czy będą mnie w stanie uratować.
Oczywiście odruchowo łapię się za serce i sprawdzam czy bije ,podskakuję bo to mnie jakoś uspokaja.....potem pomiary ciśnienia 85/129...a w głowie coś mi mówi ale dlaczego nie 80/120 bo wtedy było by idealne i być może bym się uspokoił!!!!
/cenzura/ jego mać ......!!!!Potem po kilku minutach patrzę na ludzi za oknem: uśmiechniętych ,biegające dzieci na placu zabaw ,słońce i myślę jeszcze bardziej wkurwiony ...CO JA SOBIE ZROBIŁEM!!!Dlaczego przez te wszystkie lata tak o siebie nie dbałem!!!Dlaczego nie było we mnie tyle egoizmu żeby zająć się głównie sobą.Nigdy nie miałem nawet czasu żeby się po dupie podrapać-byłem jak Mike Tyson -maszyna do zabijania ciągle do przodu.
Kawa ,energetyki,hot dogi na Orlenie ,piwo,oglądanie głupich filmów i programów na TVN-nie, i praca.Praca ciągłe raporty,wytłumaczenia ,reklamacje i tak do zajebania w kółko 247 dni w roku ,e-maile do klientów od nich i każdy coś jęczy ,płacze,skomle....
Polacy nerwice dopiero do nas przychodzą będzie ich mnóstwo bo zmienia się nasz styl życia.
Psychologowie ,Psychiatrzy , Terapeuci-przed Wami mnóstwo pracy ,kupę kasy ludzie u Was zostawią.GRATULUJĘ !!!Macie i będzie mieli co robić przez najbliższe kilkanaście lat!!!!!!!!!!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
81
Dołączył(a)
19 kwi 2013, 17:38

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez josh 22 kwi 2013, 14:58
Tak się zastanawiam co psycholog może więcej pomóc? Kiedy to się zaczęło chodziłem do lekarza, uświadamiał mnie, że objawy które czuje są urojone; lęk powoduje objawy somatyczne a te z kolei napędzają spirale strachu i tak w koło. Ja to wiem, że nie umrę tak nagle na ulicy, nie zemdleje bo nigdy nie zemdlałem itp., że strach da się opanować np. w mieście i kiedy się to uda mogę już spędzić tam cały dzień. Milion razy tak robiłem, przez 8 lat poza tym, że najadłem się masy strachu żadna z moich obaw się nie ziściła i z każdej 'mission impossible' wychodziłem cało. Chociażby dzisiaj. Potem czuje się jak normalna osoba i mam wkurw na siebie, że tak się zachowuje. Ale i tak cały ten proces się później powtarza (pewnie już jutro bo mam wyjazd).
Znam nawet lekarstwo; mieć stale zajętą czymś głowę. Kiedy np. jestem w związku, dużo pracuje, nawarstwiło mi się wiele spraw itp. tak, że moje myśli nie mają czasu zajmować się zastanawianiem się, co wywoła atak paniki jutro czy za 5 min, wtedy funkcjonuje normalnie. Nie zastanawiam się, tylko idę, jadę, robię. I można.

Ciekawe jest też to, że po alkoholu stany lękowe znikają jak ręką odjąć. To kolejny dowód, który czarno na białym udowadnia, że wszystko siedzi w głowie. Ale nie mogę przecież walić sety przed każdym dniem w pracy itp.

Nie mówię bynajmniej, że terapia mi nic nie da. Ba, nawet wiem, że jej potrzebuje. Tylko chcę zapytać tych, co mają okazje uczęszczać na takie spotkania; dowiem się czegoś więcej, czego jeszcze nie wiem a mi pomoże? Co Wam pomogło?
Trzymam się tak mocno życia, które dość średnio kocham.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 14:08

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 32 gości

Przeskocz do