Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez szy123 26 lut 2013, 01:43
pisanka, jak sobie radzisz z tym stanem ? straciłaś kiedyś kontrolę podczas wykładu? jezeli tak to jak to wyglądało ? ja mam wrażenie, że zaraz stanie się coś dziwnego czego nie jestem w stanie ogarnąć
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
24 kwi 2011, 20:41

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pisanka 26 lut 2013, 08:50
teraz po prostu nie siadam na środku sali ;) ale kiedyś wychodziłam z sali. ten stan tak się nasilał, że chciało mi się wymiotować, w końcu cała pętla się nakręcała. to są ataki paniki to co opowiadasz, więc żeby je opanować albo dla własnego komfortu siadam tam gdzie ewentualnie łatwo wyjść. zwykle nie korzystam wtedy z tej opcji, bo czuję się spokojna, że w razie czego jestem blisko drzwi ;) albo siadam przy otwartym oknie, żeby mieć dużo powietrza. to też pomaga. teraz mi się to trochę uspokoiło i nie jest tak intensywne jak kiedyś, ale jeszcze w zeszłym roku to chyba nie było wykładu który bym przesiedziala w całości. co chwilę musiałam wychodzić z sali :/ z tego wszystkiego przestałam potem chodzić na wykłady, ale nie tędy droga. w końcu jeden drugi i trzeci raz się zmusiłam by wysiedzieć, znalazłam wtedy miejsce przy drzwiach i stopniowo starałam się wytrwać jak najdłużej. a teraz siedzę całe wykłady, a gdy czuję, że dyskomfort znowu się pojawia to znajduję sobie zajęcie, zaczynam rysować, wchodze do internetu, albo próbuję słuchać wykładowcy :P
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1585
Dołączył(a)
19 sty 2012, 13:20
Lokalizacja
warsaw

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez sleepwalker 26 lut 2013, 20:24
Również rozumiem, bo ostatnio często na wykładach wchodzę w stan, gdzie albo czuję, że zaraz będę musiała wyjść z sali bo tego nie zniosę, albo mam zaszklone łzami oczy i muszę udawać, że sobie przysypiam i chować głowę w ramionach. Ale dlaczego tak nagle mnie to dopada - nie mam pojęcia.
Saying all I know is I gotta get away from me.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
27 sie 2012, 22:13
Lokalizacja
How did I end up here?

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez analogia 04 mar 2013, 22:06
cześć wszyscy "lękowcy":)
dzisiaj zarejestrowałam się na tym forum, choc czytam to co piszecie juz od dawna (co jakiś czas:))
Ja swój pierwszy atak lęku miałam 2 lata temu - taki poważny atak, bo wcześniej często kręciło mi się w głowie, było mi duszno, wymiotowałam itd. byłam u lekarza - dali mi jakiś ziołowy lek, po którym nie można było prowadzić auta:D nie brałam tego, bo stwierdziłam, ze to bez sensu, że muszę z tym walczyć. No i się udawało, ale niestety najczęściej pomagało mi wino albo inny alkohol, oczywiście tylko na chwilę, bo na kacu było jeszcze gorzej. Aż w końcu trafił mnie taki atak, że wylądowałam o 3 rano na pogotowiu. Duszności, które doprowadziły do hiperwentylacji i prostą drogą do tężyczki, czyli skurczu wszystkich mięśni (myślałam, ze mam wylew, bo mnie tak powykręcało) mój małż wezwał pogotowie, bo był osrany bardziej niz ja chyba. Nie wiedziałam czy to wylew czy zawał...nim przyjechali tężyczka mnie opuściła trząsłam się cała i było mi okropnie zimno. Panowie powiedzieli ze to atak paniki ale na wszelki wypadek zabrali mnie na badania serca. wszystko ok. Nafaszerowali mnie relanium i wio do domu...po tym ataku była chwila spokoju...najgorszy był lęk przed kolejnym atakiem. musiałam pilnować własnych myśli (co do dzisiaj zresztą robie, ale z lepszym powodzeniem)
rok później znowu miałam taki sam atak - na szczęście wiedziałam że to nerwica, choc wiadomo że zadawałam sobie pytanie "a moze tym razem właśnie umieram??" Najgorsze były okoliczności - stało się to w autobusie pełnym ludzi:/ kierowca zatrzymał autobus, czekaliśmy na pogotowie. było mi strasznie głupio, ale nie mogłam tego powstrzymać...potem miałam lęk przed autobusami:)
ale jako, że jestem uparta postanowiłam walczyć z własnymi myślami. Przeważnie się udaje...w końcu postanowiłam zrobic badania tarczycy (tak, tak może komuś to pomoże - moje objawy mogły być równie dobrze nadczynnoscią tarczycy) Stety-niestety okazało się, że to nie tarczyca...wszystkie wyniki ok. Więc co? jednak ten pieprzony LĘKNIAK, który jest totalnie bez sensu. Lekarka przepisała mi xxanax na silne stany lękowe - pomaga bardzo, aż za bardzo, bo po nim czuję się jak na haju:) nie nadużywam. od 2 miesięcy wzięte 3 tabletki, tylko przy mocnych lękach.
Trochę nie wiem co dalej...nie chcę szpikować się lekami, na terapię mnie nie stać...zobaczymy:)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
04 mar 2013, 21:49

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Lady Em. 04 mar 2013, 23:06
Dziś miałam solidny atak. Drapanie, gryzienie, skubanie to mało. Trzeslam się jak osika. :why:
Je ne comprends pas!
borderline
nerwica lękowa
nerwica natręctw
zaburzenia adaptacyjne

http://www.onedepression.blox.pl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4211
Dołączył(a)
13 gru 2011, 09:48
Lokalizacja
Poznań

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez dumps 05 mar 2013, 11:03
Hej, tak sobie czytam to co piszecie i jestem w podobnej sytuacji. Trochę ją opisałam w pewnym poście jak możecie to przeczytajcie, napiszcie co o tym myślicie. zaburzenia-l-kowe-somatyczne-depresja-t41692.html
Bo każdy walczy tu o przetrwanie
w świecie gdzie nic nie jest pewne
bądź pewien swojej woli walki
zbieraj siły, dąż do tego by coś zmienić!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
05 mar 2013, 10:25

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nikola 25 06 mar 2013, 12:56
Czytam te Wasze objawy i mam to samo bez kitu....
Najgorsze jest to, że widzę jak nerwica powoli niszczy wszystkie sfery mojego życia.
Do pracy kiedyś chodziłam chętnie- już nie bo boję się tam ataku.
Do kościoła co niedziela nawet sama- chodzę ale muszę z kimś bo się boję...autobusem sama nie pojadę, na zakupy nie pójdę...niewiele mnie cieszy....
a szkoda gadać..
Na szczęście jestem w trakcie terapii pierwsze spotkanie mam już za sobą....
może to coś da ....
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
05 lut 2013, 18:27

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pisanka 06 mar 2013, 15:58
wczoraj byłam u
ginekolog, i wystraszyła mnie, bo (drugi raz u niej jestem, bo po 6 latach stwierdziłam, że moja poprzednia zrobiła się jakaś 'dziwna') powiedziała, że kategorycznie powinnam przestań brać yasminelle jak miewam migreny z aurą, że może to wywołać udar, zakrzepice itp. Biorę yasminelle od 6 lat i poprzednia
ginekolog nie widziała problemu. Dała mi skierowanie na badania i jutro idę. Dzisiaj natomiast, dzwoniła moja mama z paniką, bo wyczytała w Agorze, że yasminelle zawierają drospirenonum, który wywołuje zakrzepice i zatory wszystkie możliwe, że w USA lek jest na liście leków niebezpiecznych, że odnotowano kilkadziesiąt zgonów u kobiet, które zażywały ten lek i producent cały czas wypłaca odszkodowania kobietom, które nabawiły się poważnych chorób i upośledzeń. Zaczęłam się bać i już mnie głowa boli :O mam nadzieję, że to jednak nie udar... :bezradny:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1585
Dołączył(a)
19 sty 2012, 13:20
Lokalizacja
warsaw

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Raffuss 07 mar 2013, 15:28
To nieszczęsne uczucie osłabionych mięśni, braku tchu.. nie ma jak się przeładować.. myślałem że jestem już na tyle silny by pomóc komuś innemu.. myliłem się..
Codzienna walka o lepsze jutro nerwoblog.pl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
331
Dołączył(a)
14 lip 2010, 21:04
Lokalizacja
Gdańsk

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez dumps 07 mar 2013, 17:01
Ej ja to już nie wiem jak sobie z tym radzić. Chciałabym robić wszystko to co robią normalni ludzie.. Chodzić gdzie chce, i z kim chce przebywać. A tu się nie da, bo ciało i umysł odmawiają posłuszeństwa, przerastają mnie ;(
Bo każdy walczy tu o przetrwanie
w świecie gdzie nic nie jest pewne
bądź pewien swojej woli walki
zbieraj siły, dąż do tego by coś zmienić!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
05 mar 2013, 10:25

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez luli2003 07 mar 2013, 18:02
dumps napisał(a):Ej ja to już nie wiem jak sobie z tym radzić. Chciałabym robić wszystko to co robią normalni ludzie.. Chodzić gdzie chce, i z kim chce przebywać. A tu się nie da, bo ciało i umysł odmawiają posłuszeństwa, przerastają mnie ;(



to okopne ale tak to juz jest-walka bezskuteczna z własnym mózgiem
niemoc i przerazenie i co dalej? jak długo można? :why:
W nerwicy, której charakterystyczną cechą jest nuda, chory znajduje się w potrzasku między lękiem przed życiem a lękiem przed śmiercią.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
505
Dołączył(a)
04 lut 2012, 15:32
Lokalizacja
szara brudna LÓDŻ

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez dumps 07 mar 2013, 20:02
No właśnie ja też nie wiem jak długo dam radę ;(
Bo każdy walczy tu o przetrwanie
w świecie gdzie nic nie jest pewne
bądź pewien swojej woli walki
zbieraj siły, dąż do tego by coś zmienić!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
05 mar 2013, 10:25

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Leśna Jagoda 08 mar 2013, 16:04
shadeofblue napisał(a): Teraz atak to dla mnie jak tonięcie w totalnej rozpaczy, płaczę, mam dreszcze, miotam się... Nie mogę jeść, nie mogę spać, nie mogę skupić myśli na niczym innym niż to, co boli.
Gdy przechodzi, czuję przez krótki czas kompletną pustkę, smutek i osamotnienie, a potem znów 'wskakuję' na tor myślenia sprzed ataku, i znów się wszystko nakręca...


Mam coś podobnego... kiedyś ataki były co jakiś czas, sporadycznie... A od ponad tygodnia mam wrażenie, że atak trwa cały czas. Nie jestem w stanie się uspokoić, cały czas myślę o tym, że mam nerwicę i jak bardzo nie chcę jej mieć. Wizytę u psychologa mam dopiero na 9 kwietnia. Boję się, co będzie do tej pory :/ Bo najgorsze jest to, że tkwię w takim zamkniętym kręgu... Budzę się i wiem, że cały dzień będę zdenerwowana, idę spać i budzę się w nocy i znowu to mam... Nawet wychodzenie do ludzi mi nie pomaga. Nic mnie nie cieszy, bo cały czas myślę o tym, że mam te lęki. Największy paradoks to chyba strach przed strachem. Jak mi przechodzi na kilka minut - mam wrażenie, że nie jestem sobą, bo przecież "ja" to ta "wariatka z atakami". Dzisiaj kolega powiedział mi, że wyglądam jakbym była chora. Pewnie dlatego, że non stop biegam do łazienki, prawie nic nie jem, bo nie mogę i boli mnie w klatce piersiowej :/

Zna ktoś jakiś sposób na uspokojenie, żebym jakoś dotrwała do tej wizyty? No chyba, że dostanę kasę i wybiorę się prywatnie...
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
07 mar 2013, 13:21

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez mgielka86 11 mar 2013, 10:39
Leśna Jagoda mnie pomaga już tylko siedzenie w necie i zajmowanie się różnego rodzaju pierdołkami. Czasem jednak i to nie wystarcza bo jak mnie złapie atak to potrafi trzymać kilka dni :( Teraz miałam bardzo spokojny weekend, ale poprzedni tydzień miałam jakby wyjęty z kalendarza. Non stop trzęsłam się jak galaretka. Dzisiaj chyba znowu będę miała powtórkę z rozrywki :(
Boże, daj mi siłę abym mogła zrobić wszystko, czego ode mnie żądasz. A potem żądaj ode mnie, czego tylko chcesz...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
173
Dołączył(a)
29 sty 2013, 00:16
Lokalizacja
Wielkopolska

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 33 gości

Przeskocz do