Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Ariel28 06 paź 2012, 19:38
Dzisaj musialem dzwonic po pogotowie nie moglem opanowac paniki, dali mi zastrzyk relanium dopiero sie uspokoilem. Wzialem najpierw 0,50mg Afobamu i 25mg hydroksyzyny po 20 min nic nie przechodzi , dzwonie do lekarki kazala mi wziasc drugie tyle wzialem i dalej nic ale juz bylem taki w strachu ze zadzwonilem po pogotowie i kolejny raz mnie ''uratowali''. Pierwszy raz sie zdarzylo zeby Afobam szybko mi nie pomogl ,wczesniej dzialal gora po 20min. Moze od tego Sulipyrydu jestem za bardzo pobudzony i przez to nie wiem sam w poniedzialek lece do lekarki.
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
01 wrz 2012, 15:08

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez ddd 06 paź 2012, 22:09
Agorafobia byla u mnie skutkiem emetofobii. Chodziłam na terapię poznawczo-behawioralną indywidualnie przez kilka miesięcy, od roku biorę leki od psychiatry i zamiast kilku ataków dziennie, mam jeden, kilka, czasem wcale miesięcznie. Polecam więc i wam taką drogę..
Moge od razu powiedziec, że wykrywałam u siebie mnóstwo chorób, od tego wszystkiego bardzo bolał mnie brzuch, lekarka mówiła, ze z nerwów, ja chodziłam na badania wiedząc lepiej. Wszystko niemalże mineło. Nie żyłam własciwie, dziś żyję normalnie.
ddd
Offline
Posty
125
Dołączył(a)
28 lip 2011, 15:18

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Agrafka0806 08 paź 2012, 22:10
Witajcie.
Jestem tu nowa, bo właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że cierpię na nerwicę lękową. U mnie zaczęło się za kółkiem mojego własnego samochodu. Jechałam na rozmowę kwalifikacyjną do innego miasta. Najpierw zawroty głowy, potem silny lęk, ze zaraz zemdleje i to jadąc autem, że spowoduję wypadek. W trakcie tej jednej trasy zatrzymywałam się chyba z 10 raz. W końcu nawet spóźniłam się na tą rozmowę 15 minut (oczywiście wcześniej zadzwoniłam i poinformowałam że się spóźnię, wymysliłam jakiś tekst z korkiem i wypadkiem na drodze) Z początku potraktowałam to jako po prostu jakąś taką panikę przed rozmową, większy stres itp. Kilka tygodni po tym dostałam pracę (jednak nie w tym miejscu gdzie jechałam) i ponieważ praca siedząca postanowiłam, że potrzebuję chociaż trochę ruchu i po pracy starałam się choć na godzinę udać się na spacer. W drodze zaczęły łapać mnie zawroty głowy połączone z myslami, że zaraz upadnę, zemdleję, nogi robiły mi się jak z waty, trzęsłam się ze strachu i często bywało tak, że zatrzymywałam się i nie mogłam zrobić ani jednego kroku do przodu. Już myślałam, że będe musiała po kogoś zadzwonić, żeby mnie ściągnął z tego chodnika po którym szłam bo sama nie dawałam rady. Nie wiem jak ja to robiłam, ale po chwili szłam dalej. Takie zawroty głowy zaczęły mi się nasilać. Już nie tylko przy chodzeniu, ale tak jak np. dzisiaj, siedząc przy biurku w pracy zaczęło się wszystko od nowa. do tego doszło jeszcze ogromne zmęczenie, aż nawet zaczęłam czuć że coś rośnie mi w gardle i za chwilę się uduszę. Postanowiłam w końcu poszukać jakichś informacji na ten temat w internecie wpisując swoje objawy w wyszukiwarkę i trafiłam własnie tutaj, a tutaj znalazłam opisy wielu ludzi, którzy piszą tak, jakby opisywali dokładnie to co się ze mnądzieje. Jaka była moja reakcja? Rozbeczałam się. Nadal chce mi się ryczeć. Nie wiem dlaczego? Czy ze strachu, czy z rozpaczy że dopadła mnie taka choroba, czy ze szczęścia, że w końcu dowiedziałam się co mi jest. że to nie znaczy że umrę i że nie jestem ze swoim problemem sama.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 paź 2012, 21:28

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez weirdie 09 paź 2012, 14:42
Kochani, czytałam parę Waszych postów (no niestety wszystkich nie da rady, bo zajęło by to wieczność..) i odczuwamy praktycznie to samo. U mnie problemy nerwicowe zaczęły się już jakiś czas temu, 2-3 lata wstecz. Byłam bardzo młoda, nadal jestem (16 lat), wydawało mi się, że to przejdzie, w końcu taki to wiek, że często rzeczywistość dobija z podwojoną siłą. Co wpływało na moje złe samopoczucie? Właściwie wszystko. Bardzo kiepska sytuacja w domu (rodzice się kłócą odkąd pamiętam, od maleńkiego dzieciaka oglądałam przykre sceny w domu, stawiano mnie na krawędzi i kazano wybierać "mama czy tata?"), nie miałam chyba nigdy przyjaciela (odnalazłam go dopiero jakiś rok temu), moja starsza o 2 lata siostra weszła w swoje życie, być może nieświadomie mnie zostawiła. W szkole zawsze byłam traktowana jak odludek, miałam swoje życie, swój świat, swoje wszystko inne niż reszta. Nie to, że byłam odrzucana, ale tak się czułam. Tak naprawdę nie miałam o czym z tymi ludźmi rozmawiać. Szkoła i dom to dwa źródła ciągłego stresu. W gimnazjum unikałam szkoły w możliwy sposób, miałam problemy z koncentracją, najmniejszy problem był dla mnie nie do zniesienia kłopotem. Kuzynka i bliska znajoma radziły mi ciągle wybrać się do psychologa, ale ja panicznie się tego bałam. Zaczęłam bać się normalnych sytuacji - konfrontacji z ludźmi, zwłaszcza obcymi, odpowiedzi w szkole, kupowania biletu w autobusie, wsiadania do autobusu, gdy miał tam być ktoś znajomy, gdy szłam na koncert nie chciałam iść tam na trzeźwo. Od paru miesięcy wszystko się pogorszyło. Trzęsę się praktycznie od rana do nocy, gdy pokłócę się z ojcem (ciągle mnie obwinia o coś, nawet gdy nic złego nie zrobiłam) wpadam często w stan, kiedy nie mam nad sobą kontroli. Wybucham płaczem, zamykam się u siebie w pokoju, zasłaniam okno, gaszę wszystkie światła. Mam natłok myśli, kładę się do łóżka i zakrywam pościelą lub na podłodze, bo nie mogę stać w jednym miejscu, coś mnie rozsadza od środka. Drapię się po ręcę do krwi i nie obchodzi mnie zazwyczaj to czy będę mieć po tym blizny. Samookaleczam się od jakichś 2 lat, z paromiesięcznymi przerwami (wtedy wydawało mi się, że jest ze mną coraz lepiej). Rodzice tego nie zauważają lub nie chcą zauważyć, w szkole nikt o to nie pyta. Z ignorancją spotykam się na każdym kroku. Teraz, gdy poszłam do nowej szkoły, boję się wszystkiego jeszcze bardziej. Gdy jestem pytana cała się trzęsę, w myślach błagam, abym teraz umarła, bo nie chcę przeżywać tego okropnego stanu, w którym lęk i stres opanowuje całą mnie, a ja nic z tym nie mogę zrobić. Wyolbrzymiam tę sytuację, mam wrażenie, że nauczyciel robi to wszystko celowo, a świadomość, że nie jestem dobrze przygotowana do lekcji mnie dobija jeszcze bardziej. Kiedy dostanę złą ocenę obwiniam siebie za to. Z sobą sobie w ogóle już nie radzę. Do tego moje życie prywatne sobie poplątałam. Zawsze miałam złą samoocenę, ale teraz dosięga to szczytów. Unikam zdjęć i luster, bo nie umiem na siebie patrzeć. Ubłagałam mamę, aby poszła do pschiatry i załatwiła mi leki uspokajające. Opowiedziałam jej część tego, co odczuwam. Do psychiatry sama panicznie bałam się pójść więc powiedziałam jej, że na pewno się tam nie pokażę. Psychiatra stwierdził, że to klasyczne stany lękowe, przepisał mi lek doxepin teva. Biorę je od dwóch tygodni trzy razy dziennie (łączna dzienna dawka to 30 mg, więc dosyć słaba). Czasami mnie odpręża, ale nie powiem żebym była zadowolona z efektów. Ostatnio znów miałam taki atak, przez moment byłam pewna, że naćpam się tych leków, ponieważ już nie widziałam w niczym sensu. Powstrzymałam się na szczęście, wzięłam jedną tabletkę i znów zrobiłam to, co zwykle, czyli zgasiłam światła i położłam się w ciemności na łóżku. Przez chwilę płakałam, ale po 15-20 minutach mnie uspokoiło. Czy brał ktoś z Was ten lek? Jeśli tak, to proszę, niech ktoś się na jego temat wypowie. Chciałabym wiedzieć ile taki lek się stosuje i czy są pozytywne skutki.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
09 paź 2012, 14:10

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Agrafka0806 09 paź 2012, 19:53
weirdie napisał(a):Kochani, czytałam parę Waszych postów (no niestety wszystkich nie da rady, bo zajęło by to wieczność..) i odczuwamy praktycznie to samo. U mnie problemy nerwicowe zaczęły się już jakiś czas temu, 2-3 lata wstecz. Byłam bardzo młoda, nadal jestem (16 lat), wydawało mi się, że to przejdzie, w końcu taki to wiek, że często rzeczywistość dobija z podwojoną siłą. Co wpływało na moje złe samopoczucie? Właściwie wszystko. Bardzo kiepska sytuacja w domu (rodzice się kłócą odkąd pamiętam, od maleńkiego dzieciaka oglądałam przykre sceny w domu, stawiano mnie na krawędzi i kazano wybierać "mama czy tata?"), nie miałam chyba nigdy przyjaciela (odnalazłam go dopiero jakiś rok temu), moja starsza o 2 lata siostra weszła w swoje życie, być może nieświadomie mnie zostawiła. W szkole zawsze byłam traktowana jak odludek, miałam swoje życie, swój świat, swoje wszystko inne niż reszta. .



Strasznie mi przykro czytać o Twojej sytuacji weirdie. Mogę się tylko domyślać co czujesz i ile bólu cię to wszystko kosztuje. Niestety nie znam odpowiedzi na Twoje pytanie bo nigdy nie stosowałam leków od psychiatry. Mnie z kolei boli fakt, że są na świecie takie rodziny jak Twoja, gdzie dziecko czuje się niekochane. Tacy ludzie nie zasługują na to by być rodzicami i jest pełno takich rodzin jak moja, która pragnie z całych sił obdarzyć dziecko miłością i troską, a dzieci mieć nie może tudzież jest im cieżko dziecko począć. To jest takie niesprawiedliwie. Ten fakt z kolei mnie bardzo frustruje i nie pozwala normalnie żyć od dłuższego czasu. Nie rozumiem absolutnie takiego losu. To jest niesprawiedliwe, ale pamiętaj - my wcale z takim losem nie musimy się zgadzać!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 paź 2012, 21:28

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Ariel28 09 paź 2012, 21:07
Weirdie poszukaj na forum w dziale o lekach tam moze dowiesz sie wiecej jak działaja, ja biore co innego. Lepiej zglos sie do psychiatry napewno pomoze da Ci coś doraznie na ataki paniki i uspokojenie. pozdrawiam
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
01 wrz 2012, 15:08

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez contessa 11 paź 2012, 17:11
Witam Was serdecznie,

jestem nowa na forum.
Zarejestrowalam sie tutaj bo chcialabym pomoc tym wszystkim, ktorzy sa zmeczeni atakami paniki, ktorzy poprostu sie boja czy maja fobie.
Ja cierpie na nerwice od 4 lat, ale od prawie 4 miesiecy nie musze brac juz tabletek.
W moim przypadku pomogla mi psychoterapia.
Przed ktora bardzo dlugo sie wzbranialam, wyobrazalam sobie, ze bedzie to "babranie w przeszlosci" a na to nie mialam najmniejszej ochoty.
Nie chodzilo o to , ze mialam cos do ukrycia, raczej obawialam sie na sile szukania jakis traum w moim zyciu, ktore mogly spowodowac nasze leki.
Z perspektywy czasu zaluje, ze tak dlugo zwlekalam z decyzja.

Mialam szczescie trafilam na swietnego psychologa z nisesamowitym podejsciem.
Tak wiec prosze Was nie poddawajcie sie, szukajcie pomocy na terapiach, psychologowie sa dostepni w ramach umow z NFZ.

pozdrawiam Was serdecznie
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
11 paź 2012, 17:00

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pysiunia 12 paź 2012, 10:03
contessa, na jaką terapię chodziłaś ? psychodynamiczną ?
Zawsze bądź sobą, wyrażaj siebie, wierz w siebie, nie szukaj udanej osobowości i powielaj jej.
Jestem sobą, bo oryginały są więcej warte niż kopie :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
277
Dołączył(a)
14 mar 2010, 12:48
Lokalizacja
Poland

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez stresik 12 paź 2012, 22:01
oddech , lek przed jego zatrzymaniem , strach....

Witajcie

Pewnie juz ktos pisal o podobnej sytuacji ale w moim stanie nie jestem w stanie tego znalesc... dzis rano obudzily mnie dwie mysli...
wdech , nie wydech , nie no wdech a moze wydech ,wdech,wydech.... myslalem ze oszaleje , zalalem sie potem , gorąc uderzył do klatki piersiowej... udało mi się zacząć oddychać uspokoiłem oddech zasnołem... niestety teraz jakiś dziwny strach powoduje że boje się że to sie wydarzy , ze przestane oddychac... boje się że przyjedzie pogotowie że zabiora mnie do psychiatryka albo umre i milion innych... czy ktos z was miał kiedyś tak ?? czy to na tle nerwowym??
Ostatnio edytowano 12 paź 2012, 22:12 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na treść Twojego postu
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
08 wrz 2012, 22:52

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 12 paź 2012, 22:13
stresik, atak paniki...tak wyglądają zachowania, które opisujesz.
Proponuję wizytę u specjalisty-psychiatra, psychoterapeuta.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez pysiunia 12 paź 2012, 22:47
weirdie, przykre to, co spotyka Cię od najbliższych Ci osób.
Fakt, że mieszkasz z nimi, a Oni nie wiedzą wiele, z czym zmagasz się na codzień.
Powinnaś otwarcie porozmawiać z rodzicami i powiedzieć o swoich problemach. O tym, że przerastają Cię, że nie masz już siły walczyć z nimi.
Nie możesz tego dłużej ukrywać i udawać, że wszystko jest ok. Przecież po to mamy rodzinę.
Zobaczysz, jaka będzie ich reakcja na Twoje wzywanie pomocy.

W powrocie do zdrowia niezwykle istotne przyznanie się przed sobą i najbliższymi, że masz problem, że przeżywasz lęki.
Lekarstwa nie zawsze zadziałają. Niekiedy potrzeba je zmieniać kilka razy, by trafić na ten właściwy lek, który będzie pomagać.
Leki pomogą przetrwać Ci najcięższe chwile, wyciszą Cię wewnętrznie.
Wskazana byłaby wizyta u psychoterapeuty.
Ściskam Cię mocno, Kika
Zawsze bądź sobą, wyrażaj siebie, wierz w siebie, nie szukaj udanej osobowości i powielaj jej.
Jestem sobą, bo oryginały są więcej warte niż kopie :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
277
Dołączył(a)
14 mar 2010, 12:48
Lokalizacja
Poland

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez kacha.kkk 16 paź 2012, 12:34
poszukuję ludzi z okolic olsztyna z którymi bym z miłą chęcią sie spotkała ,ktorzy maja podobny problem do mojego czyli LĘKI :)

-- 17 paź 2012, 18:35 --

dalej czekam na ludzi z okolic Olsztyna :))))
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 paź 2012, 11:37

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez weirdie 17 paź 2012, 19:05
Agrafka0806, strasznie miło się poczułam kiedy przeczytałam co napisałaś :) to ważne, żeby czuć, że istnieje ktoś kto rozumie w jakimkolwiek stopniu Twoją sytuację. Moja mama to naprawdę wspaniała, inteligentna kobieta. Podziwiam ją za to jak radzi sobie mimo masy problemów, spraw sądowych, kłopotami z pieniędzmi. Nie daje nigdy sobie w kaszę dmuchać. Zawsze rozumiała moje potrzeby i wiem, że przykro jej, że jest jak jest. Pewne rzeczy ciężko jest zmienić, przecież nie wywali ojca z domu, który tak naprawdę praktycznie sam utrzymuje dom i gospodarstwo (mamy pare różnych zwierzaków). Mama jest alkoholiczką i nałogową palaczką, i to jest jej największa wada. Myślę, że gdyby nie jej nałogi, byłaby najcudowniejszą mamą na świecie. Ostatnio, kiedy wróciła do domu trochę podpita, zaczęłam z nią rozmawiać na następny dzień. Powiedziałam, że ja sobie już nie radzę z tym wszystkim i przerasta mnie to, co dzieje się u nas w domu. Że nie wymagam ani od niej ani od ojca prawie nic, nie chcę od nich góry pieniędzy tak jak otrzymują moje rówieśniczki, nie chodzi mi o to, aby ubierać się w najmodniejsze ubrania i aby zaspakajali zawsze moje zachcianki, ale tylko i wyłącznie o to, że dom jest miejscem, w którym najbardziej nie lubię przebywać, chociaż powinno być na odwrót. Zapytałam dlaczego ona zawsze musi uciekać w alkohol i nie spróbuje nawet tego zmienić i wciąż się oszukuje, że alkohol to jedynie jej przyjemnośc. Mama się rozpłakała, powiedziała, że nie wie co ma mi odpowiedzieć i przeprosiła. Powiedziała mi też, że ona od długiego czasu widzi co się ze mną dzieje, ale nie wie jak ma to zmienić, stara się, ale czasem czuje się wobec tego bezsilna i winna.
Ojciec to nie człowiek, z którym mogłabym usiąść i porozmawiać o swoich problemach. Jego pole widzenia najczęściej ogranicza się na czubku swojego nosa. Wydaję mi się, że ta sprawa rodzinna nie zmieni się, ponieważ każdy z nas tutaj ma dość wszystkiego i każdy oczekuje, czego innego. Kompromisy i ugody przerabiane są tu od kilkunastu lat, bez pozytywnego skutku. Ja wiem, że ja to przetrwam, bo ustaliłam sobie pewien cel w życiu i jeżeli mam wybór albo się poddać albo brnąć dalej, wybieram drugie rozwiązanie, bo ucieczka niczego nie załatwi. Czasem mi bardzo trudno, zwłaszcza przez te lęki i przede wszystkim w szkole. Generalnie w liceum jest ok, jednak nauczycielka od języka polskiego wywołuje na lekcji taki strach, że człowiek boi się jej o cokolwiek zapytać, dlatego też panicznie boję się przed jej lekcją. Ostatnio jak na GZW miałam czytać przed klasą referat z koleżanką (to nie było na ocenę, po prostu zadana dodatkowa praca) to tak CAŁA się trzęsłam, że zrezygnowałam po przeczytaniu 3/4, bo już nie dałam rady, oddałam kartkę koleżance, aby dokończyła. Takie sytuacje nie wydają się końcem świata, ale ja za każdym razem odbieram je jako porażkę, staram się uspokajać i pocieszać "liczy się to, że podjęłaś się tego wyzwania", ale to nie pomaga i gwarantuje mi zepsuty humor na resztę dnia. Nie wiem co z tym robić. A paradoksalnie referat był na temat "jak pokonać stres?"...

Kika7 napisał(a):W powrocie do zdrowia niezwykle istotne przyznanie się przed sobą i najbliższymi, że masz problem, że przeżywasz lęki.


Często o tym czytałam, ale wydaje mi się to nieprawdopodobne wręcz. Kiedy wiem, że inni wiedzą, że łatwo ulegam stresowi, denerwuję się jeszcze bardziej, że ktoś specjalnie będzie wyszukiwał we mnie wszystkich objaw stresu. Nie umiem zmienić swojego nastawienia i toku myślenia..

contessa, tylko jak odważyć się na ten pierwszy krok? Nie potrafię wyrazić jak bardzo się boję takiego spotkania. Może boję się konfrontacji z własnym problemem. Słowami tego nie jestem w stanie wyjaśnić, mogłabym jedynie to namalować.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
09 paź 2012, 14:10

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez bialy123 20 paź 2012, 17:09
hej ja mam to samo co tutaj piszecie lek lek j jeszcze raz lek przed wszystkim brak snu dotego :(
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
20 paź 2012, 16:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 40 gości

Przeskocz do