Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Migawka 14 sie 2012, 21:15
Cześć Wam .
W zasadzie po co pisać o objawach skoro wszystko już napisaliście za mnie . Poczytałam trochę i miałam nieodparte wrażenie,że wszyscy piszecie o mnie, o tym co mnie dotyka,przytłacza,zatruwa życie . to nieprawdopodobne, że nie jestem sama z tym cholerstwem .Jak dotąd wydawało mi się, że tylko ja tak mam , a cała reszta świata tego nie rozumie i nie pojmuje. Z jednej strony zatem bardzo mi przykro, że to dotyka tak wielu ludzi, a z drugiej strony odrobinę się cieszę, że nie jestem w tym sama, ponieważ któż inny zrozumie mnie tak bardzo jak tacy sami ludzie.

Cierpię na nerwicę lękową co samo w sobie wydaje mi się absurdalne gdyż w zasadzie nie boję się niczego,chyba że jazdy samochodem,ale mam to od dawna i nie przypisuję tego żadnemu rodzajowi nerwic ani fobii . Ludzie i miejsca mnie nie przerażają, nowe sytuacje od zawsze lubiłam,były dla mnie wyzaniem któremu lubiłam stawiać czoła .Taki mam charakter,lubię kiedy coś się dzieje i z przyjemnością biorę w tym udział.
No...moze do niedawna, bo właśnie od kilku miesięcy zaczęło się z moim organizmem dziać coś takiego czego zupełnie nie jestem w stanie ogarnąć.
Nieodparte wrażenie umierania o którym wielu z was już tu wspominało . Uporczywe drżenie rąk i odrętwienie nóg,klucha w gardle,duszenie się ,uczucie zbliżającego się omdlenia, panika z niewiadomych pryczyn .Najpierw poza domem,później juz nawet w nim,a był to wynik strachu przed tym jak za chwilę się będę czuła. Jechałam na hydroxyzynie , moze nie codziennie ,ale później już tak . Nie byłam w stanie iść na zakupy,przerażał mnie tłum ludzi , kolejka w sklepie . Nawet spotkanie biznesowe skonczyło się porażką,choć miło się zaczęło i trwało,do pewnego momentu kiedy nagle zaczęło mnie dusić,nie mogłam siedzieć,musiałam wstać,pod pretekstem wyjścia do toalety,ale nie przechodziło mi, w konsekwencji zostałam odwieziona do domu,strasznie mi było głupio . . .

Od kilku miesięcy biorę Sulpiryd, Parogen i Tegretol . Nie czułam pełni szczęścia,ale dało się żyć . Teraz kazano mi Sulpiryd już odstawic,pozostałe leki w zwiększonej dawce mam . Od dwóch tygodni czuję się jakaś nieobecna, nie dobrze, bo jestem w trakcie załatwiania dość poważnych spraw w firmie, poza tym mój zawód wymaga ciagłego spotykania się z nowymi ludźmi,pertraktacji,a ja jestem często nieobecna i czuję się jakby we śnie . Po odstawieni Sulpirydu raz trafił mi się atak paniki,poza tym nie przychodzą te ataki,ale nie jestem tym kimś kim byłam przed chorobą . Rodzina dokładnie wie co się ze mną dzieje, ale kiedy jest do bani to szkoda mi dzieci, które mnie taką widzą, na swój sposób moze coś rozumieją,ale czy to się komukolwiek zdrowemu uda zrozumieć ?
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
11 sie 2012, 19:12

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Martimo77 15 sie 2012, 11:31
Bliscy napewno beda z Toba i zrozumieja!a na innych nie patrz i w sumie niema sie co chwalic choroba na zewnatrz w naszym kraju raczej lekko niema z takimi chorobami .1 sprawa to dobrze dobrane leki i ilosc ich raczej nie faszerujemy sie iloscia najmniejsza dawke trza brac:)a reszte trza wypracowac samemu,prosze sprobowac zaczac cwiczyc jak zle sie pani czuje wsrod ludzi silownia itd proponuje rower lub szybki spacer na poczatek 1-2godziny x5 w tygodniu!Zobaczysz ze beda efekty!Trzeba samemu dzialac,stosuje ta metode od1998 i zawsze dziala prosze mi uwierzyc:)ostatnio zle bylo ze mna leki biore ale male dawki ale codziennie na rower 2godziny trza troche wysilku dla organizmu i lepiej funkcjonuje..
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
07 sie 2012, 13:28
Lokalizacja
Gorny Ślask

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Migawka 15 sie 2012, 12:05
Czyli naprawdę ruch i sporty mają tak dobre działanie ?
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
11 sie 2012, 19:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Martimo77 15 sie 2012, 12:30
Zdecydowanie tak wieszosc chorych jak ma lęki i nie boji sie wychodzic z domu w czasie ataku lękowego wychodzi z niego maszeruje szybkim krokiem naprzod i idzie idzie idzie:)i przechodzi im wiec dlaczego?:)po prostu ruch zabija te chorobsko:)smialo zacznij od spacerow powiedzmy godzinnych pozniej zwiekszaj ilosc i jakosc:)godzinka tak na poczatek:)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
07 sie 2012, 13:28
Lokalizacja
Gorny Ślask

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez mayarex 15 sie 2012, 15:31
Hejka jestem nowa na forum udzielam sie innym watku,ale dzisiaj znowu zlapal mnie atak ,,cholery,,,wiec zaczelam szperac po forum i trafilam tutaj.
A wiec u mnie zaczelo sie wszystko w maju dziwnymi uciskami w glowie -przemieszczajacymi sie.Oczywiscie dluga droga po lekarzach potem juz sama stwierdzilam ze to nerwica w przed wczoraj byam pierwszy raz u pschychiatry przepisalam mi tabl.fluoxetin.Jem od 2 dni po pol tabl. JAkis czas temu poczulam dziwny ucisk w glowie cieplo ,serce zaczelo walic cisnienie w gore ,strach -teraz wiem ze to ataki lekow.Potem mialam drugi ale dosc lekki opanowalam to bo za pierwszym razem bylam w szpitalu.A dzisiaj cholera znowu mnie dopadla bylam sama z dziecmi w domu maz 50 km od domu w pracy.Stalam obiad robilam w kuchni nagle ucisk gdzies za okiem strach ,lek i cisnienie w gore.Polozylam sie ale nie moglam znalezc sobie miejsca wiec wywalilam dupe na balkon ,przytulilam sie do najstarszego syna i probowalam pokonac starch.JEzzuu jakie to jest okropne uczucie nie wiesz kiedy i gdzie cie ta hiena zastanie.
Od wrzesnia ide do 2 szkol naraz bo teraz mam przerwe w jednej a druga bede zaczynac mam nadzieje ze to mi troszke pomoze ,ze nie bede miec czasu na myslenie o tej cholerze :why: noi zapisze sie na sport zeby cos robic po za wychowywaniem dzieci w domu.
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
29 lip 2012, 22:16

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez warek44 15 sie 2012, 16:24
Jedynš pomocš, po którš sięgam w chwilach kryzysu jest skupienie się na oddechu. Staram się go wyrównywać, mówię sobie że oddycham wolno i spokojnie, staram się tak robić. Często pomaga, nie zupełnie, ale pozwala odpędzić panikę. Poza tym jak np. jestem w szkole na zajęciach i czuję że mnie dopada coraz większy strach a nie mogę np. z kimœ porozmawiać piszę seriami sms`y. To mi zazwyczj pomaga przetwać. Pozdrawiam
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
15 sie 2012, 16:04

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez pangrzegorz1975 16 sie 2012, 14:08
witam was........jestem jednym z tych,ktorych gnębi ta hydra -panika i jej kumpel lęk napadowy.po krotce opiszę moja historie;)
Czas obecny
Siedze sobie w pracy,dzis mam nocke,pracuje w ochronie w pewnym slaskim szpitalu.przed wyjsciem do pracy znow dopadla mnie ta hydra,ostatnio pojawiaq sie co kilka dni-opisze dzisiejszy przypadek-zaczelo sie jak zawsze zrobilo mi sie cieplo,serce przyspieszylo i wiedzialem ze to sie zaczyna-takie przejscie ze stanu normalnosci do fazy odrealnienia,czuje sie wtedy jakbym nie byl soba,jakbym nie byl soba,do tego dochodzi lęk ze tym razem to juz napewno umre choc staram sie sobie tlumaczyc ze zawsze mija.trwa to przewaznie 10-15 minut.do tego dochodzi bol serca,glowy,dusznosc,panika,bieganie po mieszkaniu,otwieranie okien,polewanie sobie glowy zimna woda,totalna niemoznosc uspokojenia siei wzrost cisnienia ,dzis do 175/115 wysoki puls.potem przychodzi odprezenie....zona w tym momencie wie ze nie ma mi wchodzic w droge,w tym momencie izoluje sie zawsze,chce byc sam.gdy cisnienie jest coraz wieksze nakrecam sie bardziej.dodam ze wzrost cisnienia nie zawsze nastepuje,czasem jest w normie.przebadalem sie,serce tez mam zdrowe.czesto przed atakiem zaczyman ziewac ,wtedy tez wiem ze to nadchodzi:)
bylem tez u psychiatry ktory stwierdzil leki napadowe,to bylo w roku 2006,doktor przepisal mi paxtin....po nim jak reka odjal,po tygodniu minelo,czulem sie doskaonale,co wiecej nabralem jakby pewnosci siebie,wczesniej bylem w takim stanie,ze balem sie wyjsc z domu,gdy z niego juz wyszedlem nastepowal atak....lapalem doly,bylem wycofany,dziennie mialem 2-3 ataki
Po paxtinie bylo ok,potem powoli go odstawilem po okolo roku,bylo ok,ale potem wrocilo wszystko.znow p;oszedlem do p[sychiatry,znow kilka wizyt i paxtin,czulem sie dobrze i wciaz bralem paxtin,ale do niego juz nie chodzilem,teraz po paru latach dalej biore ten lek,i mysle ze chyba juz nie dziala wiec zastanawiam sie by poszukac nowego lekaqrza,gdyz ten wyjechal z kraju,i poproszenie go o cos jak paxtin tylko mocniejszego.
sam juz nie wiem co robic.to wyczekiwanie na kolejny atak mnie dobija,boje sie supermarketow,wyjscia gdziekolwiek,i najbardziej ataku w autobisue czy wsrod ludzi tlumu np.zastanawia mnie jedno-jestem spokojnym facetem,skad te nerwy,cos tkwi w podswiadomosci,sam nie wiem,dziecinstwo i zycie mialem udane w sumie.
jest jeszcze taka sprawa ze czxasem boje sie isc spac,a to dlatego ze czesto podczas zasypiania czuje ze mi zaczyna byc duszno,juz jestem jakis wiotki i bez sil-zapalam swiatlo,zaczyman mierzyc cisnienie-to tez pewnie jakis objaw hipochondrii sposodowanej tymi atakami.tak samo czesto boje sie zdrzemnac w ciagu dnia,bo wiem,ze jak sie poloze,zamkne oczy to sie zacznie atak.mam to okresowo-kilka tygodni tych nawrotow,potem spokoj,zdarza sie ze kilkumiesieczny.ale jak sie raz zacznie-to potem jest wyczekiwanie na nastepny ciag atakow,wiec co kilka dni sie pojawiaja......najgorsze jest to odrealnienie,jakbym ogladal to taki nakrecony-taki nie ja........a teraz wroce do lat dziecinstwa....
DZIECINSTWO
gdy mialem lat nascie,powiedzmy 12-14,pojawil sie dziwny okres....otoz....hmmm .nagle,bez powodu gdy robilo sie ciemno i przychodzil wieczor-zaczynalem sie bez powodu bac,czulem sie tez odrealniony,wystaszony,ale pogodzony z tym,ze tak sie dzieje,bez objawow paniki.wtedy pytalem rodzicow lub siostr-czy czasem maja tak-ze czuja sie"jakby ich nie bylo"bo tak sie czulem ,jakby w innym swiecie,oczywiscie nie pojely o co mi chodzi;)ale tak sie czulem-jakby MOJE JA gdzies umknelo,a ja czulem sie jak obserwator.....szedlem spac z tradoscia ze gdy sie obudze,bede soba,i tak bylo,,a potem nastepowal wieczor i to wracalo.....potem samo minelo,nie wiem p[o jakim czasie,ale znow bylem normalny i bylem soba.....
do 22 roku zycia wszystko bylo ok.....ale pwnego razu z ogromnym bolem glowy trafilem do szpitala,zostawili mnie na nefrologii,sam nie wiem czemu;)fakt ze mialem wysokie cisnienie i mysleli ze to moze od nerek;,,,potem leczylem sie u kardiolga bralem dziesiatki lekow itp,ale zauwazylem,ze czas po 20 marca 1997 to jakis nowy etap,ze juz nie jestem taki jak dawniej,przygaslem,pojawiac sie zaczely stany lekowe,ataki,panika,ograniczylem do minimum kontakt z przyjacipolmi,przez 3 lata nie pracowalem,,,,,,bylem w domu,jak emeryt,jak stary dziadek w swej niepenosci i oczekiwaniu naq cios od hydry......
mam pytanie-czy uwaza Pani,ze wydarzenia z dziecinstwa,te nieswoje wieczory moga miec wplyw na pozniejszy nawrot ?moze ta nerwica byla uspiona i w pewnym momencie wystzrelila ze zdwojona sila iod 15 lat trzyma mnie za gardlo,czasem zwalnaijac uscisk i pozwalajac mi cieszyc sie zyciem?sam juz nie wiem,pozdrawiam wszystkich
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
16 sie 2012, 14:04

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 16 sie 2012, 14:45
pangrzegorz1975, Witam:)
Z Twojego opisu wynika ,że diagnoza postawiona przez lekarza jest prawidłowa. Leczyłeś się jednak tylko lekami , które przytłumiły na jakiś czas objawy , a po ich odstawieniu wszystko wróciło. Czy lekarz nie zasugerował Ci terapii? Najwidoczniej masz jakieś nieuświadomione konflikty , które powodują te ataki i dopóki się z nimi nie uporasz choroba nie zniknie. Twoje lęki w dzieciństwie sugerują ,że już wtedy coś się z Tobą działo , były już objawy z których to wtedy nie zdawałeś sobie sprawy. Muszę Ci powiedzieć ,że u mnie wyglądało to bardzo podobnie, Jak zaczęłam sobie przypominać, już w dzieciństwie miałam pewne lęki , później one ucichły, a nerwica "wybuchła" już w dorosłym życiu.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez mayarex 16 sie 2012, 15:24
Ja mam za kazdym razem dziwny ucisk jakby za okiem w glowie lub w skroni ,wtedy nastaje skok cisnienia i panika, lęk.Czy ktos z was cos takiego mial.Codziennie boje sie ze to za chwile sie zacznie.Na codzien mam glowe taka dziwna pelna jakby caly czas byla skupiona.Wczesniej przez 3 miesiace mialam ucisk w glowie przemieszczajacy sie.Ortopeda zrobiony ,rezonans tez Tsh.T3T4 w normie mimo guzkow neutralnych. USG serca zrobione wszystko ok teraz czekam na 24 h ekg .Caly czas mnie wszystko drazni,musze zuc caly dzien gume bo tak zaciskam zeby ze mnie cala ,,paszcza ,,boli :evil: Noi ten lęk ze zaraz znowu skoczy mi cisnienie i nadejdzie ten lek.Na codzien mam niskie cisnienie 100/70 wiec w normie.Mimo ze czytam forum i wszystkie objawy sie sprawdzaja to jakos do mnie nadal nie dociera ze to nerwica.Od 3 dni biore fluoxetin-narazie po polowce. :why: :why:
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
29 lip 2012, 22:16

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez pangrzegorz1975 16 sie 2012, 18:25
jA tez czuje jak bym miał pełną glowe. i takie napiecie.
i to oczekiwanie na atak. masakra.
Wiolu,jesli chodzi o terpaie to chodzilem do tego psychiatry jakis czas,ale potem przeszlo i zaprzestalem,zostaly tabletki konkrenie paxtin.....dzis znow byl ataczek,ale mniejszy niz wczoraji to odrealnienie bylo mniejsze troche ale i tak nie jest dobrze
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
16 sie 2012, 14:04

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez mayarex 16 sie 2012, 19:02
Mnie wieczorami zaczyna bolec glowa ale bolec nie uciskac tylko bolec :why:
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
29 lip 2012, 22:16

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez nuska 17 sie 2012, 11:51
Witam wszystkich serdecznie.Zaliczyłam pierwszy atak paniki,wizyte w szpitalu i poczucie wstydu przed wspolpracownikami.
Mam male pytanie. Czy towarzyszy wam ciagle uczucie zlosci i napiecia? Ja czuje balon w głowie ,jestem tak wsciekła ze az mnie to boli. Wkurza mnie slonce,deszcz,marudzace dziecko,samolot bo za głosny. Na kazde pytanie reaguje agresja. Czuje jakby wszyscy mnie dookola oceniali i krytykowali. Nie umiem oczyscic glowy. Boje sie ze kiedys w koncu cos peknie i albo sobie albo komus zrobie krzywde. Wpienia mnie ze nie potrafie wyrazic wlasnego zdania,postawic na swoim,wiecznie wszystkim pomagam,planuje zycie calego domu,nie mam chwili spokoju. Jak wam udaje sie zrelaksowac. Biegam i cwicze kulturystyke ale to nie pomaga ,biegne albo cwicze i klne pod nosem z wsciekłosci. Co to za cholerstwo. Skad ten gniew. Ja to 39 lat,pracuje jako opiekun osób z demencja,wymagajacy mąż i 4 dzieci(na szczescie bezproblemowych).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
24 lut 2012, 22:34

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez mayarex 17 sie 2012, 14:30
. Czy towarzyszy wam ciagle uczucie zlosci i napiecia? Ja czuje balon w głowie ,jestem tak wsciekła ze az mnie to boli. Wkurza mnie slonce,deszcz,marudzace dziecko,samolot bo za głosny. Na kazde pytanie reaguje agresja. Czuje jakby wszyscy mnie dookola oceniali i krytykowali. Nie umiem oczyscic glowy.

Witaj w klubie mam to samo. :(
Do tego 3 malych dzieci --malych ...wrzeszczacych ,krzyczacych i brak miejsca w przedszkolu masakra :why: :why: :why: i ja z nimi 24 h pada na leb naprawde.
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
29 lip 2012, 22:16

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez EugenN 17 sie 2012, 22:10
Witam. Mam 16 lat, piszę tutaj bo potrzebuję pomocy.
Otóż Lutego 2010 roku, doznałem poraz pierwszy ataku, wyglądał on następująco:
Jadąc autobusem do szkoły, rozmyślałem o życiu, czym jest życie,
co jest po śmierci, czy koniec świata nastąpi w 2012 roku?
I nagle omdliło mnie, wszystko było jak we mgle, koleżanka mówiła coś do mnie, a ja nie reagowałem na to,
serce waliło mi mocno, dopiero po około 30 sekundach przeszło mi.
Od tamtej pory męczę się z myślami, atakami derealizacji aż do dziś.
Na początku było tylko uczucie nierealności, wszystko jak przez mgłe,
panicznie się tego bałem, nie wiedziałem o co chodzi.
Powiedziałem o tym rodzicom, powiedzieli, że nic mi nie jest, że jestem rozpieszczony.
Mimo wszystko dalej ich męczyłem, mama w końcu uwierzyła, jak dostałem ataku, bałem się że to wszystko jest nierealne, że to sen,
że moi rodzice nie istnieją, że moje rodzeństwo też nie istnieje, a przecież tak ich kocham, nie wyobrażam sobie życia bez nich.
Pamiętam to wszystko jak dziś. Później dochodziły różne inne rzeczy, ciągle zadawanie pytań czym jest życie? czemu woda to ciecz?
RÓŻNE bezsensowne pytania pojawiały się w mojej głowie, i mimo że logicznie wiedziałem, że to chore, że poprostu tak to zostało stworzone,
to jednak bałem się tych pytań. Czemu? Sam nie wiem.
Do tego doszło uczucie, że ja to nie ja, a mianowicie było to na treningu boksu(chodziłem żeby wyładowac energie, myslalem ze pomoze),
popatrzalem na sparingu koledze w oczy i przestraszyłem się, w mojej głowie zrodziło się pytanie "dlaczego nie mogę zobaczyc siebie?"
a po chwili lęk że nigdy nie zobacze siebie swoimi oczami, pozniej doszly inne mysli, uczucia jakby nie swoistosci ciała, jak wstawałem nieraz w nocy
do ubikacji, to mialem uczucie jakbym nie mial ciala. Na poczatku przez pierwszy rok było to dla mnie strasznie męczące, niezrozumiałe,
dlaczego ja? dlaczego tylka ja tak mam? Może dlatego że tylko ja jestem prawdziwy? I mimo latania po forach, patrzenia na wypowiedzi innych,
widziałem ze nie tylko ja tak mam, ale moja myśl była nastawiona oczywiscie ku jednemu 'pieprzony teatrzyk', że to fikcja, oni zmyslaja.
Czasami patrząc na kolegów, koleżanki, rodzine, czułem się jakbym patrzał na kogoś obcego..
Często na lekcji fizyki, jak patrzałem na mapke z stopniami celsjusza w róznych miejscach wszechświata to oblatywał mnie strach i myśl, że jesteśmy nic nic nie znaczącym,
małym istnieniem, że nie mamy wpływu na to co sie z nami stanie.
Potem doszedł strach przed kosmosem, strach przed tym ze slonce nas pochlonie, przed wybuchem ziemi, ciągle
wydawało mi się, że za chwile może się coś takiego stać,siedząc w domu, w szkole, w kosciele, idąc do sklepu ciągle się tego bałem, za każdym razem
byłem caly spocony. Wszystkiego sobie tutaj nie przypomne, piszę to na szybko, gdyż własnie dopadła mnie derealizacja, wszystko jak przez mgłę, 2D.
Mimo wszystko jakoś się przyzwyczaiłem do tego, tak jakbym był skazany juz na to. Ten rok jest i tak nadzwyczaj łagodny, może przechodzi?
Znalazłem dziewczyne, i jakoś szło, mogłem spać po nocach, nie myślałem o tych BZDETACH, wiadomo że nie wszystko przeszło, uczucie nierealności, było wciąż
ale w porównaniu do tego co było dawniej, był to dla mnie sukces! Było ok do póki nie wyszło z dziewczyną, po tygodniu, dwóch zaczeło wracać, juz nei tak
jak kiedyś, ale wraca, dzisiejszy atak mówi za siebie. Dobrze, że mamy Czerwiec, bo aż boję się Grudnia, jak mi nie przejdzie to ja chyba na zawał umrę.
Tyle się naczytałem o końcu świata, o jakichś organizacjach NWO, już od paru lat odczuwam strach przedtym a co dopiero za te pare miesięcy...
I nikt nie umie mi przetlumaczyc ze to fikcja. Sam chcialbym w to wierzyc, a mimo to boję się. Byłem też u 2 psychiatrów, i psychologa, jeden mi powiedział po
3 minutach rozmowy, ze mam natretne myśle, dała leki i powiedziała że za pół roku powinno przejść. No nie przeszło. Drugi nie posatwił zadnej diagnozy,
po rozmowie z rodzicami, którzy jak zwykle opowiadają jaki to ja rozpieszczony itd.. uznał że poprostu udaję:) no cóż, świetny psychiatra nie ma co.
Później latałem po psychologach, ale nic to nie dawało, może by dało, ale jak ja byłem na wizycie z 3 razy? Więcej rodzice mi nie pozwalali,
zacytuje "Nie przechodzi Ci to ile masz zamiar tam chodzić?" a jak odpowiadam, że leczenie może trwać nawet 2-3 lata, to odpowiadają "jak zwykle sobie coś wmawiasz". Ciągle te chore spojrzenie na swiat, inne niz kiedys, patrze na swiat jak na cos obcego dla mnie, dlaczego tu zyje? dlaczego tam jest niebo, dlaczego to wyglada tak a nie inaczej? i lęk że ja zyje na ziemi, lęk przed zyciem, ja nawet nie moge sie pomodlic bo czuje lęk nawet przed wszystkim co zwiazane z bogiem, nie moge patrzec na otwarta przestrzen, nie moge patrzec na niebo bo zaraz rozkmina dlaczego ja tu zyje?
Dlatego piszę tutaj, bardzo proszę o pomoc, nie daję sobie rady, rodziców męczyć już nie będę, muszę czekać do osiemnastki.
Powiedzcie, co to do cholery jest? Czy to tylko okres dojrzewania? Co mam robić, żeby mi przeszło, żeby chociaż złagodniało ile się da.
Jak dać sobie radę w tym roku? Ja nie wytrzymam chyba tego grudnia. Dziękuję z góry za pomoc, i za to, że chciało się wam czytać mój niezbyt krótki tekst. Nawet nie wiem czy mam isc do psychologa, czy do psychiatry, nawet nie wiem czy to tylko nerwica, a moze schizofremia, boje sie ze lekarz mnei wysmieje, albo nie zrozumie, ze mi to nigdy nie przejdzie, moze nie przejdzie dlatego ze swiat nie istnieje? moze to tylko moj sen z ktorego sie wybudze wiec jak mam sie z tego wyleczyc? Kolega do mnie ostatnio 'co jest poza wszechswiatem?' wszyscy w okolo zaczeli rozmowe na ten temat, a ja odrazu napad paniki jak sobie to wyobrazilem.. :(

PS. Często szukałem powodów, ale nie miałem pojęcia co mogłobyć przyczyną, nawet jak coś przychodziło mi na myśl,
to odrzucałem to, bo nie miało to dla mnie znaczenia, ale teraz rozumiem, że może to co mnie nie poruszyło, jednak było powodem tej "nerwicy(nie wiem jak to nazwać)".
Miesiąc przed zmarł mi pies, z którym wychowywałem się od urodzenia, była jak siostra. Pod koniec życia ledwo słaniała się na nogach, a ja okazałem brak szacunku,
dopiero potem dotarło do mnie jak skandalicznie się zachowałe, dostarło że to był pies z którym przeszedłem całe 14 lat, obydwoje od malucha.
W Listopadzie przeprowadzka, z domu w którym się wychowałem, też to przeżyłem ale na początku tylko.
I nowa szkoła bez znajomych, z której chciałem się przepisać, ale wszystkie starania szły na marne. A jak już się przepisałem to i tak nie pomogło..

Pozdrawiam.
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
16 cze 2012, 18:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 36 gości

Przeskocz do